atra1
17.11.04, 21:49
Witam, muszę się dzis trochę wywnętrzyć bo na moich oczach dziś tir potrącił młodego psa. W ogóle najpierw myślałam, że to wycie samochodu, a to był rozpaczliwyt psi skowyt. Jacyś ludzie stali i sdie gapili, a tir przejechał mając miotakjącego się psiaka między kołami. Kurka gdybym sie nie ruszyła biedny pies siedziałby zszokowany na jezdni i pewnie był rozjechany, albo co. Jakos nie mogę o tym piesku przestać myślec, to był piech uliczny, z oberwanym ogonem i naderwanym uchem, ale ufny, bo dał się przenieść delikatnie, nie warczał itd. Zabrała go potem straż miejska bo ja miałam być zaraz w pracy, zawieźli go do lecznicy. Zdechł mimo pomocy. Tak sobie myślę, że przynajmniej nie zdychał na ulicy i do tego w cholernym deszczu, ochapany błotem od głupich tirów.
Ja wiem, że takie rzeczy się zdarzają, że powinno się podchodzić spokojnie, ale jakoś nie mogę. Wyję pół dnia.
A.