Witam. Dlugo sie zastanawialam nad tym czy cos napisac czy nie , ale
wkoncu stwierdzilam ,ze nikt lepiej mnie nie zrozumie niz kobieta,
ktora przez to przeszla.
O ciazy dowiedzialam sie zupelnie przez przypadek, troszke
przytylam, chcialam schudnac, kolezanka zalatwila mi recepte na
meridie. Przeczytalam, ze jest to bardzo silny srodek, nie moga brac
go kobiety w ciazy itp. Okres spoznial mi sie dwa dni, nie
podejrzewalam ciazy, chociaz objawy byly, ale je ignorowalam,
myslalam, ze moze przed okresem tak sie czuje dziwnie. Zrobilam test
wyszly dwie kreski, tego samego dnia zrobilam jeszcze dwa i to samo,
poszlam tez do lekarza, ale powiedziano mi po badaniu ze ciza jest
bardzo wczesna, macica powiekszona ciazowo itp i ze usg zrobimy 6
pazdziernika, juz wszystko bedzie dobrze widac, bedzie slychac
serduszko. 22 wrzesnia rozbolal mnie mocno brzuch, tak jak przed
okresem tylko ze dziesiec razy mocniej

. Pojechalam do lekarza
zrobil mi usg i powiedzial, ze ciaza jest bardzo wczesna i nie
wiadomo jak to bedzie bo jego zdaniem nie utrzymam jej, pewnie sobie
poplynie. Kazal brac no-spe i kwas foliowy. Nastepnego dnia juz bylo
po wszystkim, poczulam ciepelko, poszlam do toalety i zobaczylam
ogromny skrzep.Krwawilam 9 dni, ale nie bylo to krwawienie
kiesiaczkowe, ze mnie schodzily w zasadzie same skrzepy, cos
okropnego. Czekam na wizyte u lekarza, zeby sprawdzic czy sie dobrze
oczyscilo, mam nadzieje ze unikne zabiegu. Zostalo mi na pamiatke
piec ytestow z czerwonymi kreseczkami, wspomnieniemojego malenstwa.
Katuje sie tymi " zdjeciami" codziennie i zastanawiam sie dlaczego?
Kupilam drewniana skrzyneczke, zapakuje te testy i pochowam. Innego
wyjscia nie wiedze, wyrzucic nie potrafie, chociaz moj maz sie
bardzo na mnie zlosci za to.