Miał być ambitny...
ale...
ileż razy można zaczynać... po raz trzeci wylogowało mnie w chwili wysyłania
tego "ambitnego" postu
To znak... chyba... Znak, że dziś mam nie zaczynać...
Ale taka jedna mała nocna refleksja...
Znamy ból braku, postrzegany jako ból utraty czegoś/kogoś...
A ból braku... zwyczajnie braku, nie związany z utratą... gdy pragniemy coś
odzyskać, ale w istocie nigdy tego nie mieliśmy...
Bo to nie tęsknota za czymś utraconym a za czymś czego nie było...
Próbuję nazwać, zdefiniować ten brak i pragnienie... no właśnie czego..
pragnienie tego czego nie znamy...