Dodaj do ulubionych

Byłam kwietniówką............

07.09.07, 08:37
Przed wczoraj w nocy zaczęłam krwawić. Wczoraj z rana do szpitala,
no i nic nie dało się zrobic.... zaczęło sie ze mnie lać i
poroniłam. trzymałam swoje szczęście w ręku. Dałam dla lekarza, żeby
mogli zbadac przyczynę.
Boże jakie to okropne uczucie, cos strasznego, nigdy bym się nie
spodziewała że właśnie mnie to spotka.
Teraz siedze i myślę czemu nie pojechałam w nocy do szpitala, może
coś dało by się zrobić....

Nie mam pojęcia co to była za przyczyna, mam synka 3 letniego.
Pierwsza ciąża naprawdę bezproblemowo. Wszystko super. Dlaczego
teraz tak się stało. Może bo nosiłam synka, przeciążyłam się, nie
wiem???

Muszę myśleć o czym innym, bo mi zaraz serce pęknie....
Obserwuj wątek
    • jasiulowa_mama Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 09:07
      Bardzo mi przykro. Dopiero do nas - kwietniówek zawitałaś... Ja miałam być mamą juz w październiku 2007 ale niestety moja ciąża obumarła.Dlatego też nadal zaglądam na Poronienie. Też mam w domu synka (dwulatka). Myślę że każda znas zadaje sobie pytanie dlaczego ja? Na szukanie przyczyny przyjdzie czas za parę dni (chociaz rzadko się ją znajduje). Teraz musisz się wyciszyć i choć trochę pogodzic z tym co się stało... Trzymam za Ciebie kciuki i ściskam mocno... Nie mam lepszych słów na pocieszenie w takiej sytuacji...
      PS. Nie jestes niczemu winna!!! To sie po prostu zdaza...
    • zooba Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 09:09
      Ja tez byłam kwietniówką.
      W niedziele miałam zabieg, ciąża obumarła w 6-tym tygodniu, zabieg w 9-tym.

      trzymaj sie mocno.

      Ja ma straszną huśtawkę nastrojów, wiem, że to normalne, czasem płaczę, czasem
      żyje jak gdyby nic sie nie stało.

      mam juz dwójkę dzieci, wczesniej nie było zadnych problemów, tez nie wiem, dlaczego?
      • jenifer1 Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 10:34
        sad((((
        • wordshop Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 10:44
          bardzo Ci współczuję.
          dwa lata temu też przeżyłam poronienie. również miałam urodzić w kwietniu.
          zaczęłam krwawić rano, a wieczorem w domu poroniłam. zdążyłam tylko na usg
          zobaczyć malutkie serduszko i za mały - zdaniem lekarza - zarodek.
          piszę to, żeby powiedzieć Ci, że nie możesz się obwiniać za to, co się stało. ja
          też najpierw myślałam, że to moja wina. że mogłam nie nosić mojej rocznej
          wówczas córeczki, nie jeżdzić na rowerze, itp. ale prawda jest taka, że nasze
          dzieciaczki były zbyt słabe, może chore - i natura zdecydowała, że lepiej, żeby
          się teraz nie urodziły. gdyby ciąża była prawidłowa - na pewno noszenie
          starszaka by nie zaszkodziło.
          dwa miesiące po poronieniu znowu zaszłam w ciążę. teraz mój syneczek ma roczek i
          strasznie go kocham, choć mam w sercu miejsce dla mojego kochanego aniołka,
          którego nie zdążyłam przytulić.
          postaraj się nie obwiniać, bo to nie jest Twoja wina. wiem, że teraz strasznie
          cierpisz i przytulam Cię mocno, życząc Ci, żebyś wkrótce mogła spokojnie donosić
          zdrowego dzieciaczka.
          pozdrawiam Cię serdecznie,
    • fifinka2 Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 12:41
      Tez bylam kwietniowka....Trzymaj sie kochana, badz silna dla synka!
      J atez mam dwuletnia dziewczynke w domu i nie moglam sie zalamc sad
      Wszytsko przed nami! I pamietaj ze dzieci nie odchodza...tylko
      zmieniaja date przyjscia na swiat!!!
      • mad-25 Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 13:00
        Dziękuję ślicznie za miłe słowa.
        Mam nadzieję że kiedyś zostanę jeszcze mamaą?
        Dnia 25 września będzie wynik histopatologiczny (chyba tak to się
        nazywa?) może dowiem sie czemu tak się stało.

        Mąż mnie pociesza że będzie dobrze , że jeszcze młoda jestem, że
        damy radę.

    • alutka_sz Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 14:26
      Ja też miałam termin na kwiecień. Jestem w trakcie poronienia ciąży bliźniaczej w 9tc. Ja od razu czułam że coś będzie nie tak, bo się za dobrze czułam. Mam 2,5 letnią córkę i ciąża z nią to był jeden wielki koszmar: wymioty, anemia, omdlenia, migreny, wszystkie możliwe bakterie w moczu, potem przedwczesne skurcze i traumatyczny poród i co???? Jest najzdrowszym dzieckiem na świecie od pierwszego dnia. Teraz zero objawów, lekkie mdłości, pobolewanie brzucha i tyle. Moim zdaniem u mnie sam organizm zdecydował. Jestem mała i drobna i donoszenie ciąży mnogiej byłoby dla mnie bardzo trudne, tym bardziej że miałam problemy z donoszeniem pierwszej ciąży i ostatecznie udało mi się do 37tc. więc może lepiej że się tak stało. Najbardziej mi szkoda zawodu na twarzy męża i okropnie mnie męczyto czekanie. Jak w ciągu tygodnia nie zacznę krwawić to dopiero wtedy mam się zgłosic do szpitala... Okropne to czekanie.
      • oda100 Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 14:43
        i ja bylam kwietniowka, w srode mialam zabieg (10tc). Jestem w miare
        spokojna i pelna nadziei ze za pare tygodni uda sie. To moje
        pierwsze poronienie, mam juz synka.
        • aleks2539 Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 15:20
          widzę że doszło u Was do takiego momentu jak u nas - marcówkach.
          Jednego dnia trzy dziewczyny chyba poroniły, w jednym czasie było
          kilka zabiegów... Przykro mi że tak się dzieje. Ale co nas nie
          zabije to nas wzmocni! Jescze będziemy mamami 2008!
      • mad-25 Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 16:56
        Alutka nawet nie wiesz jak mi przykro.
        U mnie było tak samo w 1 ciazy czułam się poprostu strasznie , przez
        pierwsze 4 miesiące schudłam 7 kg. Wstręt do wszystkiego, okropnośc,
        ale synek zdrowy jak rydz sie urodził.
        W tej ciązy tez początki były super, troche brzuch pobolewał, trochę
        ochoty na kwaśne , nic pozatym.
        Aż tu nagle. Cały czas myśle co źle zrobiłam. Na poczatku byłam
        zszokowana ciązą, trochę przetrażona drugim dzieckiem, ale chciałam
        urodzic, w zyciu nic bym złego nie zrobiła dla dziecka. Palenie
        rzuciłam, uważałam na siebie, no może trochę za dużo biegałam za
        synem 3 letnim, nosiłam go i wogóle wiadomo jak to z 3 latkami. Nie
        wiem co źle zrobiłam. Cały czas się zastanawiam. Tak żałuję że do
        szpitala od razu nie pojechałam.
        Chyba straciłam nadzieję i juz nie chcem 2 dziecka, bo boję się że
        będzie to samo.

        Jak byłam w ciazy non stop siedziałam na stronach z opisami o ciąży
        (tydzień po tygodniu) nawet miałam swój kalendarz ciązy, odliczałam
        każdy dzień, a teraz co ja mam robić????Zaglądam też ale po co???
        Nie wiem ....... miałam urodzić 29 kwietnia...........Magiczna
        data..sentyment pozostanie......
        • capribb Re: Byłam kwietniówką............ 07.09.07, 21:52
          Też byłam kwietniówką. Też mam 3 letnie dziecko.
          Tak miało być. Nie mamy na to wpływu. Też mi żal i
          smutno.
          Pozdrawiam byłe kwietniówki!
          • nadin2009 Re: Byłam kwietniówką............ 08.09.07, 08:04
            ja byłam marcówką straciłam maleństwo w 10 tygodniu ciąży jestem 3 tygodnie po
            zabiegu.I teraz mogę powiedzieć zę moja równowaga psychiczna wraca do normy
            .trzymajcie się dziewczynki jeszcze będziemy mamami 2008 i spotkamy się na forum
            jestem mamą.
            • capribb Re: Byłam kwietniówką............ 08.09.07, 17:25
              Wordshop- witaj droga lipcówko! Może do nas zajrzysz na lipiec 2004?
              Pamiętam gdy działo się to z Tobą. Bałam się, że i mnie to dotknie
              i tak się stało...
              Nie wiem jak bym sobie poradziła z lękiem i niepewnością w kolejnej
              ciąży...
              Pozdrowienia!
              • wordshop do capribb 09.09.07, 10:45
                witaj,
                bardzo mi przykro, że i Ty znalazłaś się na tym forum. mam nadzieję, że się
                jakoś trzymasz.
                pozdrawiam Cię serdecznie,
    • sylvia_b Re: Byłam kwietniówką............ 12.09.07, 20:38
      Ja też.
      Od początku było coś nie tak. Najpierw brudzenie, potem plamienie,
      potem beta spadła i wszyscy mówili, że to juz koniec, potem nagle
      gwałtownie wzrosła. na USG w 5 tyg nic nie było widać. I nie dziwne,
      bo zaden z kilku różnych lekarzy nie wpadł na to, by popatrzeć na
      jajniki. Wpadł ostatni. Do szpitala trafiłam praktycznie w ostatnim
      momencie, bo mogło by być i po mnie.
      Trzynaj się mocno.
      Sciskam.
    • malutaaa Re: Byłam kwietniówką............ 13.09.07, 13:44
      ja miałam termin na luty, niestety nie zdążyłam anwet na pierwsze
      usg...
      też zastanawiałam się dlaczego, obwiniałam się, ze nie oszczędzałam
      się bo mam już 3,5 latka i 2 latkę. I choć to trzecie nie było
      planowane to w głębi duszy chciałam je mieć.
      na początku nie chciałam z nikim rozmawiać, płacz i rozpamiętywanie.
      teraz gdy chciałabym to nie mam z kim... Z koleżanką nie moge bo ona
      jest w ciąży o 3 tygodnie starszej niż moja by teraz była, nie chcę
      ją dołować. Nie chcę, żeby jej było przykro kiedy jej powiem
      dlaczego z taką zazdrością i żalem patrzę na jej powiększajacy się
      brzuszek...

      trzymaj się!!! Ksiądz radził mi by się modlić i wierzyć, nie
      obwiniać się...
    • maszka_m Re: Byłam kwietniówką............ 13.09.07, 13:54
      Witaj Kochana... Chyba piszę na tym forum po raz pierwszy i ostatni,
      bo chcę o tym wszystkim zapomnieć... Ja też miałam być kwietniówką.
      Poroniłam samoistnie w 8 tygodniu. To już prawie 3 tygodnie
      mijają... Mam już córeczke prawie 2-letnią i to ona pomogła mi się z
      tym pogodzić, skupiłam na niej całą uwagę. Poza tym pojawiły się
      inne problemy i zaczęłam żyć jakby nic się nie stało. Tylko czasem
      mnie coś zakłuje jak widzę kobiety w ciąży. Staram się myśleć
      pozytywnie i odliczam dni do następnych staranek.
      Nie jesteś sama. Lekarka pocieszyła mnie, że według statystyk 70
      ciąż na 100 kończy sie poronieniem... Marne to pocieszenie, ale
      przynajmniej może wyjasnić, że prawdopodobieństwo jest duże.
      Czas leczy rany, a całkowicie je wyleczy zdrowa ciąża, której życzę
      Ci jak najszybciej. Pozdrawiam gorąco.
      • mad-25 Re: Byłam kwietniówką............ 14.09.07, 09:41
        Dziewczyny jest mi lżej. Już wszystko zaczyna iść swoim torem.
        Skupiłam szczególną uwagę na synku, bo on mnie potrzebuje, nie chcem
        obwiniać wszystkich naokoło (a tak robiłam jeszcze do niedawna).
        Czas leczy rany. Więc ja muszę dać sobie trochę czasu.
        • malutaaa Re: Byłam kwietniówką............ 15.09.07, 22:09
          Trzymaj się! Dla mnie szokiem były słowa męża : weź się w garść i
          nie zapominaj, że masz jeszcze dwoje dzieci!!! Myślałam, że jest
          okrutny i całkowicie bezduszny bo przecież przeżywałam tragedię. Ale
          to prawda, czasu nie mozna cofnąć i nie da się odmienić tego co się
          stało. Żyję dalej i daję swoją miłość tym, którzy są obok. A kiedy
          pomyślę o tym co straciłam to wycieram ukradkiem łzy i wiem, ze
          nigdy nie zapomnę... Ale ból osłabnie z czasem, rana na sercu się
          zagoi choć zostanie blizna. Musimy być silne, silniejsze niż
          kiedyś. Mnie to cierpienie uczy pokory wobec życia i Boga...
          • alutka_sz Re: Byłam kwietniówką............ 17.09.07, 09:12
            Ufffff.... w piątek miałam zabieg. Do końca zero plamienia, ani innych objawów. W czwartek na kontrolnym usg już wyraźnie było widać jakies dziwne struktury a nie zarodki. Lekarz powiedziała że normalnie organizm nawet do 3 m-cy potrafi utrzymywac taką martwą ciążę, więc nic dziwnego że nic się u mnie nie dzieje. Uprosiłam go żeby przyjął mnie do siebie do szpitala i w piątek przed południem miałam zabieg. Szybciutko poszło i już o 15 byłam w domu. Ulżyło mi, bo już miałam dość tego czekania. Teraz mam nadzieję że hormony szybko wrócą mi do normy.
            • zooba Re: Byłam kwietniówką a teraz wiem, że ........... 17.09.07, 14:23
              jest nią moja bratowa - dowiedziałam sie wczoraj. Cieszę się ze
              względu na brata i bratową ale jest mi smutno - akurat ich dziecko
              urodzi się w tym samym miesiącu i zawsze patrzac na nie będę
              myślała, że właśnie moje raczkowałoby, chodziło - wiecie....
              Akurat ten sam miesiąc....
              Czuję się z tym jak wredna baba, ale nie mogę zaprzeczyć tym myślom.
              • mad-25 Re: Byłam kwietniówką .......... 18.09.07, 09:36
                U mnie podobnie...koleżanka jest marcówką (miesiąc różnicy ona
                koniec marca ja koniec kwietnia)
                Spotkałam sie z nią, ona ma juz brzuszek a u mnie nic. Jak ja jej
                zazdroszczę!
                Tez zachowuję się jak wredna baba ale cóż...
                takie życie.
                Z mężem już dawno na żadnej wycieczce nie byliśmy i w grudniu
                wybierzemy się na narty (dopiero będę sie uczyć)Uznałam że
                wykorzystam jeszcze czas na maxa póki BÓG nie da mi następnej
                dzidzi.
                Wogóle doszłam do wniosku że chcem być kwietniówką i na siłę teraz
                nie będę się starać. Dopiero w przyszłym roku.
                Pamiętajcie dziewczyny nie ma tego złego co by da dobre nie wyszło.
                Ja już się pozbierałam. Choć jak widzę kobiety w ciaży to mnie szl..
                trafia. zazdroszczę jak nic. Ale co ja mogę...muszę jakoś to
                wszystko sobie tłumaczyć....
                Jak na razie to poświęcam czas na maxa dla syna 3 letniego.
                Acha.. mój mąż także w drastyczny sposób sprowadził mnie na ziemię,
                także powiedział że mogłabym się martwić gdyby to było pierwsze
                dziecko. A drugie się zrobi (ach Ci faceci....) twardzi na maxa

                Przepraszam ..ale się rozpisałam.
                Dziewczyny Trzymajcie się...
                • zooba Re: Byłam kwietniówką .......... 18.09.07, 18:15
                  Ja tez chcę byc kwietniówką, więc trochę poczekam, może pracę zmienię, kto wie.
                  Jakos teraz bardziej dociera do mnie, że dziecko to dar a mnie się zdawało, że
                  hop siup i jest, a tu trzeba z pokorą zaczekać.

                  Teraz mi się nie spieszy, podleczę się, doprowadzę do używalności, będzie dobrze.
                • sylvia_b Re: Byłam kwietniówką .......... 18.09.07, 20:40
                  He he, a moje, choć nieplanowane urodziłoby sie dokładnie tak, jak
                  zawsze to sobie marzyłam - w kwietniu jak mamusia (bo baran, wiecie,
                  ehh ten znak wink), przed trzydziestką...
                  Też nie próbuję przed czerwcem wink Byleby nie urodziło sie po
                  pierwszym, bo wtedy to już będzie po trzydziestce big_grinDD
                  Trzymajcie się dziewczyny, wszystko będzie ok. Ja już się
                  otrząsnęłam po tych nieprzyjemnych przejściach. U mnie tak musiało
                  sie stać, inaczej nie przeżyłabym ja... Choć nie powiem, że mi nie
                  smutno czasami. Najlepszy dowód, że wciąż jestem na tym forum.
                  • adomi I ja byłam kwietniówką .......... 19.09.07, 11:14
                    właśnie się dziś dowiedziałam...
                    Rano lekko plamiłam więc popędziłam do lekarza i okazało się, że
                    plamienie niegroźne, bo z szyjki macicy, ale potem na usg okazało
                    się, że dzieciątko niestety od ponad dwóch tygodni nie rozwija się,
                    nie ma serduszkasad((

                    Jestem w okropnym dole, staraliśmy o to dzieciatko prawie roksad((
                    Jutro muszę iść na zabieg, trzymajcie za mnie kciuki żebym jakoś
                    przez to przeszła...Dziewczyny w szpitalu jest się jeden dzień??? Co
                    mam zabrać ze sobą?

                    Mam nadzieję, że mój trzletni synek jakoś pomoże mi przejść przez
                    ten trudny okres... też nie wiem, czy to nie moja wina, nosiłam
                    mojego synka, nie oszczędzałam się zbytnio, bo czułam się doskonale
                    tak jak w pierwszej ciąży - żadnych wymiotow, mdłości itp...
                    Widziałam moje maleństwo w 8-mym tygodniu na usg i wszystko było
                    OK...

                    Pomóżcie jakoś się pozbierać....
                    Odezwę się jak będzie po wszystkim...
                    • mad-25 Adomi 19.09.07, 11:36
                      Boże ja to samo mówiłam co ty ADOMI. Ja także mam 3 letniego synka
                      (cięzki jak cho... prawie 20 kg) tez go nosiłam tego dnia co
                      poroniłam, zwaliłam winę na syna, krzyczałam na niego, że to on
                      zawinił.Także wyżywałam się na rodzinie, na mężu najwięcej (bo tego
                      dnia była mała kłótnia.
                      Minęło 2 tygodnie juz dochodze do siebie. BOŻE jak ja mogłam.....
                      to nie wina dziecka że tak się stało, niedawno to sobie
                      uświadomiłam. Ani nie wina nikogo. Tak poprostu musiało być. I nic i
                      nikt tego nie zmieni.
                      Do końca myślałam że będzie wszystko ok nawet jak poroniłam i szłam
                      na USG byłam pewna że to mi się śni że zaraz się obudzę. Na drugi
                      dzień po łyżeczkowaniu dalej myślałam że w ciąży jestem. Nawet tak
                      powiedziałam niechcący. Poprostu prawie zwariowałam.

                      Na szczęście najgorszy był 1 tydzien po, teraz naprawdę czuję zę
                      żyje.Nadrabiam pracę, zajęłam się dzieckiem i mam plany.
                      Tak mam plany, uznałam że za krótkie jest życie żeby się zamartwiać.
                      W końcu nauczę się jeżdzić na nartach (w ciązy raczej było by
                      ciężko) , a o następną dzidzię za rok, chyba że coś nie wyjdzie, bo
                      znając życie nigdy nie wyjdzie tak jak się planuje.
                      Ojej ale się rozpisałam...

                      Do Adomi. Ja byłam 1 dzień w szpitalu. POroniłam ok 13 ok 14 zabieg,
                      miałam ogólną narkozę, wszystko było by ok, ale bardzo kręciło mi
                      się w głowie. Jakoś do 16 spałam. O 17 już poszłam do łazienki (o
                      dziwo nic nie bolało- inne kobiety narzekają że po zabiegu trochę
                      boli jak się siusia, mnie osobiście nic nie bolało. Tylko w
                      podbrzuszu ale to naprawde lekkko. Krwawiłam tylko w tym dniu , na
                      drugi dzień juz prawie nic. Lekkie zabarwienia. Wyszłam ze szpitala
                      o 19.
                      A co do szpitala: ja miałam koszule tunikę (wygodnie przy zabiegu),
                      kapcie, bieliznę, nic więcej mi się nie przydało.
                      Trzymaj się cieplutko. Zobaczysz jakoś będzie nie martw się. Mi
                      synek pomógł wyjśc z tego doła i tobie pomoże.
                    • zooba Re: I ja byłam kwietniówką .......... 19.09.07, 15:18
                      Ja byłam dwa dni z hakiem bo oprócz USG robili betę, żeby miec
                      pewność że spada, czyli musiał byc drugi dzień.
                      Weź mp3 jesli masz i książki, było nudno, ile mozna gadac o
                      pierdołach lub spać.
                      Mnie bolał brzuch po zabiegu, dostalam zastrzyk Ketonal -poprosiłam,
                      dostałam.

                      Trzymaj sie ciepło smile
                      • alutka_sz Re: I ja byłam kwietniówką .......... 19.09.07, 18:22
                        I pamiętaj że idąc na zabieg do szpitala trzeba być na czczo. Nic nie jeść, nie pić. Mnie nawet pytali o gumę czy cukierka i paierosy.
                        • adomi Re: I ja byłam kwietniówką .......... 19.09.07, 21:06
                          Dzięki dziewczyny za odpowiedzi i wszystkie rady. Byłam w szpitalu,
                          bo zaczęłam krwawić, ale na razie wolałam wrócić do domu, niż czekać
                          tam na samoistne poronienie. Jak nic się przez nic nie zacznie
                          (oczywiście wtedy pojazdę do szpitala) to rano mam się zgłosić i
                          dostanę tabletkę...
                          Mam nadzieję, że jutro bedzi epo wszystkim...
                          Odezwę się jak wrócę.
                          Jeszcze raz bardzo dziekuję za wsparcie i odpowiedzi.
                          • keyti77 Re: I ja byłam kwietniówką .......... 20.09.07, 16:22
                            Dziewczyny, właśnie dotarłam na to forum. Dużo nas tutatj sad.
                            Krwawię od wczoraj, jestem w 10 tc a dzidzia nie rozwija się od 6
                            t.c. Za parę godzin mam zabieg. Od początku tej ciąży czułam że coś
                            będzie nie tak, 2 dni po pozytywnym teście odebrałam wyniki wymazu z
                            kanału szyjki i wyszła Ureaplazma. Wtedy płakam bo wiem że ma
                            związek z poronieniami. Potem w sierpniu na usg nie było widać
                            zarodka. Lekarz nie nastrajał mnie optymistycznie, przeryczałam
                            tydzień ale była jeszcze nadzieja. Do wczoraj kiedy zaczęłam krwawić
                            a na usg widać za mały zarodek bez bijącego serduszka. Przez te 10
                            tygodni czułam się bardzo dobrze (a nawet jak część z was pisze
                            podejrzanie za dobrze). To była moja pierwsza ciąża. Choć bardzo nam
                            teraz smutno to tłumaczymy sobie że następnym razem musi być lepiej.
                            Lekarze wskazują na Ureaplazmę jako przyczynę. Trzeba się będzie
                            przeleczyć i zacząć starania jeszcze raz. Gdzieś na końcu tego
                            smutnego zdarzenia widzę iskierkę nadziei. Pozdrawiam was wszystkie
                            serdecznie.
                            • adomi Re: I ja byłam kwietniówką .......... 20.09.07, 21:37
                              Rzeczywiście nas dużo... ale może wspólnie łatwiej nam będzie się
                              pozbierać po tej stracie, choć na razie jest baaaaardzo ciężkosad

                              Ja jestem już dziś po zabiegu...powoli wracam do życia ... Na
                              szczęscie jest Mateuszek i dzięki temu mam nadzieję szybciej i
                              łatwiej uporam się z tą pustką, która we mnie została...
                              Na noc wróciłam do domu, bo choć mogłam zostać w szpitalu wolałam
                              jednak być tutaj z rodziną. I tak nie zrobiliby mi wczoraj, ani w
                              nocy zabiegu. O 2.30 zaczeły się bóle i skurcze, które rano zanim
                              dojechałam do szpitala przed 9-tą były już o sile bóli porodowych,
                              wyłam z bólu prrzebijając się przez korki.
                              Nie myślałam, że to boli tak samo... w każdym razie dojechałam w
                              takim stanie, że wyroniłam już przy pierwszym dotknięciu przez
                              lekarza na izbie przyjęć. Potem około 11-tej dostałam "głupiego
                              jasia" i zrobili mi zabieg brrrrr... coś okropnego na szczęcie byłam
                              mocno otumaniona. Potem sen, odpoczynek i przed 16-tą mogłam iść do
                              domu.
                              Tyle ze strony fizycznej, psychika wymaga jeszcze terapii, czasu,
                              ale mam nadzieję, że z dnia na dzień będzie lepiej. Najgorsze, że
                              człowiek nie ma to wszystko wpływu i nie pozostaje nic innego jak to
                              zaakceptować i mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś zaświeci i dla mnie
                              słońce...
                              Bardzo Wam wszystkim jeszcze raz dziękuję za wsparcie i słowa otuchy.
                              Pozdrawiam!
                              • keyti77 Re: I ja byłam kwietniówką .......... 24.09.07, 08:40
                                Ja też już po zabiegu. Trochę boli, trochę krwawię ale ogólnie ok.
                                Miałam fantastyczną opiekę w szpitalu, wszyscy byli bardzo ciepli i
                                wyrozumiali- zrozumiałam jakie to ważne. Wyszłam w ten sam dzień, na
                                następny poszłam jeszcze po immunoglobulinę jako profilaktykę
                                konfliktu Rh ( ja Rh -, mąż Rh + ). Psychika też troszkę już
                                podleczona- po raz kolejny okazało się jak fantastycznych mam
                                przyjaciół smile. Powoli sobie to wszystko tłumaczę i patrzę z
                                optymizmem w przyszłość smile)). Starania planujemy rozpocząć za
                                jakieś pól roku ( lekarze mówią że nie p/wskazań już po 3 cyklu ale
                                chcemy jeszcze poczekać i jechać na nartki smile ) wierząc że jeśli
                                tym razem udało nam się za pierwszym razem to z kolejnym nie będzie
                                kłopotu. Pozdrawiam wszystkie byłe kwietnióweczki. Do usłyszenia za
                                parę miesięcy na innym forum. Po prostu następnym razem musi być
                                dobrze i kropka !!!!
              • mamaaniiasia Ja tak mam... 24.09.07, 11:38
                ze szwagierką, właśnie rodzi pod koniec września, a ja miałam termin
                dwa tyg. później, też było mi smutno jak patrzyłam na jej rosnący
                brzuch i wiem, że zawsze będę na tego Maluszka patrzyła trochę
                inaczej. Ale teraz jestem w 20 tyg. ciąży i wiem, że tego Malucha by
                nie było gdyby tamten nie odszedł.
                Może to dziwne, ale cieszę się, że będę miała blisko siebie Dziecko
                (mojej szwagierki)w wieku mojego Którego nie było mi dane poznać,
                przytulić. Wiem, że będą to trudne i wzruszające chwile...

                ps.dodam, że to pierwsze dziecko mojej szwagierki, po jednej
                poronionej ciąży
    • aguchad Re: Byłam kwietniówką............ 24.09.07, 23:13
      cześć:
      Ja poroniłam w poniedziałek 17,09,2007 w 9 TYG.- to była moja druga ciąża.
      Myślałam,że nigdy mi się nie przydarzy coś tak przykrego,jak strata dziecka.
      Człowiek czuje pustkę, bezradność.
      Ale nie trzeba się załamywać pomimo, że jest to cios w samo serce.
      Głowa do góry dziecko nie odeszło zmieniło termin swojego przyjścia smile tak
      powiedział mi mój 9 letni syn, coś w tym jest .

      • iskra14 Re: Byłam kwietniówką............ 25.09.07, 14:55
        Tez miałam urodzić w kwietniu, niestety w ostatnią niedziele okazało się, że to
        poronienie zatrzymane około 5 tygodnia, wczoraj wróciłam po zabiegu do domu,
        powoli zaczynam jakoś oswajać z sytuacją. Teraz czeka mnie jakieś 5 miesięcy, bo
        lekarz stwierdził, że w takim przypadku on zaleca dla większego bezpieczeństwa
        nie zachodzić za wcześnie w kolejna ciążę (czyli za około pół roku).
    • poemi123 Niestety i ja chyba dołączam do tego klubu 26.09.07, 03:55
      Dziś na USG w 13 tyg. nie było akcji serca. Dziecko przestało się
      rozwijać mniej więcej w 9/10 tygodniu. Jutro jadę do szpitala
      dowiedzieć się o zabieg/
      Nie mogę spać.
      W dzień trzyma mnie w pionie 16 miesięczna córka.
      • adomi Re: Niestety i ja chyba dołączam do tego klubu 26.09.07, 10:06
        Dziewczyny strasznie mi przykrosad((
        Poemi trzymaj się kochana - dopiero co mnie wspierałaś na
        kwietniówkachsad Musimy być silne i wierzyć, że za jakiś czas los i
        nam ześle szczęście.
        Pozdrawiam i trzymam za nas wszystkie moooocno kciuki!
        • mad-25 Re: Odebrałam wynik 27.09.07, 08:59
          histopatologiczny no i okazało się że wszysko było dobrze, zarodek
          dobrze się rozwijał. Lekarz powiedział mi że nie wie czemu poroniła.
          Ale ja dobrze wiem dużo nosiłam mojego synka i się niestety
          przeciążyłam.
          Załuję że tak się stało. Z pierwszym dzieckiem chodziłam jak
          z "jajkiem" a z drugim już nie tak. Dużo znajomych też z drugim nie
          uważało jak z pierwszym (tzn. nosiło na rękach starsze dziecko,
          sprzątały, wieszały firanki itp i zdrowe dzieci porodziły)
          Czyli ja chyba nie nadaje się na matkę, ale w sumie jak synek zasnął
          w aucie musiałam przynieść go do domu (na 3 piętro w bloku) bo
          nikogo nie było, tzn miałam go zostawić w aucie bez sensu, przeciez
          tak czy siak musiałam go zabrać ze sobą. Nie wiem może to było nie
          do uniknięcia.
          Żałuję że brałam ten wynik. Bo już zaczęłam dochodzić do siebie i
          znowu przez ten głupi wynik zaczęłam wszystko roztrząsać.......
          • zawsze_kulka Re: Odebrałam wynik 27.09.07, 09:13
            Mad, przestań, bo się zadręczysz.
            Nie wiesz, co było powodem poronienia. I niestety nie dowiesz
            najprawdopodobniej.
            Trzymaj sie ciepło. Wypłacz porządnie i przestań rozstrząsać (wiem,
            łatwo powiedzieć, ale to jedyny sposób, by jakoś dojść do siebie).
            Ściskam Cię mocno.
          • keyti77 Re: Odebrałam wynik 27.09.07, 09:16
            Mad,
            Nie obwiniaj siebie za to że podniosłaś synka.
            Tak naprawdę nie wiadomo co się stało. To że wynik hist pat był ok
            wcale nie świadczy o tym że z dzieckim wszystko było ok. Do tego
            potrzebne byłyby bad genet żeby to potwierdzić. Niestety w tak
            wczesnych ciążach przyczyn może być bardzo wiele a większości z nich
            nie znamy.
          • malutaaa mad-25 27.09.07, 18:49
            W ciąży z synem leżałam prawie ciągle bo od 3 miesiaca miałam
            skurcze, krótki spacer kończył się potwornym bólem brzucha. Poza tym
            nerwy i płacz non stop bo wszystko jakoś układało się źle. Na
            szczeście ciążę donosiłam. Kiedy rodziłam córeczkę, mój syn miał 1
            rok i 5 miesiecy więc całą ciążę nosiłam go na rękach na 2-gie
            piętro i robiłam wszystko, poza ogólnym zmęczeniam nie miałam
            żadnych dolegliwości. Córcia urodziła się zdrowa.
            Tak więc widzisz, nie ma reguły. Można nic nie robić i mieć ciążę
            zagrożoną, można naprawdę ciężko pracować i ciążę donosić.
            Moja trzecia ciąża, niestety, rozpoczęła się w ciężkim dla mnie
            okresie, zarówno fizycznie jak i psychicznie byłam przeciążona i
            maluszek odszedł... Oczywiście chciałam kogoś za to winić ale kogo?
            Dzieci? Bez sensu... Dlatego nie obwiniam nikogo tylko czasem nocą
            pozwalam sobie na żal i wtedy płaczę dopóki wystarcza łez. Rano
            muszę być silna, nie mogę przecież pokazać dzieciom smutku, w końcu
            to przecież one są moim szczęściem.
            Ty też skup się na synku. Ciesz się, że jest. Widocznie tak miało
            być...
            • mad-25 Re: Dziekuję Wam dziewczyny 27.09.07, 19:56
              naprawdę mi lżej, mam nadzieję że te złe myśli odejdą.
              Malutaaa dziękuję Tobie za te słowa, czytam Twój post już poraz
              wtóry i w końcu zaczynam rozumieć.
              Naprawdę może tak musiało być, ja tego nie zmienię.
              Czasami niektóre momenty w życiu są nie do uniknięcia...
              • malutaaa Re: Dziekuję Wam dziewczyny 28.09.07, 09:27
                wszystko z czasem trochę ucichnie, ten smutek i żal... Rozumiem cię
                bo przeżyłam to samo i wiem jak to boli. Najgorsze jest to uczucie
                pustki, braku czegoś. To tak jakby zgubić kawałek układanki, niby
                tylko jeden puzzel ale już obrazek jest niekompletny, żaden inny nie
                pasuje... Ale z czasem po prostu się przyzwyczajamy i wydaje się, że
                ten obrazek po prostu musi mieć lukę, godzimy się z tym, że tak
                wygląda. Tak samo życie, choć zawsze będzie w nim juz czegoś
                brakować to po jakimś czasie już nie będziemy z tego powodu
                rozpaczać, tylko będziemy żyć z tą "luką".
                I nawet jeśli nie możemy lub nie chcemy się z tym pogodzić to czy
                mamy inne wyjście???
                Pozdrawiam i sciskam.
                • adomi Re: Dziekuję Wam dziewczyny 28.09.07, 12:38
                  Mad - zgadzam się z przedmówczyniami, nie możesz się obwiniać, ja
                  też mam milion różnych myśli, ale to w niczym nie pomaga, więc
                  staram się nie rozstrząsać już godziny po godzinie co robiłam w te
                  dni kiedy to się mogło stać... Przestałam to robić, bo popadałam w
                  totalny dół, a i tak do niczego się przez to nie dojdzie...
                  Też czekam na wynik, ale myślę, że podobnie jak u Ciebie, nic nie
                  wykaże, więc tak naprawdę zapewne nie dowiem się co się wydarzyło i
                  dlaczego. Jak pisze malutaaa nie mamy innego wyjścia - trzeba żyć
                  dalej, mimo, że na zawsze zostanie w nas pamięć o naszych
                  nienarodzonych maluszkach...
                  Ja skupiam się teraz na pozytywnym spojrzeniu w przyszłość, mam już
                  jednego kochanego synka, a poza tym zrobię badania, odwiedzę gina i
                  jak tylko pozwoli będę znowu się starać. Ciągle mam nadzieję, że
                  jednak ten mój drugi - kochany i zdrowy skarb jest mi pisany - tylko
                  troszkę później.
                  Trzymajcie się dziewczyny, wierzę, że niedługo przeczytam dobre
                  wieści od was (od siebie teżsmile)) i opiszemy swoje historie w
                  wątku "zostałam mamą po poronieniu".
                  • mad-25 Re: Dziewczyny .... 29.09.07, 08:48
                    pewnie to co napiszę będzie Wam się wydawało głupie ale ja musze
                    sie wygadac.
                    Jakieś 6 lat temu zanim wyszłam za mąż i zanim wogóle planowałam
                    macierzyństwo (wogóle z tym macierzyństwem jak jest że naszło mnie z
                    dnia na dzień) i wógóle całe życie miłama przed soba, bo miałam
                    zaledwie 19 lat. Byłam u wróżki od tak sobie dla smiechu.
                    Powiedziała mi parę rzeczy a najbardziej utkwiło mi że będę miała 1
                    dziecko i to chłopca, urodzi sie zdrowy itp itd (syn w listopadzie 3
                    lata skończy) więc jakby się sprawdziło.
                    Otóż jak zaszłam ponownie w ciąże to mi się wszystko przypomniło i
                    dość dużo o tym myślałam. Nie wiem może to moje myśli tak podziłały
                    i sama w tą głupią wróżbę uwierzyłam. Oczywiście nie chce roztrząsać
                    bo po co?
                    Ale czy uważacie że takie wróżby mogą być prawdziwe?
                    Wiem że to dziwne pytanie, ale chcem znać odpowiedz i zdanie na ten
                    temat?
                    A może to była prawda i tak musiało byc!
                    Teraz chodzę i gadam wszystkim że będę miła tylko jedno dziecko, a
                    ktoś tam się pyta skąd wiem, ja na to że poprostu to wiem.
                    Czy takie gadanie może się sprawdzić?
                    Czytałam że jeżeli się uwierzy w swoje słowa, wtedy dzieję się tak
                    jak się mówi. I daltego powinno się mówić o samych dobrych
                    rzeczach....
                    a ja tylko o złych.....

                    • aniaszew Re: Dziewczyny .... 30.09.07, 12:15
                      Niestety ja tez tak mam.Od pocz ciąży wydawało mi się że będzie coś
                      nie tak.Czytałam forum, czytałam o pustym jajeczku i na usg właśnie
                      okazało się że mam puste
                      jajeczko i jutro mam zabieg.Lekarz powiedział że to takie
                      samospełnienie i nie należy czytać forum.Może zacznij myśleć
                      pozytywnie albo w ogóle o tym nie myśleć, choć wiem że to
                      trudne.Mam nadzieję że będzie dobrze i że uda Ci się miec więcej
                      dzieci.Odpręż się ,myśl pozytywnie a jak Cię najdą złe myśli to
                      wyrzuć je do kosza, obejrzyj jakiś fajny film.Będzie dobrze.
                      • aleks2539 Re: Dziewczyny .... 30.09.07, 17:45
                        za to samospełnienie zmieniłabym lekarza. Też przeszłam to co Ty -
                        puste jajo. Też czytałam o tym na forum ale o ciążach czytałam
                        przede wszytkim!!! Nie spełniło się - w ciąży już nie jestem. Puste
                        jajo zdarza się, a dzięki forum i laskom z niego mogłam lepiej
                        zrozumieć co się tak naprawdę stało i łatwiej było mi się z tym
                        pogodzić. To się po prostu zdarza. A komputer naprawdę nie zaraża!
                      • aleks2539 Re: Dziewczyny .... 30.09.07, 17:45
                        za to samospełnienie zmieniłabym lekarza. Też przeszłam to co Ty -
                        puste jajo. Też czytałam o tym na forum ale o ciążach czytałam
                        przede wszytkim!!! Nie spełniło się - w ciąży już nie jestem. Puste
                        jajo zdarza się, a dzięki forum i laskom z niego mogłam lepiej
                        zrozumieć co się tak naprawdę stało i łatwiej było mi się z tym
                        pogodzić. To się po prostu zdarza. A komputer naprawdę nie zaraża!
                        • adomi Re: Dziewczyny .... 01.10.07, 10:57
                          Mad - ja tam nie wierzę do końca w to pesymistyczne nastawienie, ani
                          we wróżkismile Byłam jednak ze trzy razy z ciekawości, w takich
                          momentach zakrętów życiowych. Mi jedna wrózyła pierwszę córkę (a mam
                          synka), a potem po 7miu latach syna; druga- dwóch synów (to jeszcze
                          może się sprawdzić), choć jak to mówiła, twierdziła, że to szybko
                          nie będzie, bo nie jesteśmy z mężem gotowi na dzieci,a ja byłam
                          wtedy już w 3-cim miesiącusmile)) Tak więc podchodzę do tego z
                          przymróżeniem oka.
                          Co do nastawienia, nie przeceniałabym go, jednak dla ogólnego
                          zdrowia złe i pesymistyczne myśli nie są nigdy dobre, stres może u
                          jednej osoby powodować niewielkie szkody w organizmie, a u innej
                          ogromne... tak więc nos do góry i TRZEBA WIERZYĆ, że będzie dobrze.

                          Powiem Wam, że umnie się kompletnie moje super pozytywne nastawienie
                          nie sprawdziło tym razem, byłam PEWNA, że wszystko będzie dobrze,
                          czułam się doskonale (zresztą tak samo jak w pierwszej ciąży),
                          wszystko miałam zaplanowane, cieszyłam się tą ciążą jak głupia...
                          dla mnie to był szok jak się okazało, że straciłam dziecko.

                          Tak więc chyba najlepiej zachować zdrowy rozsądek. Ani czytanie
                          forum, ani jego nie czytanie niczego nie zmieni, chyba, że ktoś
                          bardzo się przez to nakręca i stresuje, to może faktycznie lepiej
                          odpuścić. Ja znalazłam wśród dziewczyn zarówno na wątkach
                          rówieśniczych jak i tutaj duże wsparcie, za to jestem wdzięczna -
                          ławiej było mi znieść te najgorsze chwile.
                          Trudno - czasem dzielimy radości, a czasem smutki - takie życie...

                          Ale się rozpisałamsmile Trzymajcie się!
    • poemi123 Tydzień temu... 02.10.07, 13:38
      Tydzień temu dowiedziałam się, że dziecko nie żyje. Mam dziś kryzys.
      Ale dochodzę powoli do siebie. Wiem jedno, chcę zacząć starania jak
      najszybciej, ale w nowym roku. Najpierw czekam na wynik
      histopatologii. Potem do lekarza - dopiero 24. W tym czasie badania -
      chcę zbadać wirusy, hormonalnych nie będę robić, chyba że lekarz
      zaleci. W listopadzie USG, aby sprawdzić, czy wszystko się
      odbudowało, i USG piersi (dla spokoju ducha).
      A z innych rzeczy - muszę schudnąć co najmniej 5 kg (w tej krótkiej
      ciąży przytyłam 2 i jestem jak słoń) i wybieram się do dentysty, aby
      wszystko wyleczyć. Planuję już w tym tygodniu.
      W poniedziałek wracam do pracy.
      To mój mały plan - dziś od rana nad nim myślę i zaczęłam już go
      realizować (np. 20 minut na steperze, choć nie wiem, czy można po
      zabiegu, a co mi tam). Dzięki temu jest mi lepiej. Dziewczyny, mam
      nadzieję, że wszystkie z nas, które tego chcą, w 2008 i 2009 zostaną
      szczęśliwymi mamami.
      • adomi Poemi 02.10.07, 14:30
        u mnie jutro miną równo dwa tygodnie i o tej samej godzinie mam
        jutro wizytę u mojego gina...

        Ja podobnie jak Ty chcę jak najszybciej zacząć starania, też chcę
        zrobić niezbędne badania i schudnąćsmile Na tym się skupiam, choć
        kryzyzy mnie dopadają regularnie... boję się mojego samopoczucia np.
        1-go listopadasad
        Poemi musimy się trzymać kochana! Na pewno zostaniemy jeszcze
        szczęśliwymi mamami, ja bym chciała już w 2008, jesli się udasmile

        Ciekawe co powie mój gin, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i
        nie będę musiała zbyt długo czekać na "zielone światło"
        Buziaki!
        • keyti77 Re: Poemi 02.10.07, 15:58
          U mnie 2 tygodnie mijają w ten piatek.
          Psychicznie totalna klapa choć mam dużo zajęć i staram się o tym
          myśleć sad. Widok małych dzieci i kobiet w ciąży wywołuje u mnie łzy
          i ogromne uczucie żalu ... Kiedy to przejdzie nie wiem ;-(
          Co do przeczuć- od poczatku miałam silne przeczucie że co jest nie
          tak.
          Co do wróżb to u mnie historia jak z krainy dreszczowców. W lipcu
          kiedy rozpoczęliśmy starania mój mąż miał taki koszmar w nocy że nie
          mogłam go pół godziny dobudzić bo tak ię rzucał a jak dobudziłam to
          płakał przez 15 minut i nie mógł słowa wykrztusić. Nie mogłam przez
          następne dni od niego wyciągnąć co mu się sniło ale potem
          wyciągnełam. Widział mnie w kałuży krwi i byłam w ciąży. Ja o ciąży
          dowiedziałam się tydzień potem jak zrobiłam test. Ten sen sprawdził
          sie co do joty 1,5 tyg temu jak dostałam krwotok...
          Mój mąż takie sny miewa bardzo rzadko i niestety zawsze się
          sprawdzają. Pocieszam się że oprócz mnie w kałuży krwi była w tym
          śnie jeszcze dwójka dzieciaków. Życzę sobie żeby ten sen się
          sprawdził do końca i żebyśmy mogli tę dwójeczkę mieć. Choć na dzień
          dzisiejszy to takie nierealne. Podobnie jak wy chcemy się starać
          znowu ale również po Nowym Roku.
        • poemi123 Adomi 03.10.07, 07:58
          Daj znać po wizycie, jak tam. I trzymaj się dziś dzielnie. U mnie
          dziś "tygodnica" zabiegu. Na szczęście dopiero wieczorem i mąż mój
          ukochany w domu będzie i przytuli. Nie tak jak wczoraj - sama w domu
          z myślami i tylko net ratunkiem.
          • adomi Poemi 03.10.07, 13:48
            to prawda, że w takich chwilach mąż i jego wsparcie są baaardzo
            ważne. A jak będziesz sama to pisz - prześlę wirtualne uściskismile

            Byłam dziś u mojego ginekologa i chyba odkryliśmy przyczynę
            poronienia... zalecił od razu badania i niestety wysedł mi pozytywny
            test na chlamydię, tak więc czeka i mnie i mojego męża kuracja
            antybiotykowa przez 3 tygodnie, potem po 6 tygodniach mam zrobić
            powtórne badanie. Zła jestem, że nie wykonałam tego badania
            wcześniej, ale z drugiej strony skąd miałam wiedzieć, lekarz też
            nie zlecał, bo przecież pierwsza ciąża była ksiązkowa... ech... no
            nic trzeba to zwalczyć i wziąć się do pracysmile Poza tym mam zalecone
            badania z krwi, toxo itp. niektórych nazw nawet nie pamiętamsmile No i
            zobaczymy, jak wszystko będzie dobrze, to za 3 cykle możemy się
            staraćsmile
            Na razie czekam na pierwszą miesiączkę i zaczynam brać leki.

            Swoją drogą ciekawe skąd to paskudztwo się przypałętało do mnie...
            • poemi123 Re: Poemi 03.10.07, 13:55
              A chlamydię robiłaś z krwi, czy posiew z szyjki, czy może wyszło w
              badaniu histopatologiczny,?
              • adomi Re: Poemi 03.10.07, 14:18
                położna pobierała mi materiał z szyjki i potem robiła test - podobny
                do testu ciążowego. Druga krecha była bardzo blada, ale stwierdziła,
                ze to już jest wynik pozytywnysad
                • poemi123 Re: Poemi 04.10.07, 09:16
                  Najważniejsze, że wiesz, co to za cholera. A teraz szybko do dzieła
                  i wykończyć paskudę. Pewnie będziecie razem brali antybiotyki. Też
                  mam zamiar sprawdzić wszystkie możliwe bakterie i wirusy, stąd moje
                  pytania.
      • zawsze_kulka Re: Tydzień temu... 02.10.07, 15:54
        Poemi, ostrożnie ze stepem. Ja też trochę poszalałam kilka dni po
        zabiegu i się potem najadłam strachu, bo dostałam okropnych skurczy
        i zaczęłam znaczniej silniej krwawić.
        Dobrze jest mieć taki plan, jest się czego trzymać.
        Życzę powodzenia i szybkiego powrotu do zdrowia i równowagi.
        • poemi123 Re: Tydzień temu... 03.10.07, 08:00
          Już wiem, już wiem... Ale nie mogłam się oprzeć. Dostałam nieźle po
          głowie za takie pomysły od męża. Ale dziś też wskakuję - max na 10
          minut i bez żadnego obciążenia. Psychicznie się po tym lepiej czuję
          i to jest teraz dla mnie ważne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka