Dodaj do ulubionych

Jakie warunki?

01.10.03, 12:49
Czy ktoś wie, jakie panują warunki w schronisku w Rybniku? Jutro mają tam
zabrać z mojej miejscowości - uzdrowiska - młodego, pięknego i inteligentnego
kocura, którego ktoś tu porzucił. Za pierwszym razem samochód wrócił z
niczym, jutro pewnie go złapią. Żal mi go strasznie, bo bardzo garnie się do
ludzi, miauczy głośno i gardłowo, chcąc, zeby go ktos przygarnął. Ja niestety
nie mogę. Może jednak w tym schronisku zadbają o niego? Byłoby mi trochę
lżej, gdybym wiedziała, że ma tam jakiieś szanse na przeżycie i znalezienie
opiekuna.
Obserwuj wątek
    • asia.su Re: Jakie warunki? 01.10.03, 21:41
      Mieszkam w Rybniku
      Nie wiem jakie warunki są w schronisku, mam psa i kota i na więcej mąż mi nie
      pozwoli, więc wolę nie zaglądać w takie miejsca.
      Poznałam jednak pana, który pracuje w tym schronisku - z 1,5 mca temu samochód
      potrącił bezpańskiego psa koło mojego domu. Pies wydawało się, że w każdej
      chwili umrze tak bardzo był pokiereszowany. Po godzinie poprosiłam schronisko
      z zabranie tego psa do wet w celu uśpienia.
      Pan przyjechał po jakichś 40 min. - schronisko jest na drugim końcu miasta,
      była sobota wieczór - tyle to w Rybniku czeka sie na pogotowie .

      Pan był starszy, zarośnięty , podszedł do psa, zagadał, wziął bardzo delikatnie
      do koca i zapakował do klatki. Odjechali.

      Wiesz ja cały czas, czekając na samochód ze schr., zastanawiałam się, jak ktoś
      weźmie obcego i ciężko rannego psa, któremu każdy ruch sprawi ból i może
      pogryźć.
      Jestem pełna podziwu dla tego pana. Myślę, że tacy ludzie nie mogą być źli dla
      zwierząt. Obym sie nie myliła i oby wszyscy w tym schronisku byli tacy.

      Nie wierzę jednak w szanse na dobre życie dla tego kota - w schronisku pewnie
      jest dużo kotów i szanse na adopcję żadne.

      Może jednak go nie złapią i ktoś przygarnie tego kota - idzie jesień i myszy
      będą pchały się do domów.
    • goc.jola Re: Jakie warunki? 02.10.03, 09:33
      Dziękuję za te informacje. Ten pan, który przyjechał po kota (chyba inny niż
      opisany przez Ciebie, bo raczej młodszy niż starszy, i gładko ogolony, ale
      chyba z tego samego schroniska, bo mówił, że jest tam tylko jedno) też zrobił
      na mnie dobre wrażenie, niespecjalnie się kwapił do złapania kota, a gdy
      powiedziałam, że kot jest mój, zapisał moje nazwisko i odjechał. Jednak na
      miejscu może być inaczej, zresztą dla kota, na dodatek przyzwyczajonego do
      wolności, zamknięcie na małej przestrzeni, wśród innych kotów, jest torturą.
      Dziś kotu znów się udało – spotkałam go po drodze do pracy (specjalnie wyszłam
      wcześniej), zabrałam do siebie i zamknęłam w kuchni. Jednak po południu będę go
      musiała wypuścić, a on znów pójdzie pod stołówkę, bo kuracjusze świetnie
      karmią...

      Jola

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka