Dodaj do ulubionych

Ciekawa opinia o masakrze w Osetii

04.09.04, 16:52
To nie był żaden szturm, to była akcja ratunkowa.

Tak twierdzi polski antyterrorysta, który szkolił komandosów z jednostki
alfa, jest z nimi w kontakcie telefonicznym i posiada od nich szczegółowe
informacje.
Powiedział, że działania prowadzone przez siły rosyjskie miały charakter
akcji ratunkowej, podjętej w sytuacji, gdy terroryści zaczęli likwidować
zakładników. Wówczas można albo przyglądać się, aż terroryści pozabijają
wszystkich albo ratuje się, co się da, bez względu na koszty. Tutaj miała
miejsce właśńie taka sytuacja. Zachowanie terrorystów wskazywało od początku
na zamiar zabicia zakładników, na co wskazuje brak bezpośredniego kontaktu z
mediatorem, zaminowanie budynku i sali z ludźmi, brak zgody na dostarczenie
wody i pożywienia. Strzały do dzieci miały miejsce zarówno na zewnątrze do
uciekającej grupki wystraszonej wybuchem, jak też na sali gimnastycznej,
gdzie zaczęto rozstrzeliwać dzieci.
Od początku rozwiązanie sytuacji powierzono władzom miejscowym. Jednostka
Alfa pozostała w Moskwie, bo spodziewano się właśnie tam kolejnego ataku
(samoloty, metro, szkoła, obiekt w Moskwie). Tylku kilkunastu komandosów z
Alfy przylecialo na miejsce, głównie po to, aby doradzać miejscowym władzom,
niedoświadczonym w takich sytuacjach (milicja, miejscowe siły
bezpieczeństwa). W momencie rozpoczęcia akcji ratunkowej wszyscy komandosi z
Alfy przystąpili do akcji. Trzech zginęło, dziesięciu umiera w szpitalu.
Może powtórzą ten wywiad w TVN24, chociaż wątpię, bo pan redaktor pytajacy
był tak ogłupiony rzeczowością i kontretnością wypowiedzi tego polskiego
szkoleniowca antyterrorystów, że próbując przepchnąć jako wiarygodne
dotychczas prezentowane informacje wypadł żałośnie.



~Szary, 2004-09-04 14:43
info.onet.pl/1,15,11,7491061,22393617,1178233,0,forum.html
Obserwuj wątek
    • zenta1 Re: Ciekawa opinia o masakrze w Osetii 04.09.04, 19:00
      ...przedstawiona wyżej teza jest bardzo prawdopodobna.
      Powierzenie miejscowym władzom rozwiazania kryzysu jest wyjątkowo wrednym
      posunieciem władz centralnych.
      • kropekuk Ludzie, w mediach UK jest TYLKO ta wersja. Bo inna 04.09.04, 23:26
        byc nie moze: od 10.00 czasy Londynskiego szedl tu przekaz na zywo w BBC1 i
        ITV, reportezy weszli do szkolu wraz ze specnazem, i kilkadziesiay milionow
        Brytyjczykow na wlasne oczy to widzialo. Ogladajac te programy probowalem
        prostowac newsy GW, ale albo mnie cenzurowano (serio! za relacje z BBC1), alobo
        ludzie wiedzieli swoje lepiej, bo GW im co innego powiedziala. Wrzeszcze na
        liku watkach: SZTURMU NIE BYLO! I...nie dociera.

        "What triggered the deadly turn of events remains unclear. Some reports spoke
        of a woman hostage-taker detonating the explosives strapped to her body, others
        of a bomb taped to the ceiling that had fallen and exploded.

        Panic ensued, with halfnaked children, who for 53 hours had been deprived of
        food and water and forced to drink their own urine, fleeing through windows,
        apparently being shot at by the terrorists. Russian special forces said that
        they blew a hole in the school wall to aid their escape.

        Troops stormed the building with only sketchy knowledge of how many were inside
        or where they were deployed as relatives screamed in horror."

        www.timesonline.co.uk/article/0,,3-1246300,00.html
    • kropekuk To prawda (ale Alfy NIE BYLO); to samo mowil 04.09.04, 23:21
      przy przekazie na zywo komandos SAS, scislej komandosi, bo w BBC1 i ITV.
      • zorianx mnie tylko zdziwi to jeśli po czymś takim nie... 05.09.04, 11:38
        będzie w Rosji pogromów Czeczeńców, Arabów itp. bo jak mnie rusza, a na ogół jestem zimny jak kamień, to co dopiero tam...
        • wislok1 Dyrektorka szkoły potwierdza 05.09.04, 15:17
          W porównaniu z tym co przeżyliśmy, opis piekła wydaje się kurortem - mówi Olga
          Szczerbina, wicedyrektorka szkoły nr 1 w Biesłanie, która przeżyła atak
          terrorystów

          Marcin Wojciechowski: - Czy szturm na szkołę w Biesłanie był rzeczywiście
          przypadkowy jak twierdzą służby specjalne?

          Olga Szczerbina, wicedyrektor szkoły, która przeżyła oblężenie: - Wiedzieliśmy,
          że w piątek terroryści zgodzili się wydać ciała 10 ludzi, którzy zginęli
          jeszcze w środę przy zajmowaniu szkoły. Nagle spadła jedna z bomb podwieszonych
          do sufitu. W ścianie sali gimnastycznej powstała mała wyrwa. Siędzące najbliżej
          niej dzieci zaczęły uciekać. A oni strzelali im w plecy. Wojsko nie miało
          innego wyjścia, niż zacząć szturm. Specnazowcy uratowali nam życie. Nie pozwolę
          ich krytykować. Wszyscy mogliśmy wylecieć w powietrze. To wielka tragedia, ale
          zabitych mogło być jeszcze więcej.

          Jak wyglądał szturm?

          Miał trzy fazy. Dopiero w trzecim ataku udało się zająć część szkoły. Wtedy
          specnazowcy zaczęli krzyczeć, żeby wszyscy żywi biegli w ich stronę. Zaczęła
          się normalna eweakuacja rannych. Za rogiem stali mężczyźni z noszami. Ja też
          wtedy wydostałam się z sali. Na podłodsze leżało jeszcze bardzo wielu rannych
          albo przywalonych przez szczątki dachu. Nie wiem co się z nimi stało, bo zaraz
          sala gimnastyczna zaczęła płonąć.

          Ilu było zakładników?

