dobrowoj
19.06.07, 09:17
Na kilka dni przed Świętym Janem 2007 znalazłem stronę "Konopielka",
www.konopielka.isx.pl - dzieło Impudencji (wielkie wyrazy wdzięczności!) - z
kapitalną kolekcją polskich pieśni kupalnych. Zwróciła zwłaszcza moją uwagę
pieśń pt. "Z tamtej strony jezioreczka". Pieśń ma 14 zwrotek, w których część
słów jest powtarzana. Pierwsza zwrotka w całości brzmi:
Z tamtej strony jezioreczka, jezioreczka
Panowie jadą
Hej, hej mocny Boże, panowie jadą
Zacytuję cały tekst, ale już bez powtórzeń i bez refrenu "Hej, hej mocny Boże":
Z tamtej strony jezioreczka Panowie jadą
Jeden mówi do drugiego Wianeczek płynie
Drugi mówi do trzeciego Dziewczyna tonie
Trzeci skoczył, konia zmoczył I sam utonął
Oj idźże ty wrony koniu Z siodłem do domu
Nie powiadaj ojcu, matce, Żem ja utonął
Jeno powiedz wrony koniu, Żem się ożenił
Cóż było za ożenienie W wodzie tonienie
Cóż była za panna młoda Ta zimna woda
Cóż tam byli za drużbowie W wodzie rakowie
Cóż tam były za druchenki W wodzie rybeńki
Cóż były za dziewosłęby Nad wodą dęby
Cóż tam była za drużyna Nad wodą trzcina
Cóż tam było za łóżeńko W wodzie dziarenko
Pierwsze czytanie
Dwa słowa mogą być niezrozumiałe, zwłaszcza ostatnie: "dziarno" (w tekście
"dziarenko", ale to zdrobnienie). W dostępnych mi papierowych słownikach go
nie ma. W internecie objaśniane jest jako "drobne kruszywo z ceramiki dodawane
do gliny garncarskiej" (na stronach "Olszewscy ze Studzianego Lasu" i Słownik
gwary Suwalszczyzny). Ja to słowo znam z pamięci, z nieistniejącej już gwary z
okolic mojego rodzinnego Łowicza, w brzmieniu "dziorno" i w znaczeniu
"korzenie i kłącza, zwłaszcza perzu, wydarte z ziemi", co zapewne jest
zawężeniem szerszego i etymologicznego znaczenia "coś wydartego", bo dziarno,
dziorno od drzeć. Więc to "w wodzie dziarenko" oznaczałoby wijące się korzenie
roślin wydarte przez nurt wody.
"Dziewosłąb" to, dosłownie i etymologicznie, "ten, kto wydaje dziewczynę za
mąż" czyli "dziewę snębi": starsze brzmienie: *dziewosnąb. Ten sam rdzeń, co w
słowie "snębić" prof. Andrzej Bańkowski znajduje w greckim nymphe czyli
"nimfa", a właściwie "wychodząca za mąż". Ale przecież nimfy mają coś
wspólnego z wodami, rzekami... To jest ważny ślad, jeden z wielu.
Drugie czytanie
"Z tamtej strony jezioreczka": dzisiaj gotowiśmy przeoczyć ten wstęp, nie
zauważyć, ale to jest wprowadzająca fraza podobna co do funkcji do "dawno,
dawno temu...". Z tamtej strony - to przecież to samo, co po angielsku beyond,
łacińskie trans. Poza... Świat zostaje tu podzielony na obszar "przed" tamtą
wodą, jeziorem, i za nią, po drugiej stronie. Co jest po drugiej stronie wody?
Nic innego jak zaświaty. Więc anekumena, świat nie-oswojony, nie-ludzki,
nie-swój, wypełniony pierwotną mocą bóstw i duchów, kraina nadludzkich mocy,
ale i ojczyzna zmarłych.
"Panowie jadą". Jadą konno, wierzchem. To jest wyprawa wojowników, bo tylko w
tym celu (i paru podobnych) wsiadano na koń. Zresztą jadą nie chłopi, lecz
elita, panowie. Wyprawa wojowników do anekumeny - w zaświaty, może mieć tylko
jeden sens: to jest inicjacja. Po inne rzeczy tam się nie wyprawiano.
"Mocny Boże". Właściwie niby dlaczego w tej wiankowej śpiewce tak natrętnie
przywołuje się Boga i to we właśnie takim, dość rzadkim nazwaniu? W
katolickich obrzędowych mowach epitet ten rzadko jest Bogu przydawany -
przeważnie tam, gdzie zachowała się jeszcze pamięć, iż był On kiedyś Panem
Zastępów, Adonaj Cewaot, i Bogiem burz i piorunów. W tej pieśni ten epitet
powtarzany jako refren dźwięczy tak, jakby był wspomnieniem starych "mocnych
bogów", bóstw burzy i wojny, i bohaterskich czynów, jak kijowski Perun i jego
skandynawski brat Thor, czy jak połabski Świętowit.
"Trzeci skoczył ... utonął". Dlaczego trzeci? Ilu było w orszaku tych konnych
wojowników zapuszczających się w zaświaty? Artur Kowalik w swojej
monumentalnej i natchnionej książce "Kosmologia dawnych Słowian", której
autorskie streszczenie jest w Tarace pt. "Zarys kosmologii dawnych Słowian",
obszerny rozdział poświęca motywowi Trzeciego. Jego rozważania można streścić
do zawołania: "TRZEĆ TRZECIEGO"! Trzecia osoba w mitach jest inicjacyjnym
bohaterem, który idzie drogą poświęcenia, złożenia siebie w ofierze. Trzeci
musi się zetrzeć, zostać roztarty - i według krakowskiego religioznawcy
podobieństwo tych dwóch indoeuropejskich słów, rażące w polskim, nie jest
wcale przypadkowe! Należą tu jeszcze słowa takie jak cierń, cierpieć, targać,
trząść, drzeć, trup - wraz z obrazami ofiarniczo-inicjacyjnego cierpienia,
skojarzonego z tarciem ziarna na mąkę ("mękę" - też nieprzypadkowe
podobieństwo) i krzesaniem ognia deskami. [1]
"Dziewczyna tonie; utonął - ożenił; ożenienie - w wodzie tonienie; panna młoda
- zimna woda". Znaczące jest, że pieśń w ogóle nie zajmuje się i nie przejmuje
losem dziewczyny, która jakoby utonęła, a przedmiotem troski jest wyłącznie
chłopak! Wytłumaczenie może być takie, że dziewczyna (inaczej niż jej
zalotnik) wcale nie zginęła w wodzie, lecz zawsze w tej wodzie była, będąc z
wodą, rzeką, wodnym żywiołem tożsama. "Wianeczek płynie": oznacza więc, że
wianek panny młodej został nałożony na rzekę, która oto jest gotowa do swej
roli w inicjacyjnych zaślubinach.
"Konia zmoczył - idźże koniu - powiedz...". Zanurzają się w wody śmierci
(wyprzedzam tu wątek) obaj: mężczyzna wraz z koniem, lecz koń wydostaje się z
odmętów i biegnie z wiadomością do domu utopionego bohatera. Koń - czarny koń
- występuje tu jako psychopompos, jako ten, który przeprowadza dusze lub
zmarłych przez wody śmierci okalające ("z tamtej strony") niby grecki Styks,
ekumenę, świat żywych. Koń zaprowadza bohatera w głąb wód, opuszcza nietknięty
owe wody śmierci i wraca "do domu" czyli do świata żywych z wiadomością.
Przypomina się tu koń Świętowita, którego dosiadał ów bóg podczas swych
nocnych wypraw; także konie trzymane przy słowiańskich świątyniach jako
zwierzęta wieszcze. Ich zdolność wieszczenia logicznie wynika stąd, że miały
zdolność zapuszczać się w zaświaty i stamtąd wracać, przynosząc wiedzę
niedostępną poza tym dla żywych. Dalekim echem tych wierzeń wydaje się być koń
z piosenki o ułanie, grzebiący zabitemu panu grób kopytem.
"Dziewosłęby dęby". Dziewosłąb, dziewosnąb to naczelnik rodu, który wydaje
córkę za mąż, a właściwie, idąc za etymologią słowa "snębić", doprowadza do
jej związku seksualnego z wybranym mężczyzną. W liczbie mnogiej "dziewosłęby"
to grupa mężczyzn krewniaków, którzy młodą kobietę ze swego rodu wydają innemu
plemieniu. Miejmy to w pamięci przy dalszych rozważaniach. Dziewosłębami są tu
dęby, zatem wodna dziewczyna lub dziewa-woda (a może śmierć? - znów
wyprzedzam) jest córką dębu. Dąb to drzewo piorunowe, związane z Bogiem Burzy,
którego z tylko jednego miejsca, z Kijowa, znamy pod imieniem: Perun.
Trzecie czytanie
Mamy już wszystkie elementy, które składają się na całość. Pieśń mówi o
małżeństwie zawartym między człowiekiem, członkiem "plemienia ludzi", a
boginką, członkinią "plemienia bogów". Jest to więc komunia dwóch zbiorowości
- małżeństwo ludzko-boskie, a więc i zawiązanie jedności bogów i ludzi. Te
dwie odosobnione zwykle i zajmujące różne terytoria "rasy" tutaj się łączą. (Z
"tej" strony jeziora-rzeki w rodzaju Styksu żyją ludzie, z "tamtej" strony
owych wód żyją bogowie.) Woda jednak jest nie tylko żywiołem dzielącym ich.
Córka najwyższego boga, Boga Burzy - którego umownie możemy nazywać Perunem -
jest tożsama z Wodą-żywiołem i z płynącą rzeką. Żywioł wody nie przestaje
jednak być zarazem żywiołem Śmierci. Jednak Śmierć, jako Córka Dębu, "króla
roślin", jest także Władczynią Roślin, a więc dawczynią pokarmu
podtrzymującego życie ludzi, jest więc Śmiercią Życiodajną. Nie jest
przypadkiem, że drużbami i druchnami niewymienianej z imienia - też nie
przypadkiem, bo to tabu śmierci! - oblubienicy są ryby i raki, a więc istoty
będące pożądanym pożywieniem i jadalnym darem anekumeny, wraz z grzybami, też
należący