janusz2_
15.02.02, 12:43
"Gazeta Wyborcza" opublikowała wywaiad z Marianem Brzóską, radcą ministra w
Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej.
O tym wywiadzie pisze "Najwyższy Czas"
www.nczas.com/?a=show_article&id=224
"Marian Brzóska, radca ministra w UKIE, udzielił interesującego
wywiadu "Gazecie Wyborczej". Skomentował propozycje Komisji Europejskiej
dotyczące dopłat bezpośrednich: Gdybyśmy je dostali w całości, to nasi rolnicy
faktycznie otrzymaliby niecałe 30 proc. na hektar tego, co otrzymują rolnicy
niemieccy [ze względu na niższe plony - Q], a w przeliczeniu na gospodarstwo
tylko ok. 10 proc., bo tam gospodarstwa są większe. A jeśli uwzględnimy to, że
po wejściu Polski do UE nasi rolnicy nie będą już mogli zaciągać kredytów
preferencyjnych, zdrożeją niektóre środki produkcji jak maszyny i nawozy, to
można spokojnie powiedzieć, że dopłaty wyrównają się z wyższymi nakładami w
gospodarstwie, a polski rolnik wyjdzie na zero. Radca ministra wyjaśnia kulisy
unijnej strategii: Chodzi o to, by przydusić potencjał polskiego rolnictwa.
Unia musi ograniczyć produkcję żywności o blisko 15 proc. Światowa Organizacja
Handlu domaga się od UE zniesienia subsydiów eksportowych i ograniczenia
ogólnych dotacji do rolnictwa. A to oznacza konieczność zmniejszenia nadwyżek
produkcyjnych w rolnictwie. Więc Unia chce ten problem w jak największym
stopniu przerzucić na nowych członków, dusząc naszą produkcję rolną poprzez
niższe kwoty produkcyjne i niskie dopłaty. (...) W ekonomii europejskiej nie
mieści się pojęcie łaski, dobrodziejstwa. Jednak makrofakty warto znać. W tej
chwili kraje Unii transformują z Polski ok. 4 mld euro zysków rocznie od kilku
lat. Coroczna pomoc Unii to kilkaset milionów euro. Mimo parokrotnego
zwiększenia tych funduszy w przyszłości, warunki akcesji, jakie zaproponowała
nam Unia, to samofinansowane się powiększenie. Sami zapłacimy za wejście do
Unii."
Do refleksji. Szcególnie euroentuzjastom.