anetapn
01.03.05, 11:38
Czytałam Twoją tragiczną opowieść na formu prywatnym "Koty" i aż miałam łzy w
oczach... Niestety nie udało mi się tam do Ciebie napisać (nie wiedzieć
czemu...?) dlatego piszę tutaj - mam nadzieję, że to przeczytasz.
Wiem, że Cię tym nie pocieszę ale miałam bardzo podobną historię z moim
kotem. Z tą tylko różnicą, że mój kotek żyje... Ale będzie kaleką do końca
życia.
Też pewnego dnia nie wrócił na noc i też po niego w nocy kilka razy
wychodziłam, bez skutku. Niestety rano go też nie było. Szukałam go WSZĘDZIE
przez 2 dni, myślałam, że oszaleje! W końcu na trzeci dzień postanowiłam
sprawdzić jeszcze raz piwnicę (tata tam go szukał pierwszego dnia) i... był
tam. Jak go zobaczyłam to myślałam, że padne trupem. Najpierw była ogromna
radość. Myślałam, że po prostu wszedł tam i nie mógł wyjść (bo tam jest
bardzo wysoko okienko) i strasznie się cieszyłam, że go w ogóle znalazłam. Aż
strach pomyśleć co by było gdybym tam nie zajrzała... Niestety u weterynarza
okazało się, że ma złamany ogon i do tego nie trzyma moczu ani kału. I też
diagnoza była taka jak u Ciebie - to zrobił jakiś człowiek, a raczej
ZWYRODNIALEC! Po prostu ktoś go skopał.
To było 2 miesiące temu. Dziś nasz kotek już nie ma kawałka ogonka - odpadła
mu gdzieś tak 1/3. Reszta jest "żywa" ale niestety nadal bezwładna. I w
dalszym ciągu nie trzyma moczu itd... Nasz weterynarz twierdzi, że do pół
roku powinno mu to przejść, ale ja zdaję sobie sprawę, że może mu to nigdy
nie przejść... Zadałam nawet pytanie Pani Annie Jóżwik na forum "weterynaria"
i napisała mi, że to są uszkodzone nerwy i mogą mu się zrosnąć ale
niekoniecznie.
Jest to dla nas straszne, ponieważ niestety musimy go trzymać w jednym
pomieszczeniu, nie może sobie tak jak wczesniej biegać po całym domu i spać
gdzie mu odpowiada. Dopiero teraz widzę jaki jest towarzyski i jak mu źle jak
jest sam. Oczywiście staramy się do niego chodzić jak najczęściej, zaczyna
też powoli wychodzić nawet na pole... ale to i tak nie to samo. A jak sobie
pomyślę, jak musiał cierpieć tam wtedy w tej piwnicy (nie wiadomo jak długo)
to aż mi się płakać chce.
Ludzie potrafią być tak podli, że aż się to w głowie nie może pomieścić. To
straszne co spotkało Twojego i mojego kota i niestety wiele innych. Najgorsze
jest to, że nic z tym nie da się zrobić. Kota się tak nie upilnuje jak psa a
ludzi bandytów nie brakuje. Kot zawsze gdzieś polezie i nigdy nie wiadomo czy
wróci. . Dwa poprzednie moje koty zabiły samochody na drodze. Zaczynam mieć
wątpliowści czy w ogóle powinnam mieć zwięrzęta, bo jak im się coś stanie to
przeżywam bardziej niż jakąś tragedie ludzką...
Widziałam zdjęcia Twoich kotków na forum "zwierzęta-fotografie". Śliczne:)
Nawet nie chce wiedzieć, którego z nich spotkał taki los...
Pozdrawiam Cię i trzymaj się!!!
Aneta