mjot1
22.10.03, 20:15
Ja zwierzaki znam jedynie z własnych obserwacji i przemyśleń.
Ot taki przykładzik:
Koń trzymany w pięknej i wygodnej stajni w osobnym czystym boksie nie
eksploatowany ciężką pracą otoczony miłością człowieka, który zapewnia mu
pełen żłób pysznego obroku, opiekę weterynaryjną i codzienną porcję
zorganizowanego ruchu w zadaszonym maneżu.
Czy ten koń jest szczęśliwszy od rumaka puszczonego w stadzie samopas na
rozlewiskach Warty? Konia narażonego na niebezpieczeństwa walk, kontuzji i
przeziębień, lecz mającego wolność, mogącego bez ograniczeń pędzić z rozwianą
grzywą przed siebie wraz z równie wolnymi współbraćmi wśród łanów traw może i
nie tak smacznych i pożywnych jak ten obrok dany przez człowieka.
Powyższy przykład odnieść można również do psa zwierzaka przecie stadnego.
A kot? Kot z natury swej odkrywca zamknięty z woli człowieka w czterech
wygodnych ekskluzywnych ścianach, z woli człowieka pozbawiony możliwości
spotkania pobratymców, bez możliwości prokreacji, bez broni.
Tak bezpieczny, że przez całe swe życie nie spotka żadnego prześladowcy, lecz
ten łowca wspaniały, drapieżnik, nie spotka również ofiary.
Czy pełna micha i sterylne bezpieczne cztery ściany to jest to właśnie, co
tygryski lubią najbardziej?
Czy jest to opieka jeszcze czy już nadopiekuńczość?
Czyż nie jest to uszczęśliwianie na siłę?
Czy zwierzak pozbawiony prawa decydowania o sobie naprawdę nie ma o tym
zielonego pojęcia? Czy możemy tu mieć pewność zupełną?
A jego rozum i tzw. instynkt? A dusza? (choć tu niech wypowiadają się biegli
w piśmie) A jego odczucia i uczucia?
Czy widzieliście kiedykolwiek kota płaczącego prawdziwymi łzami z bezsilnej
złości wściekłości wręcz?
Czy jeśli twierdzicie, że zwierzak jest szczęśliwy to mam prawo rozumieć, że
wiecie co to jest szczęście?
Czy jesteście w stanie zamieścić tu regułkę określającą szczęście?
Czy jesteście pewni, że poznaliście receptę na szczęście?
Ja naprawdę nie kpię, lecz pytam poważnie. Prosząc jednocześnie by nie
podpierać się teorią mniejszego zła (przerabianą dość dokładnie i na wszelkie
możliwe sposoby w dekadzie lat 80-tych). Według mnie dobre zło po prostu nie
istnieje.
Ktoś pewnie się żachnie: dlaczego on na tym forum z tym wyjeżdża? Bo właśnie
tu na tym forum w wielu wypowiedziach (Kot na sznurku, Obcinanie pazurków,
Kastracja etc. etc.) można spotkać wyraźne i naładowane zdecydowaną pewnością
stwierdzenia o szczęściu zwierzaka co prawda, lecz jednak o szczęściu.
Chciałbym poznać podstawy tych sądów, nauczyć się czegoś. Wszak człekowi
wiedzy nigdy dosyć.
Najniższe ukłony!
Prowokujący, lecz i ciekawy M.J.