Dodaj do ulubionych

Mam wrażenie, że straciłam wszystko...

23.10.07, 15:25
Przejrzałam posty na forum i widzę tu wiele cierpienia, smutku, ale i radości,
pomocy i szczerych uczuć. Gdybym nie była w takim stanie jaki jestem, jasno
zdawałabym sobie sprawę, że wielu z Was przeżywa coś znacznie gorszego ode
mnie. Ale mam nadzieję, że zrozumiecie - dla mnie jest to największa tragedia
w moim prawie 30-letnim życiu i muszę się przed kimś wygadać...

Może więc od początku.
Postanowiliśmy z mężem, że jesienią zajdziemy w ciąże i będziemy mieli
ślicznego, pulchnego różowiutkiego dzidziusia już późną wiosną. Życie jednak
zgotowało nam niespodziankę i jak się okazało, po prawie 2 miesiącach, że
zaszłam w ciąże w na początku sierpnia. Miałam pewne babskie komplikacje i
dość późno zorientowaliśmy się, że jestem w ciąży - był to pamiętny 23
września... zachowałam sobie test ciążowy, aby pokazać go kiedyś mojemu
maleństwu... Cieszyliśmy się strasznie... okropne słowo... ale naprawdę tak
było, jak dwa głupki, jak dzieci. Wcześniej nie staraliśmy się o dziecko bo
praca, kariera, mieszkanie itp. I nie myśleliśmy, że uda nam się za pierwszym
razem, nie wyobrażacie sobie jaka byłam szczęśliwa. Bardzo już go pragnęłam -
tej małej kruszynki która daje tyle szczęścia i radości. Zarejestrowałam się
do mojego ginekologa, ale na wizytę musiałam czekać ponad 3 tyg. Postanowiłam
więc wcześniej pójść gdzie indziej i potwierdzić mój stan. Bardzo miła i
konkretna Pani doktor mnie zbadała, powiedziała, że wszytko jest ok - 10 t.c.
Byliśmy zaskoczeni, ale bardzo szczęśliwi. Dostałam skierowania na wszystkie
potrzebne badania, USG itp. Postanowiłam jednak, że zrobię je tuż przed wizyta
u mojej gin, aby wszytko było świeże i aktualne i to był mój błąd... Nie
trafiłam już do mojego gin, bo 17.10, na trzy dni przed planowaną wizytą
wylądowałam w szpitalu z mocnym krwawieniem. USG wykazało dużego krwiaka
(46x35 mm) i odwarstwienie się kosmówki - koniec 10 t.c. Ale najważniejsze, ze
misio fikał koziołki, serduszko biło, tętno w normie... Zostałam w szpitalu.
Krwawienie ustało, przez jeden dzień nic nie leciało, ja leżałam w łóżku, mąż
o mnie dbał, strasznie się martwił, wiem, ale nie pokazywał tego po sobie.
Niestety w trzeciego dnia krwawienie wróciło, malutkie jak mi się wydawało, w
porównaniu z tym na początku. Koleje USG, krwiak się nie wchłania, kosmówka
odwarstwiona, leżeć... Ale serduszko bije i jest ok. Pełna nadziei i wiary
grzecznie poszłam leżeć, to była 11 rano. O 15-16 dostałam strasznych skurczy,
krwawienia i stało się... moje maleństwo, które jeszcze 5 godz. wcześniej
fikało koziołki... Już go nie ma... Od tego czasu minęło kilka dni, a ja nie
mogę się pozbierać, jest mi źle, chce mi się wyć. Boję się, że następną ciąże
też poronię... To chyba moja wina, gdybym wcześniej się zorientowała, gdybym
nawet kilka dni wczesniej zrobiła to cholerne USG to krwiak byłby mniejszy,
można było tą ciążę uratować, a tak...
Łzy lecą mi na klawiaturę, ręce mi się trzęsą, ale w głębi duszy wierzę, że
będziemy jeszcze mieli naszego misia. Tylko kiedy, ile razy jeszcze będę
ronić, ile razy nam się nie uda. Boję się i nie wiem, czy za te kilka
miesięcy, kiedy będziemy już mogli zacząć starać się o dziecko, będę mogła,
będę chciała, nie będę się bała. Będę się obawiać, że znów coś zepsuję, że
nie dam rady.
Nie wiem, czy ktoś z Was to przeczyta, ale najważniejsze, że to z siebie
wyrzuciłam... TO MOJA WINA!
Obserwuj wątek
    • huarani To nie twoja wina 23.10.07, 16:09
      Bardzo mi przykro, nie obwiniaj się za to co sie stało. Kochana
      niewiele mogę Ci napisac. Bo cóż mozna powiedzieć w takiej chwili.
      Bardzo mi przykro. Pamietaj, że nie jesteś sama. Masz swojego męża,
      który za pewne cie wesprze. Trzymajcie sie razem najmocniej jak sie
      da. (W jedności siła.) Serdecznie pozdrawiam. Aga
    • yba2 Re: Mam wrażenie, że straciłam wszystko... 23.10.07, 17:09
      Strasznie mi przykro...
      To nie jest Twoja wina, z całą pewnością.
      Kiedy dzieje się coś tak strasznego, chcemy to sobie jakoś
      racjonalnie wyjaśnić i kogoś obciążyć winą, a ponieważ śmierci
      dziecka nie można wyjaśnić, to winę zrzucamy na siebie. Tak naprawdę
      nikt nie zawinił i nic nie dało się zrobić.
      Przytulam Cię.
      Yba
    • monika1975 Re: Mam wrażenie, że straciłam wszystko... 23.10.07, 19:16
      witaj.wiem co czujesz, jak każda z nas która trafia na ta stronę i szuka
      pomocy.współczuję.miałam zabieg całkiem niedawno bo 8.10.07.miałam plamienie
      około tygodnia,podświadomie czułam,że jest coś nie tak,pózniej się
      uspokajałam,myślałam,że może przesadzam,ale jak dostałam już większe krwawienie
      przestraszyłam się na dobre,jak trafiłam do szpitala okazało się że nic już nie
      mam w środku,tylko resztki po poronieniu.też sobie wyrzucałam,ze to moja wina,że
      może gdybym wcześniej zareagowała to uratowałabym tą ciążę.teraz z perspektywy
      czasu wiem,że tak miało być i nie możemy mieć na wszystko wpływu.nie da się
      przechytrzyć natury.Uwierz że ból stopniowo minie tylko trzeba na to czasu.I
      pamiętaj NIE WIń SIę ZA TO!to nie Twoja wina!nie dobijaj się, pamiętaj,że musisz
      wyjść z tego i żyć dalej dla dobra Twojego przyszłego maleństwa.Mimo,że się boję
      to jak tylko będę mieć "zielone światło" będę dalej próbować.jestem pełna
      optymizmu i Ty też bądz.Trzymaj się.Będzie dobrze.Musisz w to uwierzyć.Pozdrawiam
      • aleks2539 Re: Mam wrażenie, że straciłam wszystko... 24.10.07, 08:28
        TO NIE TWOJA WINA. To po pierwsze. Po drugie bardzo mocno cię
        przytulam. Przykro mi że to się stało, ale z drugiej strony wiesz co
        było przyczyną. Znasz powód dlaczego tak się stało a nie inaczej, i
        może to zabrzmi w chwili obecnej brutalnie - ale już przy kolejnej
        ciąży będzie Ci łatwiej - szybciej będzie można zareagować.
        Szanse na dziecię masz - tymbardziej że usg nie wykazało żadnych wad
        płodu - wiesz że zawinił krwiak.
        Jeśli będziesz chciała - zajrzyj na forum promyczek. Tam wszystkie
        dziewczyny są po przejściach, z nami łatwiej Ci będzie przez to
        cierpienie przebrnąć.
    • inti1978 Re: Mam wrażenie, że straciłam wszystko... 24.10.07, 10:27
      Dziękuję Wam. Z jednej strony, myśląc racjonalnie i logicznie wiem, że nie mogę
      tak myśleć, ale z drugiej - serce mnie tak boli i szukam winnego - skąd wziął
      się ten krwiak, co go wywołało. Ja cały czas jestem pod wpływem wielkich emocji,
      cały czas to przeżywam, choć z każdym porankiem jest lepiej. Jeszcze wczoraj
      czytając Wasze posty ryczałam jak bóbr, dziś sie trzymam... Wirem, że trzeba
      czasu, ale człowiek zawsze szuka winy... ja szukam(szukałam) jej u siebie, choć
      logika podpowiada mi, że nie powinnam - Wy zresztą też.
      Zdaję sobie sprawę, że przy kolejnej ciąży będę bardziej na wszystko uważała,
      ale będę się bała równie mocno jak teraz. Dzięki mojemu mężowi i ludziom takim
      jak Wy, wierzę, że nam się uda...
      Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję!!!

      PS. Do Promyczka już się wprosiłam i czekam na decyzję.
      • fruzia27 Re: Mam wrażenie, że straciłam wszystko... 24.10.07, 22:21
        Trzymaj się i w żadnym wypadku nie myśl, że to Twoja wina. Krwiak
        się może zrobić z tysiąca przyczyn. I mogłabyś leżeć plackiem, brać
        leki i też mogłoby nie wyjść. Ja w pierwszej ciąży miałam plamienia
        (trochę leżałam i brałam leki i było ok) i w drugiej uważałam
        bardzo, brałam progesteron i co - i tak poroniłam. Więc można
        uważać, starać się, a gdzieś na górze Ktoś pisze scenariusze. Trudno
        się z tym pogodzić, ale nie mamy wyjścia. Pozdrawiam ciepło

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka