Dodaj do ulubionych

kot spadł z balkonu

04.08.06, 11:15
nasza roczna kotka spadła dzis w czasie zabawy z kamykiem z balkonu (1
pietro) zaraz potem wstala i normalnie chodzila,poszła spać.Martwie sie czy
aby na pewno nic jej sie nie stało,nie widziałam jak upadła,ale na ziemi w
tym miejscu jest beton...
Obserwuj wątek
    • wrexham Re: kot spadł z balkonu 04.08.06, 11:18
      no to sie juz wiecej nie martw tylko zasiatkuj balkon
      w.
      • pixie65 widzisz wrex...? 04.08.06, 11:44
        i jak tu zachować spokój w sezonie Latających Kotów...?
        • wrexham Re: widzisz wrex...? 04.08.06, 12:46
          no nijak sie nie da....:(
          palce mi sie trzesly jak pisalam, to fakt :(
          • greykley ?? 04.08.06, 13:10
            eee...1pietra...?
            mojej matki kot wypadl z 9.... i przezyl. (byl to rekord; operowano mu tylne lapy w klinice w warszawie.)

            z 1 pietra to on wyszedl, a nie wypadl :))))
            • pixie65 Re: ?? 04.08.06, 13:14
              Podziwiam i gratuluję dobrego samopoczucia....Zastanawiam się, czy gdyby
              chodziło o Ciebie, albo Twoje dziecko to byłoby równie błache wydarzenie...Ale,
              w końcu przeciez to tylko kot...
              • greykley do pixie 04.08.06, 13:23
                Mam koty od 15 lat... moja matka zawsze je miala (od ponad 50....) cos o nich wiem, ( zyja zwykle
                dlugo i szczesliwie.)
                W domu rodzicow (2kondygnacyjnym) jeden z nich regularnie, co wieczor 'urywa sie ' skaczac z
                otwartego okna sypialni na pietrze.... - to naprawde nic wielkiego dla kota (zwlaszcza wzglednie
                mlodego) zeskoczyc z 3 metrow .

                pozdrawiam

                m.
                • wrexham Re: do pixie 04.08.06, 13:57
                  nam chodzi tylko o to zeby nie bagatelizowac faktu, bo jak uczy historia tego
                  forum z rowna beztroska ludzie podchodza do kota, ktory wypadl z pierwszego i
                  5. pietra;
                  pozdrawiam wrex.
                  • pixie65 Re: do pixie 04.08.06, 14:01
                    Howgh!
                  • pixie65 Re: do greykley 04.08.06, 14:04
                    Pietnaście lat to faktycznie szmat czasu... A ILE ich było???
                    • greykley Re: do pixie 04.08.06, 14:19
                      bylo ich dwa.
                      jeden rudzielec zdechl na raka (w wieku lat 13 z kawalkiem)
                      a mlody (3 latek bodajze) dobrze sie miewa.

                      to byly "moje" koty - ktore sam sobie mialem od czasow studenckich. Moja dziewczyna polubila koty
                      dzieki mnie, i przyniosla wlasna 'znajde' - zyje teraz u jej matki - przenieslismy sie na zielona wyspe,
                      koty zostawiajac z prawdziwym bolem serca rodzicom. (Zreszta jej kota to skomplikowany egzemplarz
                      - jezdzi samochodem na polce przy przedniej szybie; schodzi i wchodzi po schodach bloku - sasiedzi
                      dzwonia domofonem -"kot przyszedl" -wtedy wystarczy otworzyc drzwi mieszkania.... wogle
                      inteligentny okaz)

                      Przez dom moich rodzicow przeinelo sie kilka (moze nawet nascie pamietam..?) kotow, niektore z nich
                      niestety zginely (samochod, pies) badz zaginely... Wszystkie byly wolne - nie jestem zwolenikiem
                      trzymania kota na sile w domu - kot to zwierze spoleczne, bez innych kotow i 'wlasnych spraw' z moich
                      obserwacji bardzo nieszczesliwe.... dlatego wole ponosic ryzyko ze zginie pod kolami i wypuszczac
                      rano na spacer, niz trzymac zamkniete w domu - i innym doradzam to samo (jezeli jest taka
                      mozliwosc)
                    • misia007 Re: do greykley 04.08.06, 14:21
                      Pixie robisz sie złosliwa, choc po zastanowieniu pytanie jak najbardziej na
                      miejscu.To ile ich było???
                      • pixie65 Re: do misi i do greykley 04.08.06, 14:40
                        Misiu! Ja się nie robię, ja JESTEM złośliwa (niestety)

                        Grykley! Mam podobne podejście co do wolności kociej jak Ty, ale staram się
                        jednak nie bagatelizować niebezpieczeństw...JESTEM uszczypliwa, bo śledzę wątki
                        Latających Kotów m.in. na miau.pl i coś mnie trafia, kiedy kolejna osoba
                        płacze, bo jej kot z któregoś tam piętra wypadł. I zapewniam Cię: nie wszystkie
                        przypadki kończą się happy endem, natomiast KAZDY związany jest z cierpieniem,
                        strachem i czasem niepełnosprawnością zwierzęcia. Zdarza się, że z powodów
                        FINANSOWYCH (konieczność długotrwałego leczenia) zwierze jest zabijane.
                        Naturalną koleją rzeczy jest śmierć, czasem śmierć w wypadku, ale nie pogodzę
                        się ze śmiercią zwierzaka zawinioną przezez ludzką...powiedzmy: bezmyślność,
                        albo zaniechanie.
                        • greykley do pixi ostatni raz o kocie co latac potrafil 04.08.06, 15:02
                          wiesz.. rozne sie zeczy zdazaja... ludziom tez.
                          ale o latajacych kotach ci napisze tak:
                          to bylo w latach 70 - kot mojej matki wypadl z 9 lub 10 pietra (wtedy w bloku mieszkali), lamiac nogi
                          tylne w stawach. Wet ze slaska nakazal uspic. Moja powalona matka spakowala kota do samolotu (!!! w
                          tamtych czasach- za niemale pieniadze), do kabiny (nie pozwolila nadac jako bagaz) i poleciala do
                          wawy do kliniki przy wydziale weterynarii.. tam kota zoperowali i przezyl, choc nogi tylne mial krotsze
                          i od tego czasu mial sylwetke chieny :)))
                          zyl jeszcze kilka lat potem...

                          wpisalem sie, bo druga strona medalu jest robienie paniki. KOT TO NIE DZIECKO - ma swoje sprawy i
                          zycie, (a skakac akurat umie difoltowo, 3m to nie tak duzo. jak chodzi i pyska nie rozwalil to nic sie nie
                          stalo).
                          • pixie65 Greykley... 04.08.06, 16:05
                            Chylę czoło przed Twoją Mamą...Mnie nie chodzi w tym wszystkim o przerzucanie
                            się przykładami, bo faktycznie różne rzeczy się zdarzają:jeden z moich
                            "dochodzących" poleciał z pierwszego piętra własnie (sam tam wlazł po
                            winorośli)niewysoko, na dole trawnik...Na trawniku zawór gazowy w metalowej
                            szafie, na moim balkonie uszkodzona plastikowa skrzynka na kwiaty...Nie wiem, o
                            co zahaczył. Skonczyło się ośmioma szwami i 14-godzinnym wybudzaniem z narkozy.
                            Zaworu nie przestawię, ale skrzynkę MOGŁAM wymienić...Nie chcę robić paniki,
                            wiem, że kot to nie dziecko (dziecko też miewa swoje sprawy...), ale ZWIERZE NIE
                            JEST RZECZĄ i jest to nawet zapisane w pewnej ustawie. Ja się nie zgadzam na
                            bagatelizowanie pewnych postaw i zachowań, jeśli ktoś ukradnie 20 złotych to
                            będzie to dla jednego "tylko" dla drugiego "aż", a kradzież pozostanie
                            kradzieżą.Nie wszyscy muszą się pochylać nad zwierzakiem, ale tak się składa, że
                            to forum poświęcone jest właśnie im, a nie dzieciom. Dla nich i ich opiekunów
                            jest np. e-mama...Spróbuj z podobnym poglądem tam się pojawić ("jak chodzi i
                            pyska nie rozwalił to nic się nie stało" po upadku Dzieciny na asfalt).Nie
                            wydaje mi się, że człowiek to jakiś nadzwyczajny gatunek...Pod pewnymi względami
                            jesteśmy nawet, rzekłabym, upośledzeni...Do czego ze wstydem się przyznaję :-)))
                            • bubcia75 Re: Greykley... 09.08.06, 08:50
                              A ja nie chylę czoła przed mamą Greykleya. Mieszkając na 9 piętrze mogła
                              przewidzieć, jako istota myśląca abstrakcyjnie, co się może pewnego dnia stać.
                              Zabezpieczenie okna czy balkonu (szczególnie tak wysoko) to nie jest
                              ograniczanie wolności kotu tylko zwykła troska o jego bezpieczeństwo. To, że
                              poleciała z kotem samolotem do W-wy uważam za normalne, nic w tym wielkiego,
                              tym bardziej, że SAMA przyczyniła się do tego nieszczęścia i cierpienia
                              zwierzęcia. Pewnie targały nią wyrzuty sumienia. Ciekawe, czy ten wypadek
                              czegoś ją nauczył i czy zabezpieczyła po nim okna...
                        • ze.srubka.i.z.precelkiem Re: do pixie 04.08.06, 15:02
                          Brawo ! Podpisuje sie obiema rekami i 4 lapami mojej kocicy :-)))))))))))
                          • paulina.galli Re: do pixie 05.08.06, 01:22
                            mialam kiedys kota ktory wypadl (lub zeskoczyl?) wlasnie z 1-wszego pietra
                            i co z tego ze nieduza odleglosc i na "ogrodek" spadl a nie na beton - jak na
                            dole sadsiedzi z parteru mieli otwarta barierkie (takie drzwiczki od balkon)
                            Kocisko wyrznelo bokiem w ten metal i mialo pogruchotana tylnia łapę -
                            dokladnie "główke szyjki kosci udowej" - operacja (kosztowna) leczenie
                            (kosztowne) , masa niepotrzebnego bolu kota i naszych nrewow.:(:(:(
                            Skonczylo sie dobrze na szczescie, ale zabic to sie mozna spadajac z krzesła ;)

                            ps. znalam kota ktory spadl z 12 pietra - na krzaki co prawda ale mimo wszystko
                            niezly rekord . Mial mocne wstyrzasniecie mozgu, polamane lapy ale sie
                            wylizał ;)

                            ps2. skoro kotka normalnie chodzi, ma apetyt nie wyglada na chora mysle ze
                            wszytsko ok (moj po upadku przyniesiony do domu wymiotowal i nie mogl
                            norrmalnie chodzic- nie dziwne w sumie :-/) - natomiast stanowczo nalezy
                            zabezpieczyc balkon!!!
                            pozdrawiam!
              • karola.n.m Re: ?? 08.08.06, 21:00
                koty to luzaki, mojej znajomej kot co drugi dzień urywa się z domu, przechodzi
                po barierkach od balkonu do kotki sąsiada i razem skaczą z czwartego piętra na
                spacer. fakt że czasami zdarzy mu się kuleć ale jego natura jest silniejsza
    • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 08.08.06, 20:55
      mój poprzedni pies jak miał rok też spadł z balkonu z 1 piętra, usłyszał konia
      i nie wychamował (nie było jeszcze barierki na balkonie). nic mu się nie
      stało, może trochę się poobijał. myślę że kotu tym bardziej nic nie powinno
      być, ale na wszelki wypadek idz do lekarza. Krecikowi niby nic nie było wg
      lekarza ale jakiś czas po tym upadku ciągle bolał go brzuch i często wymiotował.
      • mist3 Re: kot spadł z balkonu 08.08.06, 21:30
        no to rzeczywiście nic mu nie było.
        sama sobie zeskocz z balkonu i jak Cię będzie bolał brzuch i będziesz wymiotować
        to sobie powtarzaj 'nic mi nie jest'!!!
        • cat_s Re: kot spadł z balkonu 09.08.06, 00:49
          Witam,
          Beztroska niektórych właścicieli kotów jest smutna. Sam niestety zaliczam się do tej kategorii właścicieli kotów, którzy wiele lat temu poprzez niewiedzę i głupotę stracili kota :-(

          Niemniej - porada Mist3 jest niezła.
          Rzeczywiście - zeskocz sobie z balkonu.
          I nie pisz więcej, proszę, że "koty to luzaki". Bo jeszcze ktoś uwierzy.
          Brr.
          • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 12:28
            To nie moja sprawa jak ludzie traktują koty. Ja nigdy kota nie miałam, więc
            jest to dla mnie dziwne, że skaczą i nie robią sobie krzywdy. Oczywiście nie
            mówie o tych co skaczą z 9 piętra. Są odważne i dlatego sądzę że są luzakami. A
            przy okazji to odbieraj trochę inaczej niektóre posty. Może jesteś za poważny i
            wszystko bierzesz zbyt serio!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ja napewno gdybym miała kota
            to nie pozwoliłabym mu na takie coś, pomimo tego że mają taką naturę, i lubią
            wolność. Czasem zastanów się też co piszesz bo jeszcze tobie ktoś uwierzy i
            skoczy z balkonu!
        • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 12:20
          Nie jestem lekarzem, jesli wet mówił że nic mu nie było to chyba miał racje,na
          przświetleniu też nie było widać żadnych złamań ani nic podobnego. A wymioty
          mogly być od czegoś innego. Chodziłam z nim za każdym razem do weta i za każdym
          razem mówił to samo, że pies tak samo jak człowiek może mieć bóle brzucha. Mógł
          się najeść czegoś podczas spaceru na łące, czy przed blokiem. Nie zdarzyło ci
          się nigdy widzieć jak pies wymiotuje???? Ja być może byłam za bardzo
          przewrażliwiona po tym upadku, ale skoro lekarze nie widzieli u niego żadnych
          powikłań to nie mów takich głupot, że się nim nie przejmowałam. Nie masz
          pojęcia co on dla mnie znaczył!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          • pixie65 Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 12:37
            Ale że o kotach nie masz pojęcia przyznałaś sama...To co nam się WYDAJE nie
            zawsze jest zgodne z rzeczywistością...Wśród wetów są ludzie i ludziska, forum
            jest między innymi po to, aby zasięgnąC porady doświadczonych osób. Z mojej
            praktyki wynika, że niektórzy mają większą wiedzę niż paru znajomych mi
            wterynarzy...Znam historię psa, który morował się przez dwa dni bo wet nie
            zdiagnozował pęknięcia przepony, znam historię zarobaczonego kociaka, który
            odszedł bo niedouczony wet niewłaściwie go odrobaczył...Znam takich historii
            sporo i mam do tego odrobinę własnego doświadczenia, zwłaszcza jeśli idzie o
            koty:koty nie powinny latać. Bo się do tego zwyczajnie nie nadają...
            • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 12:48
              Oczywiście że nie mam pojęcia o kotach. Lubię koty ale nie zagłębiam się w ich
              tajniki życia. Raczej zawsze miałam koło siebie pieski. Dlatego tym bardziej
              dziwi mnie to ich "latanie". Ale to tylko moje zdanie. Ja już powiedziałam, że
              gdybym miała kota to nie pozwoliłabym mu na to. Też myślę że koty nie powinny
              latać. Ale to nie ode mnie zależy. A rzeczywiście masz rację że weterynarze są
              różni. Ja chodziłam do kilku różnych z moim psiakiem,i każdy po zbadaniu
              twierdził że to nie od upadku. Być może. Mój pies był bardzo pazerny i zjadał
              wszystko co mu zapachniało na ulicy mięsem. Niestety nie zawsze można upilnować
              zwierzaka, zwłaszcza jak jest luzem.
              • pixie65 Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 12:54
                No własnie....A co do jedzenia trawy: i psy i koty tak mają. Ale warto zwracać
                uwagę GDZIE tą trawę jedzą. U mnie na osiedlu administracja ma niedobry zwyczaj
                (wbrew zakazowi) opryskiwać trawę herbicydami. Ponieważ robią to tak, żeby nikt
                nie widział znajomi własciciele psów dziwią się potem skąd u ich zwierzaków
                problemy "gastryczne" albo objawy alergiczne...:-(((
                • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 13:00
                  O też tak może być! My mieszkamy w blokach. Nie zwróciłam uwagi na to czy
                  pryskają trawę. Jest dość zaniedbana, to może akurat przed naszym blokiem nie,
                  ale też u babci jest trawa. Tam napewno jest czysta, bo nie kombinujemy z
                  takimi świństwami.
                  • pixie65 Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 13:06
                    W okolicach mojego bloku trawa występuje w postaci szczątkowej...a jednak ją
                    pryskają. Lepiej niech się psina "wypasa" tam gdzie masz PEWNOŚĆ, że nie ma na
                    niej żadnego świństwa :-)))
                  • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 13:08
                    Najgorsze jest to że człowiek dopiero jest mądry po tym jak stanie się coś
                    złego!!! Niestety człowiek to też tylko człowiek i nie zawsze da się wszystko
                    przewidzieć. Gdyby tak było to uniknęlibyśmy tylu tragedii.
                    • pixie65 Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 13:14
                      Widzisz Karola, między innymi to forum jest po to aby być mądrym PRZED, a nie
                      PO...bo czasem tak się zdarza, że nie ma już żadnego po...I nie chodzi o to,
                      żeby wszystko przewidzieć (wróżek tu niewiele), ale czasem wystarczy pomyśleć,
                      popytać i starać się nie opierać na stereotypach: że jak kot - to pije mleko i
                      że zawsze spada na cztery łapy....
                      • pixie65 Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 13:19
                        mnie wystarczyłby JEDEN taki wątek, a widziałam ich wiele...
                        forum.miau.pl/viewtopic.php?t=45863
                      • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 17:48
                        Czasami mówi się coś w żartach a ludzie odbierają to zbyt serio. Przecież nikt
                        nie zachęca kotów do 'latania':) (chyba?). Jak ktoś ma zwierzaka to przecież
                        cierpi razem z nim kiedy dzieje mu się krzywda,(chyba?).I tu nie chodzi też o
                        stereotypy. Ja np, nie znam życia kotów, i dlatego ich nie mam. Mam psa i
                        staram się dowiedzieć wszystkiego, żeby nie popełnić błędu. Ale wiesz, napewno
                        z doświadczenia, że nie da się wszystkiego zrobić perfekcyjnie. Czasami pozwala
                        się zwierzakowi na więcej swobody a on wyprawia różne cuda niebezpieczne. Nie
                        wiem jak to jest z kociakami, pewnie trochę trudniej niż z pieskami. Te można
                        nauczyć chodzić przy nodze, czy innych rzeczy, ale pies to tylko zwierze i jak
                        mu coś odbije to poleci za suczką i możesz wołać, a zwłaszcza jamnika! A
                        samochody? Raczej psiak, czy kociak nie ma szansy z takim potworem...
                      • karola.n.m Re: kot spadł z balkonu 11.08.06, 17:52
                        Tak czy owak zeszłyśmy na boczny tor rozmowy, chyba niezbyt na temat. Ja sądzę
                        że nie powinno się bagatelizować takich upadków, nawet jeśli widzimy że kotu
                        teoretycznie nic nie jest. Do WETA! Obowiązkowo! Nawet jeśli ktoś mimo wszystko
                        opiera się na stereotypach, że kot spada na cztery łapy. Jeden kociak
                        rzeczywiście spadnie na łapki, a inny może nie mieć tego szczęścia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka