ola_mi81
24.04.09, 09:54
dziewczyny postanowiłąm Wam opisać moją drogę aż do zabiegu, ku
przestrodze ale tez zeby się wyżalić, bo jest mi źle... w 9tc
dowiedziałą się,że zarodek przestał się rozwijac około 7tc, lekarz
powiedział,że mam czekać w domu aż samo się zacznie,żeby uniknąć
zabiegu. Cekałąm 1,5 tyg. nic się nie działo, ja juz nie mogłam ,
dostałąm skierowanie za zabieg. Przyjeli mnie na oddział, przed
zabiegiem zrobili usg, lekarka stwiedziłą,że zarodek nie rośnie, ale
jest tętno.Słabe, więc ubumiera, ale mam czekac w domu, że zarodek
umrze...po kilku dniach w przychodni przyszpitalnej miałam usg, brak
akcji serca zarodka moge iśc na zabieg...po dwóch dniach przyjeli
mnie na oddział, i znowu to samo, wykryli tetno zarodka, zebrały sie
diwe komisje i potwierdzili,że zarodek obumieera, nie ma sznas, ale
mam czekac w domu..po tyg. po świętach zaczełam krwawić w domu, nie
dużo, lekrz powoedział,że mma poczekąc bo z taka miesiączka do
szpitala się nie jedzie, następnego dnia po południu, byłąm sama z
dzieciakami w domu, zaczeły sie skurcze, krwotok, straszny,
siedziałąm w łazience i krwawiłam, leciało ze mnie jak z kranu. Na
szczędcie mąz przyechał, bo zamdlałąm, cały czas krwawiłąm.Lekraz
kazałą szybko jechac dosszpitala, mąz wióz mnie juz na pół
przytomną, do szpitala wniosł mnie juz nieprzytomną, ciśnienie
miałam juz tak niskie ,że lekarz się przerzałi, przeraził się, jak
zobaczył kałuże krwi i był przerażony,ze kazano mi w domu czekac z
tak wysoka ciążą, to był praiwe 13tc.Po zabiegu dostałąm antybiotyk
i na drugi dzień do domu..a tearz psychicznie wszytsko odchorowuje,
wszytsko zemnie wychodzi, żal po stracie, żal,że tak to wszystko się
odbyło, że mogło mi się coś stac, bo lekarz był pzrerażony tym co
mogło się stać....cały czas biore tabletki na uspokojenie i nie
moge...to taki ból.
pisze to tez, bo czesto padają pytania czy czekac w domu na
poronienie, sama tez o to pytałą..NIE CZEKAĆ!!!!!!