majka20k
13.03.06, 00:28
Witam Was... Pisze w bardzo przykrej dla mnie sprawie. Moze zaczne od poczatku
tej historii. Ponad 3 lata temu wzięłam ze schroniska 3 miesięcznego
szczeniaka – sunie. Miał z niej wyrosnąć średniej wielkości mieszaniec
sznaucera. Byłam wtedy głupia, nie znałam się na psach na tyle, żeby móc
bezbłędnie określić jak duży pies z niej wyrośnie. Uwierzyła opiekunom. Oni
niestety się pomylili. Wyrósł mi z niej prawie „rasowy”, wielki szcznaucer
olbrzym. Mieszkala sobie ze mna i moją rodziną w
domu, miała swój wielki kosz w moim pokoju, mogła latać po ogrodzie. Była
strasznie radosna, żywiołowa i... duża. I przez to czasem nieznośna. Ale
zapisałysmy się na szkolenie, z którego wyszedł inny pies... Inny ale tylko
dla mnie. Bo reszta rodziny z nia nie ćwiczyła, więc się ich po prostu nie
słuchała... I w koncu padła decyzja, podjęta wiekszością głosów.... a raczej w
skutek wielu awantur między mną a resztą rodziny. Pies wylądował na dworzu.
Było dobrze dopóki mogła chasać po ogrodzie. Niestety i to przestalo sie
podobac mojej rodzinie. Zostal kojec... Na tyle duzy na ile moglam wywalczyc,
ale zawsze za mały dla psa który nie był do tego przyzwyczajony. Szczekała
dniami... szczekała nocami. Wypuszczalam ją oczywiście codziennie ale, to
za mało. Minał juz ponad rok odkąd jest wlasnie tak... Ona w kojcu. Zostaja
nam tylko spacery ale często szczeka, dopomina sie wyjscia... Nie moge jej
puszczac luzem na dzien, bo na podworku jest tez firma mamy, klienci, otwarta
brama. W nocy jest zalaczony alarm, bo bylismy okradani juz dwa razy...
uruchamiała by go. I tym sposobem pies jest po prostu nieszczesliwy. Gdyby od
małego była wychowywana w taki sposób: kojec - spacer... nie byłoby problemu
bo byłoby to dla niej normalne. Ale ona po ponad roku nie przywykła do tej
sytuacji, więc chyba już nie przywyknie. I tym sposobem mam potworne wyrzuty
sumienia. Kiedy ją brałam, nie spodziewałam się zupełnie że moja rodzina
będzie miała taki stosunek do psa. Gdybym wiedziała że tak się to potoczy, nie
brałabym jej ze schroniska, bo wiem że aby zabrać stamtąd psa TRZEBA zapewnić
mu lepsze, godziwe warunki bytu. Ja w obecnej sytuacji nie moge tego zrobić.
To naprawde kochana psina. Mimo skończonych 4 lat radosna ja szczeniak.
Posłuszna na spacerze, umie pięknie chodzić przy nodze, siadać, warować,
zostawać ale biega tylko na długiej smyczy. Kiedyś miała zwyczaj uciekać,
teraz za bardzo sie boje że sytuacja sie powtórzy. No chyba ze jest duża pusta
przesterzen, wtedy trzyma sie blisko mnie. Po takim spacerze tez jest skonana
i szczesliwa. Ale odpocznie godzinkę i znów widzę jak stoi i czeka aż pokarze
się w oknie. Ona ma dopiero 4 lata. Przed nią jeszcze wiele lat psiego życia.
Chcialabym zeby byla szczesliwa a ja jej tego szczescia nie jestem w stanie
zapewnic. Dlatego choc ciezko mi nawet o tym myslec, chce mi sie plakac na
sama myśl o tym... to zastanawiam się, czy nie powinnam poszukać jej domu w
którym wszyscy ją zaakceptują, w którym będzie miała odrobninę miejsca do
biegania... chociaż chodzi po prostu o to żeby nie była w zamknięciu, za
kratami. Z jednej strony może to okrutne, że po 4 latach myślę o tym, żeby
oddać, (choć oczywiście nie byle komu) swojego ukochanego psa. Z drugiej, z
miłości do niej chce jej zapewnić lepsze życia. Nie wiem co robić... pomóżcie,
poradźcie... proszę... :( Co o tym myślicie... co byscie zrobili... bo ja sama
nie wiem zupełnie, co zrobić... :(