Dodaj do ulubionych

MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE....

IP: *.pke.pl 31.03.03, 08:45
W piątek zmarł mój najlepszy przyjaciel...
Miał tylko 5 lat, był szczęśliwym, rodzinnym bokserem ...
W ciagu 3 tygodni zmógł Go rak trzustki...

Bardzo mi Go brakuje...

Zapal , proszę , świeczkę ...
Obserwuj wątek
    • Gość: Flora Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: 213.25.91.* 31.03.03, 09:58
      Składam najszczersze wyrazy współczucia. Pociesz się, że on już nie cierpi. Rak
      to jednak straszne cierpienie. A teraz on już jest napewno szczęśliwy na łonie
      św. Franciszka.
      Wiem co znaczy stracić psa, mojego "wnuczka"(pies urodzony u nas, czyli drugie
      pokolenie psów - to właśnie wnuczek)przejechał nam pod pod domem( na podwórku
      był zakaz wjazdu!) samochód. Trup na miejscu.
      Miałam przez jakieś dwa lata wrażenie, że moja psina jest cały czas koło
      mnie. Jak smarowałam chleb masłem - jego ulubione danie za życia- to jakbym
      czuła, że dotyka mnie swoim kulfonem do ręki, czułam jego oddech. Mój drugi
      pies, który był przy jego śmierci też chyba coś czuł. Trzy dni po wypadku w
      całym mieszkaniu była gęsta, bolesna mgła, pies wydawał mi się mały, odległy,
      (tak jakbym patrzyła przez oddalającą stronę lornetki), chodził wystraszony i
      patrzył, jakby coś chciał mi powiedzieć, a ja głupia nie mogłam go zrozumieć.
      Potem zaczął strasznie wyć. Innym razem czułam jak tapczan ugina się pod
      wskakującym psem, a przecież w tym czasie drugi(ten który przeżył) pies był z
      mamą na spacerze.
      Moja znajoma musiała uśpić suczkę chorą na raka. Wrażenia po jej śmierci były
      podobne do moich. Być może to było tylko złudzenie, ale to złudzenie mi pomogło
      przetrwać i nie zwariowałam. A może to nie było złudzenie?
      Pozdrawiam
      • Gość: kundel Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: *.acn.waw.pl 31.03.03, 10:47
        Cleo ten tekst dostalam kiedys, ale nikt nie wie,kto go napisal:

        Modlitwa Psa do Boga

        " O Panie, ktory krolujesz nad wszystkimi stworzeniami - spraw, aby czlowiek,
        moj Pan byl tak wierny Swoim bliznim, jak ja jestem mu wierny.
        Spraw, aby byl uczciwym straznikiem dobr, ktores mu powierzyl, tak jak ja
        jestem strozem jego wlasnosci.
        Spraw Boze,aby byl gotow usmiechnac sie tak, jak ja gotow jestem pomerdac
        ogonem, aby byl rownie skory do wdziecznosci, jak ja jestem gotow oblizac mu
        rece.
        Daj mu taka sama jak i mnie cierpliwosc, aby bez skargi, znosil bledy swoich
        braci.
        Daj mu moja odwage, moja gorliwosc oraz gotowosc z jaka wszystko poswiecam
        dla NIEGO, wszystkie wygody nawet ZYCIE.
        Zachowaj mu mlodosc mego serca i beztroske mych mysli.
        O Boze spraw to Ty, ktory krolujesz nad wszystkimi stworzeniami, by zawsze
        byl CZLOWIEKIEM, jak ja jestem zawsze PSEM"

        Mysle ze Twoj pies tak wlasnie by chcial i moze to przyniesie Ci ulge.
      • kasia__k Przeczytaj to Ci troche pomoże 15.05.03, 19:21
        Z wyrazami współczucia
        Kasia
        PS. Rozumiem Ja musiałam uśpić moją Sandrę po 12 latach 10.01.2003.
        Dla wszystkich psów które odeszły do Krainy Wiecznych Łowów i ich Właścicieli:
        "Pożegnać muszę przyjaciela. W sercu mam kamień, duszę pełną łez. Był mądry,
        wierny i bardzo oddany. Niektórzy mówią, że to tylko pies. "
        Posłuchaj swojego psa

        Droga, najukochańsza Oleńko!

        Te słowa, które teraz usłyszysz wypowiedziane zostaną ludzkim językiem, którego
        nigdy nie umiałem używać, ale wierz mi, że gdybym umiał to właśnie tak
        chciałbym do Ciebie mówić. Wysłuchaj ich spokojnie i weź sobie głęboko do
        swojego serduszka bo z głębi mojego serca one płyną do Ciebie. Słowa te ręką
        mojej Pani zostały przelane na papier ale gdybym mógł to powiedziałbym Ci to
        wszystko sam.

        Pamiętaj, że niezależnie od tego co teraz usłyszysz taka po prostu jest kolej
        rzeczy i takie jest życie. Nie szczędzi ono nam smutków ale też daje nam dużo
        radości. Twoi rodzice o tym wiedzą a Ty musisz się Tego nauczyć. Dlatego
        postaraj się sobie przypomnieć ile radosnych chwil przeżyliśmy razem!!! Byłem
        na świecie kiedy Ciebie jeszcze nie było, miałem moich Państwa tylko dla
        siebie! Potem nadszedł dzień kiedy po krótkiej nieobecności mojej Pani w domu
        pojawiłaś się Ty! Byłaś małym zawiniątkiem wcale nie podobnym do moich Państwa
        i okropnie się darłaś a wtedy wszyscy, nie zwracając uwagi na mnie biegli do
        Ciebie. Bardzo mi było smutno wtedy kiedy nikt nie zajmował się mną tylko Tobą.
        Ale szybko o tym zapomniałem, bo kiedy trochę urosłaś to mogliśmy się razem
        pobawić, siadałaś na mnie, ciągnęłaś mnie za uszy. Ale ja nie protestowałem bo
        zrozumiałem, że i ja muszę się Tobą opiekować i pilnować Cię bo byłaś taka
        nieporadna! Potem uczyłem Cię jak załatwiać się na nocniku – pamiętasz jak
        siedziałem obok Twoich nóżek kiedy Ty robiłaś siusiu? A kiedy chodziliśmy razem
        na dwór to ja oczywiście musiałem się wybiegać ale zawsze przybiegałem co
        chwila aby sprawdzić czy jeszcze się bawisz w piaskownicy. A pamiętasz jak
        wyrzucałaś mnie ze swojego pokoju kiedy były u Ciebie koleżanki? Też nie
        gniewałem się długo na Ciebie! A w ubiegłym roku, kiedy złamałem sobie pazurka
        a Ty pomagałaś mojej Pani opiekować się mną! Albo jak bardzo lubiłaś pomagać
        przy moich kąpielach, wycieraniu, nawet suszeniu suszarką! Wtedy robiłaś mi
        zdjęcia – zostało Ci ich trochę prawda! I to dzięki nim możesz przypomnieć
        sobie niektóre fajne sytuacje, które miały miejsce w ciągu ostatnich miesięcy i
        lat.

        Ale jak wiesz wszystko co dobre ma swój koniec! No tak po prostu już jest!
        Pamiętasz jak wyjeżdżając na kolonie chodziłaś z moją Panią do weterynarza?
        Nikt wtedy nie wiedział, że moja choroba jest nieuleczalna. A ja nie mogłem
        tego wiedzieć bo przecież nie jestem lekarzem. Ale możesz być pewna, że moi
        Państwo zrobili wszystko co jest tylko możliwe do zrobienia przez człowieka dla
        psa aby mi pomóc. Niestety byłem już stary i mój organizm nie miał tyle siły co
        kiedyś aby zwalczyć chorobę. Moje organy wewnętrzne, zmęczone życiem nie miały
        ochoty na żadną już więcej walkę. Najpierw odmówiła mi posłuszeństwa wątroba,
        następnie żołądek, potem serce zaczęło szwankować. Przez ostatni tydzień nie
        mogłem już nic jeść i pan doktor odżywiał mnie za pomocą wstrzykiwanych do
        moich żył płynów odżywczych, które dawały mi siłę. Pani nosiła mnie na rękach:
        dwa razy dziennie do weterynarza i kilka razy na dobę na spacery! Ale się wtedy
        wyspacerowałem! Zawsze tak długo musiałem umieć wstrzymywać siusiu i jak wiesz
        nie zawsze mi się to udawało, a tutaj tyle spacerów w ciągu całego dnia i nocy
        też. Moja pani zwalniała się nawet dla mnie z pracy aby przyjść do domu,
        pogłaskać mnie, przytulić i wyjść ze mną na spacer. No i przyszedł ten dzień!
        Mój ostatni ale tak piękny, że czułem się nieomal zdrowy! Słońce świeciło od
        wczesnego rana, upał był nie do zniesienia ale była przy mnie Pani! Cały dzień!
        Rozmawialiśmy o tym jakie było nasze wspólne życie, przypominaliśmy sobie te
        wszystkie wigilie kiedy pod choinką zawsze były dla mnie jakieś smakołyki i
        kiedy Ty czekałaś do późnej nocy abym coś do Ciebie powiedział i
        przekazywaliśmy sobie ostatnie znaki świadczące o tym jak się kochamy. Pani
        powiedziała mi też o miłości mojego Pana do mnie, nawet wtedy kiedy
        uszczypnąłem go w zabawie czy nerwach. Zapewniła mnie także o Twoim uczuciu, o
        którym zawsze wiedziałem, przecież w końcu tyle lat opiekowałem się Wami. Byłem
        przewodnikiem NASZEGO stada i odpowiadałem w każdej chwili za naszą całą
        rodzinę. Po południu o godzinie szesnastej Pani zabrała mnie do kliniki gdzie
        czekała na mnie bardzo sympatyczna pani doktor – Ty jej nie pamiętasz ale ja
        poznałem ją – to ona opiekowała się mną kiedy byłem jeszcze młodym pieskiem.
        Moja Pani była cały czas ze mną, położyła mnie na stole do badań i trzymając
        mnie czule mówiła do mnie cały czas. Byłem już zmęczony i obolały tą chorobą i
        wielką ulgę przyniósł mi ten ostatni w moim życiu zastrzyk. Przyniósł mi
        spokój, nie czułem już bólu, wreszcie nie cierpiałem. Biegam sobie teraz po
        pięknych zielonych łąkach wraz z innymi pieskami, które odeszły już z ludzkiego
        świata i jestem szczęśliwy.

        Barnaba


        Cytaty z www.hauuward.pl/

        PS2. Na pociechę od razu dostałam od męża malutkiego owczarka niemiekiego, ale
        Sandrusię i tak będę pamiętać.
    • olunc Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... 31.03.03, 10:43
      Serdecznie Ci wspolczuje.
      Trzymaj sie jakos. Wszyscy, ktorzy kochamy psy, musimy przez to przechodzic. To
      jest cena do zaplacenia za iles tam lat milosci.
      Jest taka piosenka Edie (Eddie?) Brickell "Ghost of the Dog" - o tym wlasnie.
      Lubie ja.
      Pozdrawiam,
      Ola, ktora przezyla to, co Ty przezywasz, juz 2 razy kiedys
      • Gość: Flora Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: 213.25.91.* 31.03.03, 15:39
        Być może "Modlitwa psa do Boga" pochodzi ze zbiorku "Modlitwy zwierząt" ( nie
        upieram się, że napewno).
        Autorką jest kobieta pochodzenia chyba litewskiego, mieszkała w jakimś
        klasztorze (?). W zbiorku były np. modlitwa żaby, osiołka i inne. Kupiłam parę
        lat temu w księgarni św, Wojciecha w W-wie na ul. Freta na Starówce (już Nowe
        Miasto).

        Ale to wszystko piszę z pamięci, gdyż mam to spakowane, bo (dzięki
        łaskawości uprzejmej developera)od ponad roku jestem przygotowana do
        przeprowadzki. Nie mogę więc do tego zajrzeć i powiedzieć coś na 100%.

        Jest jeszcze "przedłużenie" dzienników" św. Faustyny (też mam zapakowane więc
        piszę z dość odległej pamięci. Sens w skrócie jest taki, że poprzejściu na
        tamten świat będziemy bardzo żałowali każdej krzywdy wyrządzonej przez nas
        innym istotom - nie tylko ludziom ale i zwierzętom, przyrodzie. Warto to kupić
        i poczytać. Może to przyniesie jakąś tam ulgę ?

        Rozgadałam się, ale przypomniałam sobie też ważną książkę: Życiodajna śmierć"
        autorstwa Elisabeth Kubler Ross (czy dobrze napisałam?). Tę panią przywołuje
        często Moody w swych dziełach "Życie po życiu".
        Tytuł posępny, ale treść pocieszająca. Jedno z dzieci chorych na raka napisało
        do niej kiedyś, że było "po tamtej stronie" i widziało swojego nieżyjacego już
        psa. Pies był szczęśliwy i merdał do dziecka.

        Przepraszam za "trochę upiorny " temat. Tak mi się na tym wątku zebrało. Ale
        jeśli wierzyć ww tekstom, to znaczyłoby, że nasi najmilsi też sobie idą do
        raju. Może nawet szybciej niż my ludzie i to bez egzaminów wstępnych?
        Pozdrawiam
        • Gość: Dina Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: *.zgora.dialog.net.pl 31.03.03, 20:30
          Prawie 4 lata temu stracilam swoja ukochana suczke z ktora sie wychowywalam.
          Przezylam ciezkie chwile jakie Ty teraz przezywasz, ale ciagle wierze ze sie
          jeszcze spotkamy, tam po drugiej stronie.
          Pozdrawiam bardzo mocno.
    • Gość: zyzio Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: 216.43.144.* 01.04.03, 02:27
      Wiem... Slyszalem przez dlugi czas dreptanie do kuchni ,picie wody z
      miski,wskakiwanie na fotel ...misek nigdy nie schowalem ...przyszedl do domu
      inny przyjaciel.
      " z rownym oddaniem spogladam w oczy pana --zebrakiem jest ...krolem,leze u
      stop jego pod tronem lub na schodach kosciola,w dworskich apartamentach a
      czesciej w targanej wichrem budzie "....zyzio
      • Gość: piasia Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: diabel:* 01.04.03, 10:04
        Ludwik Jezry Kern napisał kiedyś przepiękny wiersz. Zaczynał się slowami "Jeśli
        istnieje niebo psie...."

        Wiersz o psim niebie, gdzie idą wszystkie nasze ukochane czworonogi, gdzie mogą
        biegać do woli i mają wszystko to, co kochały za życia.... tylko nie miały pana.

        I stąd ostatnie słowa "Jeśli istnieje niebo psie, to proszę - tam zabierzcie
        mnie".

        Ja jestem pewna, ze na tamtym świecie spotkam mojego ukochanego Urwisa, a Ty
        swojego Przyjaciela.
        • Gość: kundel Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: *.acn.waw.pl 01.04.03, 10:13
          Gość portalu: piasia napisał(a):

          > Ludwik Jezry Kern napisał kiedyś przepiękny wiersz. Zaczynał się
          slowami "Jeśli
          >
          > istnieje niebo psie...."
          >
          > Wiersz o psim niebie, gdzie idą wszystkie nasze ukochane czworonogi, gdzie
          mogą
          >
          > biegać do woli i mają wszystko to, co kochały za życia.... tylko nie miały
          pana
          > .
          >
          > I stąd ostatnie słowa "Jeśli istnieje niebo psie, to proszę - tam zabierzcie
          > mnie".
          >
          > Ja jestem pewna, ze na tamtym świecie spotkam mojego ukochanego Urwisa, a Ty
          > swojego Przyjaciela.

          I tego, Zycze sobie i wszystkim Psiarzom.
    • Gość: Ewa Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 01.04.03, 14:04
      wiesz....strata przyjaciela boli, sama to uczucie poznałam. w dwa dni po
      święcie zmarłych straciłam moja Bokserkę. Miała 10 lat. wejdz na
      www.boksery.republika.pl., to fajna strona, tam własnie wylewałam swoje łzy i
      pisałam o tym co czułam. Powiem ci jedno, mineło juz troche czasu dostałam
      nowego boksera...ale gdybym mogła odzyskać Irę...dałabym wszystko. Trzymaj sie
      ciepło, dopóki myślisz o swoim przyjacielu dopóty on żyje w twoim sercu. Ja sie
      wybieram do psiego nieba kiedys zeby poszukac mojej Iry :) i tą optymistyczną
      nutką kończę. Buziaki.....pozdrawiam wszystkich
      • Gość: Flora Re: Misiania IP: 213.25.91.* 06.05.03, 09:37
        zajrzyj tu
        • misiania Re: Dzięki, Flora 06.05.03, 09:58
          jeszcze niczego nie schowałam, kocyków, legowiska. nawet woda stoi w misce.
    • Gość: Cleo Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: 10.120.22.* 06.05.03, 10:12
      Minął 1 miesiąc bez niego ... Miski stoją nadal w tym samym miejscu, jego
      legowisko nieruszone , zabawki porozrzucane ... Palę znicze na jego grobie,
      próbuję sie pozbierać . Tylko jedzenie po nim ( suche i konserwy ) zawiozłam do
      schroniska - do wykorzystania.

      DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM ZA SŁOWA OTUCHY - JESTEM NAPRAWDĘ WDZIĘCZNA , BO WIEM ,
      ŻE SĄ JESZCZE LUDZIE ROZUMIEJĄCY BÓL PO STRACIE PRZYJACIELA....
      Pozdrawiam , Cleo
      • landola czas zająć się jakimś pieskiem 09.05.03, 20:43
        Wiesz, napewno zawsze będziesz pamiętała o piesku który odszedł - ale jest tyle
        piesków, błąkających się, ze zrozpaczonym wyrazem pyska, że może przygarniesz
        któreś nieszczęśliwe stworzonko ???? Kiedyś nie miałam psa i nie wiedziałam, że
        pies może się uśmiechać, bać się albo być smmutnym.... - teraz już to wiem. A i
        moja mama kiedyś uważała, że te cmentarze dla zwierząt - na amerykańskich
        filmach to głupota - teraz zmieniła zdanie o 180 stopni. Pozdrawiam wszystkie
        pieski i króliki miniaturki - a najbardziej moją Manię i Roksię.
        • vazniak Re: czas zająć się jakimś pieskiem 10.05.03, 02:36
          landola napisała:

          > Wiesz, napewno zawsze będziesz pamiętała o piesku który odszedł - ale jest
          tyle

          > moja mama kiedyś uważała, że te cmentarze dla zwierząt - na amerykańskich
          > filmach to głupota - teraz zmieniła zdanie o 180 stopni.

          Wiesz ze cos w tym jest. Jest tyle ludzi ktorzy tweirdza ze nie chca psa, a
          potem sie zakochuja. Moja mam nie znosila psow a teraz pies jest dla niej nr 1.
          • zuza123 Bardzo mi smutno :( 12.05.03, 08:10
            Kilka dni temu dowiedziałam się, że pies, z którym spędziłam 10 lat mojego
            życia, ma raka. Na tyle złośliwego, że trzeba tylko podjąć decyzję, kiedy go
            uśpić. Nie mieszkam z Rodzicami od prawie dwóch lat, mam już własnego psa, a
            mimo to nie mogę się z tym pogodzić. Byłam u niego w weekend, chciałam się
            pożegnać. I po tej wizycie przepłakałam całą noc i nadal nie mogę powstrzymać
            łez. Był ze mną w najważniejszych momentach życia: ślub, egzamin magisterski,
            matura... Za rok maturę ma mój brat, niestety już bez naszego psa :( Wiem, że
            on to też bardzo przeżywa. Dom moich Rodziców nie będzie już taki sam. Wiem, że
            kiedyś musiało to nastąpić, ale przecież mógł spędzić z nami co najmniej 5
            następnych lat
            Pozdrawiam wszystkich wielbicieli psów
            • Gość: Flora ZUZA - spróbuj IP: 213.25.91.* 12.05.03, 08:32
              Wiem ,że to może będzie późno, ale spróbuj:
              Kup olejek pichtowy - wyciąg z jodły syberyjskiej. Jest w sklepach ziołowych
              lub ze zdrową żywnością, w W-wie jest przy pl. Trzech Krzyży w ziołowym.
              Jest w załączeniu ulotka, tam jest napisane jak działać przy nowotworach.
              Mój pies miał narośl za uchem, też pewnie początek nowotworu, smarowałam kilka
              dni, trochę go to drażniło, ale już się dużo zmniejszyło.
            • Gość: kicia Re: Bardzo mi smutno :( IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.05.03, 00:59
              zuza123 napisała:

              > Kilka dni temu dowiedziałam się, że pies, z którym spędziłam 10 lat mojego
              > życia, ma raka. Na tyle złośliwego, że trzeba tylko podjąć decyzję, kiedy go
              > uśpić. Nie mieszkam z Rodzicami od prawie dwóch lat, mam już własnego psa, a
              > mimo to nie mogę się z tym pogodzić. Byłam u niego w weekend, chciałam się
              > pożegnać. I po tej wizycie przepłakałam całą noc i nadal nie mogę powstrzymać
              > łez. Był ze mną w najważniejszych momentach życia: ślub, egzamin magisterski,
              > matura... Za rok maturę ma mój brat, niestety już bez naszego psa :( Wiem, że
              > on to też bardzo przeżywa. Dom moich Rodziców nie będzie już taki sam. Wiem,
              że
              >
              > kiedyś musiało to nastąpić, ale przecież mógł spędzić z nami co najmniej 5
              > następnych lat
              > Pozdrawiam wszystkich wielbicieli psów

              Zuza, skosultujcie jeszcze z inni lekarzami. Wiesz,sa weci i weci jedni
              uwazaja,ze 10-cio latek to stary pies i nie ma co walczyc a sa tacy co
              uwazaja,ze warto. Jesli pies nie cierpi to warto sprobowac. A gszie mam ten
              nowotwor, robili biopsje, usg, rtg?
              • zuza123 Re: Bardzo mi smutno :( 13.05.03, 08:17
                Konsultowaliśmy się z dwoma różnymi lekarzami. Jest to rak kości, bardzo wysoko
                na udzie. Na zdjęciu rentgenowskim kości prawie nie ma, amputacja nie wchodzi w
                grę. Zaczeło się niewinnie, zaczął gryźć łapę i od razu poszliśmy do weta.
                Niestety skierował go na rentgen jak łapa zaczeła puchnąć. I teraz jest za
                późno :(
                Pozdrawiam
    • kluba11 Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... 15.05.03, 01:02
      Zabralam Kocice-Dziewice do szpitala w poniedzialek, we wtorek dowiedzialam
      sie , ze jej nerki sa kaput i mialam ja uspic w srode. Przeplakalam cala noc,
      oczy mam spuchniete do tego stopnia , ze wygladam jak azjatka . Dzisiaj rano
      zadzwonil vet , ze po mojej wizycie w szpitalu wczoraj Kocica-Dziewica zmarla.
      Smutno mi bez niej bardzo ale ciesze sie, ze nie musialam podejmowac tej
      decyzji i ze moglam sie z nia pozegnac. Byla na kroplowce i miala bardzo
      rozszerzone zrenice ale sadze, ze mnie poznala, bo jak zaczelam do niej mowic,
      to poruszyla odrobinke lapka. W piatek jeszcze sie ze mna bawila i wygladala
      OK. W sobote nie zjawila sie "do michy " a zawsze byla pierwsza i juz zaczelam
      sie niepokoic. Kocica-Dziewica zyla ok. 17-18 lat i vet powiedzial, ze
      wszystkie organy miala bardzo silne ale niestety , nerki zupelnie wyczerpane.
      Smutno bedzie bez niej mimo, ze mam jeszcze 4 inne koty ale Kocica-Dziewica ,
      czasami nazywana " Wooly Mamoth" byla godna podziwu. Zawsze dbajaca o siebie,
      domagajaca sie jadla na czas, wody z butelki a nie z kranu, polubila nawet
      czesanie i czasami biegala nagle po mieszkaniu na smiesznie rozstawionych i
      sztywnych tylnych lapach !! Nawet nie bylam na nia zla za szarpanie kapy na
      kanape bo nie mogla juz wskoczyc ale podciagala sie jak taternik. Dobrze, ze
      sie nie meczy i nie meczyla.
      • quba Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... 15.05.03, 08:37
        kluba11 napisała:

        > Zabralam Kocice-Dziewice do szpitala w poniedzialek, we wtorek dowiedzialam
        > sie , ze jej nerki sa kaput i mialam ja uspic w srode. Przeplakalam cala
        noc,
        > oczy mam spuchniete do tego stopnia , ze wygladam jak azjatka . Dzisiaj
        rano
        > zadzwonil vet , ze po mojej wizycie w szpitalu wczoraj Kocica-Dziewica
        zmarla.
        >
        > Smutno mi bez niej bardzo ale ciesze sie, ze nie musialam podejmowac tej
        > decyzji i ze moglam sie z nia pozegnac. Byla na kroplowce i miala bardzo
        > rozszerzone zrenice ale sadze, ze mnie poznala, bo jak zaczelam do niej
        mowic,
        > to poruszyla odrobinke lapka. W piatek jeszcze sie ze mna bawila i wygladala
        > OK. W sobote nie zjawila sie "do michy " a zawsze byla pierwsza i juz
        zaczelam
        > sie niepokoic. Kocica-Dziewica zyla ok. 17-18 lat i vet powiedzial, ze
        > wszystkie organy miala bardzo silne ale niestety , nerki zupelnie wyczerpane.
        > Smutno bedzie bez niej mimo, ze mam jeszcze 4 inne koty ale Kocica-Dziewica ,
        > czasami nazywana " Wooly Mamoth" byla godna podziwu. Zawsze dbajaca o
        siebie,
        >
        > domagajaca sie jadla na czas, wody z butelki a nie z kranu, polubila nawet
        > czesanie i czasami biegala nagle po mieszkaniu na smiesznie rozstawionych i
        > sztywnych tylnych lapach !! Nawet nie bylam na nia zla za szarpanie kapy na
        > kanape bo nie mogla juz wskoczyc ale podciagala sie jak taternik. Dobrze, ze
        > sie nie meczy i nie meczyla.


        bardzo bardzo Ci współczuje
        biedna KIcia
        • Gość: Flora Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: 213.25.91.* 15.05.03, 08:42
          Wyrazy współczucia.
          Swoją drogą podziwiam Cię, jak wspaniale dbasz o zwierzaki, że kocica żyła tyle
          lat.
          Masz już Swoją świętą w niebie, która będzie się Tobą opiekować, wstawiać za
          Tobą.
          Mnie tak ktoś powiedział po śmierci mojego psa. Teraz ja mówię to do wszyskich
          zwierzolubów, którzy opłakują swoje stworzonka
        • Gość: kluba1 Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: *.we.client2.attbi.com 15.05.03, 19:23
          Dziekuje bardzo za cieple slowa. Juz mi lepiej.
          • paloska Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... 21.05.03, 13:59
            Moja sunia odeszla niecaly rok temu... świat się dla mnie skończył... nadal
            płaczę, nadal moje serce pyta dlaczego? po co?! nie wiem czy potrafie kochać...
            a miało być tak pięknie; razem z męzem przeprowadzilismy się do nowego domu z
            wielkim ogrodem, przyjechałam do rodziców aby zabrać ją do nas. Niestety ona
            tylko czekała na mnie aby się pożegnać, tuliła się lizała mnie po rękach a ja
            nawet nie przeczuwałam ze spotka mnie za kilka godzin taka tragedia! Bóg mi
            świadkiem, że chcieliśmy ją uratować za wszelką cene... Przez cały czas
            szeptałam jej do uszka, jak bardzo ją kocham i że nie może mnie samej zostawić,
            że sobie sama nie poradzę. Pamiętam te oczy, bezwładne ciało w których jeszcze
            tliło się życie... co noc mi się to śni... chyba rozumiała mnie, bo popatrzyła
            głęboko w moje oczy i "powiedziała" żeby nie płakała, że zawsze przy mnie
            będzie... Odeszła w nocy, po prostu zasnęła... Dziękuję że nie musiała
            cierpieć. Jednego czego nie mogę sobie darować, to fakt że zasnęła sama
            samiuteńka. Napewno się bardzo bała, nie wiedziała co się dzieje. A może
            wiedziała? Mam nadzieję, że czuła jak bardzo ją kocham!
            Zawsze będziesz w mym sercu, Reginko!!!
    • Gość: kinia Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: ProteriansAnNet:* 21.05.03, 17:21
      mój największy przyjaciel to owczarek niemiecki,ma 14 lat! nie jestem w stanie
      wyobrazic sobie co bedzie jak Go juz nie bedzie!
      • Gość: Mysz Re: MÓJ PRZYJACIEL NIE ŻYJE.... IP: 212.69.77.* 22.05.03, 16:06
        Ja też miałam owczarka niemieckiego. Niestety 2 dni przed swoimi 9 urodzinami
        podjęliśmy decyzjęo jego uśpieniu. STRASZNA DECYZJA...Mnie na szczęście nie
        było przy tym. Był natomiast mój tata, wydawało się, że twardy człowiem ale
        płakał jak dziecko gdy lekarz usypiał naszego przyjaciela. Nie było jednak
        wyjścia, dopadł go rak.Podobno lekarz też miał minę niewesołą jak to robił.
        Chorobę i ból znosił dzielnie, nie piszczał, tylko chodził z kąta w kąt...A
        bolało go bardzo, tata dawał mu nawet specjalne zastrzyki, dzieki którym
        przesypiał jakoś noc.
        Następnego dnia rano jak wstawałm do pracy to wydawało mi się, że słyszę jego
        łaby jak szeleszczą o dywan...ale jego już nie było.
        Codziennie myslę o naszym Tajfunie.
        Kurcze, często tak sobie myślę, że to jest takie okrutne podjąć decyzję o życiu
        takiego zwierzaka. A on nawet nie może powiedzieć, że się na to nie zgadza.
        Tylko patrzy się w oczy człowieka tak ufnie...
        Mysz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka