Dodaj do ulubionych

koty w piwnicy pomocy

10.05.05, 08:49
prosze o rade ! co zrobic aby pozbyc sie kotow z piwnicy ? mieszkam w bloku i
az mnie trzesie gdy mijam drzwi piwnicy bo roznosi sie taki smrod ze na
wymioty sie zbiera ! wejscie do piwnicy jest prawie niemozliwe! nie pomagaja
prosby w administracji ani do osob ktore dokarmiaja te koty ! co robic?
Obserwuj wątek
    • cleo_1 Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 09:30
      To jest forum milosnikow zwierzat wiec srednio to stosowne ze pytasz o rade,
      jak przepedzic bezdomne i glodne koty z ich przytuliska - Wasz piwnicy.
      Jak Ci smierdzi, zatkaj nos, albo wykastruj kocury, bedzie to mialo az 3 dobre
      strony:
      1) koty przestana sie tak bardzo rozmnazac, wiec bedzie ich mnie
      2) przestana znaczyc teren
      3) bedzie to dla nich zdrowiej i bezpieczniej
      Zycze troche wiecej serca i wyrozumialosci.
      pozdrawiam
    • kasiajn Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 09:33
      Czego nie mozesz zmienic, mozesz polubic. Poszukaj kogos, kto je przygarnie, zrzuc sie na kastracje,
      porozmawiawszy z ich opiekunami, to nie bedzie brzydkiego zapachu, jako ze to glownie kocury tak
      pachna, bo znacza teren - zaprzyjaznij sie z tymi, ktorzy je dokarmiaja i cos razem postanowcie,
      ustawienie domkow styropianowych na podworzu np. Masz koty, ale nie masz szczurow i myszy, cos za
      cos. Te koty tez wolalyby lezec na piernatach i wcinac lakocie.
    • wiesia.and.company Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 11:36
      No tak, zanim ktoś zrobi krzywdę kotom (w moim bloku wystarczyło rąbnąć kotem o
      ścianę, a że potem był sparaliżowany..., no i jeszcze kilka ciosów deską w
      głowę). Teraz są myszy - śmierdzi szczynami myszy i wchodzisz w ich bobki, no i
      są szczury, oraz ich miłośnicy - pchły.
      Możesz wywiesić kartkę na drzwiach piwnicy, że prosisz o ustawienie kuwety lub
      kilku kuwet z piaskiem w piwnicy, aby koty tam się załatwiały, no i oczywiście
      o ich sprzątanie. Karmienie w jednym miejscu i dbanie o porządek (nie
      zostawianie odpadków jedzenia. Strzykają kocury, które trzeba wysterylizować,
      aby nie strzykały. Trudno jest zabronić bezdomnym, żeby szukały schronienia
      przed deszczem i zimnem. Można im wybudować domki w pudłach lub starych szafach
      (ludzie pozbywają się ich chętnie na śmietniku) dodatkowo ocieplonych
      steropianem. Wycięte otwory, piętrowe szafki z deską prowadzącą na piętra, i
      ustawienie miejsc zamieszkania w zacisznym, nie odwiedzanym przez psy i
      wyrostków oraz czcicieli szatana (czarne koty). Najlepiej spróbuj dołożyć się
      do sterylizacji kocurów (to tańsze niż sterylizacja kotek). A poza tym jeden
      silny kocur na terenie przepędza na ogół innych amatorów tego miejsca. Lepiej
      zatem mieć jednego lub dwa kocury znane i odpchlone oraz odżywione. Słaby kot
      nie potrafi (i nie każdy stoczyć zwycięskiej wojny ze szczurem).
      Dobrze byłoby, gdyby osoby dbające o czystość skrapiały pachnące miejsca wodą z
      octem (odrobiną). A może takich opiekunów kotów już u Ciebie nie ma w bloku, bo
      ich skutecznie zaszczuliście, albo nastraszyliście groźbami pobicia?
      A jak często gotujecie kalafiory lub bigos w domu? Można wytrzymać? Czy psy też
      się załatwiają pod blokiem? To przeszkadza też? A śmieciara zbierająca
      zawartość koszy? Też sobie pośmierdzi i mija. Więc jeśli też miniesz drzwi
      piwnicy (a trzeba zejść właśnie poziom niżej niż parter) to przestanie
      śmierdzieć. No, też jestem za tym, żeby w Warszawie tylko pachniało kwiatami i
      tylko bzem majowym i żeby zawsze świeciło słońce. Więc zamiast domagać się
      tego, żeby Ci było wygodnie i pięknie i żeby świat się dopasował do Ciebie,
      zrób coś konkretnego i mądrego.
      • rikitikitak1 Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 12:11
        a moze wy panstwo przyjmiecie te kotki do siebie??? bardzo chetnie je wam oddam
        a nawet kupie jedzenie dla nich! nie mam nic do kotow bo lubie zwierzatka mam
        pretensje do ludzi bo to oni nie dbaja o nie! w moim bloku mieszkaja osoby
        ktore maja koty ale to nie oni dokarmiaja te z piwnicy! przychodzi pan z pania
        z innego bloku! potrafia wybic szybe w piwnicy aby cos tam rzucic do jedzenia!
        czy to ok ze niszcza czyjas wlasnosc? sprzatac po tych kotach nie chca a domki
        sa nawet dwa lecz nie wszystkie koty chca tam mieszkac! szczurow i myszy tez
        jest pelno bo koty sa najedzone na maxa i polowac im sie nie chce! nasrane jest
        na calej podlodze w piwnicy i to napewno nie pachnie! prosze o rade co zrobic a
        nie o krytyke mojej osoby bo cos mi nie odpowiada! kastrowac 30 40 kotow ? a
        jak je wylapac skoro zwiewaja jak tylko ktos drzwi otwiera do piwnicy?




















        • cleo_1 Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 21:42
          a moze wy panstwo przyjmiecie te kotki do siebie??? bardzo chetnie je wam oddam

          wiekszosc osob, ktorzy kochaja zwierzeta, zajmuje sie niemi - takze tymi, ktore
          nie mieszkaja w ich domach. Trudno byloby,zebykazdy kociarz przygarnial
          kilkanascie zwierzakow. Trzeba raczej szukac innego rozwiazania. No a poza tym,
          nikt nie zagwarantuje, ze jak sie pozbedziecie obecnych, nie przyjda nastepne.

          > a nawet kupie jedzenie dla nich! nie mam nic do kotow bo lubie zwierzatka mam

          sluchaj, znam takich ludzi, ktorzy tez"lubia" zwierzatka - tyle ze tylko swoje,
          zdrowe, czyste, rasowe, rozpieszczone i zadbane. Nie mam oczywiscie nic
          przeciwko takim zwierzakom, moje tez wlasnie takie sa, ale nie trawie
          wyepowiedzi "kocham zwierzaki, ale nie te, bo te smierdza i nie sa moje". Jak
          mowisz, ze kochasz zwierzeta, to powinno znaczyc ze kochasz wszystkie. Chyba ze
          tak nie jest, wtedy napisz,JAKIE zwierzeta kochasz.

          > pretensje do ludzi bo to oni nie dbaja o nie!

          A Ty o nie dbasz????

          w moim bloku mieszkaja osoby
          > ktore maja koty ale to nie oni dokarmiaja te z piwnicy! przychodzi pan z
          pania
          > z innego bloku!

          nie rozumiem ,co to za roznica? Skoro im sie chce lazic po sasiednich blokach,
          narazac sie na komentarze, ktorych pewnie im nie szczedzicie, znaczy, ze robia
          to z serca dla zwierzat, a nie z jakiegos interesu czy zeby Wam dokuczyc.

          z reszta agrumentow nie bede dyskutowac, bo szkoda slow.
          Naprawde, postarajcie sie wykasrtowac kocury, dowiedz sie, kiedy w Twoim
          miescie sa darmowe lub ulgowe kastracje (co jakis czas takie akcje sa
          przeprowadzane), nawet jak tylko niektorzy sie zloza, Wam nie ubedzie, a
          zrobicie bardzo dobry uczynek.
          pozdrawiam
    • pepsi23 Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 12:25
      Myślę, że taka ilośc kotów w jednej piwnicy to lekka przasada?
      Jeżeli tak jest to jest to napewno problem. Znam jeden blok gdzie jest podobna
      sytuacja, smród jest okropny, ale i mieszkańcom nic nie brakuje-zbieranina
      różnego elementu, jak na razie to sami wybijają szyby, podpalają własny
      blok,piwnica to jeden wielki domek, modlimy sie tylko, zeby nie złapali
      jakiegoś kota, ale jak na razie koty górą.
      Może trzeba je poprostu odłowić, młode kocięta oddawać znajomym w miarę
      wcześnie (wiekszosc choruje na katar koci i ślepnie), o resztę dbać i sprzatac
      piwnice. Ograniczyc rozrodczość przede wszystkim. i nie psioczyc tylko starać
      się znależć jakieś rozwiązanie. Jezeli nie bedziecie ograniczac rozrodczosci to
      i tak bedzie kolo zamkniete. Na jakiś czas bedzie spokój potem problem sie
      pojawi znowu. Lekarstwem jest sterylizacja i domy dla tych kotów.
      • wiesia.and.company Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 14:59
        Sądzę, że o taką ilość kotów (30 - 40 kotów) to w piwnicy jednego bloku raczej
        trudno. Koty dobrowolnie nie żyją aż w tak licznych stadach (zmuszone są do
        tego w schroniskach, ale nie na wolności). Trudno mi uwierzyć w tę ilość, chyba
        że mieszkasz w gdańskim mrówkowcu. Ale myślę, że najlepszy sposób to byłoby
        jednak namówić osoby (właścicieli kotów)z Twojego bloku, aby porozmawiały z
        podrzucającymi jedzenie przybyszami. Miłośnicy kotów się dogadają między sobą.
        A to podrzucanie może być właśnie spowodowane wrogością lokatorów. Ktoś jednak
        zadbał o kocie mieszkanka, więc są i tacy, którzy się losem kotów zajmują.
        Pogadaj z tymi kompetentnymi, niech pogadają z mniej odpowiedzialnymi.
        • rikitikitak1 Re: koty w piwnicy pomocy 10.05.05, 23:56
          prosze bardzo o kontakt na poczte gazety a podam adres i samemu mozna sie
          przekonac ! wiadomo ze koty szybko sie mnoza! nikt nie dba o to aby je
          wylapywac i chronic jest ich fuuuuuuuullllllll az gesto! chcecie sie zamienic
          na mieszkania ? chetnie !
          • wiesia.and.company Re: koty w piwnicy pomocy 11.05.05, 08:33
            Słuchaj, podaj adres swojego bloku - nie podawaj oczywiście namiarów na siebie.
            Zawiadomimy odpowiednich ludzi ze Stowarzszeń i zrobimy wizję. Jesteś z
            Warszawy? Mniejsza o to, Stowarzyszenia są w dużych miastach, a z tego, co
            piszesz o bloku, wnioskuję, że to spore miasto, skoro piwnica jest tak duża i
            mieści 30-40 kotów.
            Podaj adres bloku!
            • rikitikitak1 Re: koty w piwnicy pomocy 11.05.05, 08:48
              Warszawa ul Ogrodowa 5
              • wiesia.and.company Re: koty w piwnicy pomocy 11.05.05, 09:18
                OK, dzięki. Pojedziemy, zobaczymy.
              • m.pw Re: koty w piwnicy pomocy 11.05.05, 15:18
                O ile pamiec mnie nie myli to tam dzialaja spoleczni karmiciele, których rola
                to nie tylko podawanie jedzonka i sprzatanie ale tez dbanie o to zeby koty nie
                mnozyly sie jak króliki.
                Nie wiem ja jest w tym roku, ale w ubieglych latach miasto przeciez dawalo
                organizacjom zwierzatkowym kase na sterylizacyjne i jesli osoby karmiace nie
                potrafia zlowic kotów, zeby zawiezc do lecznicy na zabieg, to powinny zglosic
                taka potrzebe do Canisu, do Towarzystwa Opieki nad Zwierzetami lub in. Tam sa
                wolontariusze zaopatrzeni w odpowiedni sprzet. Moga tez ten problem zglosic do
                ww org. sami lokatorzy lub ADM
                • wiesia.and.company Re: koty w piwnicy pomocy 11.05.05, 15:36
                  Dobrze, że moja poprzedniczka forumowiczka to napisała. Administracja powinna
                  napisać pismo do Fundacji np. Canis lub TOZ z prośbą o sterylizację kotów wolno
                  żyjących. Canis posiada odpowiednie klatki pułapki i ma możliwość dokonywania
                  sterylizacji, ale nie licz na to, że wszystkie koty od razu. Po sterylizacji
                  kot powinien przebywać min. 10 dni pod obserwacją i także po to, aby nie wdało
                  się zakażenie.
                  A swoją drogą podaj adres administracji. Spróbuj też opisać na spokojnie, jak
                  wygląda sytuacja. Czy koty są w tej piwnicy zamknięte? Czy mogą swobodnie
                  wychodzić? Podaj jak najwięcej informacji.
    • rikitikitak1 Re: koty w piwnicy pomocy 11.05.05, 17:16
      serdeczne dzieki za poswiecony czas i chec pomocy! sprawa jest nie ciekawa ze
      wzgledu na spora ilosc tych kotow! maja one wyjscie przez okna z piwnicy ! sa
      dokarmiane systematycznie lecz nikt po nich nie sprzata pelno jest opakowan po
      jedzeniu odchodow i az mokre plamy na podlodze od moczu zapach wiadomo
      straszny! osoby dokarmiajace same zadaja tym kotom krzywde bo wybijaja szyby w
      okienkach piwnicznych! a zima? w piwnicy czesto mozna znalesc zdechle male
      kotki ! sa tez pchly! zeczy w piwnicach czesto zniszczone przez koty! to
      naprawde udreka administracja ma wszystko gdzies olewa lokatorow i tylko czynsz
      umie podnosic wielokrotne prosby nic nie daly mozna w tej sprawie porozmawiac
      zosobami z zarzadu p.Juliusz p. Jola ale sam nie wiem co oni moga zrobic z ta
      administracja
      • aamms Re: koty w piwnicy pomocy 11.05.05, 18:34
        A ja mam jedno pytanie.. Najłatwiej jest krzyczeć, żeby ktoś zrobił porządek.
        Skoro tam mieszkasz i nie akceptujesz tej sytuacji, to dlaczego nie włączysz
        się do pomocy kotom?

        Możesz zadbać razem z osobami karmiącymi koty o kuwety dla nich i sprzątanie.
        Może w porozumieniu z administracją (i zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt)
        uda się wygospodarować jedno pomieszczenie piwniczne, gdzie możnaby te koty
        dokarmiać, ustawić im kuwety, zapewnić możliwość wychodzenia.
        Naprawdę zawiadomienie Canisu nie wystarczy.

        Z Canisem można rozmawiać o kastracji kotów, oni mogą podać informację, gdzie i
        czy w ogóle można zdobyć darmowe albo zniżkowe kupony na kastrację piwnicznych
        kotów.

        Reszta jest w rękach osób dokarmiających koty, ale im więcej takich osób się
        znajdzie, tym szybciej ucywilizuje się kocią sytuację w piwnicy i opieka nad
        kotami będzie łatwiejsza.
        A gwarantuję Ci, że jeśli koty mogą korzystać z czystych pomieszczeń i używać
        kuwety to zawsze to robią. Koty nie są brudnymi zwierzętami. A kastracja
        zapobiegnie nie tylko kocim zapachom, ale co najważniejsze, rozmnażaniu się
        kotów.
        Zamiast narzekać po prostu zainteresuj się jak można włączyć się do pomocy. I
        pomóż.. Zobaczysz jak szybko w bloku przestanie pachnieć kotami, będzie czysto
        w piwnicach, a zadbane, bezpieczne i najedzone koty odwdzięczą się mieszkańcom
        tym, że nie dopuszczą do rozmnożenia się myszy i szczurów.

        Powodzenia!
        • wiesia.and.company Re: Do rikitikitak-napisz do mnie na mój adres 12.05.05, 13:00
          Chciałabym jutro po pracy pojechać pod wskazany przez Ciebie adres. Będę
          ok.15.00. Napisz do mnie na moją pocztę - oczywiście:
          wiesia.and.company.gazeta.pl
          Pozdr. Ale nie licz od razu na cud. Na razie pierwszy krok.
          • wiesia.and.company Re: Do rikitikitak-napisz do mnie na mój adres 12.05.05, 13:25
            A tu masz fachowe porady jak ułatwić ludziom i kotom wspólną egzystencję
            - wejdź proszę na tę stronę: www.canis.org.pl/porady/wolnozyjace.htm
            Gdyby wszyscy chcieli być odpowiedzialni. Wiele błędów wynika z niewiedzy.
            Opiekunowie kotów wolno żyjących często nie wiedzą, jak się do tego zabrać,
            czasem trzeba podpowiedzieć, że na wszystko są sposoby.
            Na razie.
      • gonia722 Re: koty w piwnicy pomocy 16.05.05, 21:12
        rikitikitak1 napisał:

        > serdeczne dzieki za poswiecony czas i chec pomocy! sprawa jest nie ciekawa ze
        > wzgledu na spora ilosc tych kotow! maja one wyjscie przez okna z piwnicy ! sa
        > dokarmiane systematycznie lecz nikt po nich nie sprzata pelno jest opakowan
        po
        > jedzeniu odchodow i az mokre plamy na podlodze od moczu zapach wiadomo
        > straszny! osoby dokarmiajace same zadaja tym kotom krzywde bo wybijaja szyby
        w
        > okienkach piwnicznych! a zima? w piwnicy czesto mozna znalesc zdechle male
        > kotki ! sa tez pchly! zeczy w piwnicach czesto zniszczone przez koty! to
        > naprawde udreka administracja ma wszystko gdzies olewa lokatorow i tylko
        czynsz
        >
        > umie podnosic wielokrotne prosby nic nie daly mozna w tej sprawie porozmawiac
        > zosobami z zarzadu p.Juliusz p. Jola ale sam nie wiem co oni moga zrobic z ta
        > administracja


        najedzony kot poluje choćby dla przyjemności
        nienajedzony nie robi tego , często jest tak wycieńczony, że po prostu umiera
        albo jak wolisz i pewnie napisze zdycha
        nie wystarczy "lubić zwięrzątka" ale trzeba jeszcze coś robić aby to lubienie
        udowodnić
        koty są zwierzętami czystymi i nie srają i nie sikają tam gdzie siedzą!!! chyba
        że muszą - a muszą wtedy gdy jakieś barany zamkną im okienka piwniczne i nie
        będą mogły wyjść na zewnątrz zeby się załatwić
        koty uciekają na widok człowieka - i dobrze! przynajmniej nikt im krzywdy nie
        zrobić
        ale to nie znaczy, że nie można ich wyłapać pojedyńczo i wysterylizować,
        wykastrować
        a co do rzeczy w piwnicy - to co tam trzymasz? antyki??? a może skórzane
        obicia??? prawda jest taka, że cokolwiek bym tam nie było to koty mają to w
        swoich kocich zadach i jeżeli coś masz zniszczone to napewno nie przez nie
        co do maluchów - to niestety mogą wielu rzeczy nie przeżyć i należy sprzątnąć
        ich ciałka, co robią albo same kocice, albo powinni to zrobić karmiciele
        poza tym kot jest też takim zwierzęciem, że nie je na zapas albo ponad normę w
        przeciwienstwie do ludzi
    • jul-kot Re: koty w piwnicy pomocy 12.05.05, 14:41
      Witam!
      Chcę dodać coś od siebie. Żeby wszystko było jasne: nie jestem wspomnianym
      Juliuszem z zarządu, nie jednemu psu Burek. Rikitiki pisze i powtarza to
      kilkakrotnie: są wybijane przez karmicieli okienka w piwnicy. Pytam po co,
      jeśli są otwarte? A może jednak nie są otwarte? Może lokatorzy w ten sposób
      chcą poradzić sobie z kotkami, zamknąć piwnicę na głucho i skazać je za to, że
      tam są na śmierć z głodu i pragnienia?
      Przypominam, że zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt jest to przestępstwo.
      Powinni o tym pamiętać wszyscy, którzy chcą pozbyć się podobnego problemu w
      sposób gwałtowny. Zwierząt wolno bytujących nie wolno zabijać. Piwnicę można
      zamknąć, jeśli nie ma w niej zwierząt.
      Czytamy, że ta piwnica śmierdzi i walają się w niej kupy śmieci i odchodów. Czy
      to oznacza, że całymi miesiącami a może latami nikt w niej nie sporząta? Nic
      dziwnego, że w takim brudzie rozmnażają się pchły. Pchły rozmnażają się nie na
      zwierzętach, tylko na podłożu.
      Obowiązek sprzątania w piwnicach jako pomieszczeniach wspólnych takich samych
      jak klatki schodowe i korytarze mają dozorcy domów. Może również ta sprawa
      wymaga poruszenia w skargach lokatorów?

      Co to za cenne przedmioty (niszczone przez koty) trzymają lokatorzy w takim
      CHLEWIE ? Zapewniam, że zniszczenia spowodowane przez szczury byłyby znacznie
      większe i bardziej dotkliwe. Szczury gryzą przewody elektryczne, drewno,
      tkaniny, plastik i gumę, wszystko brudzą odchodami i roznoszą groźne dla
      człowieka choroby. I jak już była o tym mowa, polują na szczury tylko silne i
      najedzone koty, nakazuje im to instynkt również w celu obrony potomstwa, bo dla
      małych kociąt szczury są śmiertelnym niebezpieczeństwem. Są niebezpieczne
      również dla słabych i głodnych kotów dorosłych, zwłaszcza w grupie. Kot głodny
      na szczury nie poluje, bo się ich boi.

      Obecność pewnej ilości kotów w piwnicach jest korzystna. Oczywiście nie można
      dopuszczać do ich niekontrolowanego rozmnażenia się, humanitarnym sposobem na
      to są sterylizacje, które wymyślono już dawno. Organizacje opieki nad
      zwierzętami mogą ułatwić sterylizacje, ale nie zabiorą tych kotów ze wszystkich
      piwnic. Po pierwsze dlatego, że nie mają co zrobić z tysiącami kotów, po drugie
      dlatego, że takie jest stanowisko instytucji powołanych do ochrony środowiska
      (przynajmniej w Warszawie): koty wolno bytujące są pożyteczne i niezbędne w
      walce z gryzoniami i powinny zostać tam, gdzie są. Nie będzie obozów
      koncentracyjnych dla kotów.
      W Warszawie już od zimy udzielana jest pomoc karmicielom kotów w postaci karmy.
      O ile się nie mylę w każdej dzielnicy jest już wytypowana w drodze przetargu
      lecznica weterynaryjna sterylizująca koty bezdomne na koszt miasta, na wniosek
      karmicieli (a jeśli jeszcze nie jest, to będzie w najbliższej przyszłości ).
      Koty po sterylizacji powinny być przetrzymywane kilkanaście dni, a potem
      wypuszczane do swojego środowiska.

      Sprawa utrzymania czystości. Po kotach łatwiej sprzątać niż po psach, bo koty
      zagrzebują swoje odchody, a w piwnicach zwykle nie brudzą, o ile mają możliwość
      wyjścia na zewnątrz. Zresztą co za problem postawić w piwnicy skrzynkę z
      piaskiem i raz na jakiś czas wygarnąć nieczystości. Tylko problem, kto to ma
      robić ...
      Proponuję dyżury największych czyściochów.
      W mojej piwnicy robię to ja. Trzymam zawsze uchylone okienko, w zimie
      korzystają z tego koty bezdomne i koty sąsiadów z parteru wyrzucane na noc z
      mieszkań. Mają gdzie się ogrzać i wysuszyć przemoczone futerka. W lecie zwykle
      ich nie ma, wolą być na dworze. Nie mnożą się, nie ma maluchów, bo ja koty
      sterylizuję. Na własny koszt.
      Pozdrawiam, Juliusz.

      • jul-kot p.s. do m.pw ... 12.05.05, 14:45
        m.pw napisała:
        > W ubieglych latach wiele dla rozwiazania kocich problemów w
        Warszawie robila Fundacja sw. Franciszka. Niestety w tym roku Rada Wawy
        postanowila ze kase dostana tylko te stowarzyszenia które maja siedziby na
        terenia Wawy i nikogo nie obchodzi ze 90% kotów, którymi sie ta fundacja
        zajmuje pochodzi z Warszawy, wiec ten kontakt napewno odpada.<

        do m.pw:
        Droga Pani Mario!
        Zna Pani doskonale sytuację Azylu Fundacji Św. Franciszka i nawet czasem nazywa
        się Pani jego wolontariuszką ... Pomimo to już któryś raz z rzędu Pani
        wypowiedzi na temat Fundacji wyglądają dziwnie. Sugerują, że albo jest Pani
        kompletnie niezorientowana w sytuacji, albo celowo chce Pani wywoływać
        zamieszanie, przy czym ani jedno, ani drugie nie świadczy dobrze o Pani
        życzliwości dla Fundacji Pani Ireny.

        Fundacja Św. Franciszka nie tylko w ubiegłych latach rozwiązywała kocie
        problemy w Warszawie i okolicach, wyręczając inne, do tego powołane
        organizacje. Rozwiązuje je nadal, codziennie, stale ratuje zwierzęta zagrożone
        w swoim środowisku. W roku bieżącym przyjęła na prośbę Canisu osiemnaście
        wynędzniałych kotów po tragedii w Węgrowie, wymagających leczenia i
        sterylizacji. Ratowała przed wytruciem koty z opuszczonego budynku przy ulicy
        Foksal. Z ponad trzydziestu kotów udało się uratować tylko kilka, koty te po
        leczeniu i sterylizacji wróciły do środowiska. Podobnie przy ulicy
        Bartoszewicza, gdzie koty od dłuższego czasu były w bestialski sposób mordowane.
        Ostatnio przekazano jej z TOZu dwanaście kociąt wraz ze zleceniem zajęcia się
        WSZYSTKIMI kotami zagrożonymi przy rozbiórce starych pawilonów na targowisku
        przy Hali Mirowskiej. Koty te były przywalane gruzem, wiele z nich zginęło w
        pierwszym etapie robót. Pani Irena złapała ich kilkanaście na początku maja.
        Szkoda, że TOZ nie przekazało również funduszy na ich leczenie i sterylizację,
        przynajmniej ciężarnych kotek.
        Obecnie Fundacja odchowuje ponad 40 kociąt, których stale przybywa. Kotki te są
        oswajane u wolontariuszy i kierowane do adopcji.

        Droga Pani Mario, Pani doskonale wie (od Pani Ireny), że Fundacja została już
        wcześniej zawiadomiona o problemie kotów przy ulicy Ogrodowej. Niestety sprawa
        ta musi czekać w kolejce, bo ludzi do roboty w Fundacji jest mało, a pracy
        dużo. Pani Irena zawsze reaguje na prośby o pomoc, więc będzie tak i tym razem
        i z pownością będzie to pomoc profesjonalna. Fudacja nie może jednak wyręczać
        zainteresowanych w utrzymaniu porządku i czystości w ich własnych piwnicach.
        Ten kontakt na pewno nie odpadnie.

        Zapraszam na strony Azylu: 101kotow.koty.pl

        Pozdrawiam, Juliusz.
        • gaja_07 Re: p.s. do m.pw ... 14.05.05, 22:00

          Fundacja św. Franciszka, 05-520 Konstancin - Jeziorna
          ZWRACAMY SIĘ Z UPRZEJMĄ PROŚBĄ DO OFIARODAWCÓW O KAŻDĄ ILOŚĆ SUCHEJ KARMY,
          GDYŻ BRAKUJE NAM FUNDUSZY NA JEJ ZAKUP

          Powyzsza informacja jest podana wielkimi literami stronie internetowej kociego
          azylu
          101kotow.koty.pl
          do obejrzenia której zaprosil p. Juliusz. Wyzej podana prosba świadczy o tym,
          ze Fundacja ma jednak poważne klopoty i dostarczenie do azylu nastepnej
          gromadki kotów byloby dodatkowym balastem, o ile 300 ponad kotów na karku Pani
          Ireny to NIC w porównaniu z kłopotami Rikititaki i jego śmierdzącą piwnicą.
          Nie wątpię że Azyl zajmie się tą gromadką, jednak do Pana Julisza skieruję
          pytanie:
          - Czy najważniejsze jest szukanie kotów w kłopotach, czy jednak adopcje kotów,
          które marzą o ciepłym domu i pieszczocie ludzkiej ręki????

          • jul-kot Re: ............................ 15.05.05, 12:36
            Witam!
            Bardzo słuszna uwaga. Azyl ma kłopoty i prosi o pomoc. Nie zbiera jednak kotów
            dla przyjemności, trafiają tutaj w dramatycznych okolicznościach, trute,
            mordowane, zamykane na głucho w piwnicach, przywalane gruzem przy pracach
            rozbiórkowych, te, którym udało się przeżyć. Taki los gotują im ludzie, którzy
            przecież kochają SWOJE zwierzęta.
            Radziłbym uważniej czytać moje teksty. Nigdzie nie napisałem, że pomoc dla
            bezradnych lokatorów z ulicy Ogrodowej będzie polegała na zabraniu wszystkich
            kotów z ich zapaskudzonej piwnicy. Pisałem natomiast, że organizacje opieki nad
            zwięrzętami mogą ułatwić sterylizacje, a ostatnie decyzje władz Warszawy
            umożliwiają nawet sterylizacje zwierząt bezdomnych ZA DARMO w wytypowanych
            lecznicach, którym płaci za to miasto.

            Wracam do sytuacji Azylu Fundacji Św. Franciszka. Mieści się w Konstancinie, a
            nie w Warszawie, ale przyjmuje interwencje z całej Warszawy i okolic. Dlaczego
            Azyl, a nie np. TOZ, albo schronisko na Paluchu? Dlaczego TOZ przysyła do Azylu
            kocięta pozbierane przez kogoś w ruinach rozwalanego bazaru? Odpowiedź jest
            prosta, bo tam mają szansę PRZEŻYCIA. Dlaczego prosi o WYŁAPANIE pozostałych
            tam kotów dorosłych? Też wiem, dlaczego. Bo grozi im śmierć pod gruzami, po
            połamaniu kości kończyn, żeber, kręgosłupa, jak to miało miejsce przy
            poprzednim etapie robót. Bo NIKT INNY poza Panią Ireną nie poświęci całego
            długiego weekendu na początku maja na czołganie się pod budami i wyłapywanie
            przerażonych zwierząt wciśniętych pod podłogi.
            Cały czas trwały tam prace rozbiórkowe, a za parę dni miał przyjechać ciężki
            sprzęt i DOKOŃCZYĆ. Później miały być robione wykopy pod budowę.
            To wiem. Nie wiem za to czegoś innego. Dlaczego Azyl nie dostał pieniędzy na tę
            akcję? Na sterylizację ciężarnych kotek, których było sporo. Na kursy
            Konstancin Warszawa i na utrzymanie tych zwierząt.
            Dlaczego Miasto nie utrzymuje Azylu lub przynajmniej nie ponosi części tych
            kosztów, jeśli prawie wszystkie zwierzęta, które MUSIAŁY się tam znaleźć
            pochodzą z Warszawy?
            Formalnie wszystko jest w porządku. Jest przecież schronisko miejskie, na
            którego utrzymanie i rozbudowę przeznacza się spore fundusze.

            Potrzebne są adopcje. Też bardzo słuszna uwaga. Ale wystarczy zajrzeć na strony
            Azylu, żeby przekonać się, że adopcje są. Są zdjęcia, opisy zwierząt,
            informacje o pomocy. Pisałem tutaj o odchowywaniu i kierowaniu do adopcji
            kociąt. Są też do adopcji dorosłe koty , miłe, łagodne, które w przykrych
            okolicznościach utraciły dom lub nigdy go nie miały a oswoiły się do tego
            stopnia, że do adopcji również się nadają. Dorosłe szczególnie polecam, bo
            cieszą się mniejszym powodzeniem niż kocięta, a jest z nimi mniej kłopotu. Może
            ktoś z miłych czytelników, miłośników zwierząt weźmie parę? Ja już nie mogę,
            mam w domu kilkanaście, uratowanych z ulic i piwnic, umierających z głodu i
            chorób.

            Zapraszam na strony Azylu: 101kotow.koty.pl

            Droga Gaju!
            Jakiej odpowiedzi oczekujesz na swoje niewątpliwie mądre i rzeczowe pytanie? O
            godzinie trzeciej w nocy? Nie mogłem wcześniej zająć się Twoim problemem, bo
            usiłowałem złapać ciężarną kotkę do sterylizacji. Nie złapałem, bo zgłoszono
            nam zbyt późno, już chyba urodziła. Nie mogłem jej złapać, bo jej kocięta
            umarłyby z głodu. Za jakiś czas będę musiał złapać ją z kociętami i Azyl będzie
            miał nowe maluchy do adopcji, żeby nie poniewierały się po czyjejś brudnej
            piwnicy i nie były narażone na co najmniej kilka rodzajów męczeńskiej śmierci.
            Chyba masz rację, najważniejsze są adopcje, ciepły dom i pieszczota ludzkiej
            ręki.

            Ale wiesz, przemyślę to jeszcze i wyślę Ci odpowiedź jutro, a właściwie
            dzisiaj, za kilka godzin. Bo niepokoi mnie jedno: po to, żebyś Ty mogła kota
            adoptować, dać mu swój ciepły dom i swoją pieszczotę, ja muszę go najpierw
            uratować od śmierci ...

            Pozdrawiam, Juliusz.
            • gaja_07 Re: ............................ 16.05.05, 10:51
              Panie Juliuszu!
              Dlaczego tak trudno jest dostac kota z tego Azylu i dlaczego w Azylu jest ich
              tak dużo? Kiedy zadzwoniła moja znajoma do Pani Ireny, badanie warunków
              mieszkaniowych trwało dobre pół godziny, a w momencie kiedy sią okazało że ma
              dwójkę dzieci, zdaniem Azylu w nie odpowiednim wieku, doatała odmowną
              odpowiedź.
              I to nie chodzi o to że nie można założyc siatek w oknach - to najmiejszy
              problem. Problemem jest to że jak się mieszka w domku to koty z domków
              uciekają. No a dzieci zdaniem Azylu znęcają się nad kotami a nie ucza się
              opieki i dbania o zwierzę.
              Prezciez kot to dumna swobodna zwierzyna, jak takie biedaki musza cierpiec w
              zamknieciu i w dodatku kot na kocie, jak niszczy sie ich psychika? Za pare lat
              przy takim podejsciu do sprawy bedzie kotów pewnie 1000.

              Przeciez te dzikie koty powinno sie po sterylkach wypuszczac do miasta np. w
              rejony gdzie dzialaja karmiciele. Ktoś tu pisał o szczurach, które sa gorszą
              plagą blokowisk niż koty, ostatnio widziałam szczury wielkości kota w
              Piasecznie.

              pozdrawiam
              Gaja

              p.s Jako kociara od lat mam swojego kotka, który dobiega sędziwego wieku 15
              latek :)

              • jul-kot Re: czy my się znamy? 16.05.05, 17:02
                Droga Pani Gaju!
                Dopiero drugi raz pojawia się Pani na tym forum, a ja mam jakieś takie
                wrażenie, że Panią znam ... A może zmieniła Pani nicka? Myślę, że zna Pani
                odpowiedzi na swoje pytania, ale może jeszcze kogoś to zainteresuje, więc
                proszę bardzo:
                Generalnie zgadzam się z Pani poglądami w tym poście.
                Koty dzikie powinno się wypuszczać do środowiska, w Azylu powinny pozostawać
                koty domowe, które mają widoki na adopcję. Takie jest zdanie władz Miasta
                Warszawy i moje również. Jednak z pewnymi ograniczeniami. Jeśli zagrożenie w
                miejscu, skąd były zabrane nadal istnieje to dokąd? Innej karmicielce, która
                utrzymuje swoją dotychczasową gromadkę ze skromnej emerytury i sama nie dojada?
                Nie wiem, czy się z tego ucieszy. A poza tym, koty ze swojej grupy przepędzają
                intruzów....
                Ja łapię ze swojego terenu bezdomne kotki, sterylizuję i jeśli są dzikie,
                wypuszczam. Ale one wracają do siebie, znają teren i inne koty, nadal je karmię
                i leczę w razie potrzeby.
                Niemniej jednak sprawa ta ma swoje rozwiązanie. Miasto dofinansowuje obecnie
                karmicieli. Można próbować dodawać im trochę kotów, za ich wiedzą i zgodą,
                powiększając zakres pomocy.

                Co do adopcji, ja uważam, że każdy w miarę dobry dom jest lepszy niż nawet
                najlepsze schronisko. Nie należy zbyt wysoko podnosić poprzeczki przy
                adopcjach. Są jednak pewne warunki. Nie powinno się np. oddawać małych kociąt
                ludziom, których cały dzień nie ma w domu. Taki maluch powinien być karmiony
                świeżym jedzeniem kilka razy dziennie. Nie wystarczy nasypać mu kupkę suszu i
                dać trochę wody na cały dzień. Nie powinno się oddawać kotów ludziom, którzy
                deklarują ich wypuszczanie, jeśli ich kilka poprzednich kotów zagubiło się lub
                zginęło śmiercią tragiczną, bo oznacza to, że im na zwierzęciu nie zależy i nie
                jest dopilnowane albo po prostu okolica jest niebezpieczna. Kotów może nie
                agresywnych, ale nazwijmy to niezależnych nie powinno się oddawać do rodzin z
                małymi dziećmi, bo kot podrapie dziecko i może wylądować na ulicy. Nie powinno
                się w zasadzie oddawać kotów do osób z alergią.
                Rozmowa przed adopcją jest konieczna, odpowiednio do warunków można odradzić
                lub doradzić wzięcie konkretnego kota. Osoba adoptująca podpisuje umowę
                adopcyjną i zgadza się tym samym na warunki adopcji, między innymi na
                ewentualną kontrolę. Obie strony mają prawo odstąpić od umowy.

                Nie wiem, czym Pani znajoma naraziła się Pani Irenie. Może była po prostu
                zmęczona? A może był inny powód? Coś mi tu nie gra, nie wierzę, żeby Pani Irena
                miała czas na półgodzinną rozmowę ...
                My oddawaliśmy nasze prywatne przygarnięte koty i do osób z dziećmi, i na koty
                wychodzące, chociaż nie jestem zwolennikiem swobodnego wypuszczania. Z
                większością ich nowych właścicieli mamy stałe kontakty i służymy im pomocą w
                razie potrzeby.

                W Azylu przybywa kotów potrzebujących pomocy. Ostatnio Pani Irena dostała z
                TOZu nowy prezent: kolejny transport szesnastu kociąt. Łapane są i
                sterylizowane kotki w ciąży, staramy się, żeby nie zostawały w Azylu na zawsze,
                rozmawiamy z karmicielami i administracjami budynków. Adopcje są również
                konieczne, rozbudowuje się strony internetowe, jest dużo aktualnych zdjęć.
                Pomoc społeczeństwa jest potrzebna i oczekiwana, bo Azyl i Fundacja działa w
                interesie społecznym, ostatnio został jej przyznany status Organizacji Pożytku
                Publicznego.
                Zresztą Pani zapewne to wszystko wie ...
                Pozdrawiam, Juliusz.
        • wawa.media Re: p.s. do m.pw ... 16.05.05, 18:20
          Jak to pieknie ze jest na swiecie taki p Juliusz, ktory ma MISJE! Po to zeby
          ktos mogl adoptowac on musi uratowac od smierci. lecz to brzmi!
          Tylko ze to polowiczna prawda, bo jak juz raz uratowany kot do Azylu trafi, to
          na pewno nie zostanie adoptowany. Tam zaby dostac kota trzeba miec trzy
          fakultety i dom wyposazony jak schron na wojne nuklearna. A i to moze sie
          okazac niewystarczajace, bo nikt po prostu nie jest godzien dostac stamtad
          kota, co zostalo potwierdzone przez kilka znanych mi osob. Chcialy ulzyc doli
          kotkow w schronisku, ale zostaly stamtad odeslane z kwitkiem, mimo ze kochaja
          zwierzeta, maja lub mialy w swoim zyciu koty i moglyby im zapewnic prawdziwy
          dom, po prostu nie ma nic, co czyniloby je nieodpowiednimi adoptantami kotow.
          Pewnie jednak wg tej fundacji kotom najlepiej w azylu (czytaj w ich azylu), bo
          jest taki swietny. Szkoda tylko ze brak w nim rzeczy podstawowej - jedzenia.
          (info ze strony azylu). O milosci dla kilkuset kotow na kupie nie wspomne.
          I po co te retoryczne pytania "czemu azyl nie dostaje pieniedzy z Warszawy" -
          chyba jasne, skoro (jak napisal inny uzytkownik forum) nie jest z Warszawy!
          Jesli chce brac warszawskie koty to niech sie martwi za co je utrzyma. Czy to
          w Konstancinie jest juz za malo bezdomnych, narazonych na straszna smierc z rak
          okrutnych ludzi? Trudno zeby urzad miasta W-wa byl zorientowany ze tam jest
          gdzies w innej gminie jakas pani Irena, ktora jest jedyna na swiecie i nikt
          inny lepiej bezdomnym kotom nie pomoze. To logiczne ze sa takie wlasnie zasady,
          dosc jest schronisk w Warszawie. A jak fundacja z Konstancina chce dotacje na
          koty z Warszawy, to proste: niech zarejestruje chocby filie w Warszawie. Oraz
          niech stanie do przetargu, bo wreszcie mamy i na to przetargi, nich udowodni
          dlaczego wlasnie ona powinna dostac dotacje.
          Przy okazji: to nieprawda, ze NIKT INNY poza owa p Irena ! Poza nia jest
          jeszcze wiele osob nikomu nie znanych, ktore nie maja zarejestrowanej fundacji
          i zadnego wsparcia finansowego, a mimo to ratuja, czolgaja sie i co wazne biora
          uratowane koty do wlasnych domow a nie do przepelnionego azylu. Gdzies u tej p
          Ireny powinien byc koniec maniackiego zbierania wszystkich kotow po calej
          Warszawie (jakby w jej wlasnej gminie bylo ich malo) a gdzies powinien byc
          poczatek jej odpowiedzialnosci za te zwierzeta, ktore juz uzbierala. Zeby nie
          musialy siedziec jeden na drugim bez szansy na znalezienie wlasnego domu (skoro
          kota stamtad adoptowac mozna tylko w teorii), a ich obiad zeby nie byl
          uzalezniony od tego czy ktos jeszcze odpowie na permanentny apel o karme.
          Zdjecia zamieszczone na stronie fundacji, choc bardzo ladne, przypominaja obraz
          z mrowiska. Koty sa bardzo terytorialne i na pewno nie czuja sie dobrze w takim
          scisku. Jasne, ze lepiej w scisku niz byc zamordowanym, ale gdzies jast
          granica, skoro wszystkich sie nie da uratowac, a nie da sie, trzeba pomyslec
          takze o minimum komfortu zyciowego dla tych ktore mialy szczescie (czy aby na
          pewno szczescie?) tam trafic. A klatki, o ktorych napisano ze sa wygodne i
          przestronne, na zdjeciach nie wygladaja na takie, wygladaja na bardzo male, za
          to jest ich takze mnostwo.

          Mam jeszcze inne spostrzezenia. Po co p Juliusz za kazdym postem zacheca do
          odwiedzenia strony 101 kotow, skoro niczego istotnego sie tam dowiedziec nie
          mozna. Jest to jeszcze jedno (poza postami p Juliusza) zbiorowisko piesni
          pochwalnych na temat p Ireny, ktorej glowna zasluga polega na tym, ze miala
          kaprys oddac swoj wlasny dom w uzytkowanie hordzie kotow. Nikt jej chyba do
          tego nie zmuszal wiec czemu ja za to podziwiac, kazdy robi we wlasnym domu co
          chce. Przejrzalam dokladnie zawartosc tej strony -takie bla bla, zadnych
          konkretow. Trudno oprzec sie wrazeniu, ze sporo informacji jest calkiem
          nieaktualnych, sprzed kilku lat. Nawet postanowienie sadu jest z 2000 roku, a
          musi byc nowsze skoro rejestrowali sie jako org. pozytku publicznego. Nie
          znalazlam nic o celach tej fundacji, ani o jej dokonaniach, nie wiadomo kto w
          niej dziala. Nie wiadomo jakie fundacja ma wplywy a jakie wydatki i na co
          konkretnie wydawane sa pieniadze. A powinno byc, poniewaz organizacje pozytku
          publicznego maja obowiazek upubliczniac zarowno swoje finanse jak i sklad
          zarzadu i rady nadzorczej. Z porozrzucanych w wielu watkach informacji daje sie
          natomiast wywnioskowac, ze chyba nie ma tam nikogo kto umialby sensownie
          zarzadzac zarowno takim przedsiebiorstwem (bo to przedsiebiorstwo) jaki i jego
          funduszami. Czemu np. szukaja sponsora kosztow ogrzewania - skoro miesiecznie
          kosztuje az 1000 zl, to nalezy poszukac sponsora nowego systemu/instalacji oraz
          ocieplenia budynkow aby wyeliminowac straty, a nie placic takie horrendalne
          rachunki. ROCZNE koszty ogrzewania przecietnego wolnostojacego domu wynosza ok
          2tys zl, nawet w bardzo duzym budynku nie powinny przekroczyc 3-3,5 tys. Od
          osob, ktore bez powodzenia probowaly adoptowac z azylu w Konstancinie kotka
          wiem, ze te zabudowania absolutnie nie przekraczaja przecietnych rozmiarow.
          Wniosek nasuwaja sie same. Ale przeciez latwiej powiedzec "dajcie na
          ogrzewanie", zawze sie znajdzie paru frajerow, ktorzy pozaluja kotki i dadza.
          Sama bym dala, ale chcialam sie dowiedziec czegos o instytucji, ktorej mialabym
          pomoc. No i jak tu dawac, skoro nie wiadomo czy w tej fundacji ktos potrafi
          myslec strategicznie i ekonomicznie? Czy potrafi dobrze wykorzystac ten
          otrzymany 1% podatku i kazde inne podarowane pieniadze? Byc moze tak, byc moze
          sa tam wspaniali ludzie, ktorzy potrafia doskonale zarzadzac pieniedzmi i
          fundacja, ale jak potencjalny darczynca ma sie o tym dowiedziec, skoro nigdzie
          o tych ludziach ani o ich zamiarach wzgledem postawienia cierpiacego na brak
          karmy i srodkow na oplacenie rachunkow schroniska na nogi ani slowa. Znalazlam
          w Internecie strony innych podobnych organizacji, sa tam informacje o ludziach,
          dzialaniach, planach, ile maja podopiecznych, ile przyjeli, ile oddali, oraz -
          co bardzo wazne - rozliczenia z wydawanych srodkow. Byc moze z fundacja Sw
          Franciszka jest cos nie tak, skoro tego nie robi. Nie wiadomo dokladnie ile
          jest tam zwierzat. Na stronie jest kilka sprzecznych informacji: wprost pisza
          ze kotow jest od "ponad 100" do "300", a z informacji ze "codziennie samej
          suchej karmy zuzywamy 10 kg" mozna wnioskowac ze przynajmniej 400 (karmy
          sredniej jakosci uzywa sie ok 100 gramow na doroslego kota). Nijak do tego ma
          sie informacja w innym miejscu, ze codziennie gotuja dwa gary kaszy i ryzu z
          najtanszym miesem i podrobami - dodatkowo do 10 kg suchego czy raz tak raz tak?
          . Ponadto p Juliusz pisze ze maja tam kilkadziesiat kocich niemowlat, ktore ani
          suchej karmy ani kaszy z najtanszym miesem przeciez nie jedza, czyli sadzac po
          ilosci wymienionej jako potrzebnej karmy, kotow jest tam jeszcze wiecej.
          Niewazne ile ich tam jest, ale dlaczego nie jest to wyraznie powiedziane,
          dlaczego to wszystko wyglada tak pokretnie.
          Chcialabym tez wiedziec ile w danym roku kotkow przybylo a ile oddano - cos co
          swiadczy o efektywnosci dzialan tej fundacji, nie tylko o zbieraniu kotow,
          jakby na wyscigi z innymi organizacjami? Te "wyscigi" przyszly mi do glowy po
          przeczytaniu postu p Juliusza ze fundacja Canis to, a TOZ tamto, wszyscy źli
          tylko fundacja Sw Franciszka jest the best.
          Co ta pozyteczna fundacja robi poza prowadzeniem schroniska (jakiedzialania
          prewencyjne, edukacyjne)? Kim jest tajemnicza p Irena, co robi w zyciu poza
          zajmowaniem sie kotami, z czego zyje? Skoro to wszystko w jej prywatnym domu
          (na stronie podkreslone jest ze azyl to prywatny dom p Ireny, ktory caly oddala
          kotom, tak tez wynika z opisu pomieszczen) to dlaczego nie ma na pokrycie
          rachunkow? Przeciez rachunki bylyby takie same lub tylko niewiele nizsze gdyby
          nie bylo tam kotow. A czy ma na jedzenie, czy moze przy okazji wspierania azylu
          trzeba zywic takze czlonkow fundacji? Kim sa po
          • g.i.jane Re: trudnosci z adopcja 16.05.05, 21:25
            Co do trudnosci z adopcja to chyba Wam sie Azyl z Canisem pomylił. Koleżanka
            kilka tygodni temu chciała wziąc kota z Canisu to rzeczywiście została w
            niezbyt miły sposób przesłuchana na okolicznośc siatek w oknach i dzieci.
            Prawie się zniechęciła. Namówiłam ją na Azyl w Konstancinie. Mimo, że nie
            ukrywała, że ma 4 letnie dziecko dostała kota od ręki i bez zbędnego śledztwa.
          • jul-kot Re: witam nową twarz na forum ... 17.05.05, 11:42
            Droga Pani Wawe Media!
            Szczerze podziwiam. Taka elokwencja ... Tylko po co ten atak? Czy ja Pani coś
            zrobiłem? Nawet Pani nie znam. A swoją drogą to ciekawe. Jest Pani już drugą
            osobą zaczynajacą od tego razu działalność na forum. Czyżby chciała się Pani
            ukryć za nowym nickiem, jak poprzednia osoba? Ale mniejsza z tym. Odpowiem
            pokrótce:

            Z tymi ograniczeniami przy adopcji w Azylu to po prostu nieprawda, już
            wcześniej o tym pisałem. Właśnie po to reklamuję strony Azylu, żeby adopcje
            były. W każdą sobotę (dzień adopcji) przyjeżdżają do Azylu całe rodziny z
            dziećmi i BIORĄ koty. Nie ma istotnych ograniczeń. Skąd Pani wzięła swoje
            informacje naprawdę nie wiem.

            Z Pani wypowiedzi wywnioskowałem, że Pani jest gotowa zastapić mnie i Azyl w
            jego „misji”, albo chociaż kierować prośby o interwencje w bardziej godne i
            odpowiedzialne ręce. Proszę bardzo! Proszę tylko o potwierdzenie tej gotowości,
            a ja wyślę Drogiej Pani mailem obszerny spis miejsc w Warszawie potrzebujących
            pomocy. Już jedno jest: zasrana piwnica przy ulicy Ogrodowej. Proszę bardzo,
            myślę że Fundacja Św. Franciszka chętnie tę sprawę odstąpi. A takich miejsc
            jest wiele, pełnych ciężarnych kotek i małych kociąt, nie mówiąc już o kotach
            dorosłych, którym grozi wymordowanie, bo za bardzo zostały rozmnożone przez
            nieodpowiedzialnych karmicieli, nie uznających sterylizacji.

            Pyta Pani, z czego żyje Pani Irena? Tyle Pani wie, a tego jakoś nie? Pani Irena
            ma prywatną firnę, z której dochodów przez wiele lat utrzymywała również Azyl,
            zanim powstała Fundacja. Teraz również przeznacza na Azyl wszystkie swoje
            dochody. Inne osoby pracujące dla Azylu to wolontariusze, nie pobierający za
            swoją pracę i stracony czas żadnego wynagrodzenia. Dotyczy to również członków
            Zarządu oraz Rady Fundacji. Teraz już Pani wie. Proszę raczej zadać podobne
            pytanie o źródła utrzymania innych osób zakładających Fundacje.
            To jest ciekawy temat, ale ja się w tej sprawie wypowiadał nie będę.

            Co do sprawozdania z działalności, również finansowego, taki wymóg nakłada na
            organizację status OPP, ale nie na początku okresu rozliczeniowego, tylko po
            jego zakończeniu. Fundacja uzyskała status OPP między innymi na podstawie
            sprawozdań i rozliczeń dotacji z lat ubiegłych, status ma od marca br. więc po
            zakończeniu roku będzie miała OBOWIĄZEK tej publikacji, dotychczas takiego
            obowiązku nie miała, chociaż sprawozdania były wykonywane. A przy okazji,
            chętnie bym zobaczył wspomniane przez Panią sprawozdania innych organizacji.
            Proszę o wskazanie, gdzie je mogę znaleźć.

            Ja nie wyróżniam w szczególny sposób Azylu spośród innych organizacji
            opiekujących się zwierzętami, ani nie piszę, że jest najlepszy. Ale faktem
            jest, że żadna ze znanych mi organizacji nie prowadzi przytuliska dla kotów na
            podobną skalę i jest naturalne, że do Azylu kierowane są zwierzęta. Ja tego nie
            podnoszę jako zarzut, tylko jako fakt. A wobec tego proszę nie mieć pretensji
            do Pani Ireny, że zbiera koty. Dysponuję dokumentacją, z której wynika, że to
            nie ona je zbiera, a przynajmniej nie tylko ona.

            I na koniec: Urząd Miasta Warszawy jest doskonale zorientowany w działalności
            Fundacji, Azylu i „nikomu nie znanej Pani Ireny”. Między innymi ja się o to
            staram.

            Pozdrawiam, Juliusz.
            • annskr Nie na temat 17.05.05, 12:35
              ale "w temacie" bezdomnych kotów. Ostatnio trochę dokarmiamy parkingowe koty -
              kocura, karmiącą kotkę i chyba młodą kotkę (bardzo płochliwa, rzadko ją
              widuję). Chcę je połapać i wysterylizować, kociakom znależć domy (mają teraz
              ok.3tyg, wiem, ze to za wczesnie). Spotkałam się z informacją, że kastracja
              dorosłego dzikiego kocura bardzo utrudni mu życie - mój wet, do którego ma
              zaufanie, temu zaprzecza, twierdzi, że będzie walczył tylko o terytorium i da
              sobie spokój z walkami i kotki. Nie chce tym kotom szkodzic, tylo pomóc. A
              więc - kastrować kocurka czy nie? Co do kotek nie mam wątpliwości. :))
              • rikitikitak1 Re: Nie na temat 17.05.05, 23:59
                chce stwierdzic ze mimo waszych malo pochlebnych opini co do mojego problemu
                znalazla sie osoba ktora chce pomoc! dzieki jej za to! mam nadzieje ze spotamy
                sie ponownie i omowimy co i jak! napewno nie zrobimy zadnemu zwierzakowi
                krzywdy ZAPEWNIAM!!! wszystkim dziekuje za wypowiedzi i mam nadzieje ze
                potraficie zrozumiec pewne sprawy wszystkim milosnikom zwierzat zycze
                POWODZENIA!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka