Dodaj do ulubionych

MORDOWNIE KOTOW - co robic?

IP: *.mech.pw.edu.pl 03.09.03, 15:57
Witajcie!
Do Alex i nie tylko... Chciałbym skomentowac sprawe uwalniania zamkniętych
kotów w sytuacjach podobnych jak na Elbląskiej. Zakładam nowy wątek, bo w
tamtym sprawa się jakby rozmyła, a problem jest poważny. Koty są często
zamykane w piwnicach i giną w męczarniach, z głodu, od trucizny, wyłamując
sobie zęby i pazury na kratach i siatkach w nawet otwartych okienkach.
Przykładowo, na Żoliborzu właśnie remontowane są fasady starszych budynków, w
piwnicach wstawiane są pancerne okienka, których nie można otworzyć (rozbić
też nie można), a po takim remoncie pozostają w piwnicach zamknięte na głucho
mieszkające tam koty.
Co robić w przypadku zauważenia uwięzionego zwierzaka? Z mojego doświadczenia
wynika, że walka z administracją jest najgorszą rzeczą, którą można zrobić.
Nawet, jeśli w tym jednym przypadku osiągnie się cel, tak jak Alex,
odchorowując to nerwowo i obrażając na siebie administrację, dozorcę, a
czasem i wezwaną straż miejską, koty w tym miejscu mają sprawę przegraną.
Jeśli jest ich więcej, zostaną zabite lub wytrute przez dozorcę za cichym
przyzwoleniem administracji, albo też przez któregoś z lokatorów, lubiącego
spokój i czystość, żeby na przyszłość takich problemów nie było.
Klucze od pomieszczeń technicznych mają dozorcy, od piwnic lokatorzy. Ja
wielokrotnie prosiłem o otwarcie różnych pomieszczeń i zwykle uprzejma prośba
odnosiła skutek. Jest to sposób, który polecam. Dopiero, gdy to nie skutkuje,
podejmuję dalsze kroki. Jeśli okienko piwnicy było otwarte, tylko za wysoko,
tak jak w przypadku Alex, należało w nocy spuścić tam i umocować długą
szmatę, np. starą zasłonę, po której kot mógłby wyjść. Jeśli jest to
niemożliwe, idzie się do dozorcy i mówi: proszę mi otworzyć, zginął mi kot i
chyba tam siedzi. To nic, że potem kot zwieje, ja mówię: trudno, widac to nie
był mój. A w innych przypadkach? Czasem pomaga straż miejska lub postraszenie
TOZem. A w ostateczności? No cóż, żaden z kotów, którego zauważyłem lub
doniesiono mi, że jest zamknięty, nie siedział tam dłużej niż dobę.
Pozdrawiam, Juliusz.
Obserwuj wątek
    • uwazna Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? 03.09.03, 16:07
      Gość portalu: kot napisał(a):

      > Jeśli jest to niemożliwe, idzie się do dozorcy i mówi: proszę mi otworzyć,
      > zginął mi kot i chyba tam siedzi. To nic, że potem kot zwieje, ja mówię:
      > trudno, widac to nie był mój.

      :-))) Bardzo dobra rada. Moja dozorczyni nie znosi kotów. Kiedyś musiałam się
      z nią zdrowo targować, żeby raczyła otworzyć pewne piwniczne drzwi, za którymi
      siedział uwięziony kociak. Szkoda, że wtedy nie znałam Twojego patentu.
      • Gość: tomaszxxx Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? IP: *.chello.pl 08.09.03, 22:57
        Patrzę na koci problem z okienkami trochę z innej strony.
        Niezbędnych jest tu kilka scenek rodzajowych z mojego osiedla: nie dalej jak
        wczoraj o godz. 19 szedłem przez podwórko z dzieckiem do domu. Przy pustej
        piaskownicy siedziało osiem (policzyłem!!) kotów, dziewiąty zaś w środku -
        dosłownie w środku, centralnie proszę Państwa, że tak powiem - i srał. Cała
        reszta przyglądała się, grzecznie oczekując na swoją kolejkę. Nie chodzi nawet
        o codzienne mycie dziecka po zabawach w takim piachu, chodzi o bezpieczeństwo
        jego zdrowia. Koty regularnie srywające po piaskownicach to jeszcze nic. Sięgam
        pamięcią dalej: do momentu zainstalowania przez administrację metalowych,
        solidnych kratek na okienka piwniczne, w miesiącach wiosenno - letnich
        lokatorzy z parteru oraz pięter kolejnych do drugiego, mieli zapewnione
        nieprawdopodobne wręcz atrakcje w postaci rojów czy tez może - stad pcheł. To
        było nieprawdopodobne..! Wszystkie wózki w wózkarniach, wszystko co ludzie
        mieli w piwnicach się ruszało.. Po prostu to był koszmar, nie dało się żyć. Ja
        na szczęście mieszkam na piętrze trzecim, gdzie pchły juz nie doskakiwały, ale
        do jakiejś starej zdezelowanej kociej kurwy: jakos na to swoje pierdolone
        piętro musiałem się dostawać!! Przebiegałem więc kłusem. Dalej: do momentu
        zainstalowania tychże okienek, wstydziłem się zapraszać kogokolwiek do domu -
        smród był po prostu nie do zniesienia.. Oprócz srywania nieregularnego po
        piaskownicach, koty srywały bowiem regularnie w piwnicy. Jeszcze dalej: kocie
        aktywistki, dokarmiające kocią brać k... ich mać w okolicy, zwykły wykładać
        rozmaite frykasy w takich miejscach, że te swoiste "stołówki" stawały się
        miejscami (równiez ze względu na zapach) nie do zaakceptowania, wabiły robactwo
        etc. Prawdziwym problemem stawał się ten fakt np gdy stołówka znajdowała się na
        poziomie piwnicy, ale jeszcze na klatce schodowej. Prawdziwym problemem stawał
        sie ten fakt również w momencie, kiedy na klatce mieszkały trzy dziewczyny w
        ciąży (!!!). I na koniec same Panie (oraz Panowie) o gołębich sercach. Na
        grzecznie zwrócona uwagę, iż może należałoby zrobic na osiedlu jedno dwa, a nie
        144 miejsca kocich libacji, odpowiadali krótko acz treściwie ażebym spierdalał
        i nauczył miłości do naszych mniejszych braci.
        Nie wspominam juz o może na pierwszy rzut oka marginalnych sprawach typu -
        pierwsza wolna: nasze osiedlowe koty zwykły marcować godzinami bardzo głośno w
        nocy po 24-tej, kiedy wszyscy normalni ludzie oraz ich alergiczne dzieci
        uczulone m.in. na sierść kocią byli przezwyczajeni do spania po znojnych dniach
        pracy. Prawdziwym problemem w czasie seansów kociego przerażająco okropnego
        wycia nie tyle były decybele, ale fakt, że zwykły marcowac nie tylko w marcu.
        Marcowały w styczniu, lutym, kwietniu, maju, czerwcu, lipcu, sierpniu, we
        wrześniu rzadko, październiku, listopadzie oraz proszę Państwa - marcowały w
        grudniu.
        Litości więc, litości. Apeluję: patrzmy na blokowe koty i ich "naturalne"
        siedliska z głową oraz dokarmiajmy je z głową. Kontrolujmy kocią populację. Nie
        protestujmny przeciw chronieniu piwnic przed nadmiarem kotów. Nie piszmy
        głupot..
        Jak czytam "Spółdzielnia z Elbląskiej koty morduje!!!!", po czym okazuje się że
        chodzi o źle wycięty otwór na kota w okienku piwnicznym, to zastanawiam się czy
        nie uczestniczę przypadkiem w forum internetowym zakładu zamknietego i wszyscy
        stukaja nosami w klawiaturę, bo rączki maja związane rękawkami na pleckach.
        Czy nie myśli Pan, Panie Juliuszu, że gdyby może inaczej zatytułować niniejszy
        wątek, to wówczas mógłby Pan liczyć na większy respons niż wpisów adwersarzy /
        rozmówców - sztuk jeden..? Zaręczam, że z pewnościa wielu ludziom w tym miejscu
        leży na wątrobie koci los. Tytuł jest jednak ważny: internauci muszą miec
        gwarancje, że rozmawiaja z kims rozsądnym - nie partyzantem piłującym po nocach
        metalowe zabezpieczenia okienek piwnicznych, albo damą wynoszącą 4x dziennie
        obiady z dwóch dań dla trzydziestki podopiecznych..

        W wątku o którym Pan wspomina, tzn. o kotach mordowanych przez Spółdzielnię
        przy Elbląskiej starałem się m.in. zwrócić baczną uwage miłych forumowiczów po
        pierwsze na formę: poprawność znaczenia słów których używają, a po drugie na
        proporcje między angażowaniem się w troskę o osiedlowe koty która niekiedy
        graniczy z perwersją, a zdrowym rozsądkiem. Pan na forme uwagi nie zwrócił,
        wciąż Pan pisze o kocich mordowniach. Mnie to bawi, nie wiem jak Pana. Bawi
        mnie to podwójnie, bo mieszkam przy Elbląskiej - dokładnie na końcu
        Jasnodworskiej. Mówimy więc o tych samych kotach.

        Wyciągam ten wątek odchodzący bezpowrotnie w czeluści wirtualnego niebytu,
        ponieważ uważam, że problem który Państwo poruszacie, tzn blokowe koty, jest
        niezmiernie ważny. Nie mam nic przeciwko kotom, miałem ich kilka (cztery, ale
        nie wszystkie na raz), ale uważam, że nie powinniśmy utrzymywac całych stad
        kocich na osiedlach. Wspaniałą, i jakże subtelną w samej rzeczy regulacją
        kociej populacji jest idea ograniczenia dostępu kotom do piwnic (nie do
        wszystkich, szczególnie zimą), przez zakratowanie okienek. Nie trutki,
        polowania, sidła, pułapki. Pozostawia się im takie schronienia jak: magazynki
        dozorców przy śmietnikach, stare samochody, budynki nie mieszkalne, poddasza
        śmietników, garaże. Bardzo subtelna i delikatna selekcja naturalna. Te które
        się nie ulokuja w blokowiskach wyemigrują na działki, albo poza miasta -
        proste. Jeżeli jednak znajdą sobie dwie babcie na osiedlu, które siatami będą
        im wynosic papu - zostaną, też proste. Chciałem w związku z tym apelowac o nie
        niszczenie wspomnianych zabezpieczeń. Jeżeli zdarzy się taka sytuacja, jak z
        pechowym kotkiem który wskoczył i nie mógł wyskoczyć ( tzn wg Państwa: był
        mordowany) należy mu raczej ponowne wskoczenie uniemożliwić, a nie pomagac
        wskakiwać przez niszczenie zabezpieczeń.

        Argument o szczurach mnie nie przekonuje. Zapewne nie przekonuje również
        przedstawicieli ok. 50 firm z książki tel zajmujących się deratyzacją. Poza tym
        zważywszy na zapach, który wciąż się utrzymuje w piwnicach mojego bloku, żaden
        szczur się tu nie pojawi przez najbliższe 200 lat. Nawet gdyby całkowicie
        odciąc kotom mozliwość pomieszkiwania w piwnicach - a tak przecież nie jest - i
        tak z pewnościa dadzą sobie radę; chociażby w miejscach, które wymieniłem.

        Na koniec proszę przyjąc gratulacje dla tych, co dotrwali do końca tych
        pasjonujących wypocin oraz deklarację: generalnie wszędzie - we własnym domu, w
        pracy, we własnych majtkach, w autobusie i tramwaju oraz na podwórku jestem za
        higieną. Nie wiem jak Państwo.
        • Gość: m.pw Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 08.09.03, 23:42
          To straszne co dzieje sie ze zwierzakami bez pamięci rozmnozonymi przez
          nieodpowiedzialnych ludzi. Od bachora trzeba wpajać, ze jeśl chcemy koty
          dokarmiac powinno sie im podawać srodki antykoncepcyjne a najlepiej
          sterylizować. I srodki atykonc. , i sterylizacje powinno finansować miasto, bo
          niestety szczury sa zbyt cwane żeby f-my deratyzacyjne dały sobie z nimi radę.
          Najlepszym dowodem sa biegające w biały dzień szczury na Nowym Świecie
          (czytałam w Gaz Wyb) oraz na pl Konstytucji gdzie kociny zjedlismy w chinskich
          potrawach.
          Pchły w piwnicach wynikaja z niechlujstwa dozorców. Poprostu nie sprzataja i
          nie dezynfekuja. Kocie pchły siedzą w futrze swojego zywiciela i ani im sie sni
          wyłazić. Po piwnicach hasają ludzkie pchly, które w dogodnych warunkach (pył,
          ciepło) mnozą sie niesamowicie. Na dowód przytocze Ci przykład z mojego
          zywota. Dostałam od kogos kotka, który miał tabuny pcheł. od niego natychmiast
          kupiły pozostałe dwa. Koty spały z nami i nie zdarzyło sie w ciagu tych kilku
          dni zanim kupiłam jakis srodek p. pchelny, zeby któraś z nich nas ugryzła, albo
          zeby zagnieździły się w podłodze, czy w piwnicy.
          Z piaskownicami rzeczywiscie jest problem, ale nie tylko psy i koty
          zanieczyszczaja. Moje okna wychodziły na pl zabaw dla dzieci, który wieczorami
          zamieniał sie w pijacka melinę i gdy pare razy ujrzałam panów, którzy szczali
          do piachu przestałam z dzieckim wychodzic na to podwórko. chodziłam na inne,
          ale czy tam panowie nie robili podobnie????
        • mmajja Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? 09.09.03, 10:01
          Wiesz Tomcio - przeczytalam Twoj arcydlugi wywod, interesujacy, a nawet
          zabawny w pewnym momencie - ale wniosek nasuwa mi sie jeden: musisz sie wybrac
          do banku, wziac kredyt i przeprowadzic na nowe osiedle, ogrodzone, z ochrona
          na ktorym mieszkaja glownie mlodzi zamozni ludzie. Tam nie ma takich problemow
          jak na Twoim osiedlu. Poki nie jestesmy w unii dzialaj szybko, bo ponoc
          nieruchomosci maja zdrozec. Ja wraz z moim kotem i psem wlasnie sie do takiego
          osiedla sprowadzilam i problemy przez Ciebie opisywane mam z bani.
          A tak powaznie - zioniesz nienawiscia, masz niby jakies argumenty, ale tak
          naprawde to nie przekonuja mnie one do konca. Zauwaz ze sa osoby ktore maja
          silna potrzebe walki o cos, w ramach jakiejs idei i czesto przeradza sie to w
          patologiczna nerwice. Tak wiec wydaje mi sie ze wlasnie takowa obserwuje u
          Ciebie.
          Koty nic Ci zlego nie zrobily, gdyby podliczyc kto komu zrobil wiecej zlego -
          czy kot srajacy na ludzkim terenie czy czlowiek trujacy i katujacy koty - to
          wynik bilansu jest oczywisty.
          Twierdzisz ze sam miales koty? I co? i nic? Spokojnie pogodzibys sie ze koty
          zamarzaja i umieraja z glodu, zebys Ty mial super czysto? A pamietasz jak kot
          potrafi okazywac uczucia, pamietasz jak pieknie mrucza, jakie sa krolewskie w
          swojej niezaleznosci? I bezbronne - bo czym sa pazury w obliczu kija i
          rozlicznych ludzkich okrutnosci?
          MIeszkalam wiele lat na Sadybie, ktora slynie z karmicielek i moze same te
          osoby sa nieco uciazliwe i wnerwiajace ( pewien typ osobowosci ), ale koty ...
          I jeszcze jedno - Tomcio - po co tyle chamstwa w Twoim poscie? Klasa polega
          m.in. na cenzurze swoich emocji tak, by byly political correctness.
          Pozdrawiam, polecam zaparzana melisse.

          • hokata Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? 09.09.03, 13:27

            > I jeszcze jedno - Tomcio - po co tyle chamstwa w Twoim poscie? Klasa polega
            > m.in. na cenzurze swoich emocji tak, by byly political correctness.
            > Pozdrawiam, polecam zaparzana melisse.

            nie widze w poscie Tomasza chamstwa. a klasa polega na tym, zeby zaczac od
            belki w swoim oku ;-)

            pozdrawiam
            • mmajja Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? 10.09.03, 09:10
              hokata napisała:

              >
              > > I jeszcze jedno - Tomcio - po co tyle chamstwa w Twoim poscie? Klasa poleg
              > a
              > > m.in. na cenzurze swoich emocji tak, by byly political correctness.
              > > Pozdrawiam, polecam zaparzana melisse.
              >
              > nie widze w poscie Tomasza chamstwa. a klasa polega na tym, zeby zaczac od
              > belki w swoim oku ;-)
              >
              > pozdrawiam

              Droga Hokato ( Hogato?!)
              O chamstwo chodzilo mi w ramach nastepujacych cytatow:

              "odpowiadali krótko acz treściwie ażebym spierdalał
              i nauczył miłości do naszych mniejszych braci"
              "Oprócz srywania nieregularnego po
              piaskownicach, koty srywały bowiem regularnie w piwnicy. Jeszcze dalej: kocie
              aktywistki, dokarmiające kocią brać k... ich mać w okolicy"
              "Ja
              na szczęście mieszkam na piętrze trzecim, gdzie pchły juz nie doskakiwały, ale
              do jakiejś starej zdezelowanej kociej kurwy: jakos na to swoje pierdolone
              piętro musiałem się dostawać!! "

              Jesli jest to literatura piekna no to rzeczywiscie sie nie zrozumiemy. Calosc
              wielce interesujaca, jest to w koncu jakies spojrzenie... ( Maslowska tez
              nazywaja literatka i nawet paszport Polityki sostala), ale taka forma mnie
              wnerwia w kontekscie kociego tematu.
              I nie bardzo rozumiem ewangeliczna belke w tym co piszesz, bo ja TYLKO
              pozwolilam sobie w swoim poscie posluzyc sie slownictwem, ktore moj rozmowca
              zrozumie i ktorego uzyl - wiesz taka socjologiczna zagrywka.
              Ale zawsze milo kiedy znajdzie sie jakas Ho(g)kata, ktora mi wskaze MOJE
              bledy...
              Pozdrawiam
              maja



              • hokata Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? 10.09.03, 13:54
                mmajja napisała:

                > hokata napisała:
                >
                > >
                > > > I jeszcze jedno - Tomcio - po co tyle chamstwa w Twoim poscie? Klasa
                > poleg
                > > a
                > > > m.in. na cenzurze swoich emocji tak, by byly political correctness.
                > > > Pozdrawiam, polecam zaparzana melisse.
                > >
                > > nie widze w poscie Tomasza chamstwa. a klasa polega na tym, zeby zaczac od
                >
                > > belki w swoim oku ;-)
                > >
                > > pozdrawiam
                >
                > Droga Hokato ( Hogato?!)
                > O chamstwo chodzilo mi w ramach nastepujacych cytatow:
                >
                > "odpowiadali krótko acz treściwie ażebym spierdalał
                > i nauczył miłości do naszych mniejszych braci"
                > "Oprócz srywania nieregularnego po
                > piaskownicach, koty srywały bowiem regularnie w piwnicy. Jeszcze dalej: kocie
                > aktywistki, dokarmiające kocią brać k... ich mać w okolicy"
                > "Ja
                > na szczęście mieszkam na piętrze trzecim, gdzie pchły juz nie doskakiwały,
                ale
                > do jakiejś starej zdezelowanej kociej kurwy: jakos na to swoje pierdolone
                > piętro musiałem się dostawać!! "
                >
                > Jesli jest to literatura piekna no to rzeczywiscie sie nie zrozumiemy.

                hehe czy tylko osoby majace ambicje tworzyc literature piekna moga wypowiadac
                swoje zdanie na forum? i czy brak chamstwa (czymkolwiek ono by nie bylo) jest
                warunkiem wystarczajacym zeby nazwac wypowiedz "literatura piekna"?

                Calosc
                > wielce interesujaca, jest to w koncu jakies spojrzenie...

                Tak, jest bardzo interesujaca i przedstawia konkretne argumenty

                ( Maslowska tez
                > nazywaja literatka i nawet paszport Polityki sostala), ale taka forma mnie
                > wnerwia w kontekscie kociego tematu.

                no jak odrebnosc pogladow Cie wnerwia, to jak tu dyskutowac?

                > I nie bardzo rozumiem ewangeliczna belke w tym co piszesz, bo ja TYLKO
                > pozwolilam sobie w swoim poscie posluzyc sie slownictwem, ktore moj rozmowca
                > zrozumie i ktorego uzyl - wiesz taka socjologiczna zagrywka.
                > Ale zawsze milo kiedy znajdzie sie jakas Ho(g)kata, ktora mi wskaze MOJE
                > bledy...

                hjehje nie ma to jak wiedziec WSZYSTKO

                nie jestem wrogiem kotow, przeciwnie, mam fiola na punkcie zwierzat, ale meczy
                mnie fanatyzm w kazdej formie. takze nie podoba mi sie zbytni dramatyzm (np to
                nieszczesne "mordowanie kotow"), chodzi o to (przynajmniej mi sie tak wydaje),
                zeby znalezc rzeczowe argumenty i znalezc zloty srodek. po co sie szarpac i
                wyrywac kudly nawzajem (przy czym oczywisice kazdy ma racje absolutna). ale
                dobra, bo nie na temat pisze.

                > Pozdrawiam
                > maja
                >

                rowniez pozdrawiam
                hokata
          • Gość: tomaszxxx Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? IP: *.chello.pl / *.chello.pl 11.09.03, 09:56
            Wiesz Skarbie, Pszczółeczko, Borsuczku i Misiaczku – żałując, że post jest
            zupełnie nie na temat i interesuje Cię tylko moja skromna osoba – stwierdzam,
            że bardzo mi się ten Twój pomysł z przeprowadzką podoba .. Do tego stopnia, że
            już dawno o tym pomyślałem. Tu ziółka na nic nie pomogą, gdyż Kochanie -
            rzeczywistość miejskiego życia Żabko jest taka jaka jest. Wąchasz kocie
            wonności na klatkach a jak wyjdziesz na podwórko fikasz orła na psim gównie,
            pardon: kupce.. Omijasz Pączusiu pieseczki po 70 kg z dupką nie do odróżnienia
            od ryja, trzymane przez łysych 16-latków w dresach. Omijasz też ludzi, którzy
            panują na takimi psami, ale nie zdają sobie chyba sprawy, że są elementem
            łańcuszka nakręcającego dziwną modę na takie psy - modę która na wsiach i
            małych polskich miasteczkach doprowadza do śmierci dzieci. Z kaprysu dorosłych,
            którzy przez swoje hobby dokładają swoje 5 groszy do chorej polskiej
            rzeczywistości. Nie odróżniając przy tym psa od autobusu i tramwaju. Zawsze się
            może zdarzyć, że jakieś kolejne 5 groszy (np kot robiący kupkę w piaskownicy)
            przebierze miarkę paranoi - stąd moja obecność na tym forum.

            Daję Ci więcej materiału, mój Ty Bączku Drogi, do Twoich psychologicznych
            badań: omijasz Żuczku pieski między blokami i dziećmi w piaskownicach
            pt: "afrykański pies na lwy", "pies rzeźnicki", "pies na niedźwiedzie", "tau -
            pau", "hau - miał", "psy zaprzęgowe", "psy polarne" i - tu uwaga he, he,
            dobre: "psy pasterskie". Co robi pies pasterski albo pies na niedźwiedzie
            miedzy blokami w 40 m mieszkaniu? Przecież on powinien pasać bydło rogate ew.
            owce oraz uganiać się za niedźwiedziami..? Z piaskownicy wychodzi utytłany
            brzdąc. Z bliźniaków za oknem bloku od trzech lat w godz. 9 - 15 wyje "colden
            golden rotwailer american pitbulterier flat cock retiver na kaczych łapach
            rottenburger hamburger". Ażeby zejść do piwnicy zakładasz w lipcu gogle,
            kominiarkę, ścierkę z kuchni na pysk oraz kombinezon narciarski + kalosze.
            Cucisz sąsiadkę, która Cię spotkała po ciemaku jak wybierałaś dżemy. Jak to
            zdejmiesz, to zakładasz proszę Ciebie Skrzaciku krawat w poniedziałek rano, a
            zdejmujesz z kolei proszę Ciebie Misiaczku - w piątek wieczorem. Obojętnie jaką
            prace wykonujesz.. I to ma być - he he - zycie?? Juz dawno postanowiłem
            zastosować się do wytycznych boskiego A.Mleczki, który narysował kiedyś
            przemądry rysunek: miły pan na szczycie wzgórza, późny wieczór, w dole lampy
            pogrążonego w wieczornych rytuałach dużego miasta. I miły pan zwraca się w
            stronę panoramy tegoż miasta widocznej w tle: "A pocałujta wy mnie wszyscy w
            dupe!!"

            Aby jednak nie zanudzać przydługim postem: ja się nie chce przeprowadzać do
            kolejnego zoo, tyle tylko że ograniczonego nie tylko krawatem, ale i Twoim
            nowym płotem wraz z ochroniarzami. Jesteśmy w tej chwili u końca wyboistej
            drogi nabywania 5,6 ha ziemi wraz z zabudowaniami na Mazurach Półn., między
            Kruklankami a Harszem. Przeprowadzam się tam - gdyż patrząc od strony lekarza
            dyżurnego - wykazuję permanentny brak szacunku dla śmiesznego życia miejskich
            mrówek którymi w większości jesteśmy oraz wykazuję nadmiar szacunku dla ludzi,
            których życie skrzywdziło.( Podziwiam i zazdroszczę tym, którzy się w miejskim
            życiu odnajdują). Będąc w ostępach odcinam się od pierwszych, mam szansę zrobić
            coś dla drugich.

            Tam mogę zobaczyć orła bielika krążącego nad swoją łodzią. Tu jedyny na jakiego
            masz szansę to ten wywinięty na psim gównie na trawniku.

            Poczytaj Myszko wpisy mjota; to jest znakomity przykład stanu umysłu, do
            jakiego trzeba dążyć. Mjot nawet nie zdaje sobie sprawy jak ważne w naszej
            decyzji były wieczorne lektury jego postów - wraz z pytaniem o ostateczne "tak"
            dobrze było mieć w pamięci to, co czasem pisze.
            Ale zaraz, zaraz - jest pozytyw: nie będę tam miał (na razie przynajmniej) -
            Int. To chyba fajnie? Czyz to nie wspaniałe? Nie będzie już lekarza dyżurnego
            na forum. Będzie za to znowu dużo miejsca dla chętnych do rozmów o dropsach
            chlorofilowych na nieświeży oddech u psa.
            Dopóki nie zginie kolejny dzieciak.

            Podam tylko adres dla chętnych na odpoczynek od ślizgania się po psich gównach
            na trawnikach i od zapchlonych klatek schodowych. Tam klatek - nie tylko
            schodowych - nie będzie. Zabiorę na orły, żubry, ryby, grzyby, polowanie,
            okoliczne zabytki, ciekawe miejsca o jakich nie śniło nam, mieszczuchom.

            Twoja urocza analiza psychologiczna bardzo mi sie podoba, Rybeńko ty moja..
            Kontynuuj proszę. Ziółka - powtarzam – wypite. Nie miej mi za złe
            niecenzuralnego wyrażanie emocji, jak widzisz starałem się tym razem ograniczyć
            prostacki język, mam nadzieję że nie wyszła z tego jakaś chujówka..
            Zapraszam na wykłady pt.: „Jak odróżnić kota domowego od dzikiego” oraz „ Jak
            przestać pytlować z braku argumentów”
            Całuję rączki
            Pa Skarbie
            • mgd3 Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? 11.09.03, 10:18
              Gość portalu: tomaszxxx napisał(a):
              > Ale zaraz, zaraz - jest pozytyw: nie będę tam miał (na razie przynajmniej) -
              > Int. To chyba fajnie? Czyz to nie wspaniałe?

              Ten fragment najbardziej mi się spodobał :-)
            • mmajja Re: MORDOWNIE KOTOW - co robic? 11.09.03, 15:55
              :))
              W kwestii ziolek polecam (nim sie zapoznasz z okolicznymi znachorami Twojego
              nowego gniazdka) - zakupic zapas. Mimo wszystko. Grzybkow bedziesz mial pod
              dostatkiem, mam nadzieje ze halucynogennych rowniez, dzieki nim zostanie Ci
              poczucie czaru wiejskiego zycia. Swoja droga przypomniala mi sie moja byla
              nauczycielka polskiego - oraz "pochwala zycia wiejskiego w wierszach Janka
              Kochanowskiego". Tyle juz lat...
              Dziekuje za Twoj post, bo czytalam go z absolutnym zachwytem, pekajac ze
              smiechu. Masz u mnie Zlota Czcionke ; w sumie styl masz wspanialy. Doceniam
              jad lejacy sie strumieniami, zlosliwosc jest cecha ludzi inteligentnych.
              TYlko "Borsuczka" ciezko mi zniesc, po to dbam o zeby i od lat pracuje nad
              figura, zeby nie byc Borsuczkiem ( wiesz, jak to kobiety).
              Moje psychologiczne rozwazania dzialaja nieustajaco i cala para, takze jesli
              bedziesz zainteresowany seansikiem i autoanaliza masz u mnie promocje. A jak
              wiadomo jestesmy narodem kochajacym wszelkiego rodzaju okazje.
              Pozostaje w nadziei ze rzeczywiscie zrealizujesz te wycieczki do zubrow i
              bliskie spotkania z orlem bielikiem, oraz ze Cie nie zje zycie na prowincji, a
              przynajmniej nie pozbawi intelektu i wspomnianego jadu.
              Pozdrawiam Cie serdecznie, liczac ze troche jednak te srajace koty i
              krwiozercze psy lubisz:)
              m

    • Gość: kot PO CO NAM ZWIERZĘTA? IP: *.mech.pw.edu.pl 09.09.03, 16:15
      Witam!
      W zasadzie nie odpowiadam na posty zawierające ordynarne sformułowania , jak
      w „wypocinach” Pana T, takie posty zgodnie z regulaminem powinny być usuwane z
      forum przez administratora. Widać jednak administrator jest liberalny. Nie mam
      czasu na głupoty, tu robię wyjątek, bo problem jest ważny, a punkt widzenia
      Pana T podzielają często również ludzie kulturalni.
      Ja też uważam, że można było ten wątek zatytułować inaczej. Użyłem terminu
      MORDOWNIE , żeby nawiązać do poprzedniego wątku Alex. Zmieniam temat.
      Mordowanie kotów czy innych zwierząt nie bawi mnie, ani nie podnieca pisanie o
      tym. Pisałem tylko, co zrobić, żeby pomóc uwięzionemu zwierzęciu. Nie uważam
      piwnic za mordownie. Z ludźmi można się dogadać, nikt nie lubi, gdy się go
      atakuje.

      Koty w piwnicach ...
      Pisałem już kiedyś, że jeśli ktoś nie chce trzymać zwierzęcia w domu, to nie
      musi. To samo dotyczy piwnic. Jeśli ktoś nie chce mieć tam kotów, nie musi.
      Niech tylko po szczelnym zamknięciu sprawdzi, czy nie zostały tam zwierzęta,
      które czeka głodowa śmierć w męczarniach. To samo dotyczy uwalniania tych,
      które się tam potem dostaną. Świadome skazanie ich na śmierć jest już
      dręczeniem zwierząt i tak samo jak bezpośrednie dręczenie czy zabijanie jest
      zgodnie z Ustawą o Ochronie Zwierząt KARALNE!
      Zajmują się takimi problemami inspektorzy TOZ-u i wyznaczone osoby w Straży
      Miejskiej, problem tylko w tym, że do sporządzenia wniosku do sądu potrzebne są
      dowody – trupy zwierząt i świadkowie. Wiadomo, jak z tym jest, lepiej więc
      zapobiegać dręczeniu niż karać.
      Ja nie namawiam do hodowli kotów w piwnicach. Sam karmię koty bezdomne, daję im
      jedzenie w tackach, po zjedzeniu sprzątam. Chwytam i sterylizuję kotki
      bezdomne. Te z nich, które są łagodne lub wałęsające się koty domowe oswajam i
      staram się oddawać ludziom.
      To prawda, że bezdomne koty muszą się gdzieś chować, zwłaszcza w czasie mrozów.
      Lepiej jednak, żeby siedziały pod samochodami czy w śmietnikach, niż w piwnicy,
      w której co prawda nie jest tak zimno, ale może grozić śmierć głodowa, brutalne
      zatłuczenie, czy otrucie.
      W mojej piwnicy w czasie silnych mrozów wyciąłem otwór w siatce, aby bezdomne
      koty miały się gdzie schronić. Chowały się tam nie tylko koty bezdomne, ale też
      i koty sąsiadów z parteru, którzy wyrzucali je na noc z domu, bo szkoda im było
      pieniędzy na żwirek ( w ciągu dnia koty prosiły o wypuszczenie „za potrzebą” ).
      Jeśli zdarzyło im się czasem nabrudzić, sprzątałem po nich, jakoś nie
      śmierdziało i nikt z sąsiadów nie protestował. Tak wygląda sprawa brudu w
      piwnicach. Brud i pchły są wynikiem opieszałości dozorców, którzy maja
      obowiązek tam sprzątać. Znam takich, którzy to robią.
      Pchły lęgną się w piwnicach i innych pomieszczeniach w czasie upalnego lata
      nawet bez zwierząt. Smród i pleśń w piwnicach to sprawa dozorców i
      administracji. Są na to pieniądze i środki czystości.

      Uczulenia na koty ...
      Nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś cierpiał z powodu uczulenia na koty będące w
      piwnicy czy na dworze. Znacznie groźniejsze dla alergików są alergeny szczurze
      lub pleśń, oba te specyfiki występują w piwnicach i na klatkach schodowych
      większości budynków w ilości wystarczającej w nadmiarze do spowodowania
      uczulenia.

      Brudzenie na dworze i w piaskownicach ...
      W każdym kulturalnym kraju piaskownice są przykrywane i regularnie sprzątane.
      Do piaskownic brudzą nie tylko koty, psy i ptaki również. Koty zwykle zakopują
      swoje odchody, nie wiedzą, że do piaskownicy im nie wolno. A ludzie? Nigdy
      jeszcze nie widziałem, aby właściciel psa wycofał swego pupila robiącego do
      piaskownicy, w klatce schodowej, w windzie, na przejściu czy oblewającego
      samochody. Nie widziałem też nigdy, żeby po nim sprzątał. Solidne prezenty leżą
      wszędzie, widać to zwłaszcza po zimie, kiedy nie ma sposobu, żeby w coś nie
      wdepnąć. Wybić koty? Wybić psy? A może też ich właścicieli?

      Hałasy ...
      Owszem, słyszymy koty, zwłaszcza w nocy. A wycie i ujadanie psów zamkniętych w
      mieszkaniach? Ujadanie w nocy na balkonach, wściekły jazgot gryzących się
      dużych psów wyprowadzanych „na spacer” przez dzieci?
      A ptaki - sroki, gołębie, wróble, ptaki śpiewające? Wszystko to hałasuje i może
      komuś przeszkadzać. Te zwierzęta żyją z nami lub obok nas. Wybić wszystkie?

      Czy istoty żywe istniejące obok nas przeszkadzają ludziom? Pewnie tak. Może
      ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, żeby wybić wszystko, co żyje i się rusza, bo to
      wszystko brudzi i przeszkadza. Koty, psy, dzikie zwierzęta i ptaki, robactwo. A
      rośliny? Przecież one też brudzą i zajmują miejsce, śmiecą łodygami i liśćmi,
      ile z tym kłopotu mają dozorcy, zwłaszcza jesienią? Może uda się nam wtedy żyć
      w sterylnym świecie, jeśli przestaniemy zapaprywać go sobie sami śmieciami i
      wydalinami. W mojej okolicy, a nie są to slumsy, znacznie łatwiej jest znaleźć
      na klatkach i w windach wymiociny, kałuże i większe okazy ludzkie niż kocie.

      Tylko czy chcielibyście w takim świecie żyć?

      Pozdrawiam, Juliusz.
      • czupurcia Re: PO CO NAM ZWIERZĘTA? 10.09.03, 11:27
        Madre i prawdziwe slowa.

        Pozdrawiam.
      • mmajja Juliuszu... 10.09.03, 12:57
        Miod lejesz na moje serce. Podziwiam Cie za zaciecie i ambicje w tlumaczeniah.
        Zakladajac ze choc 20% dotrze do kolezki Tomasza i Companii - bedzie dobrze.
        Masz absolutna racje, z jedna tylko uwaga: zauwazylam ze na nowych osiedlach
        nastepuje zmiana w kwestii sprzatania po psach. U nas sa na klatkach
        cieniutkie woreczki na psie odchody i spora czesc posiadaczy psow zaczyna
        powoli orientowac sie do czego sluza:)
        I fajnie.
        Oby to sie roznioslo na inne osiedla.
        Przy okazji - czy dobrze zgaduje ze Ty i jul-kot z Weterynarii to ta sama
        Osoba?
        Pozdrawiam
        • mmajja Re: Juliuszu... 10.09.03, 12:58
          "Tlumaczeniach" pisze sie oczywiscie przez "CH" tylko mi sie nie wcisnelo. Ale
          obciach ( tez przez "CH").
          Pozdr, m.
      • Gość: kluba1 Re: PO CO NAM ZWIERZĘTA? IP: *.we.client2.attbi.com 10.09.03, 20:31
        Kot, jestes WIELKI !!!
        • Gość: kot sprzątanie ... IP: *.mech.pw.edu.pl 12.09.03, 13:20
          Witam!
          Miło mi, że chociaż na nowych osiedlach, uporządkowanych i czystych ludzie
          łatwiej uczą się dbania o czystość również w swoim otoczeniu. Moje osiedle nie
          jest nowe, ludzie też nie za bardzo. Sprzątających odchody jeszcze tutaj nie
          spotkałem, ale plac zabaw dla dzieci obok mojego bloku jest ogrodzony, a
          tablica informuje o zakazie wprowadzania zwierząt. Kotów i psów nigdy tam nie
          widziałem, za to po każdym wieczorze i nocy leży w pobliżu ławek sporo petów i
          innych śmieci.
          To nie jest sprawka zwierząt. Obawiam się, że ludzi trudniej jest nauczyć
          porządku niż zwierzęta. Byłem kiedyś na odkrytym basenie, był tam brodzik dla
          małych dzieci. W brodziku były dzieci oraz kilka siedzących w wodzie dobrze
          dojrzałych pań, pewnie doglądających swoich pociech. Kiedy zwróciłem im uwagę,
          że dorosłym nie wolno tam siedzieć, bo woda dla dzieci powinna być czysta, nie
          rozumiały, o co mi chodzi. Wyszły z wody, ale nie dlatego, że je przekonałem,
          myślały, że jestem dyżurującym ratownikiem. Nie wyprowadziłem ich z błędu,
          ważne, że zrozumiały, że jest zakaz, bo był. Trudno, ludziom czasem trzeba
          przypominać, czego nie wolno.
          To chyba tyle. Piszę również jako jul-kot na forum "weterynaria" . Zacząłem
          odwiedzać to forum, gdy jeszcze tamtego nie było i raczej przypadkowo wybrałem
          nick kot. Tak już zostało, na "weterynarii" nie mogłem być kotem, bo w poczcie
          Gazety kotów było sporo. Mam adres jul-kot@gazeta.pl.
          Cześć Aniu! Niedługo do Ciebie napiszę.
          Pozdrawiam, Juliusz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka