mate_lot
31.07.10, 23:41
CytatZ historykiem, profesorem Pawłem Wieczorkiewiczem, rozmawia Rafał Jabłoński
O Powstaniu Warszawskim mówi się na klęczkach i tylko sporadycznie stawiane są
trudne pytania. Na przykład: czy ludzie, którzy podjęli decyzję o walce,
kalkulowali, że mogą ją przegrać?
Kalkulowali. Na kluczowych naradach padało pytanie: co będzie, jeśli Rosjanie
nie nadejdą? Rzeź, klęska. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy przeżyli
gehennę Warszawy. Prawdziwi powstańcy – nie ci, którzy przypięli sobie krzyże
Armii Krajowej w latach 90., bo takich jest sporo, tylko ci, którzy byli na
barykadach – bardzo krytycznie mówili o Powstaniu. Mieli poczucie, że są
oszukanym pokoleniem. Także ludność cywilna miała poczucie krzywdy. O tym nie
piszemy, bo i nie wypada, i politycznie niepoprawne. A przecież jedną z
przesłanek kapitulacji Powstania było to, że ludność zaczęła się burzyć.
Zaczęła tego żądać. Czemu trudno się dziwić, po dwóch miesiącach bombardowań i
ostrzału.
Na Pradze przerwano walkę po sześciu dniach, kiedy wiadomo już było, że
Powstanie jest nie do wygrania. I ocalono ludzi. W Warszawie lewobrzeżnej nie
można było tak samo?
Nie można, przez fałszywe ambicje i fałszywe rachuby. Przecież premier
Stanisław Mikołajczyk przebywał w Moskwie i nie wiadomo było, czy coś załatwi,
czy nie. No i przekonanie niektórych przynajmniej dowódców, że trzeba się bić
do końca, że trzeba zginąć. Jak pod Termopilami. Na przykład generał Tadeusz
Pełczyński był przekonany, że konieczny jest symbol, który wstrząśnie
sumieniem świata. Też nieprawda, bo niczym nie wstrząsnął. Wielka iluzja.
Czy ludzie z kręgu Komendy Głównej AK nie zdawali sobie sprawy z tego, co
czynią ludności cywilnej?
Tak się złożyło, że najwyżsi oficerowie w Komendzie Głównej AK byli dość
kiepskimi wojskowymi. Ci ludzie mieli opinię miernych fachowców, i to jeszcze
sprzed wojny. Komorowski, Okulicki, Chruściel to byli wojskowi ze średnim
horyzontem. Nie potrafili myśleć – i politycznie, i o kraju. Znana jest
historia jednego z dowódców oddziałów, któremu „Monter”, Antoni Chruściel,
zarzucił tchórzostwo. Gdy potem przyniesiono go z rozpłatanym brzuchem, zadał
pytanie: „Kto tu jest tchórzem, panie pułkowniku?”. I to jest pytanie, które
trzeba by zadać Chruścielowi, Pełczyńskiemu i Okulickiemu. Nie zginął żaden ze
sztabowych oficerów, w myśl koncepcji, że walką dowodzi się z tyłów. Jest też
taki argument, którego trzeba użyć: skoro niektórzy z nich mówili o
Termopilach, to gdzie ten Leonidas, który zginął? To Tadeusz Bór-Komorowski,
który poszedł do niewoli? To Pełczyński, który też tam trafił? Czy Leopold
Okulicki, który nie poszedł do niewoli, bo zaczął zakładać kolejną
konspirację? Ale co ciekawe, człowiek, który powinien był dowodzić Powstaniem,
generał Albin Skroczyński „Łaszcz”, komendant Obszaru Warszawskiego AK i
zagorzały przeciwnik tej walki , został odsunięty od dowodzenia.
Powraca więc pytanie: Nie chcieli przerwać walki czy nie potrafili?
Chcesz sie dowiedzieć prawdy i rzetelnej analizy PW? Poczytaj:
www.powstanie.pl/index.php?ktory=21&class=text
Napisze od siebie, ze na prawdziwy szacunek zasługują jedynie ci, którzy
przelali krew otumanieni przez swoich dowódców i przekonani o sensie podjętej
walki. Tych, którzy wywołali Powstanie powinno sie wytykac palcami i ostrzegac
przyszłe pokolenia aby nigdy więcej nie dało wiary takim jak oni.