carol-jordan
28.03.16, 20:55
Absolutna. Ta wewnętrzna. I nie jest to pieprzenie po nadużyciu otępiających leków (wyjątkowo dziś nie musiałam) ani ostatnie podrygi konającego (jeszcze, tak że Tdf nie pal znicza, bo drugi falstart to już wykluczenie z biegu.....). Taka wolność mi się przytrafiła jako skutek uboczny. Niczego się nie boję (chociaż bólu jeszcze trochę tak, ale widzę, że XXIw. dał nam wiele możliwości). Niewiele rzeczy mnie już rusza. Nie interesuje mnie kompletnie opinia innych na mój temat. Co ciekawe, moja porąbana szefowa chyba to wyczuła, bo obchodzi mnie szerokim łukiem (ciągle pracuję) i przestało jej sprawiać frajdę atakowanie mnie. Zresztą patrzę na nią z tym samym pobłażliwym uśmiechem z jakim obserwuję całą resztę moich koleżanek z wiekopomnymi problemami kolejnych zmarszczek i zaniedbania przez nadużywającego sportu faceta. Generalnie kiedy zabezpieczyłam przyszłość mojej suni kochanej, to zyskałam coś, czego nawet sobie nigdy nie byłam w stanie wyobrazić.... Wolność!!! Wiem, że trudno to wyjaśnić, ale tak właśnie czuję. Dlatego nie próbujcie sobie nawet wyobrazić, jak to jest......... bo jest tak, jak byście sobie w życiu nie wyobrażali....
Mam nadzieję, że to pozytywy wpis. Bo zdecydowałam się napisać tylko dlatego, że taki mi się wydał....
Pozdrawiam Starą Gwardię