cs137
15.05.04, 11:20
Gini otworzyła nowy wątek, w którym w trzech postach przytaczała dlugaśny
artykuł jakiegos pana na H. Poniewa żwątek był adresowany do mnie, chciałem
się ustosunkować, mimo nader obszernego tekstu. Ale zanim zdążyłem, wątek
znikł i pojawił sie na Oślej.
Gini jest niewątpliwie bardzo trudną osobą do dyskutowania z (piękna angielska
składnia, nie?) z powodu niektórych swoich manier. Jedna z nich to własnie
tendencja do przytaczania nader długich tekstów pisanych przez innych.
Człowiek w końcu nie wie, z kim ma dyskutować? Z Gini czy z autorem tekstu? I
jak postępować w tym ostatnim przypadku, skoro autora tekstu nie ma na Forum?
Z tego względu ja staram sie unikać ustosunkowywania sie do takich "wtórnych"
wypowiedzi Gini.
Całego cytowanego artykułu nie dałbym rady i tak przeczytać. Ograniczyłem sie
tylko do kilku pierwszych akapitów. Muszę jednak stwierdzić, ze już tam są
zawarte ciekawe stwierdzenia. Chodzi mi o łatwosc oskarżania o rasizm i o
metodę posługiwania się ta bronią w dyskusjach.
Sam wielokrotnie czegos takiego doświadczyłem. Jeden epizod, w którym "ofiarą"
byłem nie ja, tylko moja małżonka, odczuliśmy oboje bardzo boleśnie i do dzis
go pamiętamy, mimo upływu ćwierc wieku. Było to w samym końcu lat 70-tych na
jakimś zebraniu towarzyskim. Rodzice niemowlęcia obecni na nim opowiadali
zgromadzonym o trudnościach z ochrzczeniem dziecka. Osobami szczególnie
religijnymi oboje nie byli, a kazano im przedstawic rózne zaświadczenia z
parafii, że są, że uczestniczą regularnie we Mszy Świętej, etc. Moja żona
niedługo przedtem była matką chrzestną swojej siostrzenicy, ochrzczonej w
warszawskim kosciele akademickim Św. Anny. W pewnym momencie zabrała wiec głos
i powiedziała: "Ależ idźcie do Św. Anny, oni są bardzo liberalni