Dodaj do ulubionych

Swentywit.

19.03.07, 02:08
W 12 wieku rozpowszechniona i chętnie opowiadana była na północy Europy
najstarsza Saga wyspy Roya (Rugia), zachowana do dzisiaj dzięki przekazom
Helmold'a von Bosau i Saxo Grammaticus'a. Oto ona. Za czasów Karola
"Wielkiego", lub któregoś z jego następców, mieszkańcy wyspy Roya zostali
nawróceni przez zakonników z klasztoru Corvey leżącego nad rzeką Weserą
(Weser). Patronem tego przybytku był święty Vit (Sankt Vitus). Któryś z
cesarzy podarował wyspę Roya zakonnikom z Corvey, a Ci w podzięce zbudowli na
wyspie dom modlitwy ( kościół?), i na cześć swojego patrona nazwali imieniem
"Sankt Vit". Mieszkańcy tej wyspy, Rani (Wendowie, Wandale), porzucili wkrótce
"nową" wiarę, przepędzili zakonników i powrócili do starych wierzeń. Sankt
Vitus znalazł ale w ich oczach uznanie i spodobał się. Zbudowali jemu kolumnę
(słup) z wyrzeźbioną twarzą i nazwali jego imieniem,- Swentywit. Wszystkie
"boskie" uroczystości odprawiali pod jego okiem, a odprowadzane do tej pory
datki do Corvey lokowali w świątyni Swentywita. Sława, i jego znaczenie znane
było całej europejskiej północy. Tyle zachowana Saga, która jak widać bazuje
na identyfikacji św. Vita ze Swentywitem. Historycznie jest nie do utrzymania,
a z drugiej strony jej powstanie trudno prześledzić. Jak pierwszy raz czytałem
napisaną w 1895 roku przez Otto Wendler'a "Geschichte Rügens" (Historia Rugii)
to wydawało mi się że w tej Sadze brzmi coś znajomego. Nie potrafiłem tego
jednak sprecyzować. Po paru latach zajrzałem znowu do tej historii i wówczas
natychmiast ten Swentywit skojarzył mi się z moją.... babcią. Część moich
przodków wywodzących się z Pomorzaków wzrastała dwujęzycznie, z tym, że polski
brzmiał w ich ustach nieco dziwnie, a tak naprawdę to nie wiem czy do
polskiego można było go jeszcze zaliczać. W każdym bądź razie moja babcia i
jej siostry nie wymawiały ś, ł, ę etc. Zamiast "święty" mówiły "swenty".
Podobnie musiało iść tym Rugianom z przed kilkunastu set lat. Tym samym ta
Saga nabrała u mnie cech prawdopodobieństwa, ale tylko w odniesieniu do tych
nazw; swentego Vitus'a vel swentego Wita. A to, że z upływem czasu ze św.
Vita powstał Swentywit, Swantowit a później jeszcze Światowid (kiedy?) jest w
transkrypcji języka rzeczą zwyczajną. Podobnie jak ze Sclavi (Wandalowie)
powstały nazwy Sclavoni, Slavoni, SLoveni i na koniec Słowianie.

Kiedy za czasów księcia Obodr'ytów ("ob der Oder"= z nad Odry), Gottschalk'a,
dotarli na te obszary pierwsi osiedleńcy z głębi Niemiec skonfrontowani
zostali z nazwą Svantewit który swoją siedzibę miał na Royi i którego tam
czczono, to tym przybyszom natychmiast wydała się znajoma,- Svantewit brzmiał
dokładnie jak Sankt Vit, a do tego dosłowne tłumaczenie słowa "heilig" (Sankt)
znaczyło "swenty". A kto by nie znał, conajmniej na północy,- owego "Sankt
Vit'a" z Corvey. Odkrycie to, że Sankt Vit był na Royi czczony i ubóstwiany,
było szczególnego rodzaju,- głównie dla zakonników z Corvey. Zabrano się
oczywiście

natychmiast za wyjaśnienie tej sprawy, bo nikt nie wątpił w prawdziwość tej
sagi,- przyjęto ją za fakt, wypowiedzi świadków zarejestrował ówczesny przeor
klasztoru niejaki Saracho w roku pańskim 1070. Ale kiedy dotarł Sankt Vit na
Royę ?, o tym naturalnie nikt nie wiedział bo od tego wydarzenia minęło już
przeszło 200 lat ! W Corvey zaczęto sobie łamać głowę, rozważano różne
możliwości i w końcu znaleziono wyjście. Przez kogo dotarł tam Sankt Vit?,- no
oczywiście że przez zakonników z Corvey którzy udali się na tę wyspę w
charakterze misjonarzy. A później, z powodu zachłanności samych braciszków,
miejscowi (Rani) odstąpili od "prawdziwej" wiary, jak to na północy często się
zdarzało, i uprawiali ze św. Vit'em bałwochwalstwo. A więc wszystko było jasne
jak słońce, co skrupulatny przeor Saracho z pietyzmem przeniósł na papier. No
więc, tak daleko było wszystko dla wszystkich jasne. W Corvey kombinowano ale
dalej. Jak Roya nawrócona została przez zakonników św. Vita, jest jego
dziedzictwem. Krótko mówiąc klasztor w Corvey ma w kieszeni tytuł prawny do
tej wyspy. Kiedy Heinrich der Löwe w 1147 r. ruszył na Wendów, podbechtany
oczywiście przez "ojców" kościoła, dołączył do niego kolejny Abt z Corvey,
Wibald, by Royę powtórnie zdobyć dla siebie. Ta cała wyprawa dostała od Wendów
porządny wycisk i nic z tego nie wyszło. Mimo tego klasztor w Corvey z Royi
nie rezygnował. Papież Hadrian IV potwierdził uroczyście w 1154 prawa tego
klasztoru do Royi. Czekano jeno na najbliższą nadarzającą się okazję by
zbrojnie ten tytuł własności wyegzekwować. Z podobnym przypadkiem mamy do
czynienia dzisiaj, powołuje się na Boga pustynnych wagabundów, by zająć obcą
ziemię.Ta cała sprawa miała jednak pewien hak. To wydarzenie z czasów Karola
"Wielkiego" należało bowiem umieścić w określonym historycznym czasie, i
konkretnie ustalić kiedy to "nawrócenie" Ranów miało miejsce. Saxo znał tę
Sagę w podanej wyżej formie, wkrótce jednak dotarło do niektórych bystrzaków
że Karol zmarł w 814 roku , to znaczy, w czasie kiedy klasztor w Corvey
jeszcze nie egzystował, założony został bowiem w 822. O tym ogół nie miał
żadnego pojęcia, klasztornicy ale tak. Wybrano więc następcę Karola, tego,
który podarował Royę tym z Corvey. W tamtych czasach było w modzie, że z
podarunku sporządzało się jakiś dokument, a tego w Corvey nie było. Takimi
darowiznami szastali z lewa i prawa głównie władcy cywilni i kościelni w
odniesieniu do ziemi która do nich nigdy nie należała. Obdarowany musiał swoje
"prawa" zbrojnie wywalczyć czy uprawomocnić wyrzynając miejscową ludność lub
też ją zniewolić.

Tymczasem na Royi zmarł ostatni miejscowy książę ze starej wendowskiej linii,
co oznaczało, że naturalnym spadkobiercą jest teraz klasztor, wystarczyło jeno
tym dokumentem przed oczami zazdrośników pomachać. Ale tego świstka nie można
było nigdzie znaleźć ! Oczywiście że nikt z ówczesnych obywateli tego zakątka
Europy nie wątpił w to iż taki zapis został kiedyś sporządzony, i teraz
właśnie, z czyjegoś niedbalstwa miał klasztor zrezygnować z tej nadarzającej
się okazji ? Sporządzono więc co potrzeba, to były przecież czasy kiedy nie
istniały jeszcze żadne paragrafy zabraniające wystawianie potrzebnych dowodów
własności i tożsamości, a nawet całej księgi metrykalnej zaczynających się od
Adama i Ewy i "Ogrodu Eden". Wszystko ale nie zdało się na nic.... bo książę
Pomorza zagarnął Royę dla siebie. A później zawładnęli nią Duńczycy, Szwedzi
i Prusy. Czy w tej Sadze zostało coś przekręcone lub sfałszowane ? Wątpię.
Niemniej historycy ze starej gwardii zaciekle walczyli o ten rzekomy desant
dokonany przez "marines" Krzywoustego na Royę. Czyżby chodziło im o to by
przywrócić nadszarpniętą reputację Światowida? smile

t.v.r.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka