kalinika
17.07.05, 22:17
Witam Was serdecznie,mam bardzo ciężki dylemat i bardzo Was proszę o
opinie.Sprawa wygląda tak.Jestem w siedmioletnim związku,cztery lata temu
przygarnęliśmy mała koteczkę,jest z nami do dziś,dwa lata temu wzięłam z
podwórka porzuconą ciężarną kotkę,mój TŻ bardzo protestował,ale jakoś go
przekonałam,rok temu znaleźliśmy na klatce wieżowca rudego kota,był
wychudzony,ale piękny,po zrobieniu wywiadu okazało się,że jego właścicielka
wyjezdzajac na kilka tygodni zostawiła go na klatce.Tu mój TŻ nie
protestował,ponieważ Rudi od razu podbił jego serce,bo jest kotem
niezwykłym.Miesiąc temu znalazłam dwie małe porzucone kotki,(T.Z był w pracy
za granicą)wzięłam je z zamiarem znalezienia im domu,niestety nie udało mi
się.On był w międzyczasie na tydzień w domu i kategorycznie zażądał pozbycia
się maluchów z domu.Teraz wrócił do pracy za granicę i zapowiedział,że jak
wróci i kotki jeszcze będą wyprowadzi się.Dodam,że mieszkamy w kawalerce
23m.Nie oddam kotów do schroniska,z nim też nie chcę się rozstawać i mam na
prawdę poważny problem,poradźcie coś ,proszę.W galerii zamieściłąm zdjęcia
Rudiego i dwóch małych znajdek Kiwi i Wiki,zobaczcie,bo są niesamowite:)