Gość: lu IP: *.adsl.proxad.net 30.12.03, 19:12 Wiem, ze takie watki pojawialy sie juz na tym forum, ale tak bardzo lubie - i pewno nie tylko ja - je czytac :)))) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: ewa Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.03, 21:10 No ale to nie byla calkiem smieszna przygoda. Moj kot, wtedy jeszcze mala koteczka ktoregos dnia zginala. Nie pomoglo wolanie, stukanie miseczka, bylam pewna ze kocica wyskoczyla przez okno. Po kilku godzinach szukania, rowniez wokolu domu, polozylam sie z okropnym bolem glowy na kanapie. I ... uslyszalam ciche drapanie. Kocica ewidentnie zaspana, ziewajaca wylazla z pojemnika na posciel. No i udala sie prosto do miski! ewa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktoś Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.zep.com.pl 31.12.03, 11:38 ojejku, ale się uśmiałem, to niewiarygodnie śmieszna historia, mało nie umarłem ze śmiechu. Idź z tym do maratonu uśmiechu, to napewno zgarniesz jakąś nagrodę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: 212.87.3.* 31.12.03, 13:43 Cos z Twoja psychika nie tak, jak cos jest dla Ciebie nudne i cale 'to forum jest beznadziejne' to po co sie torturujesz czytajac? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktoś Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.zep.com.pl 31.12.03, 14:38 O co Ci chodzi? Napisałaś baaaardzo zabawną historię i ja tylko napisałem, że się bardzo ubawiłem. Odpowiedz Link Zgłoś
zofyja Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 01.01.04, 23:06 Gość portalu: ktoś napisał(a): > O co Ci chodzi? Napisałaś baaaardzo zabawną historię i ja tylko napisałem, że > się bardzo ubawiłem. zauwaz ze ewa ta druga to podszywka. Odpowiedz Link Zgłoś
marialudwika Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 31.12.03, 23:31 "Ktosiu" nie musisz na to forum zagladac i wsadzac swoich trzech groszy.Nie lubisz zwierzat-Twoj problem,ale te zlozliwosci zachowaj dla siebie!!! ml Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwierzomaniak Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: 212.113.164.* 30.12.03, 22:43 gościnnie byliśmy z moim pieskiem w odrodzie znajomej, ogródek nieduży, otoczony murem więc na czworonoga nikt nie zwracał specjalnej uwagi, wyszliśmy z założenia ze nie ma specjalnie możliwości narozrabiania. Po jakiejś godzinie wołam pieska, i zero reakcji. Latałam wszędzie i szukałam stworzonka i byłam coraz bardziej zdziwiona, jak duzy pies |mieszaniec labradora| mógł wyparować z ogrodzonego tereniku, wszystkie furtki zamkniete? po jakimś czasie mój piesek zaczął wsciekle szczekać, znowu to samo pieska ani śladu, tylko jego głos.Co u czorta? obeszłam znowu ogród i okazało się, ze w rogu murek jest niższy niż w innych częściach i posiada coś jakby podest. Weszłam na tę część i co widzę? z drugiej strony jest również ogród, tyle że opuszczony i to również dosłownie, zero bramy, a położony niżej o jakies dobre 3 metry w dół. Mój sprytny piesek zeskoczył, cudem się nie połamał przy tej akrobacji, poczym obleciał przez nikogo nie niepokojony cały teren i wreszcie domagał się uwolnienia. No i tu zaczął się problem, podstawioną drabinę piesio całkiem zignorował, wysłałam więc męża po uciekiniera, ale drabinka była dość krótka (brakowało jakiś metr do góry), dość mało stabilna i na pewno nie przystosowana do akrobacji z wierzgającym histeryzującym włochatym stworem o wadze 35 kg.Po kilku nieudanych próbach alpinistycznych mój mąż zaczął rozważać pozostawienie potwora na wieki wieków w opuszczonym ogrodzie, ale ubłagałam jeszcze jedną próbę i zwierzątko chyba pojęło że należy współpracowć, udało się go jakoś podrzucić do odpowiedniego poziomu, tak że wypełz na właściwą stronę muru. Uszarpaliśmy się co niemiara, ale przynajmniej od tej pory zwierzątko zanim wepchnie się w podobną zasadzkę sprawdza czy da się wyleżć. Drabiny boi się jak ognia!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Miałbym, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 23:05 Mam taką opowieść, rzekłbym opowieść kynologiczno-myśliwsko-urologiczną, ale obok swojej zabawności zawiera także elementy może nieco obsceniczne, więc poza zwyczajnym ludzkim wstydem, jaki towarzyszyłby mi przy opisywaniu tego kuriozum pewnie admin sto razy zastanowiłby się, czy to puścić. Bez wdawania się w szczegóły ta opowieść nie ma sensu, a szczegóły właśnie mogą się wydać kontrowersyjne... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
j_u Re: Miałbym, ale... 03.01.04, 12:09 E, nie ma tak. Nie robi sie apetytu czytelnikom, i nie pozostawia bez zaspokojenia ;) Teraz juz musisz napisac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Napisałem poniżej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 12:11 j_u napisała: > E, nie ma tak. Nie robi sie apetytu czytelnikom, i nie pozostawia bez > zaspokojenia ;) Teraz juz musisz napisac. ------------------------------------------- Już napisałem! To jest w poście pt. "Łoś, ja i gończy polski Beryl" Pozdrawiam C. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hanka Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 31.12.03, 09:23 Mój bullik (opisywałam go niejednokrotnie na forum przy okazjach gdzie chciałam udowodnić jak wiele zalezy od wychowania : spokojny , towarzyski , rozkochany w zabawach z małymi pieskami , z dystansem podchodzący do duzych , nieznajomych psów ) będąc z nami na działce na Mazurach ( uwielbia tam jezdzić co okazuje po przyjeżdzie " tańcem Murzyna " ) toleruje przychodzące z okolic głodne bidaki z jednym nawet zaprzyjażniając sie .Pozwala wchodzić im na działkę , bawić się Do pewnego czasu nawet dzielił się jedzeniem - dopóki maż nie wyzwał go od pierdoł i nie wytłumaczył mu ze to on jest tu panem i nie powinien pozwolić wyjadać z miski - widocznie zrozumiał bo teraz łbem zgania z tarasu jakby chciał powiedzieć "tego za dużo proszę jeść za bramą " . Pewnego ranka wygrzewał się w słońcu na tarasie i zauważyłam ze z zainteresowaniem przygląda sie czemuś co spacerkiem z dala przemierza naszą działkę . Kot . Patrzę bullik wstał zjeżony , wpatrzony , śledzący kazdy kota krok - myślę szkoda kotka będzie go gonił moze nie będzie mógł uciec. Natychmiastowa decyzja - " zobacz jaki śliczny , mały piesek - przyszedł się z nami pobawić , zaraz damy mu jeść i się pobawimy . Spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć " czy ci się nic nie pomyliło " - ale .... jak nie wierzyć swojej ukochanej pani . Patrząc mi w oczy pomerdał ogonem i poszedł położyć się z powrotem w słońcu . A moze pomyślał " dobra niech ci będzie nie będę ci robił przykrosci " Tak czy tak kot zwęszył niebezpieczeństwo i pospiesznie się oddalił . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: silia Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 31.12.03, 12:45 nie wiem czy to jest śmieszna przygoda, ale opiszę. Jakiś czas temu nocowała u mnie moja przyjaciółka. Spała na rozłożonej kanapie, na której zwykle śpi mój kot. Jak rano wstałyśmy to moja przyjaciółka była blada jak ściana, bo noc miała nieprzespaną. Otóż mój kot, oburzony, że ktoś zajmuje jego miejsce, najpierw usiadł tuż przed jej twarzą i się w nią wpatrywał. Ta, jak otworzyła oczy zobaczyła pysk mojego kota, bardzo blisko swojej twarzy i, jak twierdzi, była bliska zawału. To jednak nie koniec. Mój kot uznał, że jej włosy nadają się do zabawy i usiadł nad jej głową i zaczął "ugniatać ciasto" pazurkami na jej włosach. Każda próba wywalenia go z łóżka kończyła się fiaskiem - kot wracał. Ostatecznie, koło 3 nad ranem mój kot zaczął biegać po pokoju co jakiś czas odbijając się od Marty. Reasumując - noc pełna wrażeń. Za to mój kot był szalenie zadowolony jak następnej nocy miał już całą kanapę dla siebie :) ps. Tak, wiem, że mój kot jest strasznie rozpuszczony, ale już tego nie zmienię - ma 10 lat i czuje się panem mojego domu :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ana Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.bredband.skanova.com 31.12.03, 15:45 Ktorejs niedzieli zbudzilam sie z dziwnym uczuciem, ze dzieje sie cos niezwyklego. Mieszkalismy wtedy w Warszawie na trzecim pietrze dziesieciopietrowego wiezowca. Kiedy nieco oprzytomnialam uswiadomilam sobie, ze tym co mnie obudzilo bylo...gdakanie kury. Myslalam, ze moze jeszcze nadal spie... Jednak nadal slyszalam gdakanie. Otworzylam oczy, rozejrzalam sie wokol ze zdumieniem i zobaczylam nasza kotke siedzaca przed zamknietymi balkonowymi drzwiami i wpatrujaca sie z wielkim napieciem w ... spacerujaca po balkonie i glosno gdaczaca, mala, japonska kurke!!! Przetarlam oczy, ale zjawisko nie znikalo. Obudzilam meza, zeby upewnic sie, ze on tez widzi to samo co ja i kot.Widzial!Zabralismy kurke i nie bardzo wiedzac skad sie wziela i co z nia poczac zanieslismy do najblizszego Warszawy gospodarstwa ( mieszkalismy na Gorcach, wiec obrzezach miasta). Po kilku miesiacach, kiedy jechalam z sasiadka winda zaczelam opowiadac jej o zdarzeniu, mowiac: „ Nigdy pani nie zgadnie co znalezlismy kiedys na swoim balkonie!”. Ona popatrzyla na mnie z rozbawieniem i powiedziala „ Zgadne! – Kure!” Ja oniemialam i wykrzyknelam – „ To byla pani kura??!!” ( ona mieszkala pietro wyzej). A ona: „ Nie, ale sasiad z dziesiatego pietra ( w tym samym pionie ) opowiadal mi kiedys, ze zginela mu z balkonu kura, ktora przywiozl ze wsi!” Okazalo sie, ze byla to wyjatkowo dzielna kura - awionautka! Pokonala odleglosc z balkonu na dziesiatym pietrze na balkon na trzecim!!! Trzeba bylo widziec nasze miny po odkryciu jej w niedzielny poranek i potem moja kiedy uslyszalam odpowiedz sasiadki! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kluba1 Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.we.client2.attbi.com 31.12.03, 21:41 co za wspaniala historia !!! ja mam tez jedna zwiazana z balkonem. Juz ja poprzednio opisalam ale moze nie wszyscy czytali : mialam swinki morskie na balkonie. balkon byl obudowany i na poziomie podlogi mial rurke sciekowa laczaca sie z rynna na zewnatrz. Pewnego dnia samiec uciekl ze swojego pudla i dostal sie do rynny!!! Biegal sobie w tej rynnie wzdluz calego budynku i wydawal wrzaski " wee - wee -wee" bardzo wysokim i cienkim glosem . Trwalo to kilka godzin - ja bylam zupelnie wykonczona a on biegal i biegal !! Dobrze, ze w sasiednim budynku naprawiano dach i pracownicy mieli dlugie drabiny !!Gdy go w koncu zlowilismy wcale nie byl zachwycony -gryzl i najwyrazniej chcial powrocic do rynny. Akcji przypatrywali sie mieszkancy okolicznych budynkow !!! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
trufelka Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 31.12.03, 22:40 mysmy mieli jamnika obzartucha, i byl gruby. Pewnego dnia przestal jesc i zaczal chudnac na oczach. Za jakis czas wygladal jak szkielet. Weterynarz po przeswietlenu zoperowal go. Z brzucha wyjal cala tasme klejaca, ktora zaklejala mu zoladek. Odpowiedz Link Zgłoś
marialudwika Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 31.12.03, 23:40 Szukalam jak szalona jednego z psow/moich/ po calym mieszkaniu,dosc duzym- kamien w wode..poszlam na dwor myslac,ze moze tam zostal,chodzilam wszedzie nic,pytalam sasiadki z innych domow-nie widzialy,w nerwach dzwonilam do meza do pracy-nie mogl sie zwolnic.Rozpacz.Po godzinie,czy dwoch by czyms sie zajac zaczelam troche uprzatac dom,modlac sie w duchu do sw.Antoniego/patrona rzeczy znalezionych/..w pewnym momencie otworzylam szafe by cos schowac a tam spi moj Bartus!!!Nigdy w zyciu tak sie nie ucieszylam!!!Dodam,ze nie miewal zwyczaju wlazic do szaf!!!Pozdro ml Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anka1962 Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: 80.72.196.* 01.01.04, 19:32 Nie odmówię sobie przyjemności, żeby opowiedzieć o przygodzie mojego męża z naszym kotem, wtedy ok. 5-miesięcznym. Leżę w łóżku, przygotowana do spania. Na kołdrze, blisko brzegu lezy kotek. Obok łóżka stoi mój mąż i rozbiera się. Koszula, spodnie, bielizna. Kotek patrzy w górę, na pewną częśc ciała mojego męża, majtającą się nad nim i ..... z dzikim wrzaskiem rzuca sie na zdobycz, wczepiając się w nią pazurami przednich łap!!!!!! Nie odważe się napisac, jakich słów użył mój mąż w stosunku do naszego ukochanego zwierzaczka. pozdrawiam anka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ana Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem IP: *.bredband.skanova.com 01.01.04, 20:14 Oj! Biedny maz! Ale historia przednia!!! Usmialismy sie do lez!Coz sie jednak dziwic kotu ( ktory polowanie ma przeciez we krwi ) jesli podobna ( choc jeszcze w skutkach bardziej dramatyczna) historia zdarzyla sie ponoc pewnemu hydraulikowi, ktory przetykajac rure odplywowa pod zlewem w kuchni u pewnej pani ( i w zwiazku z tym tkwiac glowa pod zlewem, a tylna czesc ciala prezentujac w calej okazlosci z odwrotnej strony), zostal potraktowany przez owa frywolna wlascicielke zlewu podobnie jak maz przez kota ( no moze bez wbijania pazurkow ;) ), w efekcie czego, przerazony tak mocno wyrznal glowa w zlew, ze wyladowal na pogotowiu! Wiem, ze nie jest to historia o zwierzetach ( choc traktuje o instynktach nieco pierwotnych), ale sila skojarzen czasem jest przemozna! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Łoś, ja i gończy polski "Beryl" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.04, 02:53 Czy ja wiem, czy to śmieszne, co spróbuję opowiedzieć? Dla mnie śmieszne i na pewno dziwaczne. Widzę, że towarzystwo się tu nieco rozkręciło na polu różnych intymności i związanych z tym części (ludzkiego) ciała, więc spróbuję kulturalnie przekazać coś, co zapowiadałem powyżej. Rzecz toczy się w rezerwacie „Łosiowe błota” – jak sama nazwa wskazuje pełnym łosi. To doprawdy niezwykłe, ile tych pięknych, a truchlejących ze strachu z byle powodu zwierząt można tam napotkać. Wiele razy je tam fotografowałem. Bohater opowieści – pies gończy polski o imieniu Beryl. Osobnik nie będący specjalnym przyjacielem ludzkości ani innych żywych stworzeń, ale czego oczekiwać od dzikarza i od rasy mającej w ogóle opinię dość dzikiej i trudnej w prowadzeniu. A zatem był to pies, który na najwęższej nawet i najbardziej krętej leśnej ścieżce zawsze ostrzegał mnie na długo przed tym, zanim ktoś lub coś pojawiło się na tej ścieżce. Pod tym względem Beryl był niezwykły. Po tym, jak uruchamiał się w nim system fuknięć, warknięć, sapnięć, podskoków, stójek i bojowych postaw zawsze dobrze wiedziałem, że za kilka minut kogoś lub coś w lesie spotkamy. I niezawodnie tak zawsze było. Już nie wspomnę, że raz uratował mi skórę i wyprowadził mnie z lasu, gdy się w nim zgubiłem. JA – człowiek, który cztery lata uczył się nawigacji i jeszcze rokrocznie zdawał z niej egzaminy państwowe :-) Ale to tak na marginesie. No więc jesteśmy ja i Beryl w rezerwacie „Łosiowe błota”. Schodzę ze ścieżki, bo... nooo... po prostu musiałem za potrzebą. Że tak powiem – realizuję tę potrzebę, realizuję, realizuję, Beryl jak zawsze w takich okolicznościach wpatrzony w ten szczegół do realizacji potrzeb, ja jak zawsze odpędzający go od siebie i okręcający się w trakcie „realizacji” wokół siebie, żeby skuteczniej odpędzać Beryla... i tak dalej, i tak dalej. W ramach tego połączonego okręcania się, „realizacji” i odganiania od siebie Beryla patrzyłem wszędzie tylko nie na to, przed czym tak naprawdę cała ta kabaretowa scena się działa. Gdy to dostrzegłem – skóra na mnie ścierpła, a na dodatek jeszcze ta „realizacja”. Większego łosia już w życiu nie widziałem, aż musiałem zadrzeć głowę. Stał 4-5 metrów ode mnie i od Beryla. Co mnie wtedy przemykało przez głowę?!?!?! Co robić?! Co się teraz może wydarzyć, gdy już sobie z łosiem spojrzeliśmy w oczy?! Zapinać portki i w nogi?! A może nie zapinać portek i w nogi?! Oczywiście wściekłość na Beryla – jak on mógł pierwszy raz w życiu zawieść swojego pana tak okrutnie i nie wyczuć łosia 5 m od siebie?!?!?! Na mnie gęsia skóra na całym ciele, stoimy wszyscy i każdy patrzy się na to, co go najbardziej w tej chwili interesuje, czyli: ja – na łosia; łoś – na mnie; Beryl – naaa... no wiecie, na co. Trwało to może 20-30 sekund, aż wreszcie mózg zaczął mi chłodno i logicznie pracować i przypomniały mi się różne informacje o łosiach, w tym artykuł o łosiu w Kazuniu Polskim pod Warszawą, który umarł na zawał serca ze strachu, gdy wszedł do chłopskiej zagrody i nie potrafił już z niej wyjść. Umarł ze strachu, gdy służba leśna chciała mu pomóc w wydostaniu się z tej zagrody. Powoli przypomniałem sobie jakie to łosie są strachliwe i zacząłem się zapinać i szykować do spokojnego, powolnego odejścia z miejsca zdarzenia. Beryl do samego końca popiskiwał tylko z niecierpliwości, że stoimy i nic się nie dzieje. Łoś niczym pomnik – nie drgnął przez cały ten czas ani długo po naszym odejściu, bo go z oddali obserwowałem. Może umarł stojąc?:-) No i jak taki niezawodny Beryl mógł tak fatalnie zawieść w takim kryzysowym momencie? No i kto w to wierzy? Nie wiem, czy sam uwierzyłbym czytając tę opowiastkę. Sam mistrz Michał Sumiński lepszej by nie wymyślił. Wszystkim, którzy mimo wszystko wierzą – dziękuję za zaufanie i pozdrawiam. C. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ana Re: Łoś, ja i gończy polski "Beryl" IP: *.bredband.skanova.com 02.01.04, 15:02 Wierze i usmialam sie do lez! Zycie pisze jednak najlepsze scenariusze!! Pozdrawiam Beryla i jego pana i zycze dalszych udanych bezkrwawych lowow i mniej stresujacych spotkan z losiami! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Dziękuję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.04, 16:23 Dziękuję za życzenia i wiarę w tę opowieść, niczym z Jasia Fasoli. Rzeczywiście tylko życie jest zdolne do zetknięcia ze sobą na taką jedną komediową chwilę różnych stworzeń. Życzenia mogę niestety przyjąć już tylko ja. Mój najwspanialszy, najukochańszy pies Beryl czeka na mnie w jakimś psim czyśćcu. Mojej obecnej towarzyszce dalekich leśnych wypraw, labradorce Dorze, mógłby przed nosem przejść mamut, a ona i tak by go nie dostrzegła. Również nie wyprowadziłaby mnie z lasu - prędzej wpakowałaby nas w najgorsze ostępy, gdzie za 1000 lat budowniczowie autostrady znaleźliby nasze szkielety. Dlatego teraz już muszę pilnować kompasu, słońca, kokardek na drzewach, jakie sobie zawiązuję, piramidek i strzałek z patyczków i tym podobnych gadgetów a la Indiana Jones. Życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i serdecznie pozdrawiam C. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kluba1 do Cattaragus !! IP: *.we.client2.attbi.com 02.01.04, 16:50 Cudowne !! To Tobie dzieki !! :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andy Re: do Cattaragus !! IP: *.acn.pl 02.01.04, 20:04 Fajna historyjka, i wierze ze autentyczna. Moge odwdzieczyc sie opowiadaniem mojej malzonki, z czasow gdy miala latek kilka i mieszkajac z rodzicami kota wscibskiego mieli. Kocur ten tak naprzykrzal sie matce rodziny, ze ciagle musiala go czyms odpedzac od kuchni, talerzy itp. Pewnego razu podczas gotowania pranej poscieli, kot podskoczyl zbyt blisko do pani i dostal patykiem w nos.../patyk sluzyl wowczas do mieszania gotowanej w kotle poscieli/ Cios byl tak celny ze pozbawil go zycia./!/Powstal lament i placz dzieci/mojej kilkuletniej wowczas malzonki i jej braciszka/Po kilkudziesieciu chyba minutach, dzieci zrobily kotu pogrzeb.Za chalupa wykopaly grobek i ze lzami w oczach pochowaly zwloki kota.Minely nastepne godziny, i przed kolacja, gdy byly dzieciaki umyte i mialy sprawdzona czystosc rak, uslyszaly jakies znajome miauczenie przed drzwiami.... Z czerwonymi jeszcze od lez oczami, pobiegly do drzwi i po otwarciu, ujrzaly nie do konca otrzasnietego z ziemi swojego ukochanego mruczka. Prawdziwe, choc moze nie calkiem zabawne..... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
marialudwika Re: Dziękuję 03.01.04, 00:15 Pasjonujaca opowiesc!!!Podoba mi sie tez imie Beryl.Chcialabym kiedys zobaczyc losia w knieji!! Pozdro ml Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Beryl - post scriptum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 01:32 marialudwika napisała: > Pasjonujaca opowiesc!!!Podoba mi sie tez imie Beryl. Chcialabym kiedys > zobaczyc łosia w knieji!! > Pozdro > ml -------------------------------------------------------- Dziękuję! A dla gończego polskiego imię Beryl jest wprost idealne. Beryl to kamień półszlachetny. Powiedzmy, że gończy polski, dopóki już nie zostanie porządnie odtworzony, to też pies "półszlachetny" - niby rasowy, ale tylko w Polsce. Na akceptację na arenie międzynarodowej musi jeszcze poczekać, choć Niemcy wywożą go z Polski ponoć masowo. A z tymi łosiami to rzeczywiście niezwykła sprawa. Mieszkam w Warszawie w takim specyficznym miejscu, do którego podchodzi pradawna odnoga Puszczy Kampinoskiej, choć nominalnie to się teraz na tym odcinku tak nie nazywa. Jest w Warszawie taka ulica, Księżycowa, przylegająca do lotniska Bemowo i lasu, po której to ulicy normalnie chodzą sarny, łosie, kuny leśne, zające, lisy a w ciągu ostatnich 8 lat dwukrotnie spotkałem w tym rejonie dziki. Przez ten las przy lotnisku wchodzi się do Parku Leśnego Bemowo, a stamtąd do dwóch rezerwatów, w tym m.in. rezerwatu łosi. Przez te rezerwaty wchodzi się już do normalnego Kampinosu. Ja takich przygód z Berylem miałem na pęczki, ale śmieszne to one już nie były. Czasami i pod niektórymi względami uważam się za pechowca i oto w tym jednym, jedynym roku, kiedy 4-5 lat temu media ostrzegały, że do Kampinosu sprowadziły się wilki - oczywiście stanęliśmy z Berylem oko w oko z wilkiem. Brrrrr! Ale jakoś nam się upiekło, choć do walki byłem już naszykowany na całego. Serdecznie pozdrawiam C. Odpowiedz Link Zgłoś
nienormalna Re: Beryl - post scriptum 03.01.04, 02:12 zazdroszcze ci tak pieknego miejsca zamieszkania - \ ps przeciez wilki nie atakuja czlowieka! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Re: Beryl - post scriptum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 03:04 nienormalna napisała: > zazdroszcze ci tak pieknego miejsca zamieszkania - \ > > ps przeciez wilki nie atakuja czlowieka! --------------------------------------------------------------- Mnie prawdopodobnie rzeczywiście by nie zaatakował. Ale jeśli myślisz, że ten wilk czmychnął to jesteś w błędzie. Odszedł bardzo powoli i po długim namyśle. Tu nie o mnie chodziło, tylko o mojego psa, którego z najwyższym trudem udało mi się przywołać do nogi. Pisząc o szybkich przygotowaniach do walki miałem na myśli obronę psa, choć po 14 walkach, jakie stoczyłem z psami w polskich lasach w obronie swojego psa i siebie - to z pewnością mogę powiedzieć, że gdyby już doszło do starcia, to i tak cała nasza trójka byłaby jednym bitewnym kłębowiskiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ana jeszcze do Cattaraugusa IP: *.bredband.skanova.com 03.01.04, 23:21 O! To okazuje sie, ze bylismy nieomal sasiadami. Ja mieszkalam ( jeszcze przed przeprowadzka do Szwecji) na osiedlu Gorce ( a wczesniej na Mlynowie) i niemal kazda niedziele ( bez wzgledu na pore roku) spedzalam ( najpierw z rodzicami i suka - bokserka , a potem z mezem i dzieciakami) w Puszczy Kampinowskiej na wielokilometrowych eskapadach pieszych i rowerowych( ale spotykalismy tylko sarny, zajace i raz dzik stanal na sciezce, ktora wedrowalismy). Teraz, niestety, nie moge miec psa ( za to mamy wspanialego kocura - Szusze)i teskno mi za Puszcza. Dziekuje za zyczenia noworoczne i rowniez zycze wszystkiego dobrego w nowym roku! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Re: jeszcze do Cattaraugusa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.04, 23:40 Niesamowite! Dzięki temu internetowi kula ziemska to prostu marny grajdoł. No to już wiesz Droga Ano, że nie zmyślam i nie piszę tu bajek, bo z grubsza orientujesz się, o jakim terenie piszę. W takim razie być może nawet byłaś wielokrotnie w rezerwacie "Łosiowe błota" nawet o tym nie wiedząc, bo to zwyczajnie mało kto wie. To taka wiedza wprawdzie nie dla wybranych, ale na pewno dla miłośników map. Ja jestem z wykształcenia pilotem, więc te mapy to już takie skrzywienie, stąd zawsze wiem, dokąd idę i jak się dany teren nazywa. Poza tym znajomość mapy w polskich warunkach ma tę wielką zaletę, że gdy straż miejska m.st. Warszawy usiłuje mi robić jakieś uwagi na opisywanych tu terenach, że pies bez kagańca i smyczy - to wysyłam ich do diabła i mówię, żeby zobaczyli, iż nie stoją na terenie swojej jurysdykcji i żeby nie szukali ofiary, która im da łapówkę za niewypisanie mandatu. Serdeczne pozdrowienia z Twoich dawnych terenów C. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ana Re: do Cattaraugus - po raz ostatni na temat P.K. IP: *.bredband.skanova.com 04.01.04, 01:30 Owszem,owszem - bylam na tych terenach i nawet kiedys zdarzylo nam sie ( bylo to w czasach, kiedy chodzilam po Puszczy z rodzicami ) tam pobladzic i tylko "szczesciu glupiego" ( a moze troszke mojej intuicyjnej/ instynktownej orientacji w terenie) zawdzieczac chyba nalezy, ze wybrnelismy w koncu na szlak. Oczywiscie najczesciej sprawdzalam na mapie ktoredy wedrujemy i naprawde nie wiem, jak to sie stalo, ze zeszlismy wtedy z oznakowanej trasy. Na szczescie zdarzylo sie to tylko raz.Warto bylo jednak pobladzic, bo po drodze szlismy po prawdziwie dzikich, nieuczeszczanych ostepach. Choc grzasko bylo i niezbyt bezpiecznie. I cale szczescie, ze zaden los nie stanal nam na drodze ( no i, oczywiscie, straznik przyrody! ;)).Przepraszam uczestnikow portalu za te dywagacje na temat Puszczy - to juz ostatni raz ( zlozcie to na karb nostalgii i wybaczcie prosze!). Odpowiedz Link Zgłoś
orvokki Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 03.01.04, 11:54 Historia a'propos wpatrujących się kotów, opowiedziana mi przez mojego nauczyciela z liceum. Otóż ówże nauczyciel nie posiadał kota, a jedynie szczekliwego jamnika. Jakież więc było jego zdziwienie, gdy pewnej nocy obudził się z nieprzyjemnym uczuciem, że ktoś się w niego intensywnie wpatruje. I rzeczywiście: na jego piersi siedział czarny kot i wlepiał w niego żółte ślepia. Facet przeżył chwilę straszliwego strachu, w trakcie której skłonny był uważać kota za wysłannika piekieł, po czym zobaczył uchylony balkon i zajarzył, że ten balkon jest połączony z innymi na całej długości bloku. Kot po jakimś czasie poszedł sobie dalej, a jamnik zebrał opieprz :o), bo w czasie całego zajścia spał snem sprawiedliwego. Druga historyjka dotyczyła tegoż samego kota. Jego właścicielka wróciła kiedyś do domu i zastała dziko zadowolonego podopiecznego pastwiącego się nad dorodnym kawałkiem cielęciny... której na pewno nie było w domu, kiedy wychodziła. Oczywiste było, że kocisko znalazło ją u któregoś z sąsiadów i ukradło. Właścicielka przez chwilę zastanawiała się nad zwróceniem jej prawowitym właścicielom, ale potem wyoraziła sobie, że chodzi z tym kawałkiem mięcha od drzwi do drzwi z uprzejmym zapytaniem "czy to Państwu czasem nie zginęło?"... Tak więc umyte mięsko usmażyła na patelni i podzieliła się z kotem. Odpowiedz Link Zgłoś
trufelka Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 04.01.04, 08:58 moj owczarek niemiecki bardzo lubi sie bawic pilka. Podszedl do mojego brata i probowal go sprowokowac do zabawy. przynosi mu pilke a brat nic. Nagle uslyszelismy krzyk rozpaczy brata. Patrzymy a brata zupie (ktora jadl) siedzi duza pilka tenisowa, a pies zadowolony macha ogonem i czeka ze mu brat ja odrzuci. Brat nie byl pocieszony bo " taka swietna zupa" jak mowil, a my sie do tego smialismy, ze ma takiego duzego skwarka w zupie :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
emigrantka Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 07.01.04, 02:06 LOL Kiedys mialam 9 (tak, dziewiec) kotow i wieleeeee smiesznych/tragicznych sytuacji.. Ktoregos wieczoru schodze na dol, moje koty siedza grzecznie wszystkie w jakims kolku i na cos patrza.. No wiec ja probuje dojrzec na co? Okazalo sie ze na MYSZ. Ktorys przywlokl zywa do domu i puscil, cala reszta rozsiadla sie dookola i patrzy jak przerazona mysz biega miedzy nimi. Co chwile jakis ja lapa trzepnal jak chciala z tego ich kregu sie wydostac i dalej siedza i patrza... Mnie sie myszki zrobilo szkoda wiec zlapalam jakis kubelek i mysle sobie: przykryje myszke kubelkiem, odgonie koty, myszke wypuszcze...Ale myszka niestety spod kubelka chciala mi uciec i ryczalam pol nocy bo jej prztrzasnelam lebek i zabilam. Pocieszalam sie jedynie tym ze smierc jej byla szybsza niz jakby ogladanie je znudzilo sie moim kociskom i zdecydowalyby sie nia konkretnie zajac...... Mialam malego psiaka i krolika ktory kupiony jako miniaturka wyrosl na wielkiego zwierza z oklaplymi uszami wiecznie tupiacego nogami i gryzacemu kable (jak to jest ze krolika prad nie zabije? moj wszystkie kable w domu poptzegrywal i nic mu nie bylo LOL). Oba wchodzily i wychodzily z domu przez cat-flapke, dobrze im sie razem zylo, krolik gonil obce koty z JEGO ogrodka itd. Mieszkalam pod numerem 44 a czesto wracajac do domu mialam w drzwiach wiadomosci takiej mniej wiecej tresci: Prosze odebrac psa spod numeru 26 a krolika spod 38 - LOL Pies maly ale bardzo wysoko skakal przez ploty a krolik.. przekopywal sie do sasiadow dolem :-) Kiedys odbierajac mojego psa od kolejnego sasiada zobaczylam ze moj i jego pies (ktore nie bardzo za soba przepadaly) uwiazane byly do 2 roznych drzew w ogrodku sasiada a on sobie siedzial spokojnie na lezaku pomiedzy nimi - stwierdzil ze inaczej sie nia dalo ;-) Kiedys pies i krolik biegaly sobie jak zwykle po ogrodku, wyszlam po papierosy, po 10 minutach wracam - pies w domu z podkulonym ogonem a w ogrodku lezy bezwladnie moj bialy klapoluch.. Lece do niego, chce go podniesc o on "zdechl" - zadnych ran czy krwi ale krolik "zdechl". Lece do sasiada (wlasciciela 13 (!!!) bialych Persow i rycze ze mi pies krolika zabil. Sasiad przyszedl, popatrzal na krolika, kazal mi isc do domu i wygladac przez okno (pies dalej pod stolem w domu). Siedzimy tak z 15 minut, wygladamy przez to okno a tu nagle zdechly krolik podnosi leb, rozglada sie dookola, psa nie widzi, podnosi sie na 4 lapy, otrzasa i zaczyna kicac jakby nic sie nie stalo.... Podobno kroliki takie cwaniaki ze potrafia udawac niezywe LOL Budzenie sie i znajdowanie obcego kota we wlasnym lozku to byla normalka - ja mialam 9 a sasiad przez sciane 13... Ostatni nabytek, tchorzofretka - zginela w mieszkaniu. Histeria corki, szukanie po calym mieszkanie i strach ze jak ktos wchodzil/wychodzil to ona sie moze wymknela... Kilka godzin pozniej scielanie wersalki a tu w srodku zlozonej koldry usmiechnieto/zaspany ryjek fretki... Ale nam ulzylo... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Ale bomba! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 02:33 Kapitalne! A już szczególnie "zdechły królik". A mojej obecnej suni labradorce to się chyba przez CV jej rodziców musiał przewinąć struś. Jak jest jakaś konfliktowa sytuacja, to ona przyciska głowę do ziemi (jakby chciała ją schować w piasek), nos nakrywa łapami, ale pupę wystawia wysoko do góry - tak jakby do ukarania tej pupy, a już ona wtedy wie najlepiej, że przetrzepanie futerka właśnie by się za coś należało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cattaraugus Wszystkiego zawsze pół IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 00:44 Opisany powyżej gończy polski "Beryl" ma oczywiście swoją matkę. Matka owa mieszka na wsi i niczym pies rasy Beagle zawsze ma ona do załatwienia swoje sprawy w terenie, mimo że nie wiąże się to z obyczajem polskiej wsi spuszczania psów na noc. Przeciwnie, suka owa mieszka w takiej osobliwej wsi, co to wiecie - klasa średnia wyprowadza się do takich miejsc pod dużymi miastami. No więc łobuzica mimo pilnowania zawsze gdzieś czmychnie. Wypad taki trwa od 1 do 3 dni. Jeśli komuś się wydaje, że suka wraca do domu "jak zbity pies", np. brudna, głodna, z uszami po sobie itd. - ten jest w błędzie. Wraca czysta, wyspana i kompletnie nie głodna. Zawsze przynosi z takiego wypadu trofeum. Po przyjściu z wypadu na swoją posesję najpierw szuka swojego Pana, by u jego stóp złożyć dar. Nie ma żadnego poczucia winy, a raczej jest dumna i patrzy w oczy swojemu panu szukając akceptacji. Co ona przynosi z tych eskapad? Jest to zawsze połowa jakiejś materii ożywionej. Pół zająca, pół kreta, pół szczura, pół myszy, pół jakiegoś ptaka (lota lub nielota). Chodzą dowcipy, że do tego wszystkiego jeszcze tylko nigdy nie przyniosła pół litra. Odpowiedz Link Zgłoś
brytan Re: Wszystkiego zawsze pół 07.01.04, 08:39 z tego postu powyzej wniosek: jestes snob Odpowiedz Link Zgłoś
pejsaty Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 21.05.04, 10:51 moj poprzedni pies byl bardzo madry i cwany. pewnego razu jadlem gofry u siebie w pokoju, talerzyk lezal na tapczanie, a pies na podlodze. nagle zadzwonil telefon - szybko poszedlem do aparatu, zostawiajac talerz gdzie bylo jeszcze sporo gofrow, powiedzmy z dziesiec. gdy wrocilem, talerzyk lezal jak poprzednio, pies lezal jak poprzednio... tyle ze gofrow zostalo tylko piec... pies bardzo je lubil, ale pomyslal, ze jak zje wszystkie to ja na pewno sie zorientuje i na niego nakrzycze, wiec zjadl tyko piec, a pozostalych nawet nie tknal... jedynie okruszek przylepiony w kaciku pyska i to ze nie chcial mi sie spojrzec w oczy, tylko odwracal wzrok, swiadczyly o tym, ze ma nieczyste sumienie. no coz darowlaem mu wine, bo msiac mi sie chcialo, ale wytlumaczylem tez, ze wiem, ze mi zjadl gofry i zeby drugi raz nie robil mi podobnych numerow... w koncu liczyc do dziesieciu jeszcze umiem. :) Odpowiedz Link Zgłoś
k8sz Re: Smieszne przygody ze zwierzakiem 21.05.04, 14:15 Kiedy moja sunia urodziła szczeniaki, były tak piekne że zdecydowaliśmy się jednego zostawić - myśle, że moja sunia do końca życia miała nam za złe, że musiała się użerać ze swoim pierdołowatym synem. Kiedy syn miał kilka m-cy, moja mama upiekła paczki i 2 pełne tace postawiła w kuchni na kuchence mikrofalowej, która stała na blacie kuchennym. Kiedy wróciliśmy do domu, Sonia z miną jak zwykle zdegustowaną głupotą własnego syna, wpatrywała sie w zamknięte drzwi od kuchni, za którymi słychać było cichutki pisk. Okazało się, ze młody, zainteresowany pączkami, wlazł do kuchni, zjadł wszystkie pączki, wypił cały garnek oleju, na którym pączki były smażone i jeszcze do tego zatrzasnął się w kuchni... (nie muszę chyba dodawać, że miał potem spore problemy z żołądkiem) Odpowiedz Link Zgłoś