          Moim zdaniem 1400. Około 300 z nich to nie byli uczniowie, ani rodzice, ale
          babcie i dziadkowie z wnukami, którzy przyszli pokazać malcom szkołę. W czasie
          apeelu pełne było całe boisko, które nie jest przecież małe. W sali
          gimnastycznej, gdzie nas zgromadzono, było bardzo ciasno. Mężczyzn
          rozmieszczono w piwnicach i na parterze. Właśnie w piwnicach najdłużej
          ostrzeliwali się terroryści. Razem z nimi było ok. 20 zakładników.

          Czy to prawda, że terroryści mieli zapasy amunicji w piwnicy?

          Prawdopodobnie ukryli je pod podłogą podczas remontu szkoły, który skończył się
          całkiem niedawno. Przez pierwsze 10 minut kazali mężczyznom wyciągać skrzynki z
          amunicją, bomby i trotyl. Mieli ogromny zapas broni. Nie wiem jak to się mogło
          stać, ale prawdopodobnie ktoś z budowniczych współpracował z bandytami.

          Jak was traktowali terroryści?

          Poprawnie. Nie znęcali się, nie bili, nie było żadnych gwałtów. Czasami
          krzyczeli tylko na dzieci. Najbardziej dawał się nam we znaki brak wody.
          Zwilżaliśmy usta moczem. Dzieci sikały na fartuchy, koszulki a potem ssay je
          jak smoczek. Błagaliśmy, żeby dali nam wodę, ale to niewiele dawało. Tylko
          jeden terrorysta był dobry. Pozwalał nam nocą pojść do toalety się napić, ale
          to był wyjątek. On zresztą też się bał, bo mówił żebyśmy pili szybko i po
          cichu, żeby jego koledzy nic nie widzieli. Gdy ostatniego dnia dzieci zaczęł
          błagać o wodę i w całej sali słychać było jęki, to zaczęli strzelać nam nad
          głowami.

          Jak wyglądali terroryści?

          Większość była w maskach. Były wśród nich też kobiety opasane ładunkami
          wybuchowymi. Między sobą wszyscy mówili po rosyjsku i nie jestem w stanie
          określić ich narodowości. Mieli silny akcent kaukaski i takie rysy. Nie
          widziałam tam Arabów ani czarnych [władze twierdzą, że w akcji brało udział 9
          Arabów i 1 czarnoskóry-red.], ale mogli być zamaskowani. Terroryści
          mówili: "Wycofajcie wojska z Czeczenii a was wypuścimy". Poza tym prawie z nami
          nie rozmawiali.

          Jak zachowywały się dzieci?

          Starsze były bardzo dzielne. Młodsze znosiły to gorzej. Największy kłopot był z
          małymi dziećmi, które były tam bez rodziców. Płakały, kręciły się, nie mogły
          sobie znaleźć miejsca. Staraliśmy się ze wszystkimi nauczycielkami przytualać
          je, uspokajać, ale to niewiele dawało. Nie da się przekazać słowami tego co
          przeżyliśmy. Sądząc po biblijnym opisie piekło wydaje się kurortem w porównaniu
          z tym, co przeżyliśmy.
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2268974.html
    • ignorant11 Wyrazy arabskiego bólu i potepienia... 05.09.04, 20:26
      Sława!
      Prasa arabska o tragedii w Biesłanie





      ZOBACZ TAKŻE


      • Osetia płacze - korespondencja z Biesłanu (05-09-04, 19:37)







      mk 05-09-2004, ostatnia aktualizacja 05-09-2004 16:28



      "Asz Szark al Awsat", Arabia Saudyjska

      Prawda jest bolesna - wszyscy światowi terroryści to muzułmanie. (...) Nigdy
      nie uda nam się oczyścić naszego wizerunku, jeśli nie przyznamy, jakie są
      fakty - terroryści wywodzą się z naszej zdeprawowanej kultury i to jest
      upokarzające i bolesne dla nas wszystkich. Przypomnijmy sobie zamachy w Iraku,
      Sudanie, Arabii Saudyjskiej i Jemenie. Większość sprawców samobójczych operacji
      przeprowadzanych w autobusach, szkołach, budynkach rządowych na całym świecie w
      ciągu ostatnich dziesięciu lat to muzułmanie. Musimy uświadomić sobie te
      skandaliczne fakty zamiast ciągle próbować je usprawiedliwiać.

      "Al Ahram", Egipt

      Porywacze w Rosji i Iraku tak naprawdę tylko szkodzą islamowi. Gdyby wszyscy
      wrogowie islamu zjednoczyli się i próbowali go zniszczyć, nie mogliby tak
      zrujnować wizerunku naszej religii, jak zrobili to ci synowie islamu przez
      swoją głupotę i niezrozumienie zasad religii i współczesnego świata.
      Przerażające obrazy zabitych i rannych uczniów pokazały muzułmanów jako potwory
      żywiące się krwią dzieci i bólem ich rodzin.


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
    • ignorant11 To samo mówi polski instruktor 05.09.04, 20:33
      Sława!
      Polski antyterrorysta o akcji odbijania zakładników





      ZOBACZ TAKŻE


      • Osetia płacze - korespondencja z Biesłanu (05-09-04, 19:37)







      Paweł Wroński 05-09-2004, ostatnia aktualizacja 05-09-2004 17:38



      Atak na szkołę nie był zaplanowany. Trzony jednostek antyterrorystycznych
      pozostały w Moskwie, bo władze rosyjskie spodziewały się, że atak na szkołę ma
      służyć odciągnięciu uwagi przed zamachem w stolicy - mówi Marcin Kossek



      Jest pan instruktorem rosyjskich jednostek antyterrorystycznych Alfa i Witeź.
      Wiadomo, że żołnierze z Alfy uczestniczyli w tragicznym szturmie szkoły w
      Biesłanie. Co Pana przyjaciele mówili o tej tragedii?

      - Rozmawiałem ze swoimi kolegami z Alfy. Tam zginęło trzech moich bliskich
      przyjaciół z tej jednostki, jeden, niestety, trafiony w plecy, zapewne przez
      swoich. Oprócz tego zginęło jeszcze dziesięciu antyterrorystów, 30 jest
      rannych. Chciałbym jednak, aby tego, co stało się w szkole w Biesłanie, nie
      nazywano "operacją antyterrorystyczną" czy szturmem.

      Najbardziej prawdopodobne jest, że przypadkowo eksplodował jeden z ładunków.
      Część dzieci zaczęła uciekać. Terroryści zaczęli do nich strzelać. Atak
      rosyjskich żołnierzy, antyterrorystów i uzbrojonych rodziców dzieci nie był
      szturmem, operacją antyterrorystyczną, ale próbą ocalenia tych, którzy jeszcze
      żyją.

      Skąd w takim razie udział w szturmie jednostki Alfa, która jest przewidziana do
      działań antyterrorystycznych?

      - Do Osetii przyjechało dzień wcześniej kilkunastu, kilkudziesięciu żołnierzy
      Alfy. Mieli instruować miejscowe władze, jak organizować akcję blokowania i jak
      przygotować atak w awaryjnej sytuacji. Osetia ma własny rząd, który kierował
      akcją. Zdjęcia telewizyjne pokazują, jak to wszystko zorganizowano. Nie było
      przygotowanego zaplecza, transportu dla rannych. Zresztą nikt nie planował
      ataku, moi koledzy z Alfy mówią, że i oni, i dowództwo uważali atak w takich
      warunkach za samobójstwo.

      Trzony jednostek Alfa i Witeź pozostały w Moskwie. Władze rosyjskie spodziewały
      się, że atak na szkołę w Biesłaniu ma służyć odciągnięciu uwagi, a miejscem
      kolejnego zamachu może być Moskwa.

      Czy Pana zdaniem terroryści nie byli w stanie zapanować nad tak dużą grupą
      ludzi. Czy sytuacja ich przerosła?

      - Przeciwnie. Uważam, że terroryści realizowali swój scenariusz, oni wiedzieli,
      że długo takiej grupy nie utrzymają. Ich celem nie były negocjacje i realizacja
      celów politycznych, bo warunek wycofania wojsk z Czeczenii był nierealny. Oni
      chcieli po prostu wysadzić się w powietrze i spowodować jak najwięcej ofiar. Na
      początku terroryści zabili kilkunastu mężczyzn, był to czytelny sygnał, że są
      zdecydowani na wszystko. W teatrze na Dubrowce, o czym się nie mówi, terroryści
      pozostawili sobie drogę odwrotu. To kobiety, szachidki miały wysadzić się w
      powietrze, mężczyźni chcieli się przebić. Tu takiej drogi odwrotu w ogóle nie
      było. Cała szkoła była dokładnie zaminowana minami odciągowymi [miny z cienkimi
      drucikami, których poruszenie powoduje wybuch - red.]. Na te miny odciągowe
      wpadały uciekające dzieci.

      Jednak toczyły się negocjacje.

      - Chodziło o powtórzenie scenariusza ze szpitala w Budionnowsku w 1995 r.
      Utworzenie korytarza, którym mogliby wyjechać z zakładnikami. Konieczność
      przewiezienia zakładników autobusami ograniczała liczbę zakładników i zmuszała
      napastników do podzielenia oddziału. Chodziło o jakąkolwiek możliwość
      wywabienia terrorystów z tej przeklętej szkoły. Oni odpowiadali "nie". W
      Biesłaniu do końca karty rozgrywali terroryści.

      Kim Pana zdaniem są terroryści? Władze rosyjskie mówią, że część z nich to
      Arabowie.

      - Nie wiem. Widać jednak, że byli doskonale przygotowani do swojej roli.
      Niestety, nie tylko siły antyterrorystyczne uczą się na kolejnych akcjach, uczą
      się też terroryści. Są coraz lepiej przygotowani i coraz bardziej bezwzględni.




      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      • bartoszcze cel zamachu? 05.09.04, 21:25
        ignorant11 napisał:

        >
        > - Przeciwnie. Uważam, że terroryści realizowali swój scenariusz, oni
        wiedzieli,
        > że długo takiej grupy nie utrzymają. Ich celem nie były negocjacje i
        realizacja
        > celów politycznych, bo warunek wycofania wojsk z Czeczenii był nierealny. Oni
        > chcieli po prostu wysadzić się w powietrze i spowodować jak najwięcej ofiar.

        To może temat z innej beczki, ale ja się niemal od początku ataku zastanwiam,
        jaki był cel zamachowców?
        Jeżeli odwet, to po co było trzymać zakładników przez trzy dni (a może więcej,
        gdyby nie przypadkowa eksplozja)? Dla większej traumy? Ryzykując 30 ludzi? To
        samo mogli osiągnąć podkładając bombę (i tak mieli podłożone w szkole magazyny
        broni), jak w przypadku zamachu na Kadyrowa.
        Jeżeli zwrócenie uwagi świata, to czy zamachowcy nie zdawali sobie sprawy, że
        skutkiem masakry będzie potępienie w oczach opinii publicznej?
        Jeżeli chęć wymuszenia negocjacji - to dlaczego wybrali obiekt, nad którym nie
        byli w stanie zapanować (pomijam kwestię realności żądań)? Cele polityczne da
        się osiągnąc tylko kontrolując sytuację..
        Prowokacja (rosyjska) na tego rodzaju skalę też jest zupełnie nieprawdopodobna,
        więć ten wariant też nie pasuje.
        Nijak mi się to kupy nie trzyma..
        Pozdrawiam
        Bartoszcze
        • wislok1 Zrobić BUM 05.09.04, 22:17
          Wysadzenie od razu szkoły byłoby mało rozsądne.
          Wszyscy by powiedzieli, że to tylko ich wina.
          Myślę, że specjalnie czekali na szturm. Teraz obrywa Putin za tyle ofiar i
          spadła z nich część odpowiedzialności.
          Celem jest wywołanie chaosu i zastraszenie wroga, dokonanie podziałów
          • zorianx celem raczej była zemsta, a wybrany cel-dzieci to 05.09.04, 22:55
            raczej polityczne samobójstwo więc może tu chodzić o wywołanie nienawiści rosjan i osetyńców do czeczeńców, by ci czeczeńcy którzy poszli na współpracę z moskwą stali się obiektem odwetu etnicznego, czyli by wszyscy czeczeńcy i wspomagajacy ich ingusze zmuszeni zostali do walki...
            • wislok1 Jedno drugiemu nie przeczy 06.09.04, 17:10

    • bandog12 Precz z terrorem! Niech żyje terror! 06.09.04, 15:47
      Dlaczego Rosjanie zabijają Czeczenów, dlaczego Putin zaczął tę wojnę, dlaczego
      jej nie kończy, dlaczego Czeczeni zabijają Rosjan - pytania logiczne, odpowiedź
      mniej, bo mieszczą się w niej emocje niepasujące do władzy.


      W Domu Kultury "Dubrowka" zastrzelono wszystkich terrorystów, i tych, którzy
      się bronili, i tych uśpionych. Nie dowiemy się już jednak, kto, kiedy i
      dlaczego uzbroił szahidki nie w bomby, a w atrapy ładunków wybuchowych, o czym
      większość z nich nie wiedziała, do ostatka uparcie łącząc nieaktywne przewody.
      I dlaczego niektóre z nich miały przy sobie bilety powrotne do domu?

      (C) AFP / KOROLKOV

      KRYSTYNA KURCZAB-REDLICH


      Wiosną tego roku, wieczorem, nad rzeką Assa w Inguszetii siedziała przy ognisku
      grupka dzieci. Przeleciały nad nią dwa rosyjskie śmigłowce wojskowe, zawróciły,
      spuściły bombę. Ognisko się dopalało, oświetlając trzy trupy i kilkoro ciężko
      rannych. Niedługo potem patrzyłam w oczy matki jednego z zabitych chłopców.
      Patrzyłam też w oczy matki, która pochowała trzech synów, kilkunastolatków,
      przy tym - dwóch porwanych przez żołnierzy, a potem porzuconych gdzieś przy
      drodze, z wypatroszonymi wnętrznościami. Widziałam dzieci bez oczu i bez dłoni,
      okaleczone przez zabawki zrzucane na Czeczenię z rosyjskich śmigłowców.
      Widziałam dziewczynkę z dziurą w czaszce, pod którą pulsuje przykryty
      przezroczystą błoną mózg. Widziałam inną, zupełnie sparaliżowaną przez odłamek
      bomby, który utkwił gdzieś w okolicach kręgosłupa. Rozmawiałam z
      piętnastoletnim świadkiem rozpruwania brzuchów dwóm żywym chłopcom czeczeńskim,
      których wnętrzności pijani żołnierze rzucali psom...

      Te dzieci, gdy je kaleczono i zabijano, krzyczały zapewne głośniej niż dzieci
      ze szkoły nr 1 w Besłanie, ale miały mniej szczęścia: ich cierpienia to
      codzienność Czeczenii. Dzieci z Besłanu cierpią odświętnie, na oczach
      przyklejonego do telewizorów świata. Telewizor to święto terroru, jego
      konsekracja. A równocześnie - przekleństwo serwisów informacyjnych, które
      pożerają tylko świeże mięso, a wczorajsze nieszczęścia już ich nie interesują.
      I gdy jakiś konsekwentny dziennikarz będzie się upierać, że dramat Kosowa,
      Kabulu czy Groznego nie przestaje być dramatem tylko dlatego, że świeższe są
      nieszczęścia Bagdadu, usłyszy: może to i dramat, ale już nie temat.

      Kto dziś nie umiera na ekranie, ten nie umiera wcale. Więc, by umieranie było
      dostrzeżone, trzeba samemu zabijać - ot i cała filozofia terroryzmu, choć w
      czeczeńskiej wersji bywa zawodna, bo nigdy nie wiadomo do końca, kto i po co
      zabija.

      Był koniec sierpnia 2002 roku. Grozny. Upał. Czekamy na kogoś tam w rozgrzanej
      puszce samochodu. Nagle Musa, kierowca, pochyla się i szepce mi na ucho, choć
      nikogo w pobliżu nie ma: - Zmieniamy taktykę. Będziemy tak, jak Palestyńczycy,
      zabijać poprzez szahidów. Szykuje się duża akcja. W Moskwie. Zobaczysz. - Świat
      was znienawidzi, będzie wami pogardzał - mówię. - A co nam ten świat pomógł?!
      Milczy i ma gdzieś to, jak nas zabijają. Nie mamy już innego wyjścia...

      Wtedy nie uwierzyłam, a przypomniałam sobie tę rozmowę, podnosząc z błota na
      Dubrowce muzułmański różaniec, taki jaki wisiał w aucie Musy...


      Dlaczego Rosjanie zabijają Czeczenów, dlaczego Putin zaczął tę wojnę, dlaczego
      jej nie kończy, dlaczego Czeczeni zabijają Rosjan - pytania logiczne, odpowiedź
      mniej, bo mieszczą się w niej emocje niepasujące do władzy. Bo, czy nienawiść
      może być elementem strategii państwowej?

      "Pierwszą wojnę czeczeńską" (1994 - 1996) zakończył generał Aleksander Lebiedź,
      zawierając w Chasawjurcie pokój z głównodowodzącym siłami czeczeńskimi Asłanem
      Maschadowem. I choć w maju 1997 roku prezydent Jelcyn zawarł z Maschadowem
      (którego w zwariowanych od radości zwycięstwa, powszechnych wyborach naród
      wybrał na prezydenta) pakt o pokoju, rosyjscy generałowie starannie
      przygotowywali odwet. Zamienienie sympatii, jaką świat żywił do tego
      niewielkiego, bohaterskiego narodu, na niechęć to jeden z głównych punktów tego
      planu. I oto jeszcze w 1996 r. tajemnicza ręka, która - jak się później
      okazało - należała do Czeczena, agenta FSB Adama Denijewa, gotuje śmierć
      sześciu lekarzom Czerwonego Krzyża... Inny kolaborant, Arbi Barajew, w dwa lata
      później obcina głowy czterem Anglikom i Nowozelandczykowi. Któż nie pamięta
      tych głów zatkniętych w śnieg? W model porywacza szybko wpasowali się
      czeczeńscy bandyci, porywając kogo popadło, najczęściej swoich bogatych
      ziomków, cudzoziemców na ogół zostawiając moskiewskim agentom.


      Prysnął czar romantycznych, walczących o niepodległość rycerzy, ludzi honoru i
      gór. I o to chodziło. Zadanie zostało wykonane. Porwania należą już jednak do
      rzadkości. Te najgłośniejsze, jak choćby porwanie Ariana Erkla z organizacji
      Lekarze bez Granic, okazało się też akcją przeprowadzoną przez FSB, co zostało
      udowodnione...

      Codzienność Czeczenii ostatnich lat nie wzrusza, bo jej nie oglądamy. Ludzie
      porywani z domów, torturowani, gwałceni, mordowani, rozrywani dynamitem nie
      trafiają na wizję ani w eter, bo Czeczenię szczelnie odizolowano od świata.
      Dziennikarz z kamerą wpuszczany jest tam od święta (np. na wybory) i pod ścisłą
      kontrolą. Zimą tego roku rosyjski oficer zażądał ode mnie skasowania
      sfilmowanej ulicy, bo "tu wszystko jest tajne". Cudem uniknęłam zabrania
      kamery, a nawet dużo większych nieprzyjemności. Największy sukces Putina w tej
      wojnie - to sukces propagandowy: Czeczen to albo ten, który uległ procesowi
      kremlowskiej "normalizacji", albo terrorysta. Bo zeszłowieczne porwania
      zastąpiono bardziej nowoczesnym nośnikiem nienawiści - terroryzmem.


      Czeczeński terroryzm zaistniał dla świata we wrześniu 1999 roku, wraz z
      wylatującymi w powietrze domami i ówczesnym premierem Rosji Władimirem Putinem
      ścigającym Czeczenów nawet w wychodku. W komputerach pozostały daty i liczby
      ofiar, powtarzane przy każdym nowym dramacie. Pojawiające się przy nich
      wątpliwości znikają z pamięci, bo zamazują obraz.

      Gdy i nazwa Besłan spadnie na dalsze miejsca w wiadomościach, zapomnimy o tym,
      że Rusłan Auszew (cieszący się ogromnym autorytetem były prezydent Inguszetii)
      nie zobaczył ani jednego Czeczena wśród terrorystów, choć pertraktował z nimi
      długo, uwalniając dużą grupę dzieci. Zobaczył Osetyjczyków i Rosjan, a nie
      Arabów i Murzyna, o których doniosły rosyjskie media. Umknie naszej uwadze, że
      Czeczeni odcięli się od nieznanej im (i komukolwiek), a przyznającej się do
      autorstwa dramatu w Besłanie organizacji Islamabulah, sugerującej związek z Al-
      Kaidą. - Robią z nas sklonowanego bin Ladena, jesteśmy więc bezradni - głosiły
      czeczeńskie centra informacyjne, komentując zdanie Putina o interwencji
      międzynarodowego terroryzmu.

      Umknie uwadze większości nie tylko opublikowane przez Czeczenów zapewnienie, że
      człowiek o nazwisku Magomed Jewlojew i pseudonimie Magas, nazwany przez
      oficjalne źródła rosyjskie przywódcą atakujących szkołę terrorystów, w ogóle
      nie istnieje. I mało kto się dowie, że lekarzom szpitali w Besłanie FSB
      odebrało telefony komórkowe, by nie mogli przekazać na zewnątrz wiadomości o
      stanie i liczbie ofiar. A i dziennikarze - niezależni eksperci od Czeczenii:
      Andriej Babicki - zaaresztowany na moskiewskim lotnisku pod zarzutem wiezienia
      materiału wybuchowego - i Anna Politkowska - przytruta w samolocie lecącym na
      Kaukaz - znikną za obrazami nieszczęsnych dzieci ze szkoły nr 1. Zapomnimy i o
      tym, że terroryści wezwali na pośredników nieprzychylnych im obrońców praw
      człowieka (jak Kowaliow) czy polityków (jak Hakamada), ale generała FSB -
      prezydenta Inguszetii Zjazikowa, starego działacza komunistycznego - prezydenta
      Osetii Dzasochowa i związanego z FSB doktora Roszala


      • bandog12 Re: Precz z terrorem! Niech żyje terror! 06.09.04, 16:17
        Niebawem przestanie nas dziwić i zaskakująca życzliwość dla kamer, choć
        pamiętamy, że podczas szturmu na Dubrowce nie tylko z kamerą, ale i bez niej
        przebić się przez kordony wojska nie było można. Zapomnimy i o pytaniu Rosjan,
        dlaczego wtedy, gdy cały świat oglądał dramat przekazywany przez ich, rosyjskie
        telewizje, oni sami mieli na ekranach programy rozrywkowe. - Czy to był
        spektakl dla Zachodu? - pytają. I jakże to - na Kaukazie, gdzie w okolicach
        Czeczenii, a więc i w Osetii, co parę kilometrów tkwią posterunki wojskowe czy
        milicyjne, na których każdy kierowca, a często i pasażerowie okazują dokumenty,
        i gdzie sprawdzane są bagażniki - do szkoły przeniknęli bandyci z potężnymi
        bombami?

        Prawda o tym dramacie - jak i o wszystkich innych aktach terrorystycznych
        związanych z Czeczenami - to łowienie czarnego kota w ciemnym pokoju. On gdzieś
        jest i mruga ślepiami, tylko spróbuj go złapać! Wysadzenie samolotów
        pasażerskich w przededniu narzuconych Czeczenom wyborów prezydenckich wydaje
        się bardziej "czeczeńskie", niż terror w szkole, bo łatwiejsze do przygotowania
        i logiczne czasowo, podobnie jak i dramat przy metrze Ryska (chociaż nikt tak
        naprawdę nie potwierdził czeczeńskiego autorstwa terrorystów). Zaś terror w
        szkole wydaje się odpowiedzią na trącące sympatią ponowne zainteresowanie
        świata Czeczenią. Kto ją przygotował? Dla każdego, kto zna Czeczenów,
        planowanie przez nich z zimną krwią mordowania dzieci to brednia. Dziecko to
        świętość: rzadko uderzy je ojciec, matka czasem ma prawo do klapsa. Ale...
        wojna zabija w ludziach człowieczeństwo, dlaczego więc akurat Czeczeni mają być
        wyjątkiem? Lecz jeśli to w ich chorych od nienawiści głowach zrodził się ten
        najnikczemniejszy z terrorystycznych pomysłów, to dlaczego władze rosyjskie
        zakłamują tu wszystko - od przyczyny i momentu szturmu, po liczbę ofiar i
        narodowość bandytów?


        A może i w tym przypadku, podobnie jak przy przerwanym spektaklu "Nord-Ost",
        splotły się plany złoczyńców obu nacji? W Domu Kultury "Dubrowka" zastrzelono
        wszystkich terrorystów, i tych, którzy się bronili, i tych uśpionych.
        Wszystkich - z wyjątkiem dwóch, którym udało się uciec. Jeden nazywał się
        Terkibajew (zginął w dziwnym wypadku drogowym), drugi Abu Bakar, obaj od dawna
        współpracowali z rosyjskimi służbami specjalnymi. Im przypisuje się zmianę
        pierwotnych planów terrorystów czeczeńskich: ich celem mieli być politycy w
        Dumie lub w Radzie Federacji (odpowiednik Senatu). Potem dopiero w roli
        zakładników pojawili się zwykli ludzie, widzowie spektaklu. Nie dowiemy się już
        jednak, kto, kiedy i dlaczego uzbroił szahidki nie w bomby, a w atrapy ładunków
        wybuchowych, o czym większość z nich nie wiedziała, do ostatka uparcie łącząc
        nieaktywne przewody. I dlaczego niektóre z nich miały przy sobie bilety
        powrotne do domu?

        Podobnie i przy haśle "9 maja 2004 - śmierć Kadyrowa" komputery wyrzucą na
        ekran hasło: terroryści czeczeńscy. Ale co zrobić z zapewnieniami ochrony
        Kadyrowa, że "federałowie", czyli Rosjanie, ich na stadion nie dopuszczali,
        twierdząc, że sami najdokładniej sprawdzili każdy centymetr? Czy można lekką
        ręką odrzucić pogłoski, że z prezydentem Czeczenii rozprawili się rosyjscy
        generałowie, którym zapowiedział odebranie kontroli nad czeczeńską ropą
        obfitującą zyskami w milionach dolarów?

        A sięgając dalej w przeszłość, do najważniejszych dla Czeczenów i Putina
        zdarzeń - wysadzania domów w Moskwie, Budionnowsku i Wołgodońsku - wątpliwości
        się mnożą. Załóżmy, że pięć lat temu rzeczywiście czeczeńscy terroryści
        postanowili podstępnie pozbawić życia śpiących spokojnie ludzi z dość biednych
        dzielnic. Pomińmy nawet ważne pytania - po co im to było i jak technicznie
        mogli to przygotować? Dlaczego jednak wszystkie procesy w tych sprawach toczyły
        się za drzwiami zamkniętymi, za drutem kolczastym łagrów (czyli kolonii
        karnych) na dalekiej prowincji? I dlaczego francuskiego filmu dokumentalnego o
        wysadzaniu domów nie wyemitował żaden rosyjski kanał telewizyjny, a
        rozprowadzanie kopii jest ścigane sądownie?


        Dlaczego cały nakład książki "FSB wysadza Rosję" autorstwa byłego oficera z
        Łubianki został zlikwidowany? Dlaczego nie udało się powołać w Dumie specjalnej
        komisji śledczej w tej sprawie, a przewodniczącego społecznej komisji -
        Siergieja Juszenkowa - zastrzelono (ponoć niedługo po otrzymaniu przez niego od
        Basajewa dowodów udziału FSB w wysadzaniu domów)? Dlaczego b. pracownika FSB,
        adwokata Siergieja Triepaszkina, prowadzącego drobiazgowe śledztwo dotyczące
        wysadzenia domu przy ulicy Gurianowa w Moskwie, zaaresztowano pod zarzutem
        przewożenia broni, którą to broń - na oczach świadków - wsadzili mu do
        samochodu funkcjonariusze drogówki? A zaaresztowano go w przeddzień rozpoczęcia
        procesu w tej sprawie...

        Z drugiej strony jednak - dlaczego odpowiedzialność za te wybuchy wzięli na
        siebie czeczeńscy komendanci polowi - Basajew i Chattab?

        Każdy akt terrorystyczny poza Rosją wydaje się prosty i czysty w rysunku: fałsz
        oddziela się tam od prawdy wyraźnym słojem, jak od drewna zmurszała farba. Ale
        nie w Rosji. Tu okazuje się, że zrozpaczone kobiety, które często musiały
        patrzeć, jak torturowano ich mężów i braci, jak zabijano ich dzieci; kobiety,
        które wielokrotnie gwałcono - nierzadko są werbowane w szeregi szahidów przez
        ludzi powiązanych i z Basajewem, i z rosyjskim MSW. Dziennikarka Julia
        Juzik "rozpracowująca" drogi werbunku szahidek zapewniała mnie, że nazwiska
        werbujących są znane rosyjskim organom ścigania.

        Jakie są po pięciu latach wojny na Kaukazie - Czeczenia, Rosja i świat?

        W Czeczenii zabito około stu tysięcy ludzi; większość mężczyzn uczyniono (w
        czasie tortur) kalekami, a wszystkich, i kobiety, i dzieci, wpędzono w ciężką
        depresję nie tylko koszmarami wojny i bezustannym strachem, ale i koszmarem
        nędzy, bezrobocia oraz życia w ruinach. Na uchodźczą poniewierkę rzucono ponad
        trzysta tysięcy ludzi.

        Rosję zubożono o miliardy dolarów idące na wojnę oraz trzynaście tysięcy
        poległych żołnierzy (w czasie trwającej 9 lat wojny w Afganistanie zginęło 15
        tysięcy Rosjan). I napełniono ją strachem. A także straszliwą, rosnącą wzajemną
        nienawiścią.

        Świat zmuszono do bezradnego asystowania cynizmowi jego politycznych liderów
        popierających ludobójstwo niewielkiego, hardego narodu. -

        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/specjal_040906/specjal_a_7.html?k=on;t=2004090620040906

        • wislok1 To już antyrosyjska obsesja 06.09.04, 21:31
          I do tego nie zgadza się to z bezpośrednimi relacjami z Biesłania,
          choćby rozmowami z zakładnikami.
          Ktoś nie może się pogodzić z tym, że Czeczeńcy są popierani przez islamskich
          ekstremistów.
          Co do Basajewa, to jego rajd na szpital jasno pokazuje, że to krwawe bydlę.
          A że spec-służby ich inwigilują ?
          Co mają robić ? Głaskać po głowie ?
    • bandog12 Re: Ciekawa opinia o masakrze w Osetii 07.09.04, 14:20
      Ostatnie tabu
      Wstrząs wywołany tragicznym w skutkach aktem terroru w Biesłanie obróci się
      najprawdopodobniej przeciw Czeczenom. Wzmocni pozycję prezydenta Putina i
      umożliwi mu przedstawienie eksterminacji tego narodu jako elementu walki ze
      światowym terroryzmem. Istnieje jednak możliwość, że zwracając uwagę światowej
      opinii na sytuację na Kaukazie, wstrząs ten przywróci szansę jej pokojowego
      rozwiązania.

      Wzięcie jako zakładników i zabijanie dzieci jest przełamaniem chyba już
      ostatniego tabu przez współczesnych terrorystów. Wprawdzie Palestyńczycy
      wysadzali w powietrze autobusy wiozące uczniów do szkoły, a w poszczególnych
      aktach terroru ginęły dzieci, jednak nigdy wcześniej nie zostały one wzięte na
      cel tak świadomie i ostentacyjnie, żadni terroryści nie oświadczyli, jak stało
      się to w Biesłanie: teraz będziemy zabijali wasze dzieci.

      Oczywiście reakcją na to jest wstrząs i agresja. Nie tylko już w Rosji
      pojawiają się opinie, że Czeczeni walczący z Rosjanami to banda krwiożerczych
      zwierząt, które można tylko wytępić, bo porozumieć się z nimi nie sposób.
      Opinie te są nieomal oficjalnie głoszone, jeszcze zanim stwierdzono, kto
      naprawdę dokonał ataku w Biesłanie. Terroryści stanowili międzynarodową grupę i
      choć najprawdopodobniej był to oddział walczący z Rosjanami w Czeczenii, to
      pewności nie ma. W każdym razie od tego aktu, jak w ogóle od terroru, odciął
      się prezydent Czeczenii Asłan Maschadow, mimo że Rosjanie uparcie usiłują
      przedstawić go jako terrorystę. Jeśli więc w wypadku ataków Al-Kaidy
      odpowiedzialnością nie obarczamy wszystkich Arabów, dlaczego przyjmowana jest
      interpretacja rosyjska czyniąca Czeczenów odpowiedzialnymi za każdy zamach w
      Rosji?

      Po pierwszej wojnie

      Wbrew przyjmowanym powszechnie tezom propagandy rosyjskiej Rosjanie nie
      wkroczyli do Czeczenii wtedy, gdy zawiodły metody polityczne. Wręcz przeciwnie.
      Zrobili wszystko, aby uniemożliwić jakąkolwiek stabilizację w tym kraju. Po
      wynegocjowaniu rozejmu przez generała Liebiedzia w Czeczenii realnie
      niezależnej (choć formalnie pozostającej w Federacji Rosyjskiej) została
      podjęta odważna próba demokratyzacji.

      W tym kierunku działał wybrany w uczciwych wyborach prezydent Maschadow,
      człowiek umiarkowany i przeciwnik fundamentalizmu muzułmańskiego. Wpływy ruch
      ten zaczął uzyskiwać w trakcie pierwszej wojny czeczeńskiej. Obojętność
      międzynarodowej opinii wobec niszczycielskiej agresji, której czoło stawić
      musieli Czeczeni, potwierdzała głoszoną przez fundamentalistów ideologię.
      Zgodnie z nią świat chrześcijański dąży do zniszczenia islamu i jego wyznawców,
      a jedynym dla nich ratunkiem pozostaje powrót do fundamentalnych zasad wiary i
      ufundowanego na nich porządku społecznego oraz święta wojna przeciw grążącym
      muzułmanom niewiernym. Innym przeciwnikiem Maschadowa i prowadzonej przez niego
      polityki stabilizacji w Czeczenii byli watażkowie partyzanccy, którzy z trudem
      dostosowywali się do pokojowej egzystencji prowadzącej zwykle do ich społecznej
      degradacji.

      Rosja i terror

      Podstawowym jednak czynnikiem destabilizacji kraju była Moskwa, która usiłowała
      zaogniać i prowokować wszelkie wewnętrzne napięcia zgodnie ze starą zasadą
      swojej polityki nie tylko w Czeczenii i nie tylko na Kaukazie. Wiele aktów
      porwań i zabójstw cudzoziemców było przygotowanymi w najdrobniejszych detalach
      operacjami FSB. Początkiem wojny, która pozwoliła wygrać wybory
      przedstawicielowi resortów siłowych, dawnemu funkcjonariuszowi KGB Władimirowi
      Putinowi, był rajd czeczeńskiego watażki Szamila Basajewa do Dagestanu, a potem
      zamachy w 1999 roku w Moskwie i Wołgodońsku, za które winą zostali oficjalnie
      obarczeni Czeczeni.

      Nad możliwymi powiązaniami Basajewa ze służbami specjalnymi Rosji zastanawiały
      się media na całym świecie. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że służby te nie
      tylko przymykały oczy, ale także inspirowały jego niektóre działania, jak np.
      rajd do Dagestanu. Powiązany z fundamentalizmem terrorysta był dla moskiewskich
      imperialnych jastrzębi wręcz wymarzonym przywódcą czeczeńskim. I z pewnością
      władze rosyjskie nie wysilały się szczególnie, aby go ująć.

      Jeśli natomiast chodzi o wysadzenie domów w Rosji, to wszystko wskazuje wprost
      na działania rosyjskich służb specjalnych. Żadne z fundamentalnych pytań w tej
      sprawie, stawianych jeszcze wtedy przez niezależne media rosyjskie, nie
      doczekało się odpowiedzi. I nie ma nie tylko dowodów, ale nawet poszlak, że za
      zamachami stali Czeczeni. Natomiast dzięki tym aktom Putin doszedł do władzy
      jako twardy obrońca ludu rosyjskiego przed dzikusami z Kaukazu. I rozpoczął ich
      systematyczną eksterminację ze stosowaniem masowych egzekucji, tortur i obozów
      koncentracyjnych.

      A jednak oporu Czeczenów nie udało się złamać do końca i akty terroru
      przenoszone są na teren Rosji. Wielokrotnie jest to jedyna forma walki, która
      Czeczenom pozostaje.

      Czeczenia i świat

      Nieszczęśliwie dla Czeczenów ich druga wojna z Rosją zbiegła się w czasie z
      terrorystycznym atakiem Al-Kaidy na Amerykę i proklamowaniem przez Waszyngton
      wojny z terroryzmem. W tej sytuacji Rosja stała się dla Stanów Zjednoczonych
      godnym zachodu sojusznikiem. Putin wykorzystał to zręcznie, wpisując swój
      podbój Czeczenii w globalną walkę z terroryzmem. O ile jednak postawę Busha,
      choć trudną do usprawiedliwienia, można uzasadniać twardymi wymogami polityki,
      o tyle zachowanie przywódców Francji i Niemiec wydaje się nie tylko odrażające,
      ale i bezinteresownie głupie.

      Z jednej strony kwestionują strategię globalnej wojny z terroryzmem, jaką
      przyjęła Ameryka, z drugiej idą bez porównania dalej w manifestowaniu
      solidarności z Putinem. Bush nie zauważa działań w Czeczenii, gdyż potrzebuje
      sojusznika do operacji zbrojnych w walce z - jak sądzi - podstawowym
      zagrożeniem współczesnego świata. Chirac i Schr?der aprobują ludobójczą
      politykę Putina, gdyż uważają, że pomoże im przeciwstawić się amerykańskiej
      dominacji na świecie. Fakt, że gotowi są oni w zamian popierać politykę
      ludobójstwa, pokazuje, iż ich projekt wielobiegunowego świata nie jest oparty
      na żadnym porządku wartości, ale na nacjonalistycznych rojeniach i
      ideologicznych fobiach. Najdalej idącą demonstrację owej postawy przywódcy
      europejscy złożyli w Soczi parę dni przed zamachem i parę dni po ostentacyjnie
      sfałszowanych wyborach w Czeczenii, kiedy uznali je za dowód właściwego
      podejścia Putina do problemu tego kraju.

      • bandog12 Re: Ciekawa opinia o masakrze w Osetii 07.09.04, 14:21
        Różni muzułmanie

        Naturalną skłonnością ludzką jest zestawianie ze sobą różnych nie zawsze
        przystających do siebie zjawisk. Media, które posługują się uproszczeniami,
        lubują się w sprowadzaniu do wspólnego mianownika rozmaitych rzeczy. W
        rzeczywistości sytuację w Czeczenii trudno porównać z jakąkolwiek inną.
        Zestawienie jej z sytuacją w Palestynie miałoby sens, gdyby Rosjanie
        pozostawili Czeczenii taką autonomię, jaką miał ten kraj po pierwszej wojnie,
        uzbroili jego policję i spierali się co do kształtu granicy czeczeńsko-
        rosyjskiej i prawa emigrantów czeczeńskich do osiedlenia się w Moskwie, a w
        odpowiedzi na akty terroru uderzaliby punktowo w odpowiedzialne za to ośrodki.
        Gdyby Rosjanie zaproponowali budowę muru na granicy, prawdopodobnie Czeczeni
        uznaliby to za błogosławieństwo. Jeszcze mniej sensu ma porównywanie Czeczenii
        do Iraku.

        Postrzeganie w taki sam sposób bojowników w Kaszmirze, Ujgurii Wschodniej czy
        Czeczenii i terrorystów Al-Kaidy to gorzej niż błąd. Ludzie bin Ladena to
        fanatyczni mordercy, Czeczeni czy Ujgurowie walczą o wolność. Niestety, rozpacz
        i poczucie już nie tylko osamotnienia, ale i wrogości świata będzie popychała
        ich w objęcia fundamentalistów i czyniła te tragiczne sprawy coraz
        trudniejszymi do rozwikłania.

        Lekcja Biesłanu

        Tak właśnie dzieje się na Kaukazie. Dodatkowo można odnieść wrażenie, że
        rosyjska polityka wzniecania antagonizmów i wygrywania rozmaitych nacji przeciw
        sobie, aby móc nimi rządzić, tak widoczna dziś choćby w Gruzji, wymyka się
        Moskwie z rąk. W każdym razie uczyniła z Kaukazu beczkę prochu, która
        eksplodować może jeszcze krwawszymi konfliktami. Ostatnim wnioskiem, który
        należy z tego wyciągnąć, to ten, iż trzeba zostawić ten region Rosji.

        Zresztą Biesłan to jeszcze jedna lekcja. Każdy, kto oglądał na ekranach akcję
        komandosów, na przygotowanie której mieli parę dni, musiał być zaszokowany ich
        nieporadnością i chaosem organizacyjnym. Kosztowało to życie sporej części
        ponad czterystu ofiar. Jako przyczyna wskazywana była tradycyjna obojętność
        władz rosyjskich wobec życia swoich obywateli. To przecież było przyczyną
        wytrucia ponad stu zakładników na Dubrowce. Bo nie zabili ich terroryści, ale
        wytruł Specnaz, który zajmował się zabijaniem terrorystów, nie przejmując się
        losem zakładników. Jednak nawet to nie tłumaczy chaosu działań w Biesłanie.
        Jedynym uzasadnieniem jest fatalne dowództwo. Okazuje się, że tak jak w Związku
        Sowieckim w Rosji Putina nie kompetencje decydują o zajmowaniu wysokich
        stanowisk. Konsekwencje tego widzieliśmy w Biesłanie.

        Polska na mapie świata

        Tragiczne wydarzenia w Biesłanie spowodowały nie tylko oburzenie, ale i nawrót
        zainteresowania tym zapomnianym przez światowe media zakątkiem. Pokazuje to raz
        jeszcze, że wbrew pełnym hipokryzji deklaracjom czasami dopiero tak straszny
        akt może sprowokować opinię publiczną do reakcji. Jest to zresztą, niestety,
        jedna z przyczyn trwania i rozwoju terroryzmu.

        Dość powszechne jest dziś wezwanie mediów, aby próbować rozwiązać konflikt
        czeczeński politycznymi (a nie militarnymi) metodami. Polska w tej sprawie,
        wbrew pozorom, może bardzo dużo. W UE istnieją już orędownicy sprawy
        czeczeńskiej, którzy prowadzą kampanię w obronie tego narodu. Polacy, którzy
        powinni rozumieć czeczeńskie doświadczenie, jakkolwiek nigdy nie byli w równie
        strasznej sytuacji, powinni szczególnie zaangażować się w tę sprawę. Rosja nie
        żyje w próżni dyplomatycznej, a Putin potrzebuje dobrych relacji z Zachodem.
        Zaangażowanie UE i Stanów Zjednoczonych mogłoby radykalnie zmienić sytuację w
        Czeczenii, a Polska mogłaby się do tego przyczynić. -

        BRONISŁAW WILDSTEIN

        • bandog12 Re: Ciekawa opinia o masakrze w Osetii 07.09.04, 14:22
          www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040907/publicystyka/publicystyka_a_11.html?k=on;t=2004090720040907
      • kontrkultura Re: Ciekawa opinia o masakrze w Osetii 07.09.04, 14:31
        Zobacz na reakcje Czeczenów na ten zamach, to zrozumiesz kto go dokonał. Oni
        popierają ten zamach! Popierali i popierają!

        Nie od prawdy nie uchroni Cię ani "Wyborcza", ani "Rz"

        Nie prawdą jest również to, że w Rosji Czeczeni są ścigani jako naród, bo są
        Czeczenami! W Rosji nie dochodziło do czystek etnicznych ani po Dubrowce, ani
        teraz nie dojdzie!
        • alex.4 Re: Ciekawa opinia o masakrze w Osetii 07.09.04, 21:50
          Kontakty Basajewa z islamistami sa oczywiste. Chatab kim byl.... Zreszta
          mowienie o czeczenach to nieporozumienie... bo o ktorych czeczenach jest
          mowa... czeczeni z rownini nie sa za wojna. Za wojna sa czeczeni z gor. Ale ci
          nie stanowia jednosci. Miedzy Maschadowem a Basajewem istnieja olbrzymie
          roznice. To zupelnie inne podejscie. To Basajew organizuje zamachy, a Maschadow
          prowadzi dzialania wojenne w czeczeni gdzie jest parwowitym prezydentem...
          takze dlatego ze Maschadow byl w armii rosyjskiej a Basajew byl szkolony przez
          specsluzby

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka