Dziewczyny, mam dylemat, a może nawet kilka.
Po pierwsze, boję się, że coś z moją ciążą (na duphastonie 2*1) jest
nie tak, bo:
- ostatni dzień 6 tygodnia (prawie 7tc!), HCG 19 000, pęcherzyk
ponad 15 mm i prawidłowe ciałko żółtkowe - tylko zarodka nie
widać...
Lekarz stwierdził, że to normalne w tym czasie i żebym przyszła na
kolejne USG za 2 tygodnie...
Po 3 dniach HCG 28 000 (marny przyrost, ale przyrost...) i teraz...
Zastanawiam się, czy warto tak długo czekać na kolejne USG (umówiłam
się na wtorek po świętach), czy lepiej szybko iść do lekarza i
jeszcze w tym tygodniu rozwiązać problem, jeśli to będzie puste
jajo... Bo coś mi mówi, że może tak być.
Jeśli jest źle, chciałabym jak najszybciej przejść czyszczenie i
zacząć nowy rozdział w życiu, ale może i tak nie skierowaliby mnie
na zabieg przed 8 tygodniem?...
Od którego tygodnia ciąży jest pewne, że zarodek, którego nie widać,
już się nie pokaże, bo obumarł i nie warto dłużej czekać?
Coś mi się wydaje, że u mnie przy tym HCG jakby coś miało być
widoczne, to by było...