Podczytuje sobie różne wątki na tym forum i tak najszły mnie refleksje.
Gdy ponad dwadzieścia lat temu wybierałam imię dla swojego syna, było dla mnie
więcej niż oczywiste, że dostanie je po swoim ojcu, tzn drugie imię męża. Co
do samego imienia nie miałam żadnych negatywnych emocji, ale też nigdy nie
sadziłam, że tak nazwę swojego syna. Imię jak imię, ale nosił je ktoś dla mnie
i dla dziecka najważniejszy.
Ogólnie wszyscy próbowali mi je wybić z głowy. Poza mężem oczywiście, bo ten
był szczęśliwy

Spotkałam się nawet wielokrotnie z opinią, że takie "spod budki z piwem" i
kronik kryminalnych.
Minęły lata. Okazał się, że syn nie miał imiennika w szkole podstawowej (400
dzieci), w gimnazjum (750) i nie spotkał nigdy rówieśnika, który by miał tak
samo jak on na imię. Bardzo je lubi i co więcej, na każdym wyjeździe
zagranicznym (a bardzo często wyjeżdża) proszony jest przez goszczących ich
gospodarzy o wyjaśnienie jego znaczenia. Zwykle tylko on. I zawsze z dumą
podkreśla, że dostał je po tacie.
Tak naprawdę najważniejsze jest nie to jak imię brzmi, ale czy dobrze się nosi
mama Mirosława Aleksandra

)