Dodaj do ulubionych

Moja historia

04.06.08, 13:41
Witajcie,
Jestem nową osobą na forum. Do niedawna myślałam, że problem adopcji mnie nie
dotyczy.
Mam 34 lata i wychowywałam się w kochającej rodzinie jako jedynak. Rodzice
obdarzyli mnie wielką, bezgraniczną miłością. Pozostali członkowie rodziny też
mnie bardzo kochali.
Ponad dwa miesiące temu, przeżyłam trzęsienie ziemi. Dowiedziałam się, że mam
siostrę bliżniaczkę a co za tym idzie, że byłam adoptowana. Wiadomość o
adopcji przyjęłam ze spokojem i wielką wdzięcznością dla moich Rodziców za to
wszystko co mi dali. Fakt, że mam siostrę był dla mnie radością ale i
niepokojem. Powód jest taki, że stawiła się ona pod moimi drzwiami z parą
małżeńską, tak po prostu. Nie zastała mnie, więc zostawiła najbliższym
sąsiadom list do mnie i zdjęcie. Trafiła akurat na największych plotkarzy na
osiedlu. Dzień wcześniej miałam dwa dziwne telefony, rzekomo z ośrodka
adopcyjnego. Jestem pewna, że to Ona podszywała się pod ośrodek chcąc uzyskać
więcej informacji o mnie i o mojej rodzinie.
List, który od niej otrzymałam, odebrałam jako pewną formę szantażu
emocjonalnego. Było tam oskarżenie pod adresem mojej Mamy, że ukrywała przede
mną fakt, że mam siostrę. W rozmowie z Mamą dowiedziałam się, że w momencie
kiedy Rodzice brali mnie z domu dziecka byłam sama, a ośrodek zapewniał, że
nie mam rodzeństwa. W póżniejszej rozmowie telefonicznej(siostra zostawiła
numer telefonu do siebie)dowiedziałam się, że ludzie z którymi była pod
drzwiami mojego domu, to jej przybrani Rodzice, a ona została wzięta z domu
dziecka ponad półtora roku przede mną. Z tego wynika, że jej Rodzice zastępczy
rozdzielili rodzeństwo.Nie chcę ich oceniać, ale postąpili bezwzględnie.
Wiadomość o tym , że ma siostrę była więc wielkim szokiem dla mnie i dla moich
najbliższych. Mama nie mogła sobie darować, że nie chowałyśmy się z siostrą
razem. Moi Rodzice mieli dużo miłości w sobie.
Co do mojej siostry mam bardzo mieszane uczucia. Po pierwsze mam żal, że tak
brutalnie wtargnęła w moje życie nie zastanawiając się nad moją sytuacją
życiową. Nie zastanowiła się, że moja ponad 70 letnia Mama mogła ten szok
przepłacić zdrowiem. Po drugie, nie zadała sobie pytania czy jestem
psychicznie gotowa na taką wiadomość. Nie wiedziała przecież czy wiem o jej
istnieniu tak jak ona o moim. Nie znaczy to jednak, że nie rozumiem jej
wielkiej chęci do poznania mojej osoby. Uważam jednak, że są bardziej
odpowiednie formy na nawiązanie kontaktu.
Jestem wobec siostry bardzo ostrożna. Ten nagły najazd wzbudził u mnie pewien
rodzaju lęk przed nią, że jej pojawienie się zburzy mój spokój. Wiem jedno, że
bardzo kocham moja rodzinę i nie chcę szukać biologicznych Rodziców.
Powiedziałam siostrze, że ja nie mam potrzeby szukania ich. Pomimo tego w
jednym z telefonu oznajmiła mi, że ma dane biologicznej Matki i ma zamiar
pisać do nie list. Po raz kolejny poinformowałam ją, żeby mnie w to wszystko
nie wciągała. W maju widziałyśmy się po raz pierwszy. Spotkanie przebiegło
bardzo spokojnie. Nie było jednak żadnych łez.
Jestem nadal w jakimś wielkim szoku. Czuję, że potrzebuję czasu aby nabrać
dystansu do całe sytuacji. Siostra bombarduje mnie telefonami i na siłę chce
się do mnie zbliżyć. Ja na razie takiej potrzeby nie czuję. Czy ja jestem
normalna? Zadaję sobie to pytanie.
Obserwuj wątek
    • tusiaaab Re: Moja historia 04.06.08, 20:12
      Tak, oczywiście jesteś normalna. DLa mnie wydaje się to
      najnormlaniejsze w świecie, że zachwoujesz swój dystans. Przeciez
      przez tyle lat nie wiedziałąś , że jestes adoptowana i tym bardziej,
      że masz siostrę bliźniaczkę. Ktoś zburzył twój spokój, nie czujesz
      się bezpieczna i jeszcze siostra, któa jest zbyt nachalna. Nie
      odczuwasz potrzeby szukania biologicznej matki, gdyż ta "przybrana"
      dała Ci przez całe życie tyle miłości, iż nie odczuwasz
      jakiegokolwiek braku czy zaniedbania ze strony rodziców. Powinnaś z
      dystansem i stopniowo, powoli poznawac się z siostrą. Może ona jest
      zbyt nachalna dlatego, że czuje niedosyt i jej życie w adoptowanej
      rodzinei nie potoczyło się tak dobrze jak twoje? różnie w życiu bywa
      i mimo, że jest to twoja rodzona siostra to tak naprawdę nie wiesz
      jaką jest osobą i jakie ma intencje.... może jestem zbyt podejrzliwa
      ale ja bym była na dystans. i Przede wszystkim należy pamietac o
      rodizcach, któzy cię wychowywali, że by ich nie zranić, pozdrawiam smile
      • gold-tea Re: Moja historia 26.07.08, 22:24
        Ja tez bardzo dobrze cie rozumiem. Mnie wychowala babcia po smierci
        mamy. Ojciec ulotnil sie. Ja nigdy w zamian za to go nie kochalam i
        nie czulam zadnej potrzeby jakiegokolwiek kontaktu z nim.
    • kawka74 Re: Moja historia 04.06.08, 21:40
      > Mam 34 lata i wychowywałam się w kochającej rodzinie jako jedynak. Rodzice
      > obdarzyli mnie wielką, bezgraniczną miłością. Pozostali członkowie rodziny też
      > mnie bardzo kochali.

      I to jest najważniejsze. To przede wszystkim ci ludzie są Twoją rodziną.
      Twoja biologiczna siostra weszła w Twoje życie z buciorami nie zastanawiając
      się, czy Ty tego chcesz, czy nie, nie wiadomo, z jakiego powodu. Sądzę, że
      najrozsądniejszym wyjściem dla Ciebie będzie ostrożne i niezbyt szybkie
      nawiązywanie kontaktów z siostrą (do takiego stopnia, w jakim będzie to Ci
      odpowiadało), z zastrzeżeniem (bardzo mocno podkreślonym), że jeśli chce, niech
      nawiązuje kontakty z biologiczną rodziną, ale bez Ciebie. Być może - do czego
      masz prawo - trzeba będzie kontakty na jakiś czas zamrozić.

      Czy ja jestem
      > normalna? Zadaję sobie to pytanie.

      Absolutnie normalna. W tej chwili siostra jest właściwie obcą Ci osobą, którą -
      jeśli chcesz - musisz po prostu poznać. To nie jest film, w którym odnalezione
      po latach siostry-bliźniaczki padają sobie w ramiona tak, jakby
      kilkudziesięcioletniej rozłąki nie było, wszystko rozumieją i są od razu
      najlepszymi przyjaciółkami. Tak się nie da i Ty to rozumiesz, natomiast Twoja
      siostra - chyba nie za bardzo. Musicie dać sobie czas, obie.
    • kasialu Re: Moja historia 05.06.08, 07:56
      Bella! Twoja reakcja była/jest bardzo normalna. Zachwoujesz dystans
      ze względu na sytuacje w jakiej się znalazłaś. Masz rację siostra
      nie zastanowiła się jak informacja o tym, ze masz siostrę... To
      bardzo delikatna sprawa i należało zrobić to delikatnie z rozmysłem.
      Wszystko powoli sie poukłada na pewno. Dobrze, że się
      odnalazłyście wink
    • bella.m Re: Moja historia 05.06.08, 10:34
      Dziękuję Wam wszystkim za Wasze słowa. Pomagają mi one utwierdzić się w
      przekonaniu, że moja postawa wobec całej sytuacji jest słuszna.
      Pozdrawiam Was serdecznie smile.
      • zochna74 Re: Moja historia 05.06.08, 16:09
        Tak trzymaj! i nie daj się zwariować manii poszukiwawszej smile Ktoś
        kto bez wyczucia i wrażliwości wchodzi w Twoje życie bez pytanie z
        buciorami, nie ma prawa, aby nazwyać się Twoją rodziną... Rodzinę
        masz (zapewnę piękną - bo bardzo ciepło piszesz o rodzicach), a
        biologia to nie wszystko... W zasadzie niewiele... Wydaje mi się, że
        więzy krwi są lekko przereklamowane wink
        Jeśli chcesz ją poznać OK - ale nic na siłę (bo jest to dla Ciebie
        obca osoba i przez 34 lata nie miałyście wspólnej historii,
        doświadczeń, itd.).
        Spokojnie, wszystko się na pewno dobrze poukładla smile
        • bella.m Re: Moja historia 05.06.08, 20:39
          Droga Zochno,
          Dziękuję Ci za to co napisałaś. Twoje słowa dodają mi otuchy w tak trudnym dla
          mnie czasie i utwierdzają mnie w mojej postawie. Wierz mi, jest mi bardzo,
          bardzo ciężko.
          Pozdrawiam Cię serdecznie smile
          • zochna74 :) 06.06.08, 10:36
            Ja też bardzo Cię pozdrawiam i życzę dużo spokoju (świętego wink
            Nie dajmy się zwariować. Rodzinę się tworzy, buduje przez lata,
            nigdy z dnia na dzień. Można być rodziną i nic o sobie nie wiedzieć
            i odwrotnie smile Uszy do góry!
            Ja widzę to z drugiej strony i wiem, że dołożę jak najwięcej starań,
            żeby zdubować silną, mądrą rodzinę. Znam dorosłe adoptowane osoby,
            które nie wyobrażają sobie inne życia niż to, które mają smile
            Bądźmy wdzięczni za to, co mamy... tak banalnie trochę, ale tak
            myślę smile
          • zochna74 Re: Moja historia 06.06.08, 10:36
            Ja też bardzo Cię pozdrawiam i życzę dużo spokoju (świętego wink
            Nie dajmy się zwariować. Rodzinę się tworzy, buduje przez lata,
            nigdy z dnia na dzień. Można być rodziną i nic o sobie nie wiedzieć
            i odwrotnie smile Uszy do góry!
            Ja widzę to z drugiej strony i wiem, że dołożę jak najwięcej starań,
            żeby zdubować silną, mądrą rodzinę. Znam dorosłe adoptowane osoby,
            które nie wyobrażają sobie inne życia niż to, które mają smile
            Bądźmy wdzięczni za to, co mamy... tak banalnie trochę, ale tak
            myślę smile


        • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 22.06.08, 23:27
          "mania poszukiwawcza"? poszukiwanie tożsamości jest "manią"wg ciebie?
          działania bliźniaczki tłumaczyłabym zbyt wielkimi emocjami, natomiast nie w
          kategoriach normy lub jej braku, a już na pewno nie wartościowałabym, że "na
          pewno nie jest twoją rodziną", bo jest, i zaprzeczanie temu jest niepoważne.
          biologiczni to nie wszystko, podobnie jak adopcyjni to nie wszystko. cechy
          temperamentu, inteligencję środowisko, domowe jak i rówieśnicze, może zmienić,
          ale ten wpływ nie jest tak wielki, jak by ci się mogło wydawać. poza tym wpływ
          środowiska jest interakcyjny - rodzice adopcyjni nie chowają swojego "adoptusia"
          pod kloszem, prwada?
          • zochna74 Re: Moja historia 23.06.08, 23:12
            Proszę Cię... Nie będę się zniżać do Twojego poziomu.
            Polecam psychpoterapię.
            • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 27.06.08, 16:51
              piszesz to jako psycholog, psychoterapeuta, czy psychiatra? jeśli żadna z
              powyższych opcji, to udowodniłaś tym samym przed całym światem poważne deficyty
              poznawcze, a nawet, kto wie, problemy psychiatryczne
    • ewcik66 Re: Moja historia 07.06.08, 11:42
      Witajsmile Również myślę, że postępujesz bardzo słusznie. Myślę, że
      taki spokój, które osoby adoptowane uzyskują w swojej rodznie oraz
      poczucie bezpieczeństwa jest dla nich bardzo cenny.

      Przytoczę tutaj króciótką historię mojej koleżanki, która
      dowiedziała się, że jest adoptowana w wieku 25 lat. Powiedziała jej
      to babcia tuż przed śmiercią. Zaczęła zastanawiać się czy szukać
      rodziców biologicznych i ewentualnego rodzeństwa, ale doszła do
      wniosku, ze takie emocje nie są jej potrzebne do szczęcia i
      zburzyły by jej spokój.

      Rodziców adopcyjnych bardzo kocha i jest z nimi niezwykle związana
      emocjonalnie. Postanowiła nie mówić im o tym czego dowiedziała się
      od babci, ponieważ bała się ze coś się między nimi popsuje. Tak więc
      uważam że masz prawo wyboru, bo każdy człowiek ma do tego prawo.

      Jeśli Twoje życie rodzinne jest niezachwiane i szczęśliwe to nie
      musisz na siłę uszczęsliwiać siostry, która nagle sobie o Tobie
      przypomniała, jeśli nie masz na to ochoty. To Twoje życie.
      Pozdrawiam gorąco
    • kasiunia62 Re: Moja historia 14.06.08, 13:59
      ale szok!
    • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 22.06.08, 23:22
      Darzysz nadal wielką miłością i szacunkiem rodziców adopcyjnych, którzy przez 34
      lata ukrywali przed Tobą fakt adopcji???
      To, że tak reagujesz na swoją biologiczną siostrę jest normalne. W końcu jest
      dla Ciebie obcą osobą. Brakuje jej taktu, zbyt radykalnie wkracza w Twoje życie.
      Jednak - jest Twoją siostrą... Daj sobie czas. A adopcyjnych nie idealizuj,
      natomiast biologicznych - nie spychaj do nieświadomości, bo nic o nich nie
      wiesz, o motywach ich działania itd.
      • kawka74 Re: Moja historia 22.06.08, 23:29
        > Darzysz nadal wielką miłością i szacunkiem rodziców adopcyjnych, którzy przez 3
        > 4
        > lata ukrywali przed Tobą fakt adopcji???

        Po co ją podpuszczasz?

        A adopcyjnych nie idealizuj,
        Ja bym tego idealizowaniem nie nazwała.

        > natomiast biologicznych - nie spychaj do nieświadomości, bo nic o nich nie
        > wiesz, o motywach ich działania itd.

        A po co ma to wiedzieć? Jest jakiś obowiązek zapoznania się z motywami i
        intencjami?
        • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 22.06.08, 23:43
          podpuszczam??? wyrażam swoje zdziwienie i pytam, skąd ten szacunek i miłość po
          takim oszustwie?!
          a jak byś to nazwała, jeśli nie idealizowaniem? biologicznych wyparła, a
          ponieważ każdy człowiek jest istotą społeczną, idealizuje zakłamanych
          adopcyjnych, którzy ją okłamywali przez tyle lat.
          myślę, że jest to naturalny odruch każdego normalnego człowieka, który
          przepracował problem bycia dzieckiem adoptowanym. nieprzepracowanie tego
          problemu może skutkować tego typu reakcjami wypierającymi ich istnienie.
          wiedza ta jest niezbędna w ponownym, tym razem opartym na prawdzie, budowaniu
          swojej tożsamości. nie jest to łatwe.
          • kawka74 Re: Moja historia 23.06.08, 08:43
            Wyrażasz zupełnie niepotrzebnie i zupełnie niepotrzebnie snujesz
            pseudopsychologiczne dywagacje. Świat jest urządzony bardzo prosto i
            komplikowanie go domysłami i wymysłami jest naprawdę zbędne.
            Szukasz problemów tam, gdzie ich nie ma, a przynajmniej być nie musi.
            • bella.m Re: Moja historia 23.06.08, 13:21
              Do Ksieni,
              Nie idealizuję moich adopcyjnych Rodzicow, tylko wyrazam wdziecznosc za milosc
              jaka mi dali. Kazdemu zycze takiego domu. Biologicznych Rodzicow nie wypieram ze
              swiadomosci. Po prostu sadze, ze nie sa warci mojej uwagi. Co do klamstwa
              Rodzicow adopcyjnych. Jestem im wdzieczna za to. Dzieki temu nie cierpialam na
              syndrom dziecka pozuconego. Nie zylam w leku, ze moze zostane odrzucona bo
              jestem obca w rodzinie.
            • bella.m Re: Moja historia 23.06.08, 13:23
              Do Ksieni,
              Nie idealizuję moich adopcyjnych Rodzicow, tylko wyrazam wdziecznosc za milosc
              jaka mi dali. Kazdemu zycze takiego domu. Biologicznych Rodzicow nie wypieram ze
              swiadomosci. Po prostu sadze, ze nie sa warci mojej uwagi. Co do klamstwa
              Rodzicow adopcyjnych. Jestem im wdzieczna za to. Dzieki temu nie cierpialam na
              syndrom dziecka porzuconego. Nie zylam w leku, ze moze zostane odrzucona bo
              jestem obca w rodzinie.
              • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 27.06.08, 17:02
                miłość z założenia pozbawiona jest fałszu. twoi rodzice adopcyjni dali ci na
                pewno kłamstwo, swoje lęki i obawy, egoistyczne nieradzenie sobie ze swoimi
                problemami emocjonalnymi, wypieranie faktów.
                masz prawo nie chcieć ich poznać, lecz nie masz pewności, czy nie bedziesz
                chciała ich poznać kiedyś w przyszłości, kiedy ich już nie będzie... wiedza,
                choćby najgorsza, jest lepsza od niewiedzy.
                błędnie rozumujesz - jawność adopcji nie pociąga za sobą żadnych syndromów
                dziecka porzuconego...
                • bella.m Re: Moja historia 28.06.08, 11:12
                  Czy zastanawiałeś/aś się nad tym co dali mi biologiczni Rodzice poza
                  sprowadzeniem mnie na świat?...NIC...oprócz niepewności, braku miłości i lęku
                  przed światem. Rodzice adopcyjni uratowali mi życie. Czułam i czuję się przez
                  nich kochana. Łatwo jest przedstawiać teoretyczne wywody jeśli nie jest się w
                  całej sytuacji podmiotem. Nie od dziś wiadomo, że teoria często ma się nijak do
                  praktyki, realiów życia codziennego. Jest takie mądre powiedzenie "syty głodnego
                  nie zrozumie".
                  • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 27.07.08, 19:42
                    "nie od dziś wiadomo"
                    "teoria ma sie często nijak do praktyki" - bardzo nawet ciekawe spostrzeżenia, a
                    czy mogłabyś posłuzyć się przyk ladami potwierdzającymi twoją hipotezę?
                    słyszałaś o takim powiedzeniu: "nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria?
                    słyszałas o tym, ze rzeczywistośc jest probabilistyczna?
                    słyszałaś o falsyfikowaniu hipotez?
            • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 27.06.08, 16:57
              1/ wyrażam zupełnie niepotrzebnie "pseudopsychologiczne" dywagacje - ty
              decydujesz o tym, co jest potrzebne, a co nie? moje dywagacje, jak raczyłas je
              określić, w twoich oczach, oczach laika, wydają się pseudopsychologicznymi, w
              moich oczach - oczach eksperta - są smutnym stwierdzeniem faktu
              2/ świat jest urządzony bardzo prosto - to bardzo interesujące spostrzeżenie...
              a skąd to wiesz? co jest urządzone bardzo prosto - prawa natury, kosmos,
              psychika ludzka?
              3/ domysły i wymysły - gdzie je dostrzegłaś w moim wywodzie? jeśli mi je
              wskażesz, udowodnij swoją tezę, że domysły są zbędne - zbędne dla kogo i dlaczego?
              4/ pokaż, że szukam problemów tam, gdzie ich nie ma - adopcja nigdy nie jest
              bezproblemowa; jeśli na początku nie ma problemów, to nie znaczy, że nie będzie
              ich w przyszłości - związane będą głównie z zaburzonym obrazem siebie i
              koniecznością zbudowania własnej tożsamości; osoby adoptowane będą ją budować
              dwojako - jako dorośli ludzie - albo poprzez wyparcie faktu adoptowania, albo
              poprzez szukanie korzeni. naturalnie opcja druga jest opcją zdrową i adaptacyjną.
              • kawka74 Re: Moja historia 27.06.08, 18:39
                ty
                > decydujesz o tym, co jest potrzebne, a co nie?

                Nie mów, że Ty zdecydujesz.

                > a skąd to wiesz? co jest urządzone bardzo prosto - prawa natury, kosmos,
                > psychika ludzka?

                Wszystko. Pod warunkiem, że nie wtrąci się w to domorosły psycholog.

                jeśli mi je
                > wskażesz, udowodnij swoją tezę, że domysły są zbędne - zbędne dla kogo i dlacze
                > go?

                Dla wszystkich zainteresowanych.

                okaż, że szukam problemów tam, gdzie ich nie ma - adopcja nigdy nie jest
                > bezproblemowa; jeśli na początku nie ma problemów, to nie znaczy, że nie będzie
                > ich w przyszłości -

                A wtedy osoby zainteresowane zwrócą się o pomoc do FACHOWCÓW.
                • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 27.06.08, 18:49
                  sama sobie przeczysz - początkowo twierdziłaś, że generuję problemy, które nie
                  istnieją, teraz przyznałaś mi rację, że problemy być mogą, a jeśli się pojawią,
                  to osoby zainteresowane zwrócą się do fachowców.

                  • kawka74 łapiemy za słówka? 27.06.08, 20:14
                    TY generujesz problemy tam, gdzie ich nie ma, co nie przeczy temu, że problemy
                    pojawić się mogą, to raz.
                    Dwa - do FACHOWCÓW. Ty nie prezentujesz się szczególnie fachowo. Popraw mnie,
                    jeśli się mylę, ale Twoja wiedza choćby na temat adopcji czy bezdzietności jest
                    wiedzą czysto teoretyczną. Zapominasz, że za wyrokami, które tak nonszalancko
                    ferujesz, i za diagnozami, które stawiasz na znikomych podstawach, stoją ludzie,
                    stoi konkretny człowiek z konkretnym temperamentem, usposobieniem, wiedzą,
                    przeżyciami, itd., który - och, mój Boże! - może się wymknąć książkom i
                    algorytmom, może odstawać od tego, czego wysłuchałaś podczas kilkudziesięciu
                    godzin wykładów i co przeczytałaś w mądrych książkach. Rozumiem, że chcesz się
                    podzielić swoją wiedzą, bo to ciśnie, szczególnie neofitów, ale nie wiedzy tutaj
                    potrzeba, nie książek, tylko własnych doświadczeń i wymiany tychże.
                    • verdana Re: łapiemy za słówka? 30.06.08, 15:34
                      Moi rodzice okłamywali mnie przez 11 lat zycia - nie w sprawie
                      adopcji, ale w sprawie także zwiazanej z moja tozsamoscią.
                      Oklamywali by mnie i dłużej, ale cóż - powiedział mi prawde ktos
                      inny.
                      I co z tego wynika? Nic. Zero. Z rodzicami mam jak najlepsze
                      kontakty i 100% zaufanie, zadnych problemow psychicznych przez 39
                      lat po dowiedzeniu sie prawdy jakoś nie miałam.
                      Owszem, moze wolalbym znać prawde wczesniej, ale rozumiem motywy
                      rodzicow i nie wydaje mi się to w ogóle istotną kwestią w naszych
                      kontaktach.
                      • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: łapiemy za słówka? 27.07.08, 19:47
                        skoro nie w sprawie adopcji - to w jakiej sprawie?
                        nie myl pojęć - problemy tożsamościowe związane z adopcją sa inne jakościowo od
                        każdych innych problemów tożsamościowych
                    • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: łapiemy za słówka? 27.07.08, 19:46
                      a skąd przekonanie twe, że ja generuje problemy tam, gdzie ich nie ma?
                      kto jest wg ciebie fachowcem? psychol(og) lub - nie daj boże! - pedagog?
                      psychol(og) kliniczny, który dysponuje wiedzą od dawna nieaktualną? który
                      "leczy" ludzi czysto intuicyjnie, i który twierdzi z upirem maniaka, że np.
                      psychologia nie jest nauką? który ostatni raz artykuł naukowy czytał na
                      studiach, albo i to nie, gdyż czytał ksero (skrypty) lub, nie daj boże, podręczniki?
                      • kawka74 Re: łapiemy za słówka? 27.07.08, 20:14
                        Toż Ci się przypomniało...
                        Ksieni, Twoich braków nie da się uzupełnić wiedzą, choćby i najlepszą, i
                        najświeższą. Nie wiem, czy mam to drukowanymi literami napisać, czy mam zrobić
                        Ci tapetę na pulpit, ale jedyny zawód, jaki moim zdaniem Ci pasuje, to leśniczy,
                        i to w środku najbardziej zadrzewionego obszaru Eurazji. Z dala od ludzi, żebyś
                        im swoimi mądrościami krzywdy nie zrobiła.
                        z harcerskim pozdrowieniem
                        K.
                        • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: łapiemy za słówka? 27.07.08, 20:23
                          sękju za "fachową" diagnozę - licze na to, że chwytasz palimsest
              • gold-tea Re: Moja historia 26.07.08, 22:31
                ksieni_smutnego_pierdofonu napisała:

                > 1/ wyrażam zupełnie niepotrzebnie "pseudopsychologiczne"
                dywagacje - ty
                > decydujesz o tym, co jest potrzebne, a co nie? moje dywagacje, jak
                raczyłas je
                > określić, w twoich oczach, oczach laika, wydają się
                pseudopsychologicznymi, w
                > moich oczach - oczach eksperta - są smutnym stwierdzeniem faktu
                > 2/ świat jest urządzony bardzo prosto - to bardzo interesujące
                spostrzeżenie...
                > a skąd to wiesz? co jest urządzone bardzo prosto - prawa natury,
                kosmos,
                > psychika ludzka?
                > 3/ domysły i wymysły - gdzie je dostrzegłaś w moim wywodzie? jeśli
                mi je
                > wskażesz, udowodnij swoją tezę, że domysły są zbędne - zbędne dla
                kogo i dlacze
                > go?
                > 4/ pokaż, że szukam problemów tam, gdzie ich nie ma - adopcja
                nigdy nie jest
                > bezproblemowa; jeśli na początku nie ma problemów, to nie znaczy,
                że nie będzie
                > ich w przyszłości - związane będą głównie z zaburzonym obrazem
                siebie i
                > koniecznością zbudowania własnej tożsamości; osoby adoptowane będą
                ją budować
                > dwojako - jako dorośli ludzie - albo poprzez wyparcie faktu
                adoptowania, albo
                > poprzez szukanie korzeni. naturalnie opcja druga jest opcją zdrową
                i adaptacyjn
                > ą.



                Ey jestes ekspert od PIERDOFONU.
                Zakompleksione stare rursko!! Poszla WON
          • gold-tea Re: Moja historia 26.07.08, 22:29
            ksieni_smutnego_pierdofonu napisała:

            > podpuszczam??? wyrażam swoje zdziwienie i pytam, skąd ten szacunek
            i miłość po
            > takim oszustwie?!
            > a jak byś to nazwała, jeśli nie idealizowaniem? biologicznych
            wyparła, a
            > ponieważ każdy człowiek jest istotą społeczną, idealizuje
            zakłamanych
            > adopcyjnych, którzy ją okłamywali przez tyle lat.
            > myślę, że jest to naturalny odruch każdego normalnego człowieka,
            który
            > przepracował problem bycia dzieckiem adoptowanym.
            nieprzepracowanie tego
            > problemu może skutkować tego typu reakcjami wypierającymi ich
            istnienie.
            > wiedza ta jest niezbędna w ponownym, tym razem opartym na
            prawdzie, budowaniu
            > swojej tożsamości. nie jest to łatwe.



            Poszla WON! Ty obrzydliwa, zla krowo! Usilujesz siac smutek i zlosc
            to czym sama jestes. Zycze ci zeby to wszystko co siejesz wrocilo do
            ciebie z sila huraganu!
    • nikola82 Re: Moja historia 17.07.08, 21:55
      Witaj bella.m dla mnie jesteś jak najbardziej normalną osobą.Jakoś nie dziwi
      mnie,że nie szukasz kontaktu ze swoją siostrą,w końcu jest ona dla ciebie obcą
      osobą.Dobrze,że jesteś ostrożna-wiem z własnego doświadczenia jak rodzeństwo
      może zniszczyć spokój rodzinny.
      Opowiem ci w skrócie co mnie się przytrafiło.O tuż zostałam adoptowana z
      młodszym bratem przez wspaniałych ludzi,którzy dali nam wiele miłości i ciepła.O
      tym,że jestem adoptowana dowiedziałam się będąc małą dziewczynką,zaś o tym że
      mam starsze rodzeństwo dopiero w wieku 17lat.
      Moja starsza siostra i brat szukali kontaktu z nami za wszelką cenę jednak ja po
      długiej rozmowie z rodzicami doszliśmy do wniosku,że jak będziemy dorośli to
      zdecydujemy co dalej.Jak miałam 20lat studiowałam w innym mieście,mój młodszy
      brat był z rodzicami-spotkał moją siostrę przypadkowo na ulicy,ona już o nas
      wiedziała dużo-i wtedy zaczął się koszmar!!!!!!!!Nikomu nie życzę tego co
      przeżyliśmy przez dwa lata.
      Na początku było nawet fajnie choć moja siostra niezbyt darzyła mnie
      sympatią,ciągle mi czegoś zazdrościła.Mieszkali z nami 2lata(bo mieli ciężką
      sytuację,tak mówili i moi rodzice pozwolili im mieszkać z nami)i w tym okresie i
      tuż po nim zero wdzięczności z ich strony,że moi rodzice czyli dla nich obcy
      ludzie im pomogli!!!!
      Moja siostra mnie nienawidzi tylko za to,że ja miałam rodzinę a ona
      nie,próbowała nawet zająć moje miejsce w sercach moich rodziców.Okropny z niej
      człowiek,pełen nienawiści.Cieszę się,że od paru lat nie mam z nią kontaktu i nie
      zamierzam go ponownie nawiązywać,bo nie chce żeby znowu zniszczyła mi życie....
      Rozumiem cię w zupełności,że masz obawy,że nie czujesz tej więzi...
      Jeśli nie chcesz się spotykać z siostrą to może delikatnie jej wytłumacz ,że nie
      jesteś na to gotowa i że twoje życie przewróciło się do góry nogami...choć z
      drugiej strony nie wiadomo jak ona na to zareaguje(moja siostra np. mnie
      przeklinała od najgorszych jak wytłumaczyłam jej że niech każdy żyje własnym
      życiem i że nigdy nie odwrócę się od swoich rodziców).
      Porozmawiaj z nią i wytłumacz że odpowiada ci życie takie jakie masz i że lepiej
      będzie jak tak zostanie...
      życzę powodzenia i pozdrawiamsmile
      Nikola
      • bella.m Re: Moja historia 20.07.08, 11:12
        Witaj Nicola82,
        Przeczytałam Twoją historię ze łzami w oczach. Bardzo mi przykro, że tak ułożyło
        Ci się z odnalezionym rodzeństwem, w szczególności siostrą. Z drugiej zaś strony
        gratuluję Ci wspaniałych Rodziców, którzy Cię wychowali i dali Tobie i Twojemu
        bratu dużo miłości. Ja też mam takich Rodziców.
        To co opisałaś w swojej historii jest dla mnie pewnego rodzaju przestrogą przed
        szybkim wchodzeniem w emocjonalny kontakt z siostrą, tym bardziej po tym jakm
        się zachowała wobec mnie i mojej Rodziny.
        Wierz mi, jest mi bardzo ciężko pomimo, że minęło już parę miesięcy od
        zdarzenia. Są we mnie bardzo sprzeczne uczucia : od złości, niepewności do
        ciekawości poznania jej. Bardzo to wszystko żle wpływa na mój stan psychiczny i
        fizyczny. Mam zdiagnozowaną nerwicę depresyjną i obecnie jestem na lekach. Każdy
        dzień to niepewność i smutek. Tak bym chciała znowu być radosna i pełna życia.
        Czy kiedyś tak będzie?
        Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego smile)).
        • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: Moja historia 27.07.08, 18:42
          czy depresja została u ciebie zdiagnozowana po po radosnej wieści o adopcji?
        • nikola82 Re: Moja historia 19.08.08, 01:27
          witaj bella.m,przykro mi ,że musisz i że aż tak to przeżywasz...
          Jakbyś chciała pogadać to podaję mój gg2719957 i e-mail pempowinka@O2.pl
          Wierzę,że to twoja historia skończy się lepiej niż moja...smile
          Pozdrawiamsmile
          Nikola
    • kthzf.3 Re: Moja historia 10.08.08, 16:56
      bella.m
      mam bardzo podobna sytuacje zyciowa. Napisz do mnie kthzf@wp.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka