Dodaj do ulubionych

Mój kolega się żeni

18.08.16, 01:12
a że jest to małżeństwo aranżowane przez rodziców, więc sami wiecie, egzotyka...Dla mnie, nie dla niego.
Dużo w ciągu ostatnich paru lat , pracując z ludzmi z Dalekiego Wschodu, zastanawiałam się nad całym tym fenomenem aranżowanych ożenków, jakby to było jakieś s-f, a nie nasza nie tak odległa przeszłość.
I tak, chłopak pojechał do swojej Indii, ma na miesiac czasu ustawione 150 spotkań szybkich z dziewczynami podchodzącymi mu kastą, wykształceniem, usposobieniem, a na sam koniec, szybka rozmowa, takie 5 min dating, ale z pewną wiedzą na temat w kogo się wżenia. Dwie strony mają jednak coś do powiedzienia, nic na chama, obie strony mogą odrzucic kandydata.
Mój dugi kolega, w aranżownaym małżeństwie już 8 lat ( zapytałam go oczywiście czy jest zadowolony, odpowiedział, że tak. Nie pytałam, czy jest szczęśliwy, bo to słowo po pierwsze ma pewnie rózne znaczenie dla rozmówców, a po drugie pytanie jest jakoś niestosowne w niezobowiązującej rozmowie), powiedzial, że to jest bardzo depresyjny moment, wybrać kogos, i zostać odrzuconym po parominutowym interview. No ale hej! To działa w obie strony. Tak więc nikt nikogo na siłę nie żeni, tylko swata. Jest to dosyc krótki proces. Żeby go lepiej zrozumieć , zaczęłam oglądać dokumentalny film" Meet the Patels" na Netflixie, jestem mniej więcej w środku, więc nie wiem, czy to się skończy happy endem...Gostek indyjskiego pochodzenia w 100%, ale urodzony juz w USA, komik i aktor w jednym,nie może się otrząsnąć z tęsknoty
kulturowej za hidnuskim dzieciństwem, wobec tego nie wyobraża sobie tak naprawdę innego scenariusza na swoja rodzine/dzieci i wyrusza na poszukiwanie żony. Rodzice dzielnie mu pomagają, swatają jak mogą.
A tymczasem nikt nic nie wie, co się dzieje u mojego supervisora. Podobno to niegrzecznie dociekać, więc się powstrzymuję smile Hindusi to bardzo ciekawy- towarzyski , gadatliwy, a przy tym skryty narodek...
Obserwuj wątek
    • jan_stereo Re: Mój kolega się żeni 18.08.16, 03:59
      150 randek to znacznie (o jakies 145) wiecej niz przecietny przecietniak aranzuje sobie w mozolach przed wejsciem w zwiazek chlopak/dziewczyna i nastepne zalegalizowanie dziecka slubem.

      Dla mnie bomba, w sumie to te sztuke swatania 'indyjskiego' skopiowaly juz zachodnie serwisy i mamy portale randkowe, prawie identyczna konstrukcja, tylko pre-selekcja kandydatow nastepuje glownie wirtualnie.
        • shachar Re: Popieram :-) 20.08.16, 01:03
          No ja też nigdy więcej, ale jakie nigdy , skoro ani razu nie spróbowałam...smile może gdybym miała rodziców mniej jebniętych, albo może bardziej hinduskich, to przełożyliby mi do łba, co jest w końcu esencją bycia z kimś w stadle. A tak, ja samopas, jako ten jelonek na łączce, błądze z oczami zamglonymi ***j wie czym, jakimś bałaganem w temacie, to pewne.
          Gdybyście mieli jeszcze raz wybierać, zdalibyście się na opinię klanu waszego? Bo ja w większym stopniu , niż miałam okazję, choć klan był niezdrowy u podstaw, więc na czym się opierać. Ale i tak z boku lepiej widać.
          • 7zahir Zaufaj sobie. 20.08.16, 14:49
            Tak urocza, mądra i ciepła dziewczyna jak Ty Gosiu
            na pewno trafi na swej drodze na kogoś,
            kto bedzie zasługiwał na Twoje serce a Ty to poczujesz Kochana
            i nie będziesz miała watpliwości.
            • shachar Re: Zaufaj sobie. 21.08.16, 13:34
              Ależ dziękuję, ale ja nie w tym sensie...Po prostu fascynuje mnie to odmienne podejście.
              Mama Patel powiedziała dziś z ekranu , bo dooglądałam film,"synu, dlaczego kochasz mamę i tatę? Bo spędziłeś z nimi dużo czasu!"
              Czyli ich koncepcja szczęści jest chyba bycie razem, a poznawać się do końca życia, co Patelowie sami przyznali, że po 35 latach ona chce go jeszcze reformowac, i mówi że on jej nie rozumie. Śmieją się z tego do łez. Obejrzyjcie ten film, zwłaszcza ojciec , ten kapucyn jest prześmieszny.
              Na koniec bez problemu pomyślało mi się; piękna rodzina, choć tak brzydka smile

              A Basiu, to tak nie działa, że na pewno trafi się na swojej drodzie..itd. Na pewno to się NIE trafi, wiesz dlaczego? Bo my wszyscy jesteśmy zepsuci w środku - przez naszych rodziców rozwody, przez lorda Byrona mrzonki, przez łatwość ucieczki od zobowiązań, wreszcie przez nieskończoność możliwości wyboru. W tym sensie patrząc na zachodni porządek widzę ruinę rodzinną jeno.
              Popatrzmy na siebie, ile razy zrywaliśmy i ile rozowdów już bylo wśród nas. Dlatego to co Krytyku napisałeś w swoim poście o rzucaniu się z 5m na nieznane dno jest, moim zdaniem, nie do konca zrozumieniem tematu. To nie jest tak, że ci Patelowie łapali kogo niebądż na ulicy, zresztą ci ludzie, hindusi , z którymi miałam do czynienia mają o wiele bardziej wyrobiona inteligencje socjalno-emocjonalną, pobierajac się nie strzelają w ciemno jak ktoś kto bierze psa ze schroniska, czy dziecko z sierocinca , pobierają się jakoś tam ukształtowane i urobione w swoich rodzinach jednostki. Jeśli ktoś jest świr, to taki news szybko się chyba roznosi po okolicy. To jest ten jeden mankament, w takich rodzinach żadnej prywatności nie ma, tak na pierwszy rzut oka. Mie wiem, czy oni jej tak bardzo potrzebują, siedzą sobie na głowie wszyscy i się ciesząsmile

              Meet the Patels
              • shachar Re: Zaufaj sobie. 21.08.16, 13:45
                A, jeszcze spojrzałam na podtytuł,'zaufaj sobie', to jest najlepsze! smile Już żeśmy sobie zaufali , każdy z nas po parę razy i co? Ten mechanizm jest zepsuty, ot co.
                O jeszcze znalazłam kiedyś przeczytany artykuł z NYTimesa
                www.nytimes.com/2016/05/29/opinion/sunday/why-you-will-marry-the-wrong-person.html?_r=0
              • 7zahir Masz racje Gosiu. 21.08.16, 14:01
                Jesteśmy zepsuci przez nasz doświadczenia i wpajane chore wzorce.
                Na szczęście zdajemy sobie z tego sprawę i umiemy wybierać.
                Tobie zaimponował hinduski wzór rodziny,
                a mnie kaszubski, gdy poznałam kobietę z 10 ciorgiem dzieci,
                wychodząca po raz 3-ci za maź.
                Pamietam jej zdziwienie, gdy powiedziałam, ze u nas przeważają rodziny z 2-ja dzieci.
                Rodzinna wiez Kaszubów , taka prawdziwa i bezpieczna z punktu widzenia
                biologicznego instynktu przetrwania mnie zafascynowała.
                Podobnie postrzegam opisywany przez Ciebie hinduski wzór rodziny.

                Zachodni wzorzec izolacji jednostek to droga donikąd.



              • krytyk2 Re: Zaufaj sobie. 21.08.16, 15:41
                Zepsucie to jedna przyczyna a przymus współżycia ad mortem jaki narzuca kultura sztywna,jeszcze nierozmiękczona ideą wolności nieograniczonej-to drugie.Naoglądałem sie w zyciu trochę prawdziwych filmów nakręconych przez artystów miejscowych a opisujących takie sytuacje,w ktorych obie strony bardzo sie nienawidzą i trwają w takim dramacie.Nastepny przypadek to toksyczna więź jaka istnieje pomiędzy ludźmi współuzależnionymi.Jest ona bardzo silna,może nawet najsilniejsza i najbardziej trwała ze wszystkich rodzajów więzi.Często, nawet gdy ludzie teoretycznie mogliby sie rozstać,są dalej ze sobą ,bo taka relacja wypełnia ich wszystkie chore potrzeby/oczywiscie kurwujac na partnera bez przerwy/
                Z tym zyciem w zageszczeniu to strzeliłas chyba w dziesiatkę-w Indiach,Japonii czy Bangladeszu na 1 km 2 przypada niewyobrazalna dla nas liczba ludzi.Stąd jak widzę w jakich kapsułach "hotelowych" potrafia przenocowac Japończycy to szczeka mi opada.
                • krytyk2 Re: Zaufaj sobie. 21.08.16, 16:26
                  jest jeszcze jeden ,może najwazniejszy,czynnik,ktory tu jest wazny:na poczatku znajomości obie strony robią wszystko,żeby pokazać sie w jak najlepszym swietle,uzywajac przy tym często ordynarnych kłamstw,np o stanie swojego konta,czy o swoich wyimaginowanych przymiotach i zdolnościach.W pewnym sensie ,to co deklarują czasem w tych okolicznościach bywa prawda ,ale po zmianie sytuacji-juz nie,np deklarowana zdolność do bezproblemowego funkcjonowania bez 3-4 nocy pod rząd nieprzespanych,co po urodzeniu dziecka szybko staje sie fikcją/bez mozliwosci odespania zarwanych nocy
              • rzeka.suf Re: Zaufaj sobie. 25.08.16, 11:36
                'mrzonki lorda byrona'

                no wlasnie, to zdaje sie, podstawa tego zagadnienia.
                plus indywidualizm jako ideal spoleczny/!/
                plus antykoncepcja, dzieci kwiaty i hedonizm

                wszystko ma swoje wady i zalety
                co gorszego mozna by zrobic mlodej buzujacej hormonami i nadziejami osobie, niz zmusic ja do aranzowanego malzenstwa?
                przeciez i w europie przerabiano ten model przez wieki
                a pozniej, na starosc znaczy, to sobie mozna aranzowac na spokojnie jak sie zechce. niekoniecznie przymusowo, ot z potrzeby serca wypranego z emocji wink
                • kalllka Re: Zaufaj sobie. 25.08.16, 14:46
                  Bardzo dobre, bardzo
                  Serce brudne od emocji / migotanie przedsionków np/ to serce chore.
                  Wyprać serce z emocji i zaraz wszystko gra, jak należy, suwrzeko.
                  Niemniej rozumiem, hinduski zwyczaj aranżowania małżeństw, oparty o wielowiekowa kulturę- doboru naturalnego/ kasty/ może drażnić przyzwyczajonego do chaosu.. ukulturalnionego(!) komunizmem 😐
    • krytyk2 Re: Mój kolega się żeni 21.08.16, 12:40
      Śmieszy mnie ten sposób wybierania partnera na zycie,który opisalas.To sa przecież ludzie ,którzy zetkneli sie juz z kultura zachodnia i niejedno widzieli.Tak mi sie zdaje jakby w lęku przed niewiadomym,działając w kulturowym kagancu,stawali na krawedzi wodospadu niagara i skakali w dół w nadziei,ze trafia na co najmniej 5 metrów wody pod soba a nie wystajaca ostroge skalną...
      • jan_stereo Re: Mój kolega się żeni 22.08.16, 04:37
        Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa ;')) Poza tym piszesz jakby zachodni wzorzec to byla droga do swietlanego zycia w malzenstwie, przypuszczam, ze efekt jest niemalze ten sam w obu wersjach, tylko jedna jest Ci bardziej bliska i uwazasz ja za 'sluszniejsza'.
        • krytyk2 Re: Mój kolega się żeni 22.08.16, 11:25
          nic nie twierdzę na temat wyższości jednego wyboru nad innym,twierdzę tylko,ze akurat taki "wschodni" wybór nie pasuje do realiów "zachodniego" życia.Jeśli ktoś żyje w spójnym/tj jeszcze nie rozbitym przez wpływ innej kultury/ świecie miejscowej/wschodniej/kultury i wszyscy dookoła tak żyją,to jest duże prawdopodobienstwo,ze dożyje z "wybranką" do końca swoich dni.Ale w dalszym ciągu nie gwarantuje to szczęścia w pozyciu z taka osobą.
          W zachodnim ,"wolnosciowym" świecie kazdy dokonany wybór tez jest wielka niewiadomą,bo trzeba sobie zdac sprawę z tego ,ze my sami jesteśmy wadliwymi wybieraczami-w sensie nieznajomosci samych siebie i swoich potrzeb,w sensie idealizowania innych w trakcie pierwszych kontaktów .Chcieć nie znaczy móc.Częśc osob po prostu nie nadaje sie na partnera długotrwalego związku.Znam troche tzw starych panien i kawalerów i wiem ,ze ich egoizm i wygodnictwo jest tak wielkie,ze Boze chron ewent partnerów
          • jan_stereo Re: Mój kolega się żeni 22.08.16, 12:04
            Tez uwazam ze nie kazdy sie nadaje na tworzenie wielo-letnich ukladow (w sumie to malo kto na dobra sprawe), ale nacisk spoleczny jest duzy i ludzie, moim zdaniem, glupieja byle wpisac sie w spoleczny schemat.

            A ze szczesciem to juz calkiem loteria, nic go nie gwarantuje, co najwyzej wiele elementow moze sie nan skladac, bo i samego stanu opisac jednoznacznie nie mozna...
            • krytyk2 Re: Mój kolega się żeni 22.08.16, 13:40
              wg mnie bardzo ważnym składnikiem szczęścia jest tzw samorealizacja zawodowa,co w szczególnych /najlepszych/przypadkach oznacza samorealizację w ogóle.Nie wyobrażam sobie człowieka szczęśliwego tylko z tego powodu,że złapał wybrankę/wybranego a na polu samorealizacji -wszystko leży
              • kalllka Re: Mój kolega się żeni 22.08.16, 16:38
                Samorealizacja zawodowa jest częścią cywilizacji zachodniej- systemu socjalnego bezpośrednio kształtującego codzienność- szczęście- niepodległość jednostki.
                W Indiach, o sytuacji domowej- szczęściu, decyduje system kastowy- podleglosciowy plemienny.
                Oczywiście kazdy z systemów jest bezpośrednio związany z okolicznościami przyrody ; ale nawet w wieżowcu- długowieczne nawyki- tradycja / atawizmy- kolor oczu, włosów- zapach/ łatwiej wiążą ludzi niż związki oparte na bezwzględnym partnerstwie.
                • krytyk2 Re: Mój kolega się żeni 23.08.16, 21:41
                  swoista trucizną,ktora zatruwa pierwotny pozytywny ciąg na jakąs dziedzine jest oczekiwana i często wymagana na danym stanowisku optymalizacja zachowań zawodowych.Oczywiście ,ta optymalizacja nie wynika z poczucia piękna i harmonii,ale jest podyktowana tylko jednym celem-zwiększaniu do maksimum zysków.I to jest to w kapitalizmie,co czyni go-ostatecznie rzecz biorąc-nieskutecznym.Powiedzmy dokladniej-on jest skuteczny do pewnego momentu,potem strzała wypuszczona przebija cel/zabijajac go przy okazji/ i leci dalej.Dlatego konsekwentna con amore oznacza dla mnie zasadę-kiedy chcę,jak chcę,ile chcę,dla kogo chcę.Miłośc ma swoją granice,jest nia utylitaryzm
                    • krytyk2 Re: Mój kolega się żeni 26.08.16, 13:56
                      zgadza się-to jest konsekwencja wyboru czy nawet przyjetego systemu wartości.Czasem postawienie na sferę zawodowa oznacza wybór pomiedzy kiepskim/nudnym,nierozwojowym/partnerem a ciekawa rozwijającą pracą.I teraz -co kto ceni i lubi.nie pochwalam trwania w związku za wszelka cene a tym bardziej za cene unieszczęsliwiania samego siebie.sa tysiace roznych kombinacji,ktore tu moga zaistnieć.Facet ,ktory ceni sobie wiezi rodzinne nigdy nie wystawi sie na ryzyko zepsucia tych wiezi przez wybór atrakcyjnego kontraktu zagranicznego,oznaczajacego dwuletnie rozstanie.Wiecej powiem -na takie rozwiazanie nie powinna sie tez zgodzic jego partnerka-jesli ceni sobie wzajemne relacje.z drugiej strony moze byc tak ,że rodzina klapeiaca od lat biede chwyci kazde mozliwosc wyrwania sie z nędzy-nawet za cene wspolnego wyjazdu zagranicznego calej rodziny.sprawa jest łatwa do przewidzenia w przypadku ludzi jednowymiarowych.
            • shachar Re: Mój kolega się żeni 16.10.16, 11:24
              jan_stereo napisał:

              > Tez uwazam ze nie kazdy sie nadaje na tworzenie wielo-letnich ukladow (w sumie
              > to malo kto na dobra sprawe), ale nacisk spoleczny jest duzy i ludzie, moim zda
              > niem, glupieja byle wpisac sie w spoleczny schemat.

              Dziś podpisuję się pod tym obiema rękami. Mimo że jestem kobietą i teoretycznie powinno mi zależeć na pewnej stałości, to jednak długoletnia monogamia jest to wymóg nie do przejścia,nie ma siły, to się musi prędzej czy później rozwalić, tak więc cieszę się że nie mam na sumieniu dzieci, które w końcu potrzebują stabilności.
    • shachar Re: Mój kolega się żeni 31.08.16, 22:56
      Żeby dopowiedzieć zakończenie; przyjechał, nie ożenił się. Nie wiem, czy nawet się zaręczyl, o ile jest takie coś w hinduskim świecie. Miał też wielkie plany przywieźć matkę (wdowę niedawną, co jeszcze bardziej obciąża emocjonalnie syna) na miesiąc, dwa, ale jak zwykle ona nie dostała wizy, po raz kolejny.

      Wszystko wypłynie, jak się wody uspokoją. Wtedy będzie czas na podśmiechujki, porady, poklepywanie po plecach. W końcu spędzamy razem w pracy cały swój przytomny czas, oprócz dojazdów i jedzenia. Reszta to sen. Dziwną mam rodzinkę teraz, trochę ochujałą, większość bez rodzin z różnych stron świata, głównie z Indii, Egiptu, Filipin.


        • shachar Re: Mój kolega się żeni 31.08.16, 23:51
          Nie sądzę żeby on tak uważał, ale na samym końcu to prawda, przynajmniej dla mnie.
          Jestem w pracy o 7 rano, warzę kawę w chujowej kawiarce, potem zaczynam dzień - zmagam się z wariatami, każda wtedy pomoc jest dobra, umówmy się, nie wszystkich optyka przystaje do twojej.
          • krytyk2 Re: Mój kolega się żeni 01.09.16, 07:59
            kiedys przekroczylem granicę,za ktora uswiadomiłem sobie,ze nie ma centrum wszechswiata poza mna-w świetle jupiterów i w świadomosci innych ludzi.To co robię w tej chwili,to gdzie jestem w tej chwili jest najwazniejsze na swiecie.Moge byc na najwiekszym zadupiu,wykonywac najbardziej gówniana czynność-centrum wszechswiata jest wlasnie tu.Kiedys okoliczności mojego zycia spowodowały ,że noc sylwestrową spedzalem sam -na malowaniu zasyfialego pomieszczenia ,czułem sie doskonale.
      • shachar Re: Mój kolega się żeni 16.10.16, 11:17
        Jeszcze jeden update. Wszystko skończyło się totalną katastrofą biurową. Otóż ten koleś stwierdził , że najlepiej będzie, jeśli ożeni się z naszą koleżanką z biura/firmy (jak zwał, tak zwal , w każdym razie oni mają podobną sytuację życiową, interesy, dążenia plany, w sam raz na ożenek, no i jeszcze będąc tam spotkał jej rodzicow i wszystko obgadali. Tu po jego przyjeżdzie zostało ogłoszone na meetingu cotygodniowym, że są zaręczeni i wogle. Potem wszystko ucichło, aż do momentu kiedy ją przeniesiono do innego biura. Okazało się że on zerwał zaręczny na podstawie tego że babko klotliwe, zaczęło czynić mu uwagi, że w jego mieszkaniu znajdują się długie włosy kobiet i ręczniki pachną kobietą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka