a że jest to małżeństwo aranżowane przez rodziców, więc sami wiecie, egzotyka...Dla mnie, nie dla niego.
Dużo w ciągu ostatnich paru lat , pracując z ludzmi z Dalekiego Wschodu, zastanawiałam się nad całym tym fenomenem aranżowanych ożenków, jakby to było jakieś s-f, a nie nasza nie tak odległa przeszłość.
I tak, chłopak pojechał do swojej Indii, ma na miesiac czasu ustawione 150 spotkań szybkich z dziewczynami podchodzącymi mu kastą, wykształceniem, usposobieniem, a na sam koniec, szybka rozmowa, takie 5 min dating, ale z pewną wiedzą na temat w kogo się wżenia. Dwie strony mają jednak coś do powiedzienia, nic na chama, obie strony mogą odrzucic kandydata.
Mój dugi kolega, w aranżownaym małżeństwie już 8 lat ( zapytałam go oczywiście czy jest zadowolony, odpowiedział, że tak. Nie pytałam, czy jest szczęśliwy, bo to słowo po pierwsze ma pewnie rózne znaczenie dla rozmówców, a po drugie pytanie jest jakoś niestosowne w niezobowiązującej rozmowie), powiedzial, że to jest bardzo depresyjny moment, wybrać kogos, i zostać odrzuconym po parominutowym interview. No ale hej! To działa w obie strony. Tak więc nikt nikogo na siłę nie żeni, tylko swata. Jest to dosyc krótki proces. Żeby go lepiej zrozumieć , zaczęłam oglądać dokumentalny film" Meet the Patels" na Netflixie, jestem mniej więcej w środku, więc nie wiem, czy to się skończy happy endem...Gostek indyjskiego pochodzenia w 100%, ale urodzony juz w USA, komik i aktor w jednym,nie może się otrząsnąć z tęsknoty
kulturowej za hidnuskim dzieciństwem, wobec tego nie wyobraża sobie tak naprawdę innego scenariusza na swoja rodzine/dzieci i wyrusza na poszukiwanie żony. Rodzice dzielnie mu pomagają, swatają jak mogą.
A tymczasem nikt nic nie wie, co się dzieje u mojego supervisora. Podobno to niegrzecznie dociekać, więc się powstrzymuję

Hindusi to bardzo ciekawy- towarzyski , gadatliwy, a przy tym skryty narodek...