starymason
02.02.05, 21:31
Dwa światy i wielki brat
Dziesięć lat niepodległej Ukrainy
Metafora "dwóch Ukrain" pokazuje dwa bieguny geograficzne i ideologiczne,
których symbolami mogą być Lwów i Donieck. Jeden biegun to Ukraina ukraińska
i europejska, dążąca do NATO i UE; drugi to Ukraina sowiecka i euroazjatycka,
dążąca ku unii wschodniosłowiańskiej, drogą łukaszenkowskiej Białorusi.
MYKOŁA RIABCZUK
W roku 1990, gdy po raz pierwszy trafiłem na Zachód, miałem poważne kłopoty
z wyjaśnianiem moim gospodarzom, skąd jestem. Uważałem się za Ukraińca, nawet
miałem odpowiedni zapis w paszporcie. Formalnie istniała Ukraińska Radziecka
Republika Socjalistyczna z własnym rządem i parlamentem, a nawet członkostwem
w ONZ. Mówiłem twardo: "I'm from Ukraine".
Na rozmówcach nie robiło to wrażenia:
"Sorry?" - pytali grzeczniejsi.
"What? Bahrajn?"- wytężali uwagę inni.
"Nie, Jukrejn" - odpowiadałem cierpliwie.
"What's that?"
"To jedna z republik Federacji Radzieckiej".
"Oh, Russia!" - pokrzykiwali radośnie Amerykanie.
"Nie - próbowałem być cierpliwy. - Rosja też jest częścią Związku
Radzieckiego".
Amerykanów wprawiało to w osłupienie: jak Rosja może być częścią Rosji? W
końcu spotkałem kogoś, kogo nie dziwiło moje wyjaśnienie. Przeciwnie,
zareagował prawie fachowo:
"Which Ukraine? Russian one or Polish one?"
"Soviet one, na razie" - odpowiedziałem.
Zachód i Wschód
Każdy, kto był w zachodniej i wschodniej części Ukrainy - powiedzmy, we
Lwowie i Doniecku - potwierdzi, że to prawie różne światy, cywilizacje: od
architektury po mieszkańców. "Wschodniacy" i "zachodniacy" mówią w różnych
językach (rosyjskim i ukraińskim), głosują na inne partie, chodzą do innych
cerkwi (czy, raczej, na wschodzie nie chodzą w ogóle), wzorują się na innej
kulturze, inaczej widzą przeszłość i przyszłość kraju.
Konfrontacja między "dwoma Ukrainami" jest gwałtowna: trudno pojednać
sowiecką i antysowiecką koncepcję przeszłości narodowej czy idee integracji
europejskiej z integracją ze związkiem rosyjsko-białoruskim. Trudno dążyć do
odrodzenia kultury i języka ukraińskiego i tolerować jednocześnie wypieranie
ich przez kulturę i język rosyjski. To jednak konfrontacja
ideologiczna; "dwie Ukrainy" są raczej abstrakcyjnymi ideami, niż
skonfrontowaną ze sobą rzeczywistością geopolityczną. Łatwo stwierdzić, że we
Lwowie jest jedna Ukraina, a w Doniecku druga. Wręcz niemożliwe jest jednak
określenie, gdzie "jedna" Ukraina się kończy, a "druga" zaczyna.
Ukraina "rosyjska" dominuje na wschodzie w swoich najbardziej potwornych,
czyli zsowietyzowanych formach. To w Donbasie zdarza się najwięcej zabójstw i
grabieży, to tutaj jest najwyższy poziom narkomanii i alkoholizmu,
samobójstw, rozwodów, aborcji, chorób wenerycznych. Im dalej na zachód, tym
sowietyzacja jest mniej widoczna. Coraz mniej brzydkich gmachów
stalinowskich, pomników Lenina i ulic jego imienia, trujących dymów
przemysłowych i, last but not least, języka rosyjskiego.
A przecież nawet we Lwowie Ukraina "rosyjska" nie zanika zupełnie: prasa i
książka rosyjska sprzedają się po cenach dumpingowych, ordynarna
rosyjska "popsa" wrzeszczy w co drugiej kawiarni, elita biznesowa, jak i
spokrewniona z nią kryminalna, mówi przeważnie po rosyjsku, to znaczy w
języku sowieckiej partyjnej, komsomolskiej i kagebistowskiej nomenklatury, z
której większość tzw. "nowych Ukraińców" pochodzi.