po.prostu.ona
07.07.06, 19:17
Byłam sobie dziś z moim psiunem na spacerze. Bawiliśmy się świetnie piłeczką.
Aż tu nagle przyszła sobie panna z dwoma dużymi psami. Nie mam uprzedzeń,
skwerek jest spory. Tyle że jeden z psów uznał, że będzie się bawił moim
psem (nie Z moim psem)i naszą piłką. Zawołałam - grzecznym tonem - do panny,
że BARDZO PROSZĘ, aby odwołała swojego psa. Poskutkowało na chwilę. Po chwili
pies odebrał mojemu piłkę, a panna średnio kwapiła się by ją nam oddać.
Ciśnienie z lekka mi skoczyło, podeszłam tam, panna ODRZUCIŁA mi piłkę,
słowo "przepraszam" nie padło. Piłka była lepka i ociekająca śliną- ohyda.
Pies uznał, że zabawa trwa i skoczył na mnie, brudząc mnie doszczętnie ziemią
i trawą. Ciśnienie jeszcze bardziej mi podskoczyło i powiedziałam do panny -
zdecydowanie mniej uprzejmie, żeby była łaskawa zabrać tego psa. Co też - z
obrażoną miną zrobiła i poszła sobie w ogóle. Ja też poszłam do domu, bo nie
miałam ochoty paradować po osiedlu upaprana jak nieboskie stworzenie. Teraz
ciuchy się moczą, piłka się moczy - a ja zła jestem bo panna z niewychowanym
psem spieprzyła mi spacer, wrrr ;-/