16.06.03, 16:57
Bardzo się cieszę, że pojawił się taki wątek. Sama chciałam go założyć.
Przyznam, że do niedawna nie zdawałam sobie w ogóle sprawy, że to takie
przykre... pięć lat temu urodziłam zdrową śliczną córeczkę i jest ona moim
najwiekszym spełnieniem i gdyby nie ona, to bym gorzej przeżyła to co się
stało. To ona powstrzymała mnie na duchu. Także ona przeżyła naszą tragedię,
bo bardzo pragnęła braciszka. Miał być... tuż tuż... był juz prawie...
niestety w ósmym miesiącu jeszcze w brzuchu, przestało bić jego serduszko.
Lekarze pocieszali, że był bardzo chory i nie mogło się stać inaczej.
Niektórzy twierdzili, że lepiej się tak stało, bo byłby roślinką niezdolną do
samodzielnego życia. Urodziłam go siłami natury. Wazył prawie 3 kilo...
wszystko się odbywało jak całkiem zwyczajny poród... i tak czuję do dziś
jakbym miała dwoje dzieci, lescz to drugie nie może być z nami. Jest gdzieś
wysoko naszym aniołkiem. Czasami rozmawiam z nim, mówię "syku mój malutki,
dlaczego nie możesz być z nami?" mamusia, tatuś i siostrzyczka tak bardzo Cię
kochamy. Wierze że nadejdzie taki moment, kiedy wszyscy razem się spotkamy.
Moja córeczka czasem pyta o braciszka... dlaczego go nie ma... tak wszyscy na
niego czekaliśmy...
Lekarz stwierdził że przyczyną choroby była infekcja, bo badania które
robiłam, łącznie z genetycznymi wykazały że wszystko jest w porządku.
Spokojnie mogę po trzech miesiącach zachodzić w ciąże. I tak też się stało.
Niestety w 10 tygodniu moja Marysia (bo jestem pewna że to była dziewczynka)
popłynęła wraz ze strumieniami krwi by spotkać sie ze swoim braciszkiem. Tak
więc teraz dziadek (mój ojciec zmarł trzy lata temu) ma teraz dwójkę wnucząt
w zaświatach. Nie jest sam. A my mamy dwa aniołki do ktorych możemy się
modlić...

A tak chciałabym .... tak chciałabym ... tak chciałabym ... tak chciałabym...
tak bardzo chciałabym... i co zrobić?

Lekarz powiedział do trzech razy sztuka.... nie ma żadnych przeciwskazań i
przyczyna nie jest znana, tego co się stało... a może spróbować u innego
lekarza... czy to pomoże? Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • adju Re: aniołki 17.06.03, 21:04
      Przykro mi,że poznajemy się w tak przykrych okolicznościach...ale BARDZO się
      cieszę,że się odezwałaś!
      Osobiście uważam, że taka sytuacja jak Twoja jest najbardziej tragiczna ze
      wszystkich poronień. Naprawdę, jesteś bardzo silną osobą skoro przeżyłaś poród
      który powinien być radością a stał się dla ciebie źródłem cierpienia a potem
      jeszcze córeczka-koszmar, naprawdę bardzo Ci współczuję
      Moja sytuacja też jest smutna-poszliśmy z mężem na usg-radośni, szczęśliwi z
      kasetą video pod pachą a tu wiadomość, że dzidziuś nie żyje już od przeszło
      tygodnia. A potem sama wiesz szpital, zabieg, rozpacz...u mnie to był koniec 12
      tyg.
      Mi lekarka też na początku powiedziała, że za 3 miesiące znów będziemy mogli
      próbować ale szybko się okazało, że to prolaktyna zła, że laktacja, że się nie
      goi-no i w końcu powiedziała, że do listopada to nawet nie ma mowy (wstrętna
      baba!!!). A ja tak żyłam tym sierpniem, że napewno się uda (wcześniej miałam
      problemy z zajściem w ciążę).
      Jestem pewna, że i dla nas słoneczko zaświeci. Jeśli tak brutalnie doświadczył
      nas los to tylko po to abyśmy dostały potem nagrodę-zdrowiutkie dzidziaki!
      Odzywaj się proszę jak tam u Ciebie a o swoje aniołki się nie martw są przecież
      pod opieką dziadka smile
      • natkaszczerbatka Re: aniołki 17.06.03, 22:04
        dzięki za słowa współczucia i pocieszenia jednocześnie. Staram się, żeby to co
        się stało nie miało wpływu na moje codzienne funkcjonowanie. W końcu mam
        śliczną coreczkę, która za miesiąc kończy 5 lat. Cały czas jej poświęcam i
        staram się nie myśleć o Brunonku i Marysi. O tym oczywiście nie da się nie
        myśleć, ale przynajmniej staram się nie myśleć smutno, tylko myśleć nadzieją.
        Będziemy próbować znów ... a tak przy okazji... czy po Twoim poronieniu miałaś
        robione jakieś badania czy coś w tym rodzaju. Ja w szpitalu poza rutynowym
        zabiegiem i rutynową kontrolą 4 tygodnie po, nie miałam żadnych badań. Pani
        doktor stwierdziła, że "ginekologicznie jestem zdrowa jak ryba!". A więc zkąd
        to wszystko? W pierwszym przypadku, owszem mialam bardzo dużo badań, wręcz
        niezliczoną ilość - ale wszystkie wychodziły prawie w porządku, poza usg...a
        więc powtarzam pytanie rzucone już na tym forum: jakie badania zrobić w takiej
        sytuacji?
        • adju Re: aniołki 18.06.03, 21:49
          Cześć Natka!
          Właśnie to pytanie z badaniami sama rzuciłam, ale niestety nie ma odzewu...
          Moją lekarkę to muszę wręcz błagać aby cokolwiek mi zleciła (chodzę państwowo
          więc może stąd to podejście?). Jestem dopiero 4 tyg. po i czekam na okres a
          potem mam zrobić posiew moczu i w kolejnych dniach cyklu hormony (prolaktyna,
          progesteron, tarczyca itp). Następnie choroby odzwierzęce tzn. toxoplazmoza i
          cytomegalia czy coś takiego.
          Muszę Ci powiedzieć, że jestem strasznie zła bo te wszystkie wiadomości mam od
          koleżanki którą też spotkał taki los jak nasz a nie od lekarza!!! Ten babsztyl
          stwierdził, że pierwsze poronienie to normalka i że nie powinnam panikować.
          Przy interpretacji hist-pat stwierdziła, że wszystko o.k tylko pacjent zmarł-
          wyobrażasz sobie-tak mówi lekarz i to w dodatku kobieta (ostatni raz u niej
          byłam).
          Natko-miałaś może robione takie badanie na sprawdzenie drożności jajowodów-
          podobno po łyżeczkowaniu powstają zrosty więc zastanawiam się czy go nie zrobić
          choć podobno zabieg ten b. boli.
          A jak u Was-zaczynacie strania? My z mężem stwierdziliśmy, że jak badania będą
          o.k to zaczynamy od września czyli 4 m-ce po poronieniu. Wszystko jest w rekach
          Boga a my nie mamy nic do gadania czy tym razem się uda.
          Ściskam cieplutko i daj znać co z tym Twoim usg.
      • roksana78 Re: aniołki 11.12.03, 20:11
        witam serdecznie
        cięzki nas los... ja miesiąc temu poroniłam, więc dobrze wiemy co to oznacza i
        jak się cierpi z tego powodu... Adju do dziś też liczyłam tak jak Ty, że
        odczekam z mężem 3 miesiące i będzie kolejna ciąża.. jednak odkąd czytam rózne
        wypowiedzi dziewczyn, to boję sie o kolejną ciążę.. czeka mnie pewnie szereg
        róznych badań... bo na dzień dzisiejszy mam tylko wynik ze skrobanki " stan
        zapalny i krwotoczny zmienionej doczesnej. kosmków brak" Dopiero za tydzień idę
        do mojego lekarza, a potem pewnie zaczną mi się przeróżne badania i tak pryśnie
        moja nadzieja, że za 3 miesiące będę w ciąży sad(
        boziu jakie to wszystko jest smutne... jednak trzeba mieć nadzieję...
        trzymaj się Adju i inne dziewczyny smile
    • gizmag Re: aniołki 24.06.03, 14:12
      cześć dziewczyny.Mam na imie Magda i mnie takze spotkała tragedia.Urodziłam
      martwa córeczke w 41 tygodniu ciąży .Doszło do zawału łożyska,była to moja
      pierwsza ciąża.Bardzo to przeżyłam ja i moi bliscy.Lekarze u których byłam
      zalecili mi poczekać z następna ciążą około 6 miesięcy.Weroniczka bo tak
      nazwałam swoją córeczke ni spieszyła sie na świat a ja niezdawałam sobie sprawy
      że może dojść do czegoś takiego,podobno zdaża się tak raz na 4 milony i akurat
      mnie to spotkało.Co do badań to robiłam "
      -toxoplazmoze
      -cytomegalie
      -listerioze i wymaz z pochwy w kirunku bakterii zwierzęcych i grzybów.
      Wszystkie badania wyszły prawidłowo.Moja córeczka była zdrowiusieńka bez
      żadnych wad genetycznych.tragedia wydażyła sie w lutym wiec już niedługo
      bedziemy mogli z mężem pomyślec o rodzeństwie dla weroniczki.Bardzo mi jej
      brakuje i tesknie za nia ale wiem że jest w dobrych rekach i patrzy na nas z
      góry ,przeciez kiedys napewno sie z nią spotkamy ale teraz trzeba zyć
      normalnie,aby przyszłe potomstwo nie odczuło tego napięcia.POZDRAWIAM WAS
      SERDECZNIE I TRZYMAM ZA WAS I ZA SIEBIE KCIUKI>WSZYSTKO BEDZIE DOBRZE BO MUSI
      BYĆ DOBRZE.
      • adju Re: aniołki 25.06.03, 18:45
        cześć Gizmag
        Naprawdę bardzo mi przykro...
        Ja straciłam mojego dzidziaka bardzo wcześnie (koniec trzeciego miesiąca)a i
        tak zdążyłam już go pokochać a co dopiero Wy dziewczyny musiałyście czuć jak
        miałyście swoje maleństwa tak długo-naprawdę nie wiem co powiedzieć...
        Jedyne co daje mi teraz siłę to myśl o kolejnym dziecku. Postanowiliśmy z mężem
        że jeśli badania wyjdą o.k to zaczniemy działać w tym kieruku już od sierpnia
        (to będzie trzeci miesiąc po-tzn w trzecim cyklu). Nie wiem czy to nie za
        wcześnie szczególnie, że nie dostałam jeszcze miesiączki po zabiegu a mija już
        5 tydzień!!!
        Będzie dobrze i mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogły ciszyć się z dwóch
        kreseczek-no ale tym razem szczęśliwych już do końca
        PA
        • meme1 Re: aniołki 13.07.03, 10:59
          stracilam go w styczniu.byl malenki mial 6 tygodni.ale juz bilo mu serduszko!
          dobrze ze mam juz jednego skarba-spi teraz slodko po sniadankusmile
          mimo wszystko nie moglam sie pozbierac...do tego zostalam z tym sama bo dla
          meza nie istnieje ten temat....przeczytalam kilka dni temu "jeza"kotowskiej i
          juz wiem ze on wroci i bedzie w innym brzuszku ale my go znajdziemy
          (przeczytalam mu na glos)i juz zawsze bedziemy razem...
          • gizmag Re: aniołki 13.07.03, 17:12
            Witaj meme już muślałm że tu nikt nie zagląda.Wiem co czujesz przeszłam przez
            to samo a może i bardziej.Ty masz to szczeście że mały szkrab jest przy tobie i
            masz choć jego,co nie moge powiedzieć ja.To była moja pierwsza i upragniona
            ciąża ale los tak chciał.Musimy sie trzymać próbować ponownie.Ja startuje od
            sierpnia i trzymaj za mnie kciuki ja też bede trzymała za ciebie.GORĄCO CIE
            POZDRAWIAM>
    • beata5555 Re: aniołki 15.07.03, 15:49
      Pozdrawiam was wszystkie, moje przeżycia są podobne jak wasze. Tylko że ja mam
      6 letnią córkę a za sobą dwa poronienia i ciąże martwą. Najpierw trudności z
      zajściem a potem z donoszeniem. Teraz znów prubujemy od zabiegu minął rok mam
      NADZIEJĘ że tym razem się uda do końca. Wieżę że i wam bocian coś podrzuci
      tylko trzeba czekać . Beata.
      • gizmag Re: aniołki 15.07.03, 20:02
        Dziekujemy ci beatko za mile słowa.Trzymam za ciebie kciuki.Ja z mężem bedziemy
        próbowac w sierpniu i zobaczymy!!!.POZDRAWIAM CIE I RESZTE Z ANIOLKAMI W
        SERDUSZKACH>
        • yousta1 Gizmag hello 15.07.03, 22:58
          Cześć Gizmaczku!
          Fajnie, że wpadłaś na forum które założyłam (adju wzięło się stąd, że do login
          yousta zpomniałam hasła no i musiałam zarejestrować się ponownie...proszę się
          nie śmiać hasło juz przypomniane)
          Myślałam, że to forum się bardziej rozkręci ale może to i dobrze-znaczy, że
          jest nas mniej bidulek, matek bez dzieci albo poprostu ludzie lepiej sobie z
          tym radzą niz myślałam.
          Jak zawsze ściskam cieplusieńko Justyna
          • gizmag Re: hello yousta. 16.07.03, 15:19
            Witam ponownie .Dobrze że jest nas tylko tyle ,niech lepiej inne dziewuszki
            przez to co my przeszłyśmy nie przechodzą.Po złym przychodzi dobre i nas
            właśnie ta dobroć dosiegnie-zobaczysz.Pozdrawiam!!!!
    • agathea Re: aniołki 18.07.03, 13:26
      Cześć dziewczyny,
      Mam na imię Agata. Zanim znalazłam to forum opisałam swoją historię na Forum
      GW, więc już nie będę tak szczegółowo się rozpisywać. Ja straciłam swojego
      Jasia w 18 tyg. To było okropne bo na ostatnim USG przed jego śmiercią
      widziałam jak rusza rączkami, nóżkami, jak się patrzy jakby na mnie poprzez
      monitor. Lekarz robiący mi amniopunkcję, przy której jest jednocześnie USG
      powiedział, że on taki ciekawski, że interesuje się igłą... Jeszcze teraz
      płaczę pisząc o tym.Jedyne, co nam po nim pozostało to kilka zdjęć USG. Nasz
      lekarz powiedział, że możemy spróbować po 3 cyklach, co wypada we wrześniu, ale
      gdy czytam, że piszecie, że to może nie być koniec kłopotów: kolejne
      poronienia,itd. to zaczynam się bać (dotąd pocieszałam się, że jak mamy już za
      sobą jedną tragedię, to wystarczy i że wykorzystaliśmy już swój limit
      nieszczęść a tu okazuje się, że niekoniecznie).
      Jeśli chodzi o badania po poronieniu to ja ich nie robię, bo mnie nie dotyczą
      (miałam wywoływany przedwczesny poród sztucznie w szpitalu), ale jak
      wejdziecie na Forum Gazety Wyborczej na mój list pt.: gdy stracisz ciążę, to
      znajdziecie tam list jednej dziewczyny, która bardzo szczegółowo opisała
      badania, które trzeba wykonać i gdzie można to zrobić - POLECAM.
      Mam pytanie na temat 'jeza' Kotowskiej - napiszcie coś więcej, domyślam się, że
      to książka? Podajcie wydawnictwo i pełną nazwę książki - o czym jest?
      PS. Bardzo spodobało mi się hasło Justyny 'matki bez dzieci', właśnie takie
      jesteśmy ale jesteśmy też silne, ponieważ dopiero takie przeżycia pokazują co
      tak naprawdę jest w życiu ważne.
      Pozdrawiam
      Agata
      • yousta1 Do Agaty 25.07.03, 21:07
        Agatko,gdzie mogę znaleźć twój list pt. "gdy stracisz ciążę".
        Przekopałam cały internet i na nic nie wpadłam. Daj proszę znać.
        Pozdrawiam Justa
        • agathea Re: Do Agaty 21.08.03, 17:05
          Cześć Justynko,
          Sorry, że dopiero teraz odpowiadam ale dawno nie wchodziłam na to forum. Żeby
          znaleźć mój list musisz wejść najpierw na stronę gazeta.pl, potem Kobieta,
          potem e-dziecko, potem Forum, potem Ciąża i poród. Mój list jest pod datą
          18.07.2003 godz. 15.13.
          Pozdrawiam
          Agata
    • grrrrw Re: aniołki 19.07.03, 23:05
      To było w lipcu, jedenascie lat temu, a na wspomnienie tych wydażeń do dziś
      ściska mnie coś w sercu. Straciłam dziecko w szóstym miesiącu, to był chłopiec
      miał już imię - Mikołaj. Urodził sie po prostu za wczesnie. Jak to przezyłam ?
      Przede wszystkim do końca wierzyłam, że bedzie dobrze, choc jechałam do
      szpitala z bólami, nocą, sama , bo w karetce nie było miejsca dla męża.
      Urodziłam nad ranem, na łóżku szpitalnym, mimo załozonej kroplówki z lekiem na
      powstrzymanie porodu. Nawet nie bolało tak bardzo, było bardzo szybko, kilka
      krótkich bóli i zobaczyłam ciało dzieka między nogami. Inne pacjentki, gdy sie
      zorientowały, że urodziłam,zawołały lekarkę, pielegniarki. Przywieziono wózek,
      odcieto pępowine,kazano mi przejśc na wózek, a nastepnie lekarka wzięła moje
      dziecko, nie zyjące już wtedy ( czego dowiedziałam sie nastepnego dnia) z
      wyrazem wielkiego obrzydzenia na twarzy przez kawałek ligniny i połozyła
      niestety nie nawózku, koło mnie, na co czekałam, ale na siatce ponieżej, obok
      moich pantofli. Mnie sie serce wyrywało do mojego dziecka, ale nie miała siły,
      byłam zreszta bardzo młoda, prostestować. Zrobiono mi oczywiscie czyszczenie
      macicy, wydobyto łozysko - pod znieczuleniem, ale jakims działającym częściowo -
      bo pamietam wszystko dość dobrze, tylko nie byłam w stanie wysłowić się, o co
      mi chodzi,chodziło mi o chrzest, sądziłam, że dziecko żyje. Chciałam też
      obejrzeć jeszcze raz syna, ale nie pozwolono mi. Po kilku godzinach przyszedł
      do mnie anestezjolog i zapytał "jak sie pani czuje" - pytanie to wydało mi sie
      kompletnie od rzeczy, od rzeczy; a za moment przyszła jakaś lekarka i podsuneła
      mi paier "proszę tutaj podpisać zgadzam sie na spalenie płodu", co zrobiłam i
      nie moge do dzisiaj odżałować. Była "skołowana". O dziewiątej rano, po
      obchodzie przyszedł mąż, który dopiero wtedy, ode mnie dowiedział się o
      wszystkim, bardzo był zmartwiony, że zgodziłam się na to "spalenie płodu". W
      rozmowie z lekarzem , który zbagatelizował w bardzo nigrzeczny sposób nasz
      problem, dowiedzielismy się, że jeszcze nigdy nie słyszał, żeby użądząc pogrzeb
      dziecku ważącemu 600 g. Zastanawiam sie od jedenastu lat, czy jakies przepisy
      regulują te sprawy i czy rzeczywiście nie miałam żadnych praw do ciała mojego
      syna.
      Bóg dał nam jeszcze jedno dziecko, nastepny syn urodził sie dokładnie, co do
      dnia w dziesiątą rocznićę tamtego. GK
      • yousta1 Do grrrw 25.07.03, 00:36
        Jak czytam takie historie to odczuwam dwie rzeczy
        1) odromny smutek
        2)wściekłość!!!!!!!!!!!!!!Bezczelni, chamscy lekarze, durne pielęgniarki, i
        cały pieprzony system.
        Naprawdę Droga grrrw nie wiem co powiedzić-pierwszy raz słyszę coś takiego aby
        tak traktowno pacjenta, człowieka nie mówiąc już o tym ,że przeżył on tak
        straszną tragedię.
        Jeśli chodzi o pogrzeby to jak się coś dowiem to dam Ci znać.

        Z całego serducha ściskam Cię mocno-jesteś bardzo dzielna!!!!!!!!!
      • grrrrw Re: aniołki 25.07.03, 11:51
        Dzięki, zapomniałam dodać, że pewna pielęgniarka kiedyś prywatnie tłumaczyła
        mi, że na jej nosa dziecko wazyło więcej, tylko tka a jakas jest tendencja w
        szpitalu, żeby zaniżac wagę, chodzi o statystyki, ale nie tylko - także o
        pieniądze z tytułu ubezpieczenie, należą sie podobno dopiero od 601 g wagi
        dziecka. Stąd to zdenerwowanie lekarza, gdy mąż upierał sie, by mu wydano ciało
        dziecka. Oczywiście są to tylko domysły.
        Napisałam to ku przestrodze, nie dać się naciągnąć zbyt łatwo na taką "zgdę",
        sądzę, że czuła bym się lepiej, gdybym pochowała mego synka, nawet bez zgody
        zarządu cmentarza w naszym grobie rodzinnym.
        W moim poprzednim liście jest kilka połknietych liter, ale można chyba sie
        domyślić o co chodzi. GW
        • yousta1 Do grrrw 25.07.03, 20:18
          Rozmawiałam z moją kuzynką, której córeczka urodziła się w 5-tym miesiącu. Na
          szczęście przeżyła choć lekarz myślał (W-wa szpital na Madalińskiego)że dzicko
          jest martwe i ścisnął główkę tak, że ją zmiażdżył (Karolinka ma 2 zastawki w
          mózgu, niedowidzi na jedno oczko, nie chodzi nie mówi a ma już 4 latka....
          Karolinka jak się urodziła to ważyła 490 gr i lekarze absolutnie nie chcieli
          jej zarejestrować (od 500 gr). Pielęgniarka dostała w łapę i dodała 0,10 gr.
          Chrzest odbył się w szpitalu z wody. Z tego co mi powiedziała (po moim
          poronieniu)to jak dziecko urodzi się martwe to jest coś takiego jak
          namaszczenie przez księdza św olejami (niestety moje było za malutkie...).
          Jako, że jestem osobą głęboko wierzącą to miałam ogromne wyrzuty sumienia, że
          moje maleństwo bez chrztu błąka się gdzieś tam na górze ale znajomy ksiądz mi
          wytłumaczy, że Bóg i tak je do siebie przyjmie zaś jako prawnik mogę Ci
          odpowiedzieć, że szpital ma obowiązek wydania zwłok (ponieważ Twoje maleństwo
          było w pełni ukształtowane to jest to traktowane jako zwłoki.
          Było to tak dawno, że nie powinnaś zadręczać się teraz takimi myślami.Moim
          zdaniem zwykła modlitwa pozwoliła naszym dzieciom dotrzeć tam dokąd każdy z nas
          zmierza...
          Całuję J
          • beata5555 Re: Do grrrw 26.07.03, 14:28
            Moja koleżanka urodziła w 25 tyg., dziewczynka ważyła 500g. Pielęgniarki ją od
            razu ochrzciły niestety zmarła po 40 min. Rok później znów w 26 tyg. urodziła
            córeczkę ona przeżyła tylko 24 godz. Obie dziewczynki są pochowane na cmentarzu
            i miały normalny pogrzeb. Myślę ,że gdyby ktoś się tobą zajął to może twoje
            dziecko urodziło by się żywe. Teraz coś na pokrzepienie serc dziś ma dwóch
            synów 6 i 4 lata i jest bardzo szczęśliwa.
            Sądzę , że Bóg sam osądzi ten personel medyczny, a ty kiedyś spotkasz swojego
            synka.
            Pozdrawiam Beata.

          • grrrrw Re: Do grrrw 26.07.03, 16:19
            Nie doceniałam internetu. Tak szybko otrzymałam wyrazy zainteresowania sprawę,
            że jest mi doprawdy głupio. Doceniałam na własnym przykladzie potrzebę
            wspierania się, mówienia o swoich problemach, dawniej wydawało mio się, że
            listy ineternetowe, to jakies dziwactwo.
            Ten mój list jest klasycznym przykładem reakcji "rocznicowej", nie sądziłam, że
            aż tak się wyryczę pisząc te listy i az tak mi ulży. (Jestem sama w
            domu,rodzina na wakacjach nie mam co robić, więc błakam sie po internecie).
            Co do konkretów, po tym, co przeczytałam, że w moim niewczesnym porodzie -
            zawsze to podejrzewałam - było jakieś zaniedbanie szpitala, błąd, który chciano
            zatuszować. Stąd takie działanie podjeto. Oczywiscie po latach jest to tylko
            dyskusja dla dyskusji.
            W międzyczasie odkryłam inne strony - "nasz-bocian" i "starania", nie sądziłam,
            że poronienia to taki chodliwy temat. I wszędzie ten sam ból i pustka.
            Nigdzie jednak nie pojawił się watek troski o pochówek dziecka, czy ja jestem
            jakas nietypowa ? No, tyle na dzisiaj GW
    • agathea Re: aniołki 21.08.03, 17:18
      Po dłuższej przerwie weszłam na "aniołki" bo chcę się podzielić swoimi
      przeżyciami, które zaczynają mnie niepokoić. Może któraś z was miała lub ma
      podobne odczucia.
      Od przedwczesnych narodzin mojego synka mijają już 3 miesiące. Właściwie
      doszłam już do siebie fizycznie i jak mi się wydaje psychicznie ale zastanawia
      mnie i niepokoi zmiana, która się we mnie dokonuje (może to kolejny etap
      dochodzenia do siebie?). Mianowicie tuż po nie mogłam sobie wyobrazić, że
      będziemy musieli czekać z ponownym zajściem przynajmniej 3 miesiące. Teraz gdy
      ten termin mija ja zaczynam odczuwać paradoksalnie niechęć do ciąży i
      posiadania dziecka. Ponieważ i tak postanowiliśmy z mężem poczekać z poczęciem
      do grudnia, mam jeszcze trochę czasu. Boję się jednak, co będzie jeśli
      nadejdzie grudzień a mi nie przejdzie. Naprawdę nie rozumiem skąd się wzięły
      takie odczucia ale są one naprawdę bardzo silne. Może to strach przed nieznanym
      i coś co pozostaje po urazie spowodowanym pierwszym niepowodzeniem.
      Co o tym myślicie?
      Pozdrawiam
      Agata
      • gizmag Re: aniołki 22.08.03, 19:24
        mam to samo.od mojej trgedii mineło już regulaminowe 6 miesiecy i bedziemy
        mogli z meżem pr.óbować ponownie a mnie oblatuje paniczny strach przed ciaża.W
        lutym po tym wszystkim chciałam jak najszybciej a teraz niby pragne dziecka ale
        sie boje co bedzie.
        • agathea Re: aniołki 24.08.03, 22:33
          Wiesz, po namyśle dochodzę do wniosku, że to jest taka urazowa reakcja i że
          jest normalna. Ale jak ze wszystkimi urazami, jedyna metodą jest przełamanie
          strachu i wiara w powodzenie. Staram się tak nastawić, bo tylko pozytywne
          myślenie może pomóc i doprowadzić do szczęśliwego finału.
          • grrrrw Re: aniołki 26.08.03, 23:30
            U mnie odwrotnie, obsesyjnie pragnęłam powtórki, jakies chore ambicje, czy
            jak ? Kazano odczekać pół roku, więc odczekałam i nie mogłam sie doczekać.
    • amanda2002 Re: aniołki 09.09.03, 22:52
      Witam wszystkich!
      Tak bardzo sie ciesze ze trafilam na ta strone. Ja tez jestem mama malego,
      pieknego aniolka ktory na imie ma Amanda!
      Wlasnie jutro mija 9 miesiecy od odejscia Amandy. Jest mi ciezko! Tak bardzo
      jej pragnelismy a jednak zostala nam ona odebrana. Jakie zycie okazalo sie
      okrutne!
      Bylam w 37 tygodniu ciazy kiedy to wszystko sie stalo. Rano odeszly mi wody
      plodowe a po 2-3 minutach poszla krew. Tracilam powietrze i zemdlalam.
      Natychmiast pojechalismy do szpitala ale okazalo sie za pozno...nasza coreczka
      odeszla do nieba. Bylismy w szoku! Dlaczego tak sie stalo????????? Powodem
      bylo gwaltowne oderwanie sie lozyska.
      Stracilam b.duzo krwi, zrobiono mi natychmiastowa cesarke. Bali sie ze nie
      przezyje porodu.
      Gdy sie obudzilam bylo juz po wszystkim, moglam przytulic moja mala, sliczna
      krolewne. Wygladala jak piekna, spiaca krolewna ktora lada chwila otworzy
      oczka i sie usmiechnie do nas.
      Jest mi przykro ze zycie okazalo sie tak okrutne i niesprawiedliwe!
      Dlaczego Pan Bog zabiera nam nasze dzieci? Dlaczego nas tak skrzywdzil?

      Pozdrawiam Was wszystkich bardzo mocno!
      Nasze aniolki pewnie bawia sie razem w niebie calymi dniami! Musze w to
      wierzyc aby nie zwariowac!
      Monika mama Amandy- 2002 12 10
      • zibi59 Re: aniołki 04.10.03, 21:00
        niezmiernie mi przykro że spotylamy się w takich okolicznośćiach. Od mojej
        tragedii minął rok a ja nie mogę się pozbierac. Ze szczegołami opiszę póżniej,
        bo teraz nie jestem wstanie. jestem z Wami.
        • nikita.a Re: aniołki 05.10.03, 11:16
          W lipcu przeżyłam to samo.Na szczęście mam już 5 letnią córeczkę więc chyba
          było mi łatwiej.Chociaż mąż był daleko i zostałam z tym sama.Po jego powrocie
          chcemy spróbować znowu ale ja już się boję że sytuacja się powtórzy.Nie mogę
          sobie z tym poradzić.
          • maja_m1 Re: aniołki 08.10.03, 16:59
            Witam wszystkie mamy aniołków. Ja też jestem jedna z takich mam. Mojemu
            maleńswu odebrano szansę bycia ze mną w 9 tygodniu. To było na początku
            kwietnia. Przeżyłam to strasznie i nadal przeżywam. Wszystko miało być tak
            pięknie i wydawało się takie idealne. Zaszłam wtedy w ciążę w noc poślubną.
            Mówiliśmy że to będzie dziecko z "przekochania".wink I było... Ale krótko.
            Myślałam że jestem dziwna wyobrażając sobie że moje maleństwo jest małym
            aniołkiem w niebie - ale teraz widzę że to chyba prawda, bo nie ja jedyna tak
            myślę.
            Teraz jestem w 5 cyklu od zabiegu w szpitalu. Postanowiliśmy próbować dalej.
            Boję się, ale czuję że jestem gotowa. I chyba niczego w życiu tak nie pragnę
            jak urodzić moje maleństwo i nigdy nie przestawać go kochać.

            Trzymam kciuki za wszystkie "próbujące". maja_m1
    • agathea Re: aniołki 21.10.03, 17:15
      Jak ten czas szybko leci, juz prawie listopad i Święto Zmarłych. Nasz Jaś
      miałby się za chwilę urodzić a tymczasem pozostaje nam tylko zapalenie
      świeczki. Dziwnie się czuję, bo chciałabym zapalić świeczkę za mojego synka ale
      właściwie nie mam gdzie, przecież nie ma nigdzie grobu. W Anglii i we Francji w
      kościele jest zwyczaj zapalania takich małych świeczuszek w intencji kogoś
      bliskiego a u nas? Nie wiem co zrobić, chyba po prostu postawię ją na grobie
      innych bliskich. Poza tym mamy z mężem takie magiczne miejsce, które zastępuje
      nam grób naszego Jasia, więc może tam?
      Cieszę się z szybko upływających dni, bo z każdym tygodniem zbliżamy się
      grudnia i ponownych starań. Już się przygotowujemy, szczepienie przeciw grypie
      i pneumokokom (odpowiedzialnym za zapalenia płuc i opon mózgowych). Wszystkie
      te przygotowania pomagają przetrwać jeszcze te kilka tygodni.
      Pozdrawiam
      • natkaszczerbatka Re: aniołki 22.10.03, 12:40
        Mój mały Bruno też nie ma grobu. Kilka razy zapaliłam świeczkę na grobkach
        takich nieznanych małych dzieci, które urodziły się i zmarły w tym samym dniu.
        Mój Bruno własnie kończy roczek, a do tego nadchodzi czas w którym miała
        narodzić się Jego siostrzyczka (byłam pewna że to była dziewczynka)- równo
        jeden rok po nim... może trochę za wcześnie... już trzeci raz nie próbowaliśmy
        i wciaż sie tego boję. Tamtych dzieci już nic nie wróci. Szkoda że nie ma u nas
        takiego miejsca jak np. w Japonii ... takie miejsce ku czci nie narodzonych
        dzieci ... przydałoby się... i u nas ... u nas wiele jeszcze osób traktuje
        takie stworzenia jako "płody" - a więc kogoś kto nie zasłużył na miano
        bycia "człowiekiem" ... pozdrawiam
    • danwik Re: aniołki 01.11.03, 21:46
      Czytam Wasze wypowiedzi i łzy same płyną mi po policzkach. Może choć troszkę
      uda mi sie Was pocieszyć - ponoć po nocy zawsze jest dzień. I tak tez było w
      moim przypadku. Mam syna, który ma teraz już 9 lat i od niespełna 10-ciu
      miesięcy śliczną córeczkę. Ale zanim zaświeciło mi "drugi raz" słoneczko była
      noc tzn. straciłam dzidzisia w 12 tygodniu. Diagnoza - bez przyczyny (badania
      wszelkie możliwe - OK) i tak jak i Wy płakałam, cierpiałam widząc inne
      maleństwa a do dziś dnia często myślę o moim maleństwie (NIE O PŁODZIE!!! ale o
      dziecku, aniołku w niebie). Mam cichą nadzieję, że i Wam zaświeci słońce (a
      może i dwa i trzy - według życzenia) - życze Wam tego z całego serca a Wy
      musicie w to wierzyć, bo przecież wiara czyni cuda !!!
    • ikrys Re: aniołki 01.02.04, 12:14
      Cześć bardzo się cieszę że was znalazłam. Już od jakiegoś czasu śledzę Wasze
      posty ale nie miałam odwagi napisać. Choć moja tragedia wydażyła się cztery
      lata temu to nadal nie pogodziłam się z tym co się stało i jedynie nauczyłam
      się z tym żyć. Moja córka urodziła się w 37-tyg. ciąży z ciężką wadą
      genetyczną, która nie pozwalała jej żyć. To było moje pierwsze wymażone
      dziecko. Dowiedziałam się o tym będąc 33-tyg. Ale zpoczątku mieliśmy z mężem
      nadzieję że uda się nam ją uratować. Niestety kordocenteza potwierdziła zespół
      edwardsa . Nic nie dało się zrobić choć poruszyliśmy niebo i ziemię. Chciałam
      zobaczyć ją żywą bo wiedzieliśmy że Ania nie przeżyje porodu dlatego nalegałam
      na cc . I zobaczyłam ją była sliczna podobna do męża i niewyądała na chorą.
      Zyła miesiąc i dziękuję Bogu że choć tyle mogłam się nią cieszyć Umarła przy
      mnie nie była wtedy sama.I choć teraz mam drugą córeczkę, po dwuch latach
      urodziłam śliczną i zdrową Natalię, to zawsze będę tęskniła za moją małą Anią,
      myślę o niej co dziennie. Dlatego rozumiem wszystkie mamy które straciły swoje
      maluszki trzymajccie się i wierzcie w to że i dlawA zaświeci słońce.TO DOBRZE
      ŻE JEST STRONA NA KTÓREJ MOŻECIE O TYM POROZMAWIAĆ BO JA NIE MIAŁAM TEJ
      MOŻLIWOŚCI I BYŁO MI BARDZO CIĘŻKO. Ina z Natalkąi Anią aniołkiem.
    • mama_sloneczka Re: aniołki 17.02.04, 15:57
      Witam, szkoda tylko, że spotykamy się na takim forum.
      Długo się namyślałam, zanim zdecydowałam się napisać. Ja tak jak Wy mam też
      aniołka w niebie. To była pierwsza bardzo długo wyczekiwana ciąża. Tak bardzo
      się cieszyliśmy, tacy byliśmy szczęśliwi, kiedy na USG widzieliśmy bijące
      serduszko. Potem tylko rozpacz. W 13 tyodniu okazało się, że ciąża jest martwa.
      Nie potrafię o tym napisać, ale to, co działo się w szpitalu - to był po prostu
      horror.
      Po jakimś czasie trafiłam do nowego lekarza i po 6 m-cach zaszłam w ciążę - od
      samego początku uznaną za najwyższego ryzyka. Mimo leżenia, leków i podwójnego
      szwu MCDonalda urodziłam (siłami natury) w 25 hbd. Mój synek żyje, za miesiąc
      skończy 3 latka i jest moim największym skarbem. Nigdy nie zapomnę o moim
      aniołku, codziennie modlę się do niego. I jak co roku jestem teraz w ogromnym
      dołku- za kilka dni będzie rocznica jego śmierci i jest mi bardzo, bardzo
      ciężko.

      pozdrawiam Was cieplutko i życzę tego, co jest dla Was w życiu najważniejsze.
      Ewa z synkiem i aniołeczkiem
    • aniao3 Re: aniołki 18.02.04, 01:21
      Czesc dziewczyny!
      Jak dobrze ze jestescie, choc szkoda, ze musialyscie przez to wszystko przejsc.
      Swoja historie opisalam w innym poscie, bo tak jak wy mam za soba sporo smutku
      i wciaz wiele nadziei, ze jednak los sie odwroci i bedzie dobrze...
      Wiecie co - jak spotkam admina to mu postawie duuuze piwo, za to ze wydobyl
      forum z niebytu priv i dzieki temu wszystkie smutne mamy nie musza sie blakac
      miedzy ciaza i porod a e-dziecko tylko mozemy sie spotkac tutaj.
      Choc jak same wiecie - byloby wspaniale, gdybysmy wszystkie kobietki mogly
      buszowac tylko po ciaza, a potem karmienie piersia, a potem przedszkole...
      Czego nam wszytkim w Nowym Roku zycze!
      anka

      • ada773 Re: aniołki 28.02.04, 12:17
        witajcie.
        Szkoda że poznajemy sie na takim forum, ale fajnie że ono istnieje.
        Ja tez mam swojego aniołeczka, straciłam go 26 stycznia i nie bardzo sobie z
        tym radze . Nasz ciąża była ciąża długo oczekiwaną, wczeniej laparoskopia,
        leczenie i wreszcia sie udało......... a teraz zostały nam wspomnienia tych
        cudownych chwil gdy nasza dzidzia jeszcze była we mnie i łzy.Tz tragdeia
        zrzuciła nas z nieba .......po najpiękniejszych chwilach życia.
        Ale teraz musimy być silne i wierzyć że bedzie lepiej, że dobry Bóg nas nie
        zostawi samych w rozpaczy ale pomoże nam się podnieść.
        Podzrawiam Was cieplutko
        • aniao3 Re: aniołki 28.02.04, 19:00
          Ada - coz moge ci napisac. Trzeba wierzyc, ze bedzie dobrze, ze nastepnym razem
          sie uda. Choc to bardzo trudne...
          Sciskam cie mocno
          anka
          • anatemka Re: aniołki 09.03.04, 21:33
            dwa dni temu, 7 marca o godz.19.00 mój synek Jan miałby 12ste urodziny. Urodził
            się w 18 tyg. żył tylko chwilkę. Mam w niebie aniołka... A na ziemi 3letniego
            ukochanego diabełkasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka