solaretka
22.12.04, 09:38
Ostatnio straciłąm moją ukochaną suczkę i to z winy weterynarzy:( Miała guzy
a oni ciągle dawali jej jakieś zastrzyki tylko przeciw bulowe i tp. Ona
powinna być już dawno operowana . .. Tydzień przed operacją smieli sie i
mówili ,że nie jest z nią wlcale źle jak przyszło co do czego stwierdzili ,że
nie ma co jej nawet operować bo jest "juz bardzo źle" ... Gdybym
wiedziała ,że to tacy kaci zabrałabym ją już dawno do innego miasta... Kota
mi meczyli 2 lata z owrzedzeniem rogówki twierdząc ,że to uraz mechaniczny.
Po wydarzeniu zawiozłam ją do innego miasta gdzie znali sie na rzeczy na
szczęście oczko sie poprawia i jest lepiej a te "znowu zastrzyki" jak to
weterynarz stwierdził były w ogóle nie na temat . Najgorsze ,że kot sie
męczył przez 2 lata ! W stajni gdzie jeżdziłam koń miał kolkę... Była
konieczna sonda . Robił ją ten sam weterynarz ,który zajmował się moimi
zwierzakami. Koń po tym chudł , kaszlał, zaczą dostawać zastrzyki bo niby
maiał zapalenie płuc.. Był pieknym ogierem a zmieniał sie nie do poznania :(
Chydy skóra i kości smetny... Po sekcji okazał się ,że wspaniały weterynarz
robiąc sąde przebił mu tchawice dlatego biedak nie mógł jeśc , płuc prawie
nie miał bo mu zalało wydzieliną jakąś i ropą dlatego było topodobne do
zapalenia płuc. Biedny męczył się przez miesiąc:( . Kto mógł przypuszczać ,że
weterynarz ,który ma pomagac zwierzakom zamienia się w kata...