Dodaj do ulubionych

________________ostrzegam nie zaczynaj z Polakiem!

08.11.09, 09:08
sport.wp.pl/kat,60960,title,Khalidov-rozbil-Santiago-Zobacz,wid,11668068,wiadomosc.html
______________
"Lepszy od Zahy Hadid

Projekt Bednarskiego, opracowany we współpracy z firmą inżynierską
Flint&Neill, wygrał m.in. ze znaną w świecie firmą Arup oraz
architekt Zahą Hadid.

Most długości 180 m połączy starą część Kopenhagi z nową. W
środkowej części będzie się otwierał na szerokość 40 m. Na jego obu
końcach znajdą się place. "
__________
"W pierwszej rundzie turnieju ATP Łukasz Kubot pokonał jednego z
najlepszych tenisistów świata Andy'ego Roddicka.

To ogromna niespodzianka, bo Polak był skazywany na pożarcie, a
wygrał gładko w dwóch setach 6 - 2, 6 - 4. W najnowszym rankingu ATP
Roddick jest klasyfikowany na szóstym, a Kubot na 143. miejscu.
__________
"Młodziutki chłopak wcielony do armii carskiej na Syberii wziął los
w swoje ręce i z prostego, poniżanego sołdata w ciągu kilku lat stał
się centralną postacią w polityce zagranicznej imperium rosyjskiego.
Jako dyplomata i agent wypełniał wzorowo instrukcje cara Mikołaja I,
ale jednocześnie omal nie popchnął Rosji do wojny z Anglią, licząc,
że upadek Rosji przyniesie wyzwolenie Polsce. Zagadką pozostaje, kto
zamordował Polaka na chwilę przed spełnieniem wielkiego planu i
dlaczego usiłowano wymazać wszelkie ślady jego istnienia?

„Biedne chłopcy! – najmłodszy, dziesięć lat, nieboże,/ Skarżył się,
że łańcucha podźwignąć nie może;/ I pokazywał nogę skrwawioną i
nagą.” To właśnie o Witkiewiczu, w rzeczywistości niespełna
szesnastoletnim, pisał Adam Mickiewicz w trzeciej części Dziadów.
Poeta uwiecznił moment, gdy Witkiewicza wraz z kolegami był
prowadzony do kibitki na oczach tłumnie zgromadzonych mieszkańców
Wilna. A przecież kiedy w Dreźnie rodziła się trzecia część
arcydramatu, jego epizodyczny bezimienny bohater żył jeszcze na
zesłaniu i dokonywał czynów niezwykłych, budząc niekłamany podziw
nawet wśród nieprzyjaciół. Tylko odległość dzieląca Syberię od
reszty świata sprawiała, że do ojczyzny nie docierały żadne wieści o
nim. I tak już miało pozostać na zawsze.

W SOŁDACKIM SZYNELU

Jan Witkiewicz pochodził z rodziny dobrze sytuowanej i wielce
zasłużonej w dziejach polskiej literatury (młodszy brat Ignacy to
ojciec Stanisława, twórcy stylu zakopiańskiego, i dziadek
Witkacego). Urodził się w Poszawszu na Żmudzi. Nauki pobierał w
gimnazjum w Krożach i właśnie tam w 1823 roku wraz z Cyprianem
Janczewskim, Wiktorem Iwaszkiewiczem, Alojzym Pieślakiem i Mikołajem
Suchockim zawiązał tajne stowarzyszenie pod nazwą Czarni Bracia.
Chłopcy pragnęli pospieszyć z pomocą uwięzionym w Wilnie filaretom.
Jednak na młodych doniesiono i w Krożach pojawiła się rosyjska
komisja śledcza. Brutalne śledztwo (Janczewskiemu i Witkiewiczowi
przypisano przywództwo organizacji) zakończyło się wyrokiem
najsurowszym z możliwych – karą śmierci dla obu „najbardziej
winnych”. Ze względu na młody wiek skazanych (w marcu 1824 roku Jan
miał jeszcze 15 lat!) wyrok zamieniono na dożywotnią służbę w
rosyjskiej armii w charakterze prostego sołdata, z pozbawieniem
szlachectwa i bez prawa wysługi. Wielką próbą okazała się droga
zesłańców do uralskiego Orska – morderczy siedmiomiesięczny marsz w
kajdanach. Więźniowie szli zakuci w ciężkie pudowe (ok. 16 kg)
łańcuchy, dodatkowo przykuci do jednego żelaznego pręta, gdzie każdy
ruch powodował ból i rany.

Pierwszy rok służby był dla wrażliwego nastolatka najtrudniejszy:
nieustanną musztrą, ciągłym poniżaniem i częstymi karami chłosty
usiłowano nowego żołnierza upodlić, pozbawić zdolności myślenia,
złamać moralnie. Zachowały się przekazy, że zastępca dowódcy
batalionu znęcał się nad chłopcem w wyrafinowany sposób. Witkiewicz
izolował się od otoczenia, cierpiał, lecz służył starannie. Po roku
stał się najlepszym żołnierzem w batalionie.

W końcu młodocianym Polakiem zainteresował się życzliwy ppłk
Aleksander Janowski, który od tej pory chronił go przed gnębicielami
i pozwolił zamieszkać poza koszarami. Witkiewicz mógł teraz więcej
czasu poświęcać na naukę, zwłaszcza języków, w czym ujawnił
nadzwyczajne zdolności. Opanował biegle perski, arabski, turecki,
pusztu, którym porozumiewały się plemiona afgańskie, a także
narzecza tatarskie (wcześniej znał francuski, angielski, być może
niemiecki i oczywiście rosyjski). Poznawał też wnikliwie kulturę i
obyczaje miejscowych plemion, studiował historię i geografię tych
ziem, czemu sprzyjały wojskowe ekspedycje, w których uczestniczył.
Wystarczyło zaledwie kilka lat, by zesłaniec posiadł imponującą
wiedzę o ludach zamieszkujących dzisiejszy Kazachstan i całą Azję
Środkową, jaką nie szczycił się nikt wcześniej. Uważa się
powszechnie, że motywem działania Witkiewicza była myśl o ucieczce
przez stepy i Bucharę do Persji i dalej do brytyjskich kolonii w
Indiach. Jednak dalsze poczynania bohatera pozwalają dopatrywać się
planów daleko poważniejszych.


Przełomowym momentem w jego życiu okazało się przybycie do Orska we
wrześniu 1829 roku wybitnego niemieckiego uczonego Aleksandra von
Humboldta, sławnego podróżnika i geologa, któremu przypadkowo
przydzielono kwaterę u Polaka. Uczony ze zdumieniem zauważył w
pokoju swoją książkę (według niektórych relacji było to 18 tomów
jego dzieł) oraz inne prace naukowe. Jeszcze większe wrażenie
wywarła na nim informacja, że właścicielem tego osobliwego
księgozbioru jest prosty żołnierz, który w dodatku zna aż 19 języków!

BŁYSKOTLIWA KARIERA BATYRA

Humboldt wstawił się za Witkiewiczem, a także za jego kolegami
Pieślakiem i Iwaszkiewiczem u cara − w rezultacie wszyscy trzej
zostali awansowani na podoficerów. Od tego czasu rozpoczyna się
błyskotliwa kariera Czarnego Brata. „Był postrzegany – jak pisał
Zbigniew Sudolski – jako chłopak niezwykle przystojny i urodziwy, o
wyjątkowym zdrowiu, sile, zręczności i śmiałości, którego odwagę
tępiono już w śledztwie. [...] Niezwykle gładki i urokliwy w
sposobie bycia, szybko zjednał sobie przychylność miejscowej
ludności. Cieszył się wielką sympatią zarówno wśród towarzyszy
zesłania, jak i Rosjan, nawet carskich oficerów, którzy w raportach
nie szczędzili mu komplementów. Ppłk Mikulin informował szefa tajnej
carskiej policji hrabiego Aleksandra Benkendorfa, że młody Polak,
bardzo zdolny, skromny, o przyjemnej powierzchowności, na wszystkich
robi znakomite wrażenie, zwłaszcza fascynuje kobiety. Wrażliwy na
cierpienia innych, hojnie wspomagał potrzebujących (nie tylko
Polaków) pieniędzmi otrzymywanymi z domu. Pomagał zwłaszcza
Kirgizom, którzy z czasem uznali go za swego i w dowód wielkiego
szacunku nazywali Batyrem – to słowo w ich języku znaczyło tyle co
rycerz, bohater, wspaniały jeździec stepowy.

W 1830 roku Witkiewicza przeniesiono do Orenburga, gdzie pracował
jako tłumacz w Komisji Granicznej. Tam zaprzyjaźnił się z Tomaszem
Zanem, u którego zamieszkał. Obu zesłańców zbliżyły wspólne
zainteresowania etnograficzne i badania terenowe, które Batyr
prowadził przy okazji częstych wypraw zwiadowczych. Starszy stał się
odtąd dla młodego mistrzem, powiernikiem i bratem.

Witkiewicz zawdzięczał dalszą karierę nowemu wojennemu gubernatorowi
orenburskiemu Wasilijowi Perowskiemu. Ten wszechstronnie
wykształcony Rosjanin znalazł w młodym tłumaczu niezwykle przydatne
narzędzie do realizowania ambitnych planów politycznych i
gospodarczych. Uczynił ulubionego żołnierza adiutantem, a wkrótce
(1834 rok) awansował na oficera, co otworzyło zesłańcowi wstęp na
miejscowe salony. Dzięki wybitnym zaletom towarzyskim Witkiewicz
rychło został niekwestionowanym faworytem orenburskiej socjety.
Fascynowała go cywilizacja ludów azjatyckich, ale też nieodmiennie
pociągało r
Obserwuj wątek
    • hasz0 Re: ________________ostrzegam nie zaczynaj z Pola 08.11.09, 09:09
      "Przyszła wreszcie kolej na pierwszą wielką misję polityczną Batyra –
      podróż do chanatów Chiwy i Buchary, bogatych centrów handlowych
      Azji Środkowej, w których ścierały się wpływy brytyjskie i
      rosyjskie. Witkiewicz miał przekonać tamtejsze elity o korzyściach
      wynikających z utrzymywania pokojowych stosunków z Rosją, ponadto
      pogodzić zwaśnione chanaty, zapobiec grabieżom karawan kupieckich,
      zbadać nastroje różnych grup ludności i wykonać wiele innych zadań.
      W czasie misji kilka razy ledwo uszedł z życiem: próbowano go
      skrycie otruć podczas obiadu, kiedy indziej zamordować po drodze,
      musiał uciekać, ukrywać się, brnąć wiele godzin przez ruchome
      piaski. Mimo to bardzo dobrze wywiązał się z zadań. Choć oficjalnie
      działał na rzecz Rosji, dużo przemawia za tym, że już wtedy dzięki
      bliskim osobistym kontaktom z władcami i wpływowymi wodzami urabiał
      grunt pod własne tajemnicze plany.

      Do Rosji powrócił jako bohater. Jego wyprawę wysoko ocenili nie
      tylko urzędnicy i wojskowi, ale także geografowie i podróżnicy, z
      Humboldtem na czele. Dla gubernatora Perowskiego stał się
      niezastąpiony, dla wszystkich w mieście – jak pisał Zan – kochany i
      potrzebny. Zyskał bardzo mocną pozycję w rosyjskiej polityce wobec
      Środkowego Wschodu.

      Ukoronowaniem jego możliwości miała się wkrótce okazać jeszcze
      trudniejsza misja do Afganistanu, kraju, który dla Rosji stanowił
      bramę do Indii. Zadanie Witkiewicza polegało na umocnieniu pozycji
      politycznej i gospodarczej Rosji na rozległych obszarach perskich i
      afgańskich. Obowiązki agenta dyplomatycznego przekraczały możliwości
      nie tylko jednego, ale kilku bardzo zdolnych i odważnych ludzi. Do
      tego rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, nie mając
      rozeznania w tamtejszych stosunkach, nie mogło pomóc Witkiewiczowi,
      ale właśnie od niego żądało informacji.

      Dzieło, którego dokonał Jan Witkiewicz w Azji Środkowej przez
      kilkanaście miesięcy 1837 i 1838 roku, przekroczyło najśmielsze
      wyobrażenia przełożonych. Polak, śledzony przez Brytyjczyków,
      działał bardzo skutecznie. Pkonał najlepszego brytyjskiego agenta
      Aleksandra Burnesa i w imieniu Rosji zawarł ważny traktat z Persją.
      Dotarł do Kandaharu, Kabulu, pod Herat. Godził ze sobą chanów
      kabulskiego i kandaharskiego. Przemierzył ich kraje wzdłuż i wszerz,
      sporządzając szczegółowe, niezwykle cenne dla Rosji raporty (z
      wyjątkiem jednego wszystkie zaginęły później w tajemniczych
      okolicznościach).

      Mimo spektakularnych rezultatów misji rząd rosyjski odwołał nagle
      Witkiewicza w grudniu 1838 roku i nakazał mu powrót do Petersburga.
      Powodem było to, że jego działalność – chociaż prowadzona w ramach
      instrukcji – wywołała poważny zatarg z Wielką Brytanią, grożący
      nawet wybuchem wojny, co mogło się okazać zgubne dla Rosji. Podobnie
      jak wielu Polaków Witkiewicz marzył o zniszczeniu potęgi caratu.
      Jednak w odróżnieniu od innych postanowił sam zrealizować swój
      zamiar. Odgadując jego plany, Maria Janion trafnie
      stwierdziła: „Ktoś, kto chciał klęski Rosji carskiej, życzył jej
      konfliktu z Anglią. Witkiewicz zatem, doprowadziwszy do zatargu
      angielsko-rosyjskiego, pragnąłby popchnąć Rosję do tego, czego nie
      chciała, obawiając się – i słusznie [...] – wielkiego dla siebie
      niebezpieczeństwa.”

      Mikołaj I szybko anulował traktat z Persją i rozmaitymi ustępstwami
      starał się złagodzić gniew potężnego rywala. Dwór przekazał gazetom
      informację, że misja Polaka w Afganistanie była jego własną
      inicjatywą.

      ZNIKNĄŁ JAK TRUP ZWYKŁEGO MARYNARZA…

      Witkiewicz dotarł do Petersburga 1 maja 1839 roku i zameldował się w
      Departamencie Azjatyckim Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dyrektor
      Lew Sieniawin wyjaśnił mu powody odwołania i zmiany polityki
      rosyjskiej wobec Persji i Afganistanu. Oczekując na audiencję u
      kanclerza Nesselrodego (który celowo odkładał termin niewygodnej
      rozmowy), kilka dni spędził na wizytach towarzyskich i proszonych
      obiadach – bywał u ministrów i książąt. Znowu wszędzie był
      podziwianym bohaterem. Spotkał się też z Tomaszem Zanem, jak się
      okazało, po raz ostatni. Kilka dni później do Zana dotarła
      wstrząsająca wieść o nagłej i tajemniczej śmierci Witkiewicza −
      znaleziono go zastrzelonego we własnym mieszkaniu.

      Do dziś nie udało się rozwiązać zagadki tej tragedii. Koła rosyjskie
      stworzyły i konsekwentnie upowszechniały wersję o samobójstwie.
      Jednak zbyt wiele argumentów przemawia za morderstwem. Według
      sporządzonego przez rosyjską policję raportu o samobójstwie miałaby
      świadczyć znaleziona przy zmarłym kartka, w której miał on wyjaśnić,
      iż „pozbawia się życia dobrowolnie, wszystkie dokumenty z ostatniej
      podróży spalił, a rzeczy osobiste oddaje służącemu Dymitrowi.”
      Tymczasem pistolet, który wyjęto z zaciśniętej dłoni denata, nie był
      rozładowany, kula tkwiła w lufie. Dokumenty rzeczywiście zniknęły,
      ale okno pokoju pozostało szeroko otwarte. W dodatku na podłodze
      znaleziono zwłoki owego Dymitra z rozpłataną czaszką. Zapewne był
      jedynym, jakże niewygodnym, świadkiem zbrodni.

      Przedśmiertny list Witkiewicza, który przesłano rodzinie w Polsce,
      nie był pisany jego ręką! Zdumiewa ponadto, że w takim momencie
      autor ani razu nie wspomniał o swoich najbliższych i nie do nich
      adresował ostatnie słowa. Wreszcie falsyfikat demaskuje oświadczenie
      Marii Witkiewiczowej, że „stryj Jan nigdy do rodziny nie pisał po
      rosyjsku.” Potwierdziła to także druga bratanica Elwira Jaśminowa.
      Oryginału owej kartki Witkiewiczowie nie zobaczyli nigdy. I nigdy
      nie uwierzyli w samobójstwo. Kto ma jego krew na rękach? Historycy
      rosyjscy obarczają odpowiedzialnością Brytyjczyków, uzasadniając, że
      chodziło im o przejęcie dokumentów wielkiej wagi, w tym traktatu
      Rosji z emirem Afganistanu Dostem Mohammedem (M. A. Terientiew).
      Radziecki historyk Walentin Grickiewicz logicznie dowodzi, że
      Brytyjczycy nie mieli żadnego interesu, aby zlikwidować Witkiewicza
      w momencie, gdy car anulował traktat z Kabulem. Mogli to zresztą
      zrobić podczas jego misji. Toteż litewski badacz losów krożan
      Augustinas Janulaitis doszedł do wniosku, że „prawdopodobnie był to
      czyn rządu rosyjskiego. Angielscy komentatorzy nie mieli co do tego
      wątpliwości – Witkiewicz musiał zginąć, bo za dużo wiedział.”

      Fakty przemawiają za taką właśnie wersją wydarzeń. Zaraz po zgonie
      Batyra hrabia Benkendorf rozkazał umorzyć śledztwo – rzekomo z braku
      dowodów. Pogrzeb zorganizowano szybko i w wielkiej tajemnicy.
      Michaił Gus, który przez wiele lat bezskutecznie poszukiwał miejsca
      pochówku Witkiewicza, odnalazł jedynie krótką notkę urzędnika
      odprowadzającego zwłoki, że złożono je gdzieś na cmentarzu Wołkowo.
      Z lakonicznego raportu wynika, że nie było ceremonii pogrzebowej, a
      urzędnikowi towarzyszył tylko woźnica, który przywiózł denata. Grobu
      nie udało się odnaleźć. Nie zachowała się też żadna wzmianka o
      pochówku – ani w kronikach policyjnych, ani w spisach cmentarnych,
      ani w innych dokumentach, w których choćby z urzędu wpisywano zgony
      i pogrzeby każdego obywatela, nawet przestępcy czy żebraka. A cóż
      dopiero tak znanej w całej Rosji osobistości! „Rząd postarał się, by
      trup Witkiewicza zniknął, jak znika trup zwykłego marynarza” –
      twierdził książę Michaił Gołowin.

      Dopilnowano, aby zniknęły niemal wszystkie papiery po Witkiewiczu,
      począwszy od procesu w Krożach i w Wilnie, a skończywszy na
      tragicznym epilogu. Czy to nie zdumiewające, że w 1864 roku, wiele
      lat po śmierci Batyra, kiedy jego młodszy brat Ignacy za udział w
      powstaniu przebywał na zesłaniu w Tomsku, pewnej nocy Rosjanie nagle
      przeprowadzili u niego rewizję i zabrali jedynie papiery, listy,
      fotografie i wszelkie pamiątki po Janie, które młodszy Witkiewicz w
      obawie zabrał aż na Syberię?

      NARODZINY LEGENDY

      Niezwykły żywot Czarnego Brata, bru
      • hasz0 Re: ________________ostrzegam nie zaczynaj z Pola 08.11.09, 09:11
        Tomasza Zana do Ignacego Witkiewicza i potajemne rozmowy, z których
        ów zwierzał się potem rodzinie. Dwaj zasłużeni historycy Szymon
        Askenazy i Henryk Mościcki doszli do podobnej konkluzji: Batyr
        zapewne usiłował wciągnąć Rosję w niefortunną wojnę i zapłacił za to
        głową.

        Legendę, a być może właśnie prawdę, o „jedynym prawdziwym
        Wallenrodzie” zaakceptowała – uwzględniając także najnowsze badania
        i studiując dostępne źródła − Maria Janion, która poświadczała
        słowami Stanisława Witkiewicza, że „człowiek taki był i wallenrodyzm
        nie był tylko poematem, był czynem.” Dla Zbigniewa Sudolskiego
        Witkiewicz pozostanie Wallenrodem nawet wówczas, gdy już nigdy nie
        będzie do końca wiadomo, czy bohaterowi przyświecała myśl
        zniszczenia Rosji. Zasługą jego życia pozostanie to, że
        doprowadzając do ostrego konfliktu między dwoma największymi wtedy
        mocarstwami, powstrzymał imperializm rosyjski na przedprożu Indii,
        czyli w Afganistanie. Rosja (a potem ZSRR) nigdy nie zdołała
        przekroczyć tych granic.

        Witkiewicz był jednym z wielu męczenników narodowej sprawy, ale kto
        wie, czy nie najbardziej niezwykłym. Zdaniem historyków jego krótki
        życiorys zawiera rozmaite elementy dzie- więtnastowiecznych polskich
        losów – począwszy od udziału w spisku patriotycznym już w ławie
        szkolnej, a skończywszy na pogrzebie bez świadków, w nieznanej
        mogile, wreszcie na narodzinach wspaniałej legendy. W opinii
        literaturoznawców Witkiewicz stał się, niejako mimo woli, jednym z
        najbardziej malowniczych bohaterów romantycznych. Zarazem wykraczał
        poza wszelkie ramy – np. jako agent lepszy od najlepszych na świecie
        Anglików, jako genialny poliglota w sołdackim szynelu i niezwykle
        wrażliwy człowiek o wielkim sercu.

        A jednak do dziś pozostaje w Polsce prawie nieznany. I chyba
        niewiele można zrobić, aby to zmienić. Jak twierdzi prof. Wiktoria
        Śliwowska: „życie to nie da się już nigdy rozszyfrować, nawet mimo
        przybywania coraz to nowych dokumentów i interpretacji.” Przyjmując
        jako najbardziej wiarygodną tezę o wallenrodyzmie Witkiewicza,
        jestem przekonany, że skuteczne zacieranie wszelkich śladów jego
        istnienia, i to przez tyle lat, wynikało z żądzy zemsty władz
        rosyjskich. Trudno im było pogodzić się z tym, że pojawił się ktoś,
        kto wprowadził w błąd wielkie mocarstwo. I to ktoś tak mało
        znaczący: zniewolony Polak, zesłaniec, prosty sołdat, więc nikt!
        Dumni despoci woleli jak najszybciej zapomnieć o tej wstydliwej
        karcie w dziejach Rosji i dlatego tak usilnie dążyli, by wszyscy
        zapomnieli o Witkiewiczu.

        Na szczęście i w Polsce, i w Rosji znaleźli się tacy, których
        zafascynował jego barwny życiorys. Na obwolucie książki Michaiła
        Siemionowa „Dipłomaticzeskij agent” znajdziemy taką opinię
        Rosjanina, zapewne wolnego od wpływów naszego narodowego
        mitotwórstwa i romantycznych sentymentów: „Jest to opowieść o
        człowieku o dziwnym, tragicznym losie – jednym z pierwszych
        rosyjskich znawców Wschodu. Opowieść o człowieku, którego wysocy
        dygnitarze carskiej Rosji uznali za przestępcę państwowego; agenci
        londyńskiego Intelligence Service – za świetnego rosyjskiego
        wywiadowcę; mądry Humboldt i genialny Puszkin – za niepospolitego
        uczonego. Zaś mieszkańcy Kara Kumów i śnieżnego Hindukuszu
        wiedzieli, że Witkiewicz to człowiek bystrego oka, wielkiego rozumu
        i dobrego serca.”
        https://www.mowiawieki.pl/obrazki/witkiewicz%20214.jpg
    • melord J.Witkiewicz...ciekawa postac 08.11.09, 10:15















      i barwny zyciorys,choc dla mnie osobiscie ,zupelnie nieznany





      • hasz0 ____________a jak ma byc znana gdy media takie? 08.11.09, 14:43

        tiny.pl/hxgfn
        czytaj na dole strony
        • hasz0 Józef znał Lenina z sądu bo brat...historii PO nie 08.11.09, 17:02
          pl.wikipedia.org/wiki/Bronisław_Piłsudski
          Razem z bratem Józefem organizowali kółko samokształceniowe Spójnia.
          Po śmierci matki (1884) w 1886 wyjechał do Sankt Petersburga, gdzie
          zdał egzamin na bakałarza i wstąpił na Wydział Prawa miejscowego
          uniwersytetu.

          W 1887 został wciągnięty w przygotowania Woli Ludu do zamachu na
          cara Aleksandra III. Wśród zamachowców znajdował się między innymi
          Aleksander Uljanow, starszy brat Włodzimierza znanego potem jako
          Lenin. Po dekonspiracji spisku, za udział w nim został skazany na 15
          lat zesłania i ciężkich prac na wyspę Sachalin. Na Sachalinie w 1891
          poznał Lwa Jakowlewicza Sternberga, znanego już etnografa, który
          także znajdował się na zesłaniu. W 1896 ukazała się jego praca o
          obserwacjach klimatycznych. Został wówczas wysłany z misją
          meteorologiczną na południową część wyspy, gdzie zetknął się z
          Ajnami.

          Po 10 latach zesłania reszta wyroku została zamieniona na nakaz
          osiedlenia się bez prawa opuszczania rosyjskiego Dalekiego Wschodu.
          3 lata później otrzymał propozycję cesarskiej akademii nauk, aby
          udać się na badania kultury Ajnów, Gilaków (Niwchów), Oroków i
          Mangunów na Sachalinie. W tym samym roku osiedlił się – już jako
          wolny człowiek – w wiosce Ai, gdzie zakochał się w pięknej
          Chuhsamma, krewnej wodza Kimur Bafunke, która urodziła mu syna o
          imieniu Sukezo.

          W 1903 wraz z innym zesłańcem, pisarzem Wacławem Sieroszewskim udał
          się na badania kultury Ajnów na wyspie Hokkaido. Jednym z efektów
          jego pracy są unikalne nagrania dźwiękowe zarejestrowane na 100
          wałkach woskowych. Obecnie można je oglądać w Centrum Kultury i
          Techniki "Manggha" w Krakowie. Na początku lat 80. XX w. wałki te
          zostały wypożyczone z Polski przez Japończyków, a firma SONY
          skonstruowała specjalny laserowy odpowiednik urządzenia do ich
          odczytu (fonografu Edisona), dzięki któremu udało się po wielu
          latach znów usłyszeć zapisane na nich dźwięki.

          Jego dorobkiem jest stworzenie słowników, w których przetłumaczył
          ponad 10 tys. słów z języka ainu, 6 tys. z języka gilackiego oraz 2
          tys. z języka orockiego i języka Mangunów, bogate opisy ich kultury
          i obyczajów, w tym także kultury muzycznej, spisał wiele podań i
          legend tych kultur, oraz wykonał ok. 300 fotografii, na których
          utrwalał głównie typy mieszkających tam ludzi. Utrwalił
          fonograficznie pieśni i mowę Ajnów.

          Do Europy przybył przez Japonię i Stany Zjednoczone w 1905 i
          zamieszkał w Krakowie. Później przeprowadził się do Zakopanego i
          prowadził badania etnograficzne Podhala. Po wybuchu I wojny
          światowej wyjechał do Szwajcarii włączając się w nurt działalności
          niepodległościowej. Pod koniec 1917 wyjechał do Paryża, gdzie w 1918
          utonął w Sekwanie. Podejrzewa się, że była to śmierć samobójcza.
          • hasz0 __________________polski system oświaty milczy 08.11.09, 17:08
            'polski system oświaty milczy na temat tak ważnego epizodu w
            historii jakim było zabójstwo prezydenta USA - Williama McKinleya,
            przez Polaka - Leona Czołgosza"'
            -----
            Z powodu upału ochrona prezydenta zdecydowała się odstąpić od swojej
            kardynalnej zasady: do głowy państwa można było podejść tylko z
            odkrytymi, niczym nie zasłoniętymi rękami. Chusteczka w ręce, była
            dla Czołgosza idealnym sposobem na zamaskowanie broni. Gdy w końcu,
            o godzinie 16.07, po odstaniu w kolejce, stanął przed McKinleyem,
            oddał dwa strzały. 25. prezydent USA złapał się za pierś i osunął na
            podłogę. Anarchista złożył się do trzeciego strzału. Nie pozwoliła
            mu jednak na to ochrona, powalając go na ziemię. Jeden z ochroniarzy
            ciosem w twarz pozbawił zamachowca przytomności. Ranny prezydent,
            widząc sytuację, powiedział: „nie róbcie mu krzywdy” i sam stracił
            świadomość.
            8 dni później William McKinley umiera w wyniku odniesionych obrażeń.
            Jednym z eksponatów na wystawie Panamerykańskiej był aparat
            rentgenowski. Lekarze w obawie o zdrowie prezydenta nie zdecydowali
            się go jednak użyć.

            Przekazany policji Czołgosz, przedstawił się swoim pseudonimem z
            czasów strajków robotniczych. Przybrana wtedy tożsamość brzmiała
            niemal symbolicznie. Fred Nieman – Fred Nikt. Idealne nazwisko dla
            wiecznego outsidera. 24 września zapadł wyrok w jego sprawie. Karę
            śmierci wykonano 29 października. W swoich ostatnich słowach
            Czołgosz tłumaczył, dlaczego targnął się na życie
            McKinleya: „Zabiłem prezydenta, ponieważ był wrogiem dobrych ludzi –
            dobrych, pracujących ludzi. Nie żałuję swojej zbrodni”. Władze
            odmówiły wydania jego ciała rodzinie w obawie o to, że grób
            Czołgosza mógłby się stać celem pielgrzymek anarchistów. Mózg
            zamachowca przekazany został do zakładu medycyny sądowej, a resztę
            ciała zalano kwasem siarkowym.

            W kilka dni po wykonaniu wyroku, Thomas Edison nakręcił w więzieniu
            film będący rekonstrukcją śmierci Czołgosza na krześle elektrycznym.

            Wyjątkową złośliwością losu można nazwać fakt, że 6 września 1901
            roku w Świątyni Muzyki spotkali się dwaj mężczyźni, którzy tak mocno
            byli związani z walką o warunki pracy robotników. McKinley rozpoczął
            karierę polityczną w latach 60 XIX wieku, mając sławę obrońcy
            strajkujących górników. Jego dokonania prezydenckie z okresu
            prezydentury zostały z czasem przyćmione przez jego następcę,
            jednego z bardziej charyzmatycznych prezydentów, jakie USA miały w
            swojej historii – Theodore’a Roosevelta. Czołgosz znalazł miejsce w
            amerykańskiej kulturze. Niedługo po wydarzeniach w Buffalo, powstało
            kilka ludowych ballad o zamachowcu. Jego postać pojawia się także w
            musicalach, sztukach teatralnych oraz w cenionej powieści L.R.
            Doctorowa „Ragtime”.
            portalwiedzy.onet.pl/4870,25297,1529460,2,czasopisma.html
            • hasz0 __________Stefek Woźniak 08.11.09, 17:11
              pl.wikipedia.org/wiki/Steve_Wozniak
              • hasz0 a_polski Lumière?__________Kazimierz Prószyński 08.11.09, 17:13
                a od roku 1893 zaczął eksperymentować z kinematografią.
                Jego pierwszym dziełem był pleograf zbudowany w roku 1894 -
                czyli "aparat służący do odzwierciedlania ruchu w naturze za pomocą
                fotografii".

                Urządzenie na taśmie długości około 150 metrów wykonywało około
                trzech tysięcy zdjęć na minutę (50 na sekundę) - projekcja odbywała
                się na tym samym mechanizmie, nieco tylko przekonfigurowanym.
                Perforacja taśmy była nie wzdłuż po bokach taśmy, lecz wszerz,
                pomiędzy poszczególnymi klatkami. Warto tutaj wspomnieć, że stało
                się to zanim bracia Lumière zgłosili swój patent.
                W roku 1898 Prószyński zademonstrował bipleograf gdzie wyświetlane
                były jednocześnie dwie taśmy, dzięki czemu prawie całkowicie
                zredukował migotanie przy odtwarzaniu filmu. Źródłem światła była
                lampa łukowa.
                W roku 1899 skonstruował dla amatorów kamerę-projektor.
                Pod koniec 1908 roku Prószyński przenosi się do Paryża, gdzie
                kolejny jego wynalazek - projektor - został oceniony niezwykle
                pozytywnie przez francuską Akademię Nauk. Zastosowana w nim migawka
                trójlistkowa redukująca migotanie jest stosowana w zasadzie po dziś
                dzień.
                Następnym jego wynalazkiem, który powstał w latach 1907-1910 była
                pierwsza w świecie ręczna filmowa kamera zdjęciowa tzw. aeroskop,
                która odtąd pozwalała wykonywać zdjęcia filmowe w dowolnym miejscu i
                czasie, a w dodatku szybko zmieniać miejsca filmowania. Jego
                urządzenie znalazło zastosowanie na frontach I wojny światowej,
                zdarzało się w związku z tym, że ich operatorzy ginęli -
                przysporzyło to aeroskopom ponurej nazwy "kamer śmierci".
                Jeszcze do roku 1935 kręcono filmy przy ich użyciu, aż do
                wprowadzenia filmu dźwiękowego.

                Trzeba tutaj wspomnieć o kolejnym wynalazku który zapewnił jego
                twórcy miano pioniera telewizji, a mianowicie tzw. telefot czyli
                urządzenie służące do przesyłania obrazu na odległość.
                Jeszcze jednym wynalazkiem o którym warto wiedzieć było "oko" czyli
                amatorski aparat filmowy, niewielkie urządzenie do nakręcania jak i
                wyświetlania filmów amatorskich. Bardzo ciekawie rozwiązał tutaj
                sposób zapisu na taśmie - z metra taśmy o szerokości 12 centymetrów
                można było uzyskać około dwudziestu minut projekcji. Klatki filmu
                miały wymiary zaledwie 5 x 7 milimetrów, rozmieszczone były w
                rzędach po piętnaście i skanowane od lewej do prawej. Doskonałą
                ostrość obrazu osiągano dzięki wynalezionej również przez
                Prószyńskiego żarówce projekcyjnej o mocy 450 watów.

                W roku 1943 zaczął pracować nad urządzeniem, które miało nagrywać na
                dźwiękowej taśmie filmowej tekstów książek dla niewidomych - pracy
                nie dokończył.
                Aresztowany w roku 1944, zginął w marcu 1945 roku w obozie
                koncentracyjnym w Mauthausen.
                Na podstawie miesięcznika: Młody Technik

                Zmieniony ( 29.08.2009. )
                http://www.wynalazki.mt.com.pl/joomla/images/stories/twarze/proszynsk
i.jpg
                • hasz0 link 3 maja PO Hawaje i honorowe obywatelstwo 08.11.09, 17:18
                  www.wynalazki.mt.com.pl/joomla/index.php?option=com_content&task=view&id=661&Itemid=60

                  ........HISTORII Platfusi Polaków już nie będą uczyć !

                  Zgadniecie dlaczego?

                  Dlaczego i komu Tusk obiecał wolny czas na grilla w każde święto 3
                  Maja?

                  W 2005 r?
                  Polacy mają honorowe obywatelstwo na Hawajach? Napoleon, chcać
                  stłumić bunt niewolników na tych wyspach, wysłał tam statki z
                  polskimi żołnierzami. Polacy - gdy przybyli i na własne oczy
                  zobaczyli, że ci ludzie walczyli o to, co i oni dla siebie - o
                  niepodległość - postanowili im pomóc. Tak oto z wdzięczności nadano
                  nam honorowe obywatelstwo. Szkoda tylko, że to najbiedniejszy kraj w
                  tamtym regionie, ale za to duma rozpiera. Można o tym przeczytać np.
                  w książce prof. Sobczyńskiego "Państwa i terytoria zależne. Ujęcie
                  geograficzno-polityczne".
                  • hasz0 a Commodore a Karpiński i K202 08.11.09, 17:20
                    Jack Tramiel (ur. 13 grudnia 1928 w Łodzi) — biznesmen, założyciel
                    słynnej firmy Commodore International, producenta popularnych
                    komputerów Commodore 64 i Amiga. Później właściciel Atari Corp.,
                    ojciec komputera Atari ST.
                    pl.wikipedia.org/wiki/Jack_Tramiel</a>
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e1/Jack_Tramiel
.jpg/220px-Jack_Tramiel.jpg
                    • hasz0 zdjęcie twórcy Commodore 08.11.09, 17:21
                      http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e1/Jack_Tramiel
.jpg/800px-Jack_Tramiel.jpg
                      • hasz0 _______________Polak - Wielki Rywal Al Capone 08.11.09, 17:23
                        "Earl "Hymie Weiss" Wojciechowski (ur. 25 stycznia 1898, zm. 11
                        października 1926 w Chicago) - amerykański gangster polskiego
                        pochodzenia z czasów prohibicji.

                        Earl Wojciechowski wychowywał się na północy Chicago, w dzielnicy
                        zamieszkiwanej przez Irlandczyków. Tam poznał Diona O'Baniona, z
                        którym dokonał pierwszych włamań, kradzieży i licznych rozbojów.
                        Razem uczestniczyli w "papierowej wojnie", w wyniku której zostali
                        głównymi dostawcami i sprzedawcami gazety codziennej.

                        Wojciechowski i O'Banion stworzyli gang nazywany North Siders. W
                        czasie prohibicji, początkowo współdziałali z grupą przestępczą
                        kierowaną przez Ala Capone i Johna Torrio. Po roku 1921 obie grupy -
                        włoska z południa miasta oraz irlandzka z północy, stały się
                        rywalami.

                        W 1921 r. gangster o nazwisku Stephen Wiśniewski okradł ciężarówkę
                        należącą do gangu O'Baniona. Wojciechowski zabił Wiśniewskiego nad
                        jeziorem Michigan. W listopadzie 1924 roku, po zamordowaniu przez
                        grupę Capone i Torrio Diona O'Baniona Wojciechowski został szefem
                        North Siders. Wojciechowski pragnął zemścić się za śmierć
                        przyjaciela i 12 stycznia 1925 r. zorganizował zamach na życie
                        Capone. Wojciechowski wraz z Druccim i Moranem jechali za Capone
                        limuzyną do restauracji na 55 ulicy i State, gdzie ostrzelali
                        samochód 26 strzałami. Trafiony został szofer oraz cała ochrona
                        Capone, który sam wyszedł cało z ostrzału. W podobny sposób
                        przeprowadzono zamach na Torrio z podobnym skutkiem. W zamachu
                        zginął jedynie szofer Torrio a on sam został ranny.

                        24 stycznia 1925 roku, Wojciechowski zorganizował drugi zamach na
                        Torrio. Wraz z Georgem "Bugs" Moranem zaatakował go pod jego domem.
                        I tym razem, Torrio wyszedł z zamachu jedynie ranny. Przed śmiercią
                        uratował go wóz wywożący brudną bieliznę, który spłoszył
                        zamachowców. Dwa tygodnie później Torrio odszedł z gangu na
                        emeryturę.

                        20 września 1926 roku Wojciechowski przeprowadził drugi zamach na
                        Capone. Wdarł się do lokalu Hawthorne Inn w Cicero w stanie
                        Illinois, który był główną kwaterą Ala Capone. Pomimo użycia broni
                        maszynowej w barze nikt nie zginął, jedynie kilka osób zostało
                        rannych. Ala Capone uratował ochroniarz Frank Rio.

                        Trzy tygodnie później Wojciechowski został zabity,
                        najprawdopodobniej przez gang Capone. Nieznani sprawcy zasadzili się
                        na Wojciechowskiego na drugim piętrze należącego niegdyś do Diona
                        O'Baniona starego magazynu kwiatów, naprzeciwko jego głównego biura.
                        Trzej nieznani sprawcy otworzyli ogień w stronę Wojciechowskiego. W
                        szpitalu stwierdzono 10 kul w jego ciele. "Hymie Weiss" miał 28 lat"
                        • hasz0 ____________Telewizja rodem z Polski 08.11.09, 17:27
                          en.wikipedia.org/wiki/Paul_Gottlieb_Nipkow
                          Niemiec co prawda ale urodzony w miejscowości Lębork


                          a satelity, rakiety, stacje kosmiczne, .....Ciołkowski


                          a radar, telefon komórkowy, komputer...teoria generatora nieliniowego
                          • hasz0 ________kto poda więcej? 08.11.09, 17:28
                            pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Domeyko
                            pl.wikipedia.org/wiki/Paweł_Edmund_Strzelecki
                            • hasz0 Re: ________kto poda więcej? 08.11.09, 17:30
                              pl.wikipedia.org/wiki/Barbara_Piasecka-Johnson (filantrop)

                              pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Brzeziński_(politolog)
                              pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Zamenhof (esperanto)

                              pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Czochralski
                              pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Retinger (wymyslił Unię
                              Europejską)
                  • pan.scan Mieciu, twoje IQ? = 19,5 we wzwodzie. 08.11.09, 17:24
                    Czy ciebie z twoją emeryturką <800 zł stać na grillowanie?

                    "Grillowanie to nasze dzieło - oświadczył w rozmowie z "Rzeczpospolitą"
                    Jarosław Kaczyński w odpowiedzi na pytanie, co Polacy wolą bardziej:
                    grilla z premierem Tuskiem czy rewolucję z premierem Kaczyńskim. - To za
                    naszych rządów konsumpcja wzrosła o 31 procent i to dobrze, że część
                    współczesnego pokolenia Polaków po tylu przejściach może pogrillować, ale
                    proszę pamiętać, tylko część. Ci co zarabiają brutto 1300-1500 zł albo
                    8 zł za godzinę na czarno, nie grilllują - tłumaczył prezes PiS.


                    Teraz gdy będziemy sięgać po kiełbaskę z grilla, będziemy pamiętać, dzięki
                    komu to mamy"

                    hasz0 napisał:
                    Dlaczego i komu Tusk obiecał wolny czas na grilla w każde święto 3
                    Maja?
                    • hasz0 zajmij się gazowaniem atomizowaniem przez Platfusó 08.11.09, 17:33
                      Kazimierz Nowak (ur. 11 stycznia 1897 w Stryju, zm. 13 października
                      1937 w Poznaniu) - polski podróżnik, w latach 1931-1936 przebył
                      samotnie kontynent afrykański z północy na południe i z powrotem (40
                      tys. km rowerem, pieszo, konno, na wielbłądzie oraz czółnem).

                      Już jako dziecko marzył by poznać Afrykę. Pracował jako reporter w
                      poznańskiej prasie, a jednym z celów podjęcia podróży przez Afrykę
                      była chęć utrzymania rodziny z honorariów za relacje, które były
                      publikowane w prasie polskiej, a także francuskiej, włoskiej i
                      brytyjskiej[1]. W swoich listach i na zdjęciach z podróży do Afryki,
                      obok osobistych przeżyć, uchwycił niezwykłą kulturę, bogactwo
                      przyrody i życie duchowe kontynentu afrykańskiego. Wypowiadał się
                      m.in. przeciw kolonializmowi. Po powrocie, w listopadzie 1936
                      usiłował podjąć pracę we Francji jako fotoreporter, lecz bez skutku.
                      Powróciwszy do kraju w grudniu 1936, wygłaszał odczyty na temat
                      Afryki, które były bogato ilustrowane przeźroczami. Zmarł w
                      niespełna rok po powrocie z podróży na zapalenie płuc, na skutek
                      wycieńczenia organizmu malarią[2].

                      http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fd/Kazimierz_Nowak_fa
ce.jpg
                      • hasz0 NIKT nie dopisze nieznanych Polaków zapomnianych a 09.11.09, 10:46
                        koniecznie zasługujacych na naszą pamięć?

                        W obliczu skasowania nauki HISTORII w szkołach przez
                        ten wybrany przez Was
                        antypolski niemrawy i zapętlony w we włąsną obronę rząd?


                        TE DOWCIPY ANTYPOLSKIE

                        dziś nawet Daniec jest oburzony ...
                        że Polak wiążący koniec z końcem nie zauważa


                        takich dowcipów lansowanych przez naszych €-uropejczyków
                        a wymyślanych przez emigrację mniejszości z Polski

                        - "Gdzie najlepiej schować pieniądze prze Polakiem w gościnie?
                        __________POD MYDŁEM!


                        Ted Turner o saperze...itd.

                        takich jak Scan jest multum.
                        • hasz0 __________Ałma-Mit uważaj na Polaczków 09.11.09, 10:47
                          forum.gazeta.pl/forum/w,13,102704110,102704110,Polska_.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka