Gość: Lobelia IP: 195.187.102.* 22.08.02, 12:27 Zerknijcie na www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=51&w=2753924 Usmarkałam się ze śmiechu ale i wzruszyłam poniekąd... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: kluba1 Re: Zerknijcie tam koniecznie/do Lobelia IP: *.we.client2.attbi.com 22.08.02, 23:05 Przeczytalam - UROCZE !!On naprawde pisal poprzednio o tych kotach-grubasach co mu ogrodek obsikuja!Ten czlowiek musi miec serce wielkoci szynki!:- ))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: redd Re: Zerknijcie tam koniecznie IP: *.pl 22.08.02, 23:36 Co się śmiejecie. Jest takie powiedzonko: "Masz minę, jakby ci ktoś małego kotka młotkiem zabił". Mały kotek to jest kwintesencja niewinności i bezbronności - nawet w facecie mogą się instynkty macierzyńskie obudzić. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kot Re: Terrorystki? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.02, 03:20 Witajcie! Przeczytałem to opowiadanie o staruszkach terrorystkach, które zmusiły biednego właściciela willi z ogrodem w Warszawie do zaopiekowania się bezdomnym kotkiem. To ładnie ze strony pana_lagi, ale temat mnie nie rozweselił. Znam kilka takich terrorystek, napiszę Wam o jednej, mieszkającej na warszawskim Żoliborzu. Pani ta za mizerną rentę utrzymuje siebie, dwadzieścia kotów w mieszkaniu i około osiemdziesięciu na ulicy. Za własne pieniądze karmi je, leczy, sterylizuje. Codziennie targa torby z jedzeniem, rozkłada je kotom na tacki, które po zjedzeniu sprząta, a więc nie śmieci, jak to niektórzy jej zarzucają. Mimo to jest poniewierana, ordynarnie wyzywana, czasem nawet bita i kopana, wielokrotnie grożono jej śmiercią! Czy ktoś, kto bez skrupułów bije lub kopie siedemdziesięcioletnią staruszkę ma sumienie, czy jest człowiekiem? To tylko czasem są bandy degeneratów, które np. rzucają małym kotkiem o drzewo, aż przestanie dawać oznaki życia, a na cichą prośbę „panowie oddajcie mi go, to jest mój kot!” grożą śmiercią. To są również właściciele posesji, dozorcy domów, lokatorzy czyścioszki. Nie zawsze mały (lub duży) kot budzi litość! Nic dziwnego, że ci sami „ludzie” potrafią torturować, mordować, truć czy w inny sposób prześladować zwierzęta – to nie dbałość o porządek w otoczeniu, to jest po prostu „zezwierzęcenie”, tak się mówi, chociaż to obraża zwierzęta. Kobieta, o której piszę, przez cały dzień ciężko pracuje. Przygotowuje karmę, potem targa ciężkie tobołki po terenie dzielnicy. Osiemdziesiąt kotów nie siedzi w jednym miejscu! Może jesteście ciekawi, skąd ma na swoją działalność pieniądze? Jeśli przyjmiemy, że podłe jedzenie dla jednego kota kosztuje dziennie 1 złp, to otrzymamy 100 zł dziennie i 3000 zł miesięcznie. A leczenie, sterylizacje? Kiedyś zbierała do puszki na konto fundacji, za to dostawała część tego, co zebrała. Teraz się to skończyło, wyprzedała już z mieszkania chyba wszystko, co dało się sprzedać. Ja nie jestem w stanie pomóc jej skutecznie, nie stać mnie na to, finansowo pomagam jej tylko dorażnie. Staramy się jej pomagać również w inny sposób, czasem jej łapię lub leczę jakiegoś kota, pomagam w sterylizacjach. To jej był Miczek z potrzaskaną nóżką, o którym kiedyś pisałem. Pośredniczymy w adopcjach jej kotów i przekazujemy pieniądze, które w formie darowizny za to otrzymujemy. Często ludzie, którzy odbierają od niej kota po spisaniu u nas umowy adopcyjnej, widząc jej ciężką sytuację pomagają jej dodatkowo na własną rękę, finansowo lub rzeczowo (np. karma). Ostatnio pani, która brała od niej kota wyremontowała jej na własny koszt przegniłą podłogę w kuchni oraz łazienkę. To wszystko są środki dorażne, kropla w morzu. Gdy brakuje jej karmy lub pieniędzy, koty bezdomne dostają mniej lub głodują. Kobieta ta jest ciężko chora na serce, nie kupuje leków, bo brak jej pieniędzy, nie idzie do szpitala, bo co stanie się z kotami? Ma bardzo dobrze sytuowaną córkę, która nie chce jej pomagać, bo życzy sobie, żeby matka zostawiła koty i przeniosła się do niej. Ona ich nie zostawi, przecież je wszystkie kocha! To trudno sobie wyobrazić człowiekowi, który ma jednego lub nawet dwa własne koty. Nie wiem, jak ona to robi, że jeszcze żyje. Nie wiem, co będzie, gdy kiedyś umrze. Ostatnio umarła inna staruszka, której również pomagałem. Musieliśmy na gwałt, jak to się mówi, wyadoptować jej dziewięć kotów w czasie jej umierania. Jej przybrany syn czekał na mieszkanie i wszystkie wylądowałyby na ulicy. Zdążyliśmy, jej ostatni kocur pozostał u nas, jest czarny, gruby (9kg) i ma astmę, bierze sterydy. Nazywa się Marian – kot Marii. Niedawno rozległ się tutaj dramatyczny apel o pomoc dla schroniska w Celestynowie. Jakoś nie mogłem się tym wzruszyć. Schronisko jest Instytucją, jak zechce, to sobie poradzi. Ma dyrekcję, etatowych pracowników, pieczątki i faksy i może ubiegać się, i łatwo otrzymać, dotacje z gmin, rzeczową pomoc od producentów karmy i supermarketów. A co robi? Chyba niewiele, a na pewno nic, albo prawie nic w sprawie najważniejszej - nie ma skutecznego systemu adopcji zwierząt! Na co oni liczą, że same wyzdychają? Na tym retorycznym pytaniu kończę, przyznacie, ze temat nie jest zabawny. Wszystkich pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lobelia Re: Terrorystki? IP: 195.187.102.* 23.08.02, 10:12 Kocie, Rozumiem Twoje wzburzenie, ale zapewniam Cię, że mnie bynajmniej nie rozśmieszyły babcie-karmicielki, a tylko historia zdobywania serca kotofoba przez łaciatego kociaka. Osobiście poczułam niejakie wyrzuty sumienia po przeczytaniu Twojego postu - wynajmując mieszkanie w Warszawie dokładałam się do zakupu jedzonka i lekarstw dla okolicznych bezdomnych kotów. Teraz mieszkam na podmiejskim osiedlu, gdzie problem nie istnieje, więc tylko czasem rzucam coś na schronisko. Jeśli podrzucisz na lobelia1@gazeta.pl jakiś kontakt do siebie lub tej pani karmiącej koty, to obiecuję od czasu do czasu trochę jakiegoś żarełka podrzucić. Dużo niestety nie mogę, bo u mnie też z kasą cienko, ale na trochę kociego jedzonka jeszcze mnie stać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pan_laga Re: Terrorystki? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.02, 01:45 Gość portalu: kot napisał(a): > Witajcie! > Przeczytałem to opowiadanie o staruszkach terrorystkach, które zmusiły biednego > > właściciela willi z ogrodem w Warszawie do zaopiekowania się bezdomnym kotkiem. > > To ładnie ze strony pana_lagi, ale temat mnie nie rozweselił. nie wyśmiewałem tych pań. potraktowałem je z żartobliwą sympatią. byly niesamowite - potrafiły mnie zagadać i wcisnąć mi zwierzaka oraz spowodować, ze nawet, gdybym był podły i malym zajął się nienalezycie, to zwyczajnie bałbym się ich, ze przyjdą , sprawdzą i mnie zawstydzą. jak mi mówiły, pod tym moim ogrodem przez trzy dni pilnowała ich jakas kobieta, ktora stanowczo zakazywała im karmić tego malca w ogródku. gdy spytałem jakie miała prawo do zakazywania dokarmiania szkraba, one powiedziały, że ta kobieta prawa nie miała, ale wielką chęć, by zobaczyć kociaka martwego. piszesz swój post z odcieniem goryczy tak, jakbym ja był winien temu, ze staruszkom źle się wiedzie, ze ostatnie pieniądze , mimo to, wydają na dokarmianie kotów i że jest tak wiele glodnych zwierzaków i tak wielu podłych ludzi. cóz. to nie moja wina. to, ze są głodni ludzie i osierocone dzieci - też nie moja. amen pan laga Odpowiedz Link Zgłoś
aniutek Re: Terrorystki? 24.08.02, 02:45 Panie Laga, moje gratulacje za piekny jezyk, dowcip i serce. gdzies sie Pan uchowal w tej mojej kochanej Warszawie ? pragne Pana poznac ::)))))) aniutek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kot Re: Terrorystki? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.02, 03:48 Witaj Lobelio! Teraz rzadko bywam wzburzony, z problemem bezdomnych zwierząt, a zwłaszcza kotów mam do czynienia od ładnych paru lat i nic mnie już nie zaskoczy. Ja po prostu wykorzystuję okazję, niech inni też się trochę o tym dowiedzą. Właściwie zrozumiałem Twoje intencje, rozumiem też pana_l, który chce podzielić się z nami radością swojej przemiany, tym, że znalazł przyjaciela, który na dodatek potrzebuje jego opieki. Nie posądzasz mnie chyba o to, że jestem tępakiem? Jest tylko jedno „ale”. Ten sielankowy obrazek, beztroskie, zadowolone z siebie staruszki „terrorystki”, dobry pan opiekun, szczęśliwe koty to nieprawda. Ludzie powinni znać prawdę, nawet jeśli jest niewesoła, a może i właśnie dlatego. To prawda, że bezdomnymi kotami opiekują się najczęściej starsze panie. One znają wartość życia, umieją współczuć, potrafią dostrzec w zwierzęciu żywą istotę, co więcej istotę rozumną. Są w stanie podzielić się za zwierzętami nawet tym małym, co posiadają. Ludzie jednak często lekceważą je i uważają za pomylone. Kiedy kilka lat temu zacząłem karmić bezdomne koty na pobliskim bazarze ochroniarze, którzy tam pilnują dziwili się, że chce mi się to robić i ciągle dopytywali się, kto mi tę działalność finansuje. Nie mogło im się w głowie pomieścić, że płacę za to z własnej kieszeni. Nie byłem przecież zwariowaną staruszką! Teraz już się nie dziwią, wartość kota urosła w ich świadomości, nawet chyba mi tych kotów pilnują! Dla przeciętnego mieszkańca miasta koty bezdomne to darmozjady i brudasy, zwierzęta roznoszące paskudne choroby i zanieczyszczające otoczenie. Ciekawe, że takiej opinii nie mają domowe psy wyprowadzane na smyczy, chociaż to one przede wszystkim brudzą. Nikt nie nawołuje do ich wytępienia. Koty bezdomne nie mają solidnych zębów, można je bezkarnie krzywdzić, truć, torturować. Normalną praktyką dozorców domów jest masowe trucie i zabijanie kotów w piwnicach i najbliższym otoczeniu ich posesji. Obrywają też przy okazji wypuszczane koty domowe. W zimie częste jest zamykanie okienek piwnic lub nawet zamurowywanie pomieszczeń technicznych z przebywającymi tam kotami, które giną śmiercią głodową. Niedawno pani Danuta, o której pisałem, prosiła mnie o pomoc w złapaniu małej czarnej kotki, która była w ciąży, aby wysterylizować ją przed urodzeniem kociąt. Kotka zwąchała pismo nosem i przez kilka dni nie pokazywała się, a potem urodziła, ciąża okazała się zaawansowana. Małe były w ogródku lokatorki z parteru, która nie lubi kotów. Nie pozwoliła ich zabrać, na następny dzień kotka została przez nią zabita, a kocięta rozmiażdżone deską. Zrobił to zdawałoby się normalny człowiek, który pewnie też ma dzieci i rodzinę. Znowu sobie pogadałem, a przecież na pewno nie wyczerpałem tematu. Lobelio, dziękuję Ci za deklarację pomocy pani Danucie, jutro wyślę Ci maila i napiszę jak to zrobić. Nie podaję tutaj na forum jej adresu, bo nie wiem, czy tego by sobie życzyła, skromni ludzie nie lubią afiszować się ze swoimi kłopotami. Napiszę jutro, bo dane te ma moja Żona, która już od dawna śpi. Mój adres jest jul-kot@gazeta.pl. Serdecznie pozdrawiam, Juliusz. p.s. W międzyczasie, gdy to pisałem, przybyły nowe posty, między innymi od pana_lagi. Myślę, że wynika już z poprzedniego i powyższego tekstu, że nie chciałem nikogo obrazić, zwłaszcza pana_l. Szanowny Panie L, to nie pańska wina, że jest jak jest, sam Pan zresztą uzupełnił moją wypowiedź. Ja jednak uważam, że i o takich sprawach należy mówić. Uważam, że głodnymi i bezdomnymi ludźmi i osieroconymi dziećmi ma obowiązek zajmować się państwo i ewentualnie instytucje pozarządowe, są na to pieniądze. Bezdomnymi zwierzętami „z urzędu” nie zajmuje się nikt. Prywatne fundacje to za mało, a schroniska to są umieralnie dla zwierząt, zwłaszcza dla kotów, których szanse przeżycia tam są nikłe, pisałem już o tym wcześniej. Przekonał się o tym prawie każdy, kto brał kota ze schroniska, koty te przeważnie chorują, a często umierają od chorób, które tam złapały. Koty żyjące „obok ludzi” są potrzebne, ich skuteczności w walce z gryzoniami nie dorówna żadna trucizna! Proszę sobie wyobrazić, gminy nawet mają pieniądze na dokarmianie zwierząt bezdomnych i ich sterylizacje w celu humanitarnego ograniczenia ich populacji. Ma Pan również prawo nie lubić, gdy obce koty obsikują pańskie mieszkanie. Jeśli już o tym mowa, jeśli są to koty niewykastrowane, może uda się Panu namówić sąsiadów do tego zabiegu, po jakimś czasie powinny zrezygnować z tej zabawy. Pozdrawiam Wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
tomi469 Re: Terrorystki? 27.08.02, 11:30 Kocie, ludzie chetnie sluchaja opowiesci takich jak pana lagi, bo to pozwala im zobaczyc jak wiele dobrego mozna uczynic niewielkim nawet wysilkiem. A i latwiej przemawia do nich widok jednego malego kotka, ktory znalazl swoj dom niz smutne historie o katowaniu zwierzat. Pozwol im sie cieszyc z tego ze jednemu kotkowi sie udalo znalezc takiego fajnego pana i pozwol miec nadzieje ze ludzie jako tacy nie sa wrogami kotow czy innych zwierzat. Kto wie moze wesola opowiesc pana lagi uczynila wiecej dobrego niz mroczne opisy cierpienia zwierzat przytaczane przez niektorych zwierzolubow. Pozdrawiam Ciebie i Twoje koty - tomi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pan_laga Re: Terrorystki? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 04:09 tomi469 napisał: > Kocie, ludzie chetnie sluchaja opowiesci takich jak pana lagi, bo to pozwala > im zobaczyc jak wiele dobrego mozna uczynic niewielkim nawet wysilkiem. A i > latwiej przemawia do nich widok jednego malego kotka, ktory znalazl swoj dom > niz smutne historie o katowaniu zwierzat. Pozwol im sie cieszyc z tego ze > jednemu kotkowi sie udalo znalezc takiego fajnego pana i pozwol miec nadzieje > ze ludzie jako tacy nie sa wrogami kotow czy innych zwierzat. Kto wie moze > wesola opowiesc pana lagi uczynila wiecej dobrego niz mroczne opisy cierpienia > zwierzat przytaczane przez niektorych zwierzolubow. > Pozdrawiam Ciebie i Twoje koty - tomi. > > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: noe Re: Terrorystki? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 09.09.02, 18:26 super z Pana GOŚĆ, Panie Laga :)))). Mnóstwo pozdrowień!!!! Odpowiedz Link Zgłoś