Głownie ze zględu na to, że przyczyna mojej obecności na tym forum
pojawia się w pobliżu mnie codziennie nachodzą mnie durne refleksje.
Zapewne, gdyby nie wracał do domu codziennie, refleksje byłyby
zminimalizowane albo żadne...
Oglądałam wczoraj nasze zdjęcia, sprzed kilku miesięcy i kilku lat.
Jak on twierdził lat, kiedy on mnie już nie kochał i był bardzo
nieszczęśliwy. Na każdym zdjęciu uśmiechnięty, na wielu zdjęciach
przytulony, zawsze szczęśliwy. Przypominałam sobie te nasze wypady,
wczasy i wieczory wspólne. Na zdjęciach z naszej rocznicy, zapewne
ostatniej, byliśmy tacy szczęśliwi, drinkowaliśmy sobie i
siedzieliśmy przy kominku do 3 w nocy. Rano jeszcze zanim otwarłam
oczy dał mi prezent, choć mieliśmy sobie nie kupować.
Wiem, nie powinnam o tym teraz myśleć, bo za bardzo boli.
Staram się myśleć o tym jaki był ostatnio, jaki jest teraz, jak
łatwo przyszło mu oszukiwanie.
Tylko, że my kobiety lubimy wszystko zrozumieć, dlatego ja też
szukam w tym jego zachowaniu sensu, przyczyny. Czy to tylko kryzys
spowodowany upływającym czasem, czy po tylu wspólnych latach,
rozmowach, nocach i dniach rzeczywiście można dojść do wniosku, że
ta osoba nie jest naszą drugą połówką???
Jak widać mam zmienne nastroje, wczoraj miałam świetny humor, nawet
się śmiałam i byłam szczęśliwa. A dziś jakoś tak mnie przybiło, i
ten jego widok i zachowanie, wczoraj wieczorem i dziś rano.
Koleżanka mi przepowiedziała, niestety słusznie, że on to mnie tak
jeszcze trochę pomęczy. I niestety męczy