Dodaj do ulubionych

Jak mogłeś...?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.03, 16:47
Jak mogłeś?

Kiedy byłam mała, moje błazeństwa śmieszyły cię do łez. Nazywałeś mnie swoją
dziewczynką. Zostałam twoim najlepszym przyjacielem pomimo wszystkich
pogryzionych butów i zniszczonych przeze mnie poduszek. Kiedy
byłam "niegrzeczna" groziłeś mi palcem i pytałeś: "jak tak możesz?", ale już
za chwilę ustępowałeś. Przewracałam się na plecy, a ty drapałeś mnie po
brzuszku. Trochę długo trwało zanim przyzwyczaiłam się do życia w mieszkaniu.
Ty byłeś ciągle okropnie zajęty, ale pracowaliśmy nad tym wspólnie.

Pamiętam, jak sypiałam w twoim łóżku z nosem wtulonym pod twoje ramię. Kiedy
tak zwierzałeś mi się ze swoich najskrytszych myśli i pragnień wierzyłam, że
moje życie nie może już być doskonalsze.

Chodziliśmy na długie spacery i razem biegaliśmy po parku. Jedliśmy razem
lody (ja dostawałam tylko wafelek, bo "lody nie są zdrowe dla psów", tak
mówiłeś). W domu ucinałam sobie długie drzemki w promieniach słońca, czekając
aż wrócisz z pracy.

Wreszcie zacząłeś spędzać tam coraz więcej czasu i rozglądać się za ludzkim
partnerem. Czekałam na ciebie cierpliwie, pocieszałam, kiedy spotkało cię
rozczarowanie, kiedy miałeś złamane serce. Nigdy nie beształam cię za
nieodpowiednie decyzje, i skakałam z radości kiedy wracałeś do domu zakochany.

Ona, twoja żona, nie lubi psów. Mimo to powitałam ją w naszym domu, okazałam
jej szacunek i posłuszeństwo. Ty byłeś szczęśliwy, więc ja też. Kiedy
urodziły się wasze dzieci, tak jak ty byłam zafascynowana ich zapachem i
różowością, i tak jak ty, chciałam się nimi opiekować. Tylko, że ona i ty
martwiliście się żebym nie zrobiła im nic złego, więc spędzałam większość
czasu wygnana do innego pomieszczenia. Zostałam "więźniem miłości", chociaż
tak bardzo chciałam okazać im swoje uczucia.

Kiedy trochę podrosły, zostałam ich przyjacielem. Wczepiały się w moje futro
i podążały za mną niepewnym kroczkiem, zaglądały mi w uszy, wsadzały do oczu
palce i całowały w czubek nosa. Uwielbiałam ich pieszczoty - twoje stały się
przecież takie rzadkie. Gdyby było trzeba broniłabym twoich dzieci własnym
życiem.

Wślizgiwałam się im do łóżek i słuchałam szeptanych do mojego ucha sekretów i
najskrytszych marzeń. Razem nasłuchiwaliśmy, czy nie wracasz z pracy. Kiedyś,
dawno temu, kiedy ktoś pytał, czy masz psa, wyciągałeś z portfela moje
zdjęcie i opowiadałeś im o mnie. Przez ostatnie lata odpowiadałeś tylko
krótko "mam" i zmieniałeś temat. Z "twojego psa" stałam się "jakimś psem" i
miałeś za złe każdą sumę, którą musiałeś na mnie wydać.

Ostatnio dostałeś propozycję nowej pracy. Razem z rodziną przeprowadzisz się
do innego miasta. Niestety, w nowym miejscu nie można trzymać zwierząt.
Podjąłeś właściwą decyzję, twoja rodzina dużo na tym zyska. Kiedyś ja byłam
twoją jedyną rodziną...

Cieszyłam się jak zwykle na przejażdżkę samochodem, kiedy wyruszyliśmy w
drogę do schroniska. Schronisko pachniało brakiem nadziei i strachem
wszystkich psów i kotów. Wypełniłeś formularz i powiedziałeś "Na pewno
znajdziecie jej dobry dom". Wzruszyli tylko ramionami i popatrzyli na ciebie
ze smutkiem. Dobrze wiedzieli, co czeka psa w średnim wieku, nawet takiego z
papierami.

Siłą odgiąłeś zaciśnięte na mojej obroży palce swojego syna, który
krzyczał "Tato, proszę nie pozwól im zabrać mojego psa!" Martwię się o niego.
Dałeś mu właśnie piękną lekcję przyjaźni, lojalności, miłości,
odpowiedzialności i szacunku dla życia... Unikając mojego wzroku poklepałeś
mnie po głowie. Uprzejmie odmówiłeś zabrania obroży i smyczy. Musiałeś iść,
miałeś umówione spotkanie.

Kiedy wyszliście, usłyszałam jak dwie miłe panie rozmawiają ze sobą na mój
temat. "Musiał wiedzieć, że wyjeżdża już dawno. Dlaczego nie znalazł psu
innego domu?" powiedziała jedna, a druga dodała: "Jak mógł?"

W schronisku dbają o nas na ile pozwala ich napięty program dnia. Karmią nas
rzecz jasna, ale nie mam jakoś apetytu. Na początku za każdym razem kiedy
ktoś przechodził koło mojego boksu podbiegałam mając nadzieję, że to ty, że
zmieniłeś zdanie, że to wszystko był tylko zły sen, albo że przynajmniej to
ktoś, komu by na mnie zależało, ktoś, kto by mnie uratował. Kiedy zdałam
sobie sprawę, że nie mam co konkurować z roześmianymi szczeniakami,
nieświadomymi własnego losu, zaszyłam się w kącie i czekałam.

Słyszałam jej kroki, kiedy pod koniec dnia szła po mnie. Poprowadziła mnie
między wybiegami do oddzielnego pomieszczenia. Panowała tam błoga cisza.
Posadziła mnie na stole, podrapała za uszami i powiedziała, żebym się nie
martwiła. Serce waliło mi w oczekiwaniu na to, co miało się zdarzyć. Czułam
też ulgę: nadszedł koniec udręk dla więźnia miłości. Zaczęłam martwić się o
tę kobietę - taką już mam naturę, tak samo bałam się o ciebie. Żeby ciężar,
który dźwiga, nie przygniótł jej.

Kobieta delikatnie założyła na mojej łapie opaskę. Łza poleciała jej po
policzku. Chciałam pocieszyć tę kobietę tak jak pocieszałam ciebie lata temu
i polizałam ją po twarzy. Pewnym ruchem wkłuła mi igłę do żyły i poczułam,
jak zimna substancja rozchodzi się po moim ciele. Zasypiając spojrzałam w jej
dobre oczy i szepnęłam cichutko: "Jak mogłeś?" Kobieta rozumiała psi
język. "Tak mi przykro" powiedziała, a potem przytuliła mnie i pośpiesznie
tłumaczyła, że pomoże mi znaleźć się w lepszym miejscu. Nikt tam o mnie nie
zapomni, nie skrzywdzi ani nie porzuci, to miejsce pełne miłości i światła,
inne niż na ziemi.

Zbierając resztki energii leciutko poruszyłam ogonem, próbując wyjaśnić
kobiecie, że to nie do niej były moje ostatnie słowa. To do ciebie, mój
Ukochany Panie, mówiłam. Będę zawsze myśleć o tobie i czekać na ciebie po
tamtej stronie.

Życzę ci, żeby każdy był ci tak wierny jak ja.



Obserwuj wątek
    • mmajja Re: Jak mogłeś...? 30.07.03, 17:01
      Eliza, przez Ciebie moj staranny makijaz trafil szlag.
      Zapewne to co piszesz ma miec charakter edukacyjny i jest
      to ze wszech miar sluszne, bo przeciez tak wlasnie jest
      ze Zwierzaki sa naszymi prawdziwymi przyjaciolmi,
      najwierniejszymi i kochajacymi bezwarunkowo. Nie zawsze
      potrafimy odplacic im tym samym. Ja bardzo sie staram byc
      najlepsza pania dla mojej psiuni i kocia.
      I masz racje edukujac, kiedy to czytalam to lzy jak
      grochy spadaly na moje sluzbowe biurko. Tylko zle
      wybralas grupe docelowa, bo tu pojawiaja sie glownie
      osoby kochajace zwierzeta...
      Mam nadzieje ze nie bylas czesciowa bohaterka opisanej
      opowiesci.
      Pozdrawiam wycierajac nos.
      m
      • rzewuski1 bzdury -jakie to żałosne!!! 30.07.03, 17:17
        czytając to można zgłupiec to jest oznaka chuba paranoi
        ludzie leczcie się
        • marialudwika Re: jak mogles-rzewuski jest persona non grata 30.07.03, 20:02
          Nie rozumiem po co rzewuski wyladowuje na forum swoje "dziwne" delikatnie
          mowiac frustracje na forum ZWIERZETA.Niech spada
        • Gość: kaska Re: bzdury -jakie to żałosne!!! IP: *.tele2.pl 30.07.03, 20:03
          proonuje wydrukowac to w gazecie typu tina albo inym brukowcu......
        • Gość: hanka Re: bzdury -jakie to żałosne!!! IP: *.ichf.edu.pl 31.07.03, 08:39
          Bardzo dobry opowiadanie ( czytałam go wcześniej bodajże na stronach
          wrocławskiego schroniska ) i tylko dlatego teraz się nie poryczałam tylko ciary
          mi przeszły . Zwierzęta myślą , czują , kochają, i tylko nie mogą nam o tym
          opowiedzieć ale wystarczy spojrzeć w ich oczy i już wszystko wiemy .A swoją
          drogą rzewuski1 mam nadzieję ze twoje poglądy i wywody na forum nie są
          odzwierciedleniem Twojej miłości do zwierząt
        • mmajja Re: bzdury -jakie to żałosne!!! 31.07.03, 09:05
          rzewuski1 napisał:

          > czytając to można zgłupiec to jest oznaka chuba paranoi
          > ludzie leczcie się

          Skoro glupiejesz kiedy czytasz o prawdziwych uczuciach
          powinienes sie wybrac do specjalisty z tej dziedziny i
          zglosic awarie.
          Sfrustrowany? Na co czekasz....
          • rzewuski1 Re: bzdury -jakie to żałosne!!! 31.07.03, 12:38
            >
            > Skoro glupiejesz kiedy czytasz o prawdziwych uczuciach
            > powinienes sie wybrac do specjalisty z tej dziedziny i
            > zglosic awarie.
            > Sfrustrowany? Na co czekasz....

            na ciebie
            • mmajja Re: bzdury -jakie to żałosne!!! 01.08.03, 13:49
              rzewuski1 napisał:

              > >
              > > Skoro glupiejesz kiedy czytasz o prawdziwych uczuciach
              > > powinienes sie wybrac do specjalisty z tej dziedziny i
              > > zglosic awarie.
              > > Sfrustrowany? Na co czekasz....
              >
              > na ciebie

              "Ciebie" powinno byc z wielkiej litery.
      • Gość: Kundel Re: Jak mogłeś...? IP: *.acn.waw.pl 03.08.03, 22:36
        To opowiadanie, wstrzasajace sumieniem ludzi, takich jak ja i Wy, kochajacych
        zwierzeta. Bo przeciez zwierzeta mowia do nas, swoja postawa, minami a przede
        wszystkim mysla.
        To opowiadanie powinni przeczytac Ci ktorzy z jakis powodow oddali swojego psa
        do schroniska, choc tutaj chodzi o schronisko w Angli, gdzie kiedy pies nie
        znajdzie nowego domu po jakims czasie, zostaje poddany eutanazji, a jak bedzie
        u nas?
        Kto dal ludziom prawo, aby odbierac zwierzetom nadzieje na nowy dom, nowe
        zycie, nowa milosc?
    • Gość: m Re: Jak mogłeś...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.03, 18:13
    • Gość: malidar Re: Jak mogłeś...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.03, 18:23
      Witaj
      Tekst wzruszajacy ... ja swoją psicę kocham, dwa miesiące temu zrezygnowałam z
      dwu-letniego wyjazdu do Szwajcarii, mąż pojedzie sam, do nas przyjedzie na
      urlop. Nie zostawiłabym jej, jest wierna, mądra, kochajacą i oddana, a tam nie
      mogłaby z nami być. Będzie ze mną na dobre i na złe, teraz będziemy żyły sobie
      przez pół roku same, bez Pana (kochanego przez sunię), który zjawi sie razem z
      choinką bożonarodzeniową i zniknie po Nowym Roku na kolejny długi czas.

      Mmajja jak widać kochających inaczej nie brakuje (=rzewuski)
      Pozdrawiam, dzięki za ten tekst, choć coś mnie w gardle ściska.
      I mimochodem polecam do przeczytania nowelkę Zofii Mrzewińskiej "Psim
      zdaniem", też łzę z oka wyciska.
      • marialudwika Re: Jak mogłeś...? 30.07.03, 20:05
        Ja tez spedzam wakacje w domu wlasnie dlatego,ze mam psy.Nie oddam ich do
        hotelu,serce by mi peklo slyszac ich lament.Tak wybralam.Pozdrawiam psiarzy
        ml
    • Gość: m.pw Re: Jak mogłeś...? IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 30.07.03, 19:11
      To jest prawda, to wiele prawd - tak wiele ludzi postępuje ze swoimi
      zwierzakami.
      Zastanówcie się czy dobrze robicie biorąc do domu zwierzaka. czy będziecie w
      stanie wybrać bezinteresowna miłość, czy szmal??
      • moniorek1 Re: Jak mogłeś...? 30.07.03, 19:29
        Gość portalu: m.pw napisał(a):


        > Zastanówcie się czy dobrze robicie biorąc do domu zwierzaka. czy będziecie w
        > stanie wybrać bezinteresowna miłość, czy szmal??

        Dla chcacego nie ma nic trudnego jak to mowia. Musialam wyjechac do usa i nie
        mialam co zrobic ze swoim kotem. Myslalam nawet o schronisku,ale wyrzuty
        sumienia nie pozwolilyby mi zyc.
        Swojego ukochanego kota zabralam po roku i jest teraz ze mna z czego sie
        strasznie ciesze.
    • Gość: Lilka Re: Jak mogłeś...? IP: *.71.107.41.213.rev.coltfrance.com 01.08.03, 10:48
      Jestem teraz w pracy i nie potrafie sie powstrzymać przed płaczem. Sama mam
      wielką sukę, którą bardzo kocham i nie wyobrażam sobie że mogłabym ją zostawić
      chociazby w hotelu dla psów. Z takimi ludzi, którzy w ten sposób postepują z
      psami chętnie zrobiłabym to samo. Ale myslę, że ich psy by tgo nie chciały.
      • Gość: słoń bim-bom Re: Jak mogłeś...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.03, 21:12
        Dzięki Eliza, kiedyś na forum ktoś apropo czegoś dał link do strony z tym
        opowiadaniem. Potem bezskutecznie próbowałam je odnaleść.
        Dzięki

        S. B-B
        • maniia Re: Jak mogłeś...? 02.08.03, 05:07
          Gość portalu: słoń bim-bom napisał(a):

          > Dzięki Eliza, kiedyś na forum ktoś apropo czegoś dał link do strony z tym
          > opowiadaniem. Potem bezskutecznie próbowałam je odnaleść.
          > Dzięki
          >
          > S. B-B

          ja znam przypadek ze ludzie uspili swojego wilczura, bo przeszkadzal im spac
          gdy mial padacze. weterynarz byl przeciwny, zapewnial by leczyc ale oni uspili
          go.
          • krawatko Re: Jak mogłeś...? 02.08.03, 05:35
            ja mysle ze jezeli ten facet nie mogl wziac psa , to lepiej bylo go uspic.
            Wtedy by pies nie cierpial teskniac za swoim Panem. Nawet by nie wiedzial ze
            jest usypiany.
            • mgd3 Re: Jak mogłeś...? 04.08.03, 10:13
              krawatko napisał:

              > Nawet by nie wiedzial ze jest usypiany.

              Widziałeś kiedyś usypianego psa? Bo my kiedyś musieliśmy naszą sunię uśpić....
              I zapewniam, że wiedziała. :-( Była w domu, cały czas był przy niej ktoś z
              rodziny, przyszła lubiana pani weterynarz. I mimo wszystko jestem na 100%
              pewna, że wiedziała co ją czeka. To po prostu było widać w jej oczach. :-(
          • Gość: słoń bim-bom Re: Jak mogłeś...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.03, 12:22
            maniia napisała:

            > Gość portalu: słoń bim-bom napisał(a):
            >
            > > Dzięki Eliza, kiedyś na forum ktoś apropo czegoś dał link do strony z tym
            > > opowiadaniem. Potem bezskutecznie próbowałam je odnaleść.
            > > Dzięki
            > >
            > > S. B-B
            >
            > ja znam przypadek ze ludzie uspili swojego wilczura, bo przeszkadzal im spac
            > gdy mial padacze. weterynarz byl przeciwny, zapewnial by leczyc ale oni
            uspili
            > go.

            Lidzie tacy są. To ne.
            :c

            wiadomy Wam słoń
          • Gość: Lilka Re: Jak mogłeś...? IP: *.visp.energis.pl 03.08.03, 09:12
            maniia napisała:

            > >
            > ja znam przypadek ze ludzie uspili swojego wilczura, bo przeszkadzal im spac
            > gdy mial padacze. weterynarz byl przeciwny, zapewnial by leczyc ale oni
            uspili
            > go.
            Pewnego razu gdy byłam z moją psicą u weterynarza, przyszedł pewien facet bez
            psa. Zapytałam go, a gdzie pies? , na to on odpowiedział, że jest juz stary, że
            chodzić nie może, że musi go uspać, bo trzeba wokół niego wszystko robić. W
            pewnym momencie jakiś pies schodzi o własnych siłach ze schodów, normalnie
            wyglądający, może rzeczywiście było widać że jest juz w podeszłym wieku, ale
            chodził o własnych siłach. Okazało się,że to był peis właśnie tego mężczyzny.
            Nie wiem czy weterynarz zgodził się, żeby go uspać, bo już wyszłam. Ale tacy są
            ludzie...
            • krystymka Re: Jak mogłeś...? 03.08.03, 11:02
              Gość portalu: Lilka napisał(a):

              > wyglądający, może rzeczywiście było widać że jest juz w podeszłym wieku, ale
              > chodził o własnych siłach. Okazało się,że to był peis właśnie tego mężczyzny.
              > Nie wiem czy weterynarz zgodził się, żeby go uspać, bo już wyszłam. Ale tacy

              >
              > ludzie...

              no wlasnie panuje znieczulica. Na Twoim miejscu bym nagadala facetowi gdzie
              pieprz rosnie i bym probowala uratowac psa.
              • Gość: Andy Do Elizy IP: *.acn.pl 03.08.03, 19:47
                Historia prawdziwa,
                Kilka lat temu z kolega serdecznym siedzimy sobie nad jeziorem, mazurskim,przy
                ognisku.Cos o psach zaczelismy sobie opowiadac.Jego wilczur juz stary chodzil
                wowczas z ledwoscia, bylo widoczne ze stawy go bolaly i stekal strasznie....
                Od zdania do zdania opowiedzial mi jak to przed laty, po kilku miesiacach
                posiadania owego pieska, powiedzial zonie ze trzeba oddac psa do mamy, bo tam
                jest ogrod a pies w blokach zle sie czuje i klopoty itd. itp.
                Dzieci wowczas pilnowal swoje na zmiane z zona, oboje pracowali na tym samym
                wydziale wielkiej fabryki znanej w Polsce.Musialo ktores poslyszec rozmowe
                rodzicow.Mialy wowczas po kilka latek.
                Zdziwienie bylo nastepnego dnia, gdy koles ten wrocil z pracy i zauwazyl ze
                starszy syn ubrany w paltociku stoi i trzyma siostre mlodsza, ktora musial sam
                z trudem ubrac.W drugim reku mial smycz przypieta do obrozy psa.
                Na pytanie ojca - dokad to dzieci ida?- odpowiedz byla ze "w swiat" !
                Bo rodzice sa bezduszni, poniewaz chca sie pozbyc ukochanego pieska. -dodal od
                siebie chlopczyk.
                Lzy w oczach zakrecily sie ojcu i rozebral dzieciaki.Pies zyl z nimi jeszcze
                dlugie lata, po tym jak zbudowal swoj dom i przeprowadzil sie do niego.
                Od kilku miesiecy pies nie zyje - zmarl smiercia naturalna.Dzieci sa dorosle -
                chlopak gdzies kolo 25-ciu lat liczy.
                Moja ukochana Diana juz od ponad 2 miesiecy "pasie snieznobiale owieczki na
                zielonych lakach innego swiata",
                Przypomnialas swoim postem te historie sprzed lat,
                Zastanawiam sie jak czlowiek sie rozwija,
                Wyrasta z prostodusznego dzieciaka na cos normalnego,
                Albo na tego adwersarza ktorego nick juz zapomnialem, nim historie opisac
                zdazylem.....
                Pozdrawiam Ciebie i wszystkich ktorzy kochac potrafia braci naszych mniejszych
                tak jak te dzieciaczki z powyzszego opowiadania.Prawdziwego pod kazdym wzgledem!
                Pozdrawiam...
    • capa_negra Moje dwie dziewczyny 04.08.03, 10:45
      Poryczałam się jak bóbr – w pracy dziwnie się na mnie patrzą – zwalam na
      alergię…
      Na szczęście w domu czekają moje dwie dziewczyny, wiec smutek szybko mi minie.
      Zora i Miśka.
      Zora kupiona z premedytacją , Miśka znajda – podrzutek.
      Ktoś trzy lata temu miał tyle serca, że w połowie października „wystawił za
      drzwi „ 3 miesięczne szczenie z kartką na szyi „ jestem bezdomna, proszę o
      miskę mleka”
      Przez rok chodziła za mną krok w krok, przez pół roku nie mogłam jej nigdzie
      przywiązać na smyczy bo wyła, wyła jak opętana ze strachu, że ja zostawię…
      W czerwcu byliśmy z psami na wsi, zostały wypuszczone na oddzieloną brama część
      placu.
      Przez trzy godziny Miska stała wczepiona w bramę i wyła … musiałam co chwile do
      niej wychodzić.
      Zora zachowywała się trochę „lepiej” – szczekała jak opętana
      Nigdy nie zapomnę tego szczęścia w jej oczach kiedy zawołałam : dziewczyny !!!
      do samochodu.
      Niewiele rzeczy na tym świecie może równać się z chwilą kiedy wracam do domu, a
      moje dwie dziewczyny prawie mnie nie przewrócą z miłości.
      I trzeba nas widzieć kiedy wszystkie trzy leżymy i prężymy się na dywanie…
      • trufelka Re: Moje dwie dziewczyny 04.08.03, 13:58
        Ja tez stracilam wszelkie poczucie "cywilizowanego zachowania". Turlam sie ze
        swoim duzym psem (owczarek niemiecki) po podlodze. Ciagle mowie do niego,
        glaszcze. Nie wyobrazam sobie zeby mial mieszkac na zewnatrz w ogrodzie. Ma
        tyle w oczach wyrazu. CZytalam ze im wiecej pies przebywa ze swoja Pania/Panem
        tym lepiej go "odczytuje". Przebywanie z ludzmi rozwija inteligencje psa.
        Pozostawiony sam w ogrodzie sie nie rozwija na tyle.
        • Gość: Kundel Re: Moje dwie dziewczyny IP: *.acn.waw.pl 04.08.03, 16:36
          To swieta prawda, pies przebywajac razem ze swym wlascicielem, zwlaszcza w
          trakcie dojrzewania od rana do wieczora, nawiazuje taka nic porozumienia ze
          potrafi odgadywac mysli opiekuna, przyklad lezy teraz obok moich nog!
          • Gość: Andy Szkoda slow.... IP: *.acn.pl 04.08.03, 16:59
            Na okreslenie znieczulicy wsrod niektorych uwazajacych sie za ludzi....
            Zapewniam Was ze nigdy nie bylem "psiarzem", a stycznosci jekies mialem ze
            zwierzetami.Pamietam jak znajoma zbierala cala zime chleb i suszyla, bo na
            wiosne gdzies sie wyjedzie i wowczas nakarmic trzeba napotkane pierwsze
            zwierze.Czesto bywal to cielak pasacy sie na polu ktory takiego karmienia niby
            nie wymagal - ale dla niej to byla frajda wielka.Czy ktos z Was kochani slyszal
            jak kon chrupie podana mu pajde suchego chleba? Jakie to mile dla ducha i ucha!
            Czasami karmila psa gospodarzy - ale wielkiego bydlaka kaukaskiego z budy.Az
            wlascicielka bala sie ze moze to byc niebezpieczne.Jakos wszyscy zyjemy...
            Ile radosci czlowiek ma gdy ukochany piesek podchodzi i przytuli sie albo
            polize reke gdy jestesmy zmeczeni i zalamani codziennoscia?
            Kto tego nie zna, kto tego nie doswiadcza, jest ubogim duchowo.
            Przeciez zwierzeta kochaja dobrych ludzi,
            Czy tak wiele trzeba aby odwzajemnic sie zwierzakom?
            • Gość: Ewa Re: Szkoda slow.... IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 06.08.03, 12:20
              Jezu! ale się poryczałam czytając to opowiadanie,
              Kocham psiaki i pozdrawiam wszystkich którzy kochają te wierne storzonka.
              Mam dwa psiaki ,jednego kupiliśmy 7 lat temu na targu za 20zł bo (facet pewnie
              by go utopił) a drugi to suczka ma 7 miesiecy i jest sierotka ze schroniska,
              rujnuje nam mieszkanie ,ale to nic, ważne że jest z nami i ma ciepły dom
    • Gość: tomazinko Re: Jak mogłeś...? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.03, 01:43
      grafomania to choroba to trzeba leczyc albo eliminować!!!
      • trufelka Re: Jak mogłeś...? 05.08.03, 02:16
        w kraju w ktorym mieszkam psy sa uzywane do terapii. Np dzieci ktore po jakies
        traumie zamykaja sie w sobie, potrafia sie otworzyc na zwierze. Psy sa
        przyprowadzane regularnie do domow starcow. Psychiatrzy radza ludziom z
        depresja nabycie psa. Badania wykazaly ze zwierze wplywa na zmniejeszenie
        cisnienia i stresu.
        • Gość: piasia do Andy'ego IP: diabel:* 05.08.03, 08:13
          Dobrze że się odezwałeś!

          Napisz, co u Ciebie.

          Pozdrawiam

          Pi
          • trufelka Re: do Andy'ego 05.08.03, 08:51
            Gość portalu: piasia napisał(a):

            > Dobrze że się odezwałeś!
            >
            > Napisz, co u Ciebie.
            >
            >
            i jak sie chowa nowy piesek
            • Gość: Andy Re: do Andy'ego IP: *.acn.pl 05.08.03, 20:20
              Witam Was serdecznie,
              Shelti moja jest na prawach czonka rodziny - lubiana przez wszystkich.
              Jest to jednak pies o innym zupelnie charakterze niz poprzednia.Nie napisze ze
              gorsza, ale zupelnie inna.Sposrod zalet wymienic moge te, ze na rowerze
              zawieszam koszyk wiklinowy na kierownice a ona uwielbia jazde w tym
              koszyku.Robimy sobie czeste wycieczki i wzbudza zachwyt przypadkowych
              przechodniow.Jest to pies bardzo szybki i lubiacy biegi.Wyrozniam cwal, klus i
              galop - w zaleznosci od tempa biegu.Widze ze robi to z przyjemnoscia.Teraz w
              upaly nie chce niczego jesc - miska pelna stoi z pokarmem.Okolo 22-giej zacznie
              chrupac swoja przydzialowa porcje.Cale dnie spedza z corka w pasiece SGGW,
              gdzie corka przygotowuje swoja prace dyplomowa.Wrocily wlasnie do domu i
              musialem wziac ja na rece na kilka chwil chociaz.
              Moglbym tak pisac i pisac, niestety Diane ciagle porownuje i mysle o tej starej
              suce - ktora prawdziwie oddana naszej rodzinie....
              Pozdrawiam Was serdecznie....
              • trufelka Re: do Andy'ego 06.08.03, 01:07
                Gość portalu: Andy napisał(a):

                > Moglbym tak pisac i pisac, niestety Diane ciagle porownuje i mysle o tej
                starej
                >
                > suce - ktora prawdziwie oddana naszej rodzinie....
                > Pozdrawiam Was serdecznie....

                Ile ten obecny piesek wazy?


                Wiesz ja mialam wiele psow bo z racji duzego ogrodu zawsze bylo po dwa.
                Na poczatku nie czujesz przywiazania do tego malego szczeniaczka, bo go nie
                znasz, nie znasz jego osobowosci, nie bylo okazji tak naprawde sie przywiazac.
                CZujesz ze ten malutki piesek jest taki slodki ale wzbudza tylko naturalny
                opiekunczy instynkt. Zawsze tak mialam, ze teskniac za psem ktory odszedl,
                czulam ze juz nigdy sie nie przywiaze. Potem ten ex szczeniak dorastal,
                zzywalismy sie, widzialam w oczach tyle wyrazu, niemalze druga myslaca istote,
                ktora ma swoista osobowosc, ktora czuje, cierpi, cieszy sie tak jak ja. Po
                jakims czase nawet nie zauwazysz ze jestes mocno przywiazany, ze nie wyobrazasz
                sobie przyjsc do domu bez powitania, ze gdy zostaje na caly dzien u weterynarza
                widzisz te nieznosna pustke. Nie wyobrazasz sobie juz zycia bez tego psa,
                wlasnie bez TEGO. I tak bedzie z Twoim pieskiem, uznasz ze ma inna osobowosc,
                ale tak samo pokochasz jak Diane, Zobaczysz. Obserwuje te etapy przy kazdym
                nowym piesku.
                • Gość: piasia Re: do Andy'ego IP: diabel:* 06.08.03, 08:22
                  Trufelka ma rację.
                  Nawet nie zauważysz, jak pokochasz to małe kudłactwo, które na razie mieści się
                  w koszyku na kierownicy.

                  Dumny już z niej jesteś, że wzbudza podziw innych, prawda?

                  A to, że zawsze będziesz kochać i pamietać Dianę - to rzecz absolutnie
                  normalna. Każdy pies ma swoje osobne miejsce w naszych sercach.
                  • Gość: Andy Re: piasi IP: *.acn.pl 06.08.03, 18:34
                    Pokochalem ja w momencie pierwszego spojrzenia,...dlatego kupilem za niezla
                    sumke.
                    Wieksza nie bedzie niz jest teraz - taka akurat do koszyka na
                    kierownice.Wiozlem pieska kilkaset kilometrow w upale, a ona siedziala na moich
                    kolanach, wylekniona i bojaca sie nowego o ktorym nic nie wiedziala.Musialem
                    mowic cala droge do niej i uspokajac - aby malenstwo jakos to znioslo.Robilem
                    jej tez pewne obietnice "dobrego traktowania" i za domownikow zobowiazania
                    czynilem.Wszystkiego dotrzymuje - pomimo ze do psa mowilem!
                    Jak mozna nie kochac pieska pieknego chocby za to ze jest malutki jak kruszynka
                    i bezbronny niemalze?
                    Czlowiek udomowil psa i kota przed wiekami - ma wobec tych zwierzat obowiazki
                    wynikajace z dzialalnosci swoich przodkow.Ktokolwiek odda psa lub kota do
                    schroniska z powodu "zmiany warunkow" swojego bytu - lub kazdego innego powodu
                    nie powinien liczyc na moje zrozumienie i akceptacje.W zyciu swoim nie
                    chcialbym miec "przyjaciela" ktory dla zwierzecia nie potrafil byc dobrym
                    czlowiekiem.
                    Kazdy, kto w trudnych warunkach podzieli sie z psem lub kotem kromka chleba,-
                    jest czlowiekiem zaslugujacym na szacunek.
                    Robie wszystko aby byc wsrod takich ludzi.../tak to sobie wykombinowalem w tych
                    myslach.../
                    Pozdrawiam Was serdecznie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka