Gość: kopista
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.06.06, 17:01
Dwa tysiące miejsc pracy może przejść miastu koło nosa
dziś
Z powodu beztroski Mieczysława Cupiała, wiceprezydenta Zabrza, ogromna
inwestycja w Specjalnej Strefie Ekonomicznej prawdopodobnie przepadnie, bo
inwestor nie uzyskał kompletu informacji.
W mieście gdzie bezrobocie sięga ponad 23 procent lekką ręką odsyła się z
magistratu potencjalnych inwestorów. Pod nieobecność prezydenta jego zastępca
nie znajduje czasu, by porozmawiać z przedstawicielem Katowickiej Specjalnej
Strefy Ekonomicznej i uzupełnić dokumenty. Sytuacją zaszokowany jest Piotr
Wojaczek, prezes KSSE, który mówi, że do tej pory nie spotkał się z takim
zachowaniem.
Mam nadzieję, że to zdarzenie miało charakter incydentalny i było wypadkiem
przy pracy, który więcej się nie powtórzy, a dalsza współpraca z Zabrzem
będzie układała się jak najlepiej - mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej
Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Nie ukrywa jednak, że był bardzo zdziwiony i
zaszokowany, kiedy szybko potrzebował informacji uzupełniającej ofertę dla
firmy chcącej zainwestować w Zabrzu, a napotykał na mur. Prezydent Jerzy
Gołubowicz przebywał na zwolnieniu lekarskim, a jego zastępca Mieczysław
Cupiał nie znalazł czasu, by zająć się sprawą. Wielokrotne próby "przebicia
się" przez sekretariat kończyły się fiaskiem.
Mieliśmy cztery, pięć dni na to, żeby przekazać dodatkowe informacje
kontrahentowi. Bez tych informacji oferta Zabrza była niekompletna. Bez
danych, których nie udało się uzyskać, nie mogła być przygotowana
profesjonalnie - mówi Piotr Wojaczek. Nie chce ujawnić szczegółów - nie
zdradza jaka firma była zainteresowana Zabrzem, ani o jaki kapitał chodzi.
Pytany, czy oferowała dwa tysiące miejsc pracy odpowiada, że liczba ta nie
jest przesadzona. Teren, o którym mowa nie leży w obszarze strefy, ale KSSE
stara się o inwestorów również dla innych miejskich terenów. Grunt, który
chciano zaproponować inwestorowi, znajduje się w Mikulczycach w bezpośrednim
sąsiedztwie strefy i prawdopodobnie ma powierzchnię 200 hektarów. O to, by
zajęła się nim KSSE, zabiegał osobiście prezydent Jerzy Gołubowicz, który sam
zawoził dokumentację z ofertą do prezesa Wojaczka. Dlaczego więc w chwili,
kiedy znalazł się chętny, nie wykorzystano okazji? Nie udało nam się tego
dowiedzieć. Wiadomo jedynie, że w tym czasie prezydent Gołubowicz był chory, a
odpowiedzialny za ten resort wiceprezydent Cupiał nie tylko nie zainteresował
się sprawą, ale wręcz utrudniał strefie dostępu do informacji. Katarzyna
Kuczyńska, rzeczniczka prasowa Urzędu Miejskiego w Zabrzu potwierdziła, że
faktycznie zdarzyła się sytuacja, w której strefa nie mogła uzupełnić
materiałów dla inwestora. Ale oferta została już uzupełniona, a prezydent
Jerzy Gołubowicz zobowiązał wiceprezydenta Cupiała do niezwłocznej reakcji w
każdej podobnej sytuacji. A co stało się z tym inwestorem? Katowicka Specjalna
Strefa Ekonomiczna przedstawiła mu dwie inne oferty. W końcu dołączyła do nich
i ta zabrzańska, ale szansa na pozyskanie inwestora jest bardzo mglista. A
tymczasem trwają starania, by powiększyć obszar zabrzańskiej części strefy.
Strefa to jest taki kryształ, który trzeba szlifować. Najważniejsze, żeby
stworzyć z niej przyczółek do kolejnych inwestycji - mówi Piotr Wojaczek,
który przyznaje też, że współpraca w zakresie zabrzańskiej części KSSE
układała się bardzo dobrze i nigdy wcześniej nie pojawiły się żadne problemy.
Radny Roman Urbańczyk, były prezydent Zabrza - to pod koniec jego kadencji
powstała zabrzańska część strefy - mówi, że inwestorów może odstraszyć nie
tylko takie incydentalne zachowanie urzędników, ale też ogólnyklimat pomówień
i afer, które sprawiają, że atmosfera jest fatalna i nie sprzyja dobremu
imieniu miasta.
- KSSE w Zabrzu tworzona była przez wiele lat wielkim wkładem sił i pracy
wielu ludzi. Jeżeli miasto odstraszyło inwestora to to jest skandal. Wokół
każdego inwestora trzeba chodzić jak koło jajka i odchodzić się z nim
delikatnie a nie płoszyć. Trzeba rozmawiać z piętnastoma potencjalnymi
inwestorami, a może jeden z nich zostanie - mówi Roman Urbańczyk.
Tak było
Katarzyna Kuczyńska,
rzeczniczka prasowa Urzędu Miejskiego
Faktycznie, dwa tygodnie temu zdarzyła się sytuacja, w której Strefa nie mogła
natychmiast skontaktować się z wiceprezydentem w celu uzupełnienia materiałów
do oferty dla inwestora. Oferta została już uzupełniona, a prezydent
poinformowany o takim zajściu zobowiązał resortowego wiceprezydenta do
niezwłocznej reakcji w takich sytuacjach. (mapu)
Marzena Puchała - Dziennik Zachodni