Dodaj do ulubionych

2 lata później...

11.10.06, 18:46
2 lata temu straciłam swoje dziecko w 7 tygodniu... dziś po dwóch latach -
nadal czekam na cud. ciągle bezdzietna patrzę, jak koleżanki, kuzynki, inne
kobiety witają na świecie upagnione maleństwa. i nawet łez już nie mam, tylko
ten ucisk w piersiach...
Obserwuj wątek
    • mentafolia Re: 2 lata później... 11.10.06, 19:39
      Leczysz się?Jestes pod dobrą opieka lekarską?
      Moja przyjaciółka - anestezjolog w szpitalu gin.poł, mawia,ze dopóki kobieta ma
      macicę i choć jeden jajnik dotąd ma szansę na macierzyństwo smile
    • as2008 Re: 2 lata później... 11.10.06, 22:15
      u mnie dzis mija dokladnie rok...
      rok minal
      a zycie toczy sie dalej
      • eligie Re: 2 lata później... 11.10.06, 22:41
        abra, as - przykro mi bardzo. Ja jestem miesiąc po stracie. Czy próbujecie być
        w ciązy, czyz zaniechałyście starań? Pytam, bo ja na tą chwilę nie wyobrażam
        sobie kolejnych starań, po prostu nie. Co mówią Wasi lekarze?
        • as2008 Re: 2 lata później... 11.10.06, 22:51
          na wiosne sie staralismy 4 m-ce i nie udalo sie
          teraz znowu temat powraca
          pozyjemy zobaczymy
          co sie uda smile

          Eligie porob troche badan moze znajdziesz przyczyne moze nie
          ja zrobilam troche dla spokoju wlasnego sumienia
          bedzie dobrze smile
          • eligie Re: 2 lata później... 11.10.06, 22:57
            as, idę w piątek do mojego lekarza na wizytę kontrolną po zabiegu i popytam o
            te badania, dzięki za radęsmile A Tobie życze miłych starańsmile) I dużo spokoju i
            zrelaksowania przy staraniach, bo to podobno najlepsza metoda na fasolkowaniesmile
            Buziaki!
            • eligie Re: 2 lata później... 11.10.06, 23:06
              Dziewczyny, wejdźcie na forum "Przed staraniami", wątek "a ja myślałam..",
              dzisiejsza data. Pięknie tam Mentafolia opisała prawdziwą historię,
              preczytajcie. Całuję.
              • antaris Re: 2 lata później... 12.10.06, 08:00
                Eligie gdzie jest to forum "Przed staraniami", szukam i nie moge znaleźć,
                pokieruj proszę.
                • agulka1001 Re: 2 lata później... 12.10.06, 08:47
                  dziewczyny,pocieszyc sie nie da...mozna tylko powiedziec,ze cierpi sie
                  podobnie,i jest ucisk w piersi,i łza na widok małych dzieci i brzuszkow
                  ciezarnych...stracilam dwie ciąze,trojke dziecki,tez jestem bezdzietna,wiec
                  wiem,co mowie...trzymajmy sie jakos i miejmy tą cholerną nadzieje...
                • deszczu_kropelka Re: 2 lata później... 12.10.06, 17:46
                  Eligie, ubiegnę Cię w odpowiedzi, nie pogniewasz się? smile Chodzi o forum:
                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=39386
                  Link do niego jest też z naszego forum, pośród wstępnych informacji (nad wątkami).
                  • abra111 Re: 2 lata później... 12.10.06, 19:13
                    wiem, że wszystkie na tym formum mamy za soba niewyobrażlny ból i stratę...
                    współczuję nam wszystkim. oczywiście, że się leczyłam - początkowo z wiekim
                    zapałem starałam się dowiedzieć: DLACZEGO?? milion badań, w tym HSG (bo to była
                    ciąża pozamaciczna). wszstkie wyniki - rewelacyjne, jajowody drożne... jakaś
                    mała infekcja co jakiś czas (typu grzybek po antybiotyku) i tyle... więc dzień
                    za dniem - coraz mniej nadziei, coraz mniej zapału... mąż też się zbadał - też
                    ok... a teraz przyszedł czas, że sobie odpuściłam - wole się do M przytulić,
                    niż się kochać. łapię się na tym, że boję się bliskości z mężem, boję się, że
                    znowu zacznę mieć nadzieję i znowu z bijącym sercem będę czekać: przyjdzie
                    okres czy nie
                    • eligie Re: 2 lata później... 12.10.06, 19:17
                      Kropelko, hura, już jesteś, czujesz się lepiej?
                      Antaris, znalazłaś drugie forum?
                      abra, przeczytaj ta historię z "przed staraniami", ja nie potrafię Ci
                      powiedzieć nic bardziej mądrze i bardziej pięknie niż to, jak tam to jest
                      opisane.
                      • asia_u Re: 2 lata później... 12.10.06, 20:12
                        U mnie tez minelo 2 lata ale od nie poronienia a juz porodu przedwczesnego
                        blizniakow w 24tyg. Ale od poczatku. Pisze abyscie uwierzyly, ze zawsze trzeba
                        miec nadzieje. W 1 ciaze zaszlam w wieku 29lat po ponad rocznym staraniu sie i
                        kiedy prawie zwatpilismy ze sie uda, nagle okazalo sie ze jestem w ciazy...
                        Urodzilam corke, ciaza bez wiekszych komplikacji. Mijaly lata i kiedy chcialam
                        miec kolejne dziecko, znowu problemy z zajscie i typowa odp ginekologa: skoro
                        zaszla Pani juz w ciaze, prosze sie nie martwic bedzie dobrze. Ale minal
                        kolejny rok nasze malzenstwo bylo na krawedzi rozpadu z powodu kochania sie
                        wg 'zegarka'i zdecydowalam sie na leczenie hormonalne, dzisiaj wiem ze to byl
                        blad. Stymulowana ciaza zastrzyk z Pregnylu i w 1 cyklu staran bylam w ciazy -
                        prawdopodobnie trojaczej/czworaczej. Potem zaczely sie problemy: 8 tydz
                        krwawienie i szpital, 13 tydz krwotok i rozwarcie zewnetrzne - prawdopodobnie
                        wydalenie 2 pustych jaj plodowych, nikt nie potrafil mi powiedziec. Myslalam ze
                        bedzie dobrze, ale nagle w 24tyg pekl mi jeden z pecherzy i odeszly wody
                        plodowe - infekcja wewnatrzmaciczna, prawdopodobnie po przebytych krwawieniach.
                        Dzieci nie uratowano. Szok i zalamanie, przez rok leczenie sie na rozne
                        infekcje wewnatrzmaciczne, ciagle stany zapalne i antybiotyki. Nerwica -
                        leczenie sie u kardiologa i psychiatry, przestalam chodzic do kosciola. W
                        miedzyczasie zle wyniki tarczycy i wysoki progesteron - stwierdzilam ze wylecze
                        sprawy ginekologiczne, a na leczenie tarczycy nie mam sily... I tak minal
                        kolejny rok i kiedy pogodzilam sie z faktem, ze nie bedziemy miec juz wiecej
                        dzieci, kiedy odzyskalam rownowage psychiczna i wreszcie odebralam wyniki ze
                        mam prawidlowy posiew okazalo sie, ze w 2 rocznice smierci blizniakow (dziwny
                        zbieg okolicznosci)jestem w ciazy. Szkok i niedowierzanie, dzisiaj jestem w 19
                        tyg. Ciaza przebiega ok, chociaz w posiewie znowu wrocila jakas cholerna
                        bakteria. Boje sie a jednoczesnie mam przekonanie, ze tym razem sie uda,
                        chociaz wiek nie ten... Pamietajcie, ze wiele rzeczy jest nieodgadnionych,
                        nalezy wierzyc ze sie uda. Zycze wszystkim udanych staran, pamietajcie, ze duzo
                        zalezy od Waszej psychiki.
                        • annor Re: 2 lata później... 13.10.06, 08:54
                          U mnie też mijają dwa lata od straty sad( tęsknię ciągle za tym dzieckiem, ale
                          mam też powód do radości, bo po wyleczeniu tarczycy udało się i mój mały
                          skarbek ma już 6 m-cy smile - gdyby tamto dziecko nie odeszło nie miałabym tego.
                          Takie jest to życie - trudne do zrozumienia, ale nadzieja nigdy nie umiera.
                          • antaris Do annor 13.10.06, 09:08
                            Piszesz o wyleczeniu tarczycy, napisz coś więcej, bo najprawdopodoniej
                            przyczyna mojego poronienia jest tarczyca. Nie wiem napewno, w poniedzialek
                            robie badania TSH i FT4, a we wtorek z wynikami do endokrynologa.
                            Napisz cos proszę.
                            • annor Re: Do annor 14.10.06, 10:24
                              Ja mam przeciwciała TG + nadczynność, która czasem się ujawnia a czasem jest
                              dobrze, brałam thyrozol przed ciążą i potem jeszcze przez pierwsze m-ce w
                              niskich dawkach. Tarczyca nie lubi stresu, a wtedy miałam w pracy sad i machina
                              ruszyła. W tej szczęśliwie zakończonej ciąży byłam pod opieką mojej kochanej
                              pani doktor + 9 m-czne wakacje w domu i udało się. Jak narazie tarczyca
                              wyciszona, wyniki dobre. Zrób badania p-ciał TG i TPO.
                              • antaris Re: Do annor 14.10.06, 11:16
                                Annor a czy ty robiłaś TSH i FT4? Czy wiesz jaka jest róznica miedzy TSH i FT4,
                                a przeciwciała TG + nadczynność. Bo nie wiem czy robić tez te przeciwciala, czy
                                zaczac od TSH i FT4, a potem te o ktorych ty piszesz. Czy wiesz ile kosztuja te
                                badania na przeciwciala?
                                • annor Re: Do annor 15.10.06, 10:54
                                  Napisałam Ci na pocztę.
                      • antaris Re: 2 lata później... 13.10.06, 09:05
                        Tak, bardzo dziekuje. Jak również dziekuje, że jestescie, to mi bardzo pomogło.
                        Nikt tak nie pocieszy i nie zrozumie jak Wy. Wielkie dzięki kochane.
                  • antaris Re: 2 lata później... 13.10.06, 09:06
                    dzieki!!!
                    • abra111 Re: 2 lata później... 13.10.06, 18:25
                      wszystkie wiemy, że psychika najwazniejsza - ale przychodzi taka chwila, że po
                      prostu nie ma siły! ja czasami mam dość udawania, że jest ok, dość
                      bycia"dzielną", dość brania się w garść! bo można udawać, że wszystko pod
                      kontrolą, że człowiek pogodził się z losem, ale w głębi serca czuję bunt! i
                      upływ czasu go nie załagodził... najgorsze jest ukrywanie myśli przed
                      najbliższymi, bo przecież nie wybuchnę w twarz najbliższej koleżance, że tak
                      bardzo jej zazdroszczę! nie - powiem, że się cieszę, gratuluję, wspieram - i to
                      wszystko najprawdziwsza prawda. ale prawdą jest też ten czarny smutek, który
                      kryje się pod uśmiechem... i dlatego - dobrze, że jesteście! ja bardzo rzadko
                      piszę na forum - ale jestem tu od dwóch lat, czytam, wspólczuję, przeżywam
                      wszystkie historie... i mogę tylko powiedzieć - dobrze mieć świadomość, że
                      jesteście... to takie koło ratunkowe, kiedy czuję, że tonę - wskakuję do was i
                      wiem, że nie jestem sama - bo wy zrozumiecie najlepiej...
                      • eligie Re: 2 lata później... 13.10.06, 21:47
                        Trafiłaś w sedno, pięknie to napisałaś - o tym, że gratulujemy, cieszymy się z
                        kimś, a równocześnie że zazdrościmy, płaczemy, nie pokazujemy tych smutnych,
                        smutnych uczuć. Też traktuję to forum jak koło ratunkowe..smile Pozdrawiam ciepło.
                      • antaris Do Abra111 14.10.06, 11:20
                        Przeczytalam to co napisalas i tak jakbym czytala o sobie? Jesli mozna wiedziec
                        to czy ty tez poronilas? Bo ja niestety 02.10.06r. dowiedzialam sie tej
                        starsznej rzezczy ze serduszko juz nie bije. A 01.10.06r. bylam na urodzinach u
                        kuzynki syna, ona jest z trzecim w ciazy i jeszcze bylysmy razem w ciazy, a tu
                        nastepnego dnia...
    • alicja1978 Re: 2 lata później... 15.10.06, 14:12
      witaj abra! Jestem w tym samym punkcie co Ty.. Prawie 2 lata temu poroniłam w 7
      tyg moją pierwszą ciążęsad Długo dochodziłam do siebie aż w końcu podjęłam
      decyzję że jestem gotowa na dziecko. Od ponad roku staramy się z mężem o
      maluszka ale niestety ciągle bezskuteczniesad I dziś w tym szczególnym dniu jest
      mi jeszcze bardziej smutno niż zwykle.. Ciągle jednak mam nadzieję ze kiedyś
      się uda..
      Pozdrawiam ciepłosmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka