balbinia
03.01.04, 18:07
:-)
www.vege.pl/plik_zdj/408.jpg
Zasada maksymalizacji rentowności sprawia, że całe życie
zwierząt hodowlanych staje się jednym wielkim pasmem dramatycznych często
cierpień. I to od urodzenia.
Mały prosiaczek zabierany jest od matki w dwanaście godzin po urodzeniu i bez
żadnego znieczulenia poddawany szeregowi bolesnych zabiegów: ucina mu się
ogon, karbuje uszy dla celów identyfikacyjnych, przycina siekacze, kastruje.
Potem upycha się go ciasno między inne, stojące rzędami w kojcach. Gdy
podrosną, zamyka się je w krępujących ruchy, ciemnych pomieszczeniach i
ogrzewa na tyle, by stały się ospałe i nie sprawiały kłopotów. Tam młode
świnki rosną i... czekają na śmierć. W końcu poddaje się je przerażającemu
doświadczeniu transportu i rzezi.
Teoretycznie śmierć powinna być względnie szybka i bezbolesna, a zwierzę, nim
podetnie mu się gardło, ogłuszone prądem elektrycznym. Niestety, często tak
nie
jest. Nierzadko zdarza się, że zwierzęta ogłuszane są niefachowo i żywcem
trafiają do wrzątku, gdzie cierpią nieprawdopodobne katusze.
Los innych zwierząt hodowlanych wcale nie jest lżejszy. Wszystkie żyją i są
zabijane w warunkach urągających humanitaryzmowi. Większość zaś ludzi z
milczącym przyzwoleniem się temu przygląda. Mówimy sobie: "Przecież mamy
prawo
jeść mięso, hodowcy mają obowiązek możliwie najtaniej to żądanie zaspokoić, a
cierpienia zwierząt są tego nieuniknioną konsekwencją".
Moralny dylemat
Jak to możliwe, że ci sami ludzie, którzy krowy traktują jak chodzące bańki
mleka, a świnie jak hamburgery, swoje psy kochają i opłakują po śmierci?
Dlaczego niektóre zwierzęta antropomorfizujemy i myślimy o nich jak o
istotach
ludzkich, stosując wobec nich ten sam kodeks moralny, który rządzi naszym
postępowaniem w stosunku do ludzi, inne zaś bezwzględnie eksploatujemy?
Zdecydowana większość naukowców jest zdania, że człowiek odczuwa winę i wstyd
za krzywdzenie zwierząt, ale stosuje różne metody usprawiedliwienia się.
James
Serpell, profesor etyki ekologicznej na Uniwersytecie Pensylwańskim,
specjalista badający relacje człowiek-zwierzęta, w swojej książce W
towarzystwie zwierząt (Państwowy Instytut Wydawniczy 1999) dowodzi, że po
prostu staramy się do wszystkich wątpliwości nabrać dystansu. Podobnie jak
żołnierz na wojnie, który by móc zabijać przeciwnika, stara się go
depersonalizować, tak my stwarzamy próżnię między nami i zwierzętami, którym
dla zysku zadajemy ból i cierpienie. Owego "odgradzania się" - jak to
nazywają
psycholodzy - można się zresztą nauczyć. Na przykład rzeźnicy, którzy
przecież
regularnie zabijają zwierzęta, stopniowo uodparniają się na to doświadczenie.
Co ciekawe, ta ludzka zdolność "odgradzania się" może być wybiórcza.
Obdarzanie
kotów i psów uczuciem miłości przy całkowitej ślepocie na niedolę świń,
drobiu
i cieląt jest tego doskonałym przykładem. Są i inne sposoby uciszania
własnego
sumienia, na przykład ukrywanie. Zgodnie z zasadą: "czego oczy nie widzą,
tego
sercu nie żal", nowoczesne, intensywne hodowle zwierząt umieszczane są
zazwyczaj z dala od skupisk ludzkich, a hodowane przemysłowo świnie lub krowy
trzymane są w pomieszczeniach bez okien.
Nagminnie posługujemy się także "ukrywającym" słownictwem. Mówimy nie o
mięsie
wołu, świni czy cielęcia, lecz o "wołowinie", "cielęcinie" i "wieprzowinie",
ponieważ te eufemizmy są łatwiejsze do przyjęcia. Aby poprawić własne
samopoczucie, zrzucamy odpowiedzialność za zabijanie zwierząt na innych,
najczęściej rzeźników, traktując ich z osobliwą mieszaniną strachu, niesmaku
i
odrazy. Niezależnie jednak od tego, jakie sposoby odgradzania się od problemu
eksploatacji zwierząt stosujemy, i tak coraz częściej ogarnia nas moralny
niepokój, zbiorowe poczucie winy i gniewu z powodu zła, jakie nasz gatunek
wyrządził innym żywym istotom. Na szczęście, posiadamy już dzisiaj
wystarczającą wiedzę i umiejętności, by nasze podejście do zwierząt
hodowlanych
zmienić i by traktować naszych braci mniejszych przynajmniej humanitarnie.