Gość: Karp
IP: 159.107.90.*
08.03.02, 10:31
Wątek nieco pokrewny do Galbowego.
Zewsząd słyszę o antysemickich ekscesach Macierewicza w kontekście debaty
sejmowej poświeconej sprawozdaniu szefa IPN-u L. Kieresa. Poniżej orginalny
tekst wystąpienia osoby podejrzewanej o sianie nienawiści między narodami. Z
Macierewiczem można się nie zgadzać ale żeby tak od razu robić z niego rasistę.
Wystąpienie posła Antoniego Macierewicza (LPR) w czasie debaty sejmowej nad
informacją o działalności Instytutu Pamięci Narodowej
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Prezesie! Instytut Pamięci Narodowej to
jedna z najważniejszych instytucji współczesnej Polski, a zarazem, jakkolwiek
gorzko by to zabrzmiało, jedna z niewielu realnych zdobyczy polskich działań
narodowych i niepodległościowych po roku 1989. Dlatego sprawozdanie z działania
tego Instytutu jest tak ważne. Jest też, myślę, oczywiste dla wszystkich,
którzy zabiegali o powołanie tego instytutu - a byłem wśród nich - że głównym
jego zadaniem jest działanie na rzecz przywrócenia prawdy o polskiej historii,
prawdy o zdarzeniach ostatnich 70 lat, prawdy zakłamywanej, deprawowanej, a
czasem wręcz prostytuowanej.
I gdy mówię o tej brutalnej walce z prawdą, która toczyła się przez te
wszystkie lata, to odnoszę się nie tylko do okrutnego czasu lat hitlerowskiej i
sowieckiej okupacji, ale także do tego, co działo się w przeważającej mierze
także niestety po roku 1989. Skoncentrowany wysiłek takich pism,
jak: "Nie", "Trybuna", "Gazeta Wyborcza", "Wprost", "Polityka", promocja
pseudohistoryków, którzy narzucali swego czasu komunizm, a teraz kreują się na
nauczycieli wolności, jak np. pan profesor Andrzej Garlicki, sprawiają, że
ostatnich 12 lat, zamiast przywrócić narodową pamięć, umocnić niepodległe
państwo, wskazać podstawy zdrowego, twórczego patriotyzmu, stało się czasami
ideowego zamieszania, chaosu, zapaści świadomości narodowej, szczególnie
dotkliwej dla polskiej młodzieży. Było to możliwe właśnie dlatego, że prawda o
ubiegłym 50-leciu została szczelnie ukryta w archiwach służb specjalnych,
otoczona pseudotajemnicą państwową, chroniącą w istocie interesy zbrodniarzy.
O polskiej historii i o postawie Polaków wyroki wydawali ci, którzy winni byli
zakłamania, potwarzy, brutalnego fałszowania historii, wyrzucania ze szkół i
uniwersytetów tych, którzy starali się mówić prawdę. Dramatem Polski stawało
się to, że monopol na historię, również po roku 1989, uzyskiwali ludzie
odpowiedzialni za zbrodnie przeszłości.
Gdy czytam panów Barańskiego czy Misiornego, gdy otwieram podręczniki do
historii Garlickiego, gdy w "Nie", "Trybunie" i "Gazecie Wyborczej" dowiaduję
się, że Jaruzelski i Kiszczak to ludzie honoru...
(Głos z sali: Oczywiście.)
...to słyszę chichot Bermana i Andropowa, powtarzających: To nasze zza grobu
zwycięstwo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Instytut Pamięci Narodowej stanowił wielką
nadzieję na złamanie tego stanu rzeczy, na przywrócenie właściwego wymiaru
sprawom, na nazwanie zbrodni zbrodnią, a bohaterstwa bohaterstwem, na
wymierzenie sprawiedliwości jeśli już nie sądowej i nie politycznej czy
ekonomicznej, to przynajmniej sprawiedliwości w sferze świadomości społecznej.
Tak się jednak wciąż nie stało. I będziemy musieli sobie na tej sali, także na
tej sali, odpowiedzieć na pytanie, gdzie tkwił błąd, w systemie prawnym czy
może w działaniu ludzi i ich sposobie realizacji prawa. Zadanie to jest nie
mniej ważne niż wczorajsza debata o strategii gospodarczej, bo naród bez
pamięci i prawdy niszczeje, państwo pada łupem silniejszych sąsiadów, a
obywatele stają się bezwolną masą poganianą telewizyjnymi komunikatami.
Istotą działania Instytutu miało więc być odbudowanie, ochrona i wsparcie
polskiej pamięci narodowej. Właśnie dlatego Instytut został wyposażony w dwa
niezwykłe instrumenty: archiwa gromadzące dawniej tajną wiedzę zbieraną przez
dziesięciolecia o Polakach i przeciwko Polakom oraz Komisję Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu. Pierwszy miał pozwolić na przywrócenie pamięci i
prawdy, drugi - sprawiedliwości.
Z przykrością trzeba powiedzieć, że żadne z tych narzędzi nie zostało dotąd
uruchomione na miarę wyzwań i zadań, które stanęły przed Instytutem. Piony
archiwalny nie podjął jeszcze na szerszą skalę udostępniania wiedzy o
przeszłości Polakom. Pion prokuratorski czy śledczy zdają się poświęcać więcej
miejsca na śledztwa wymierzone przeciwko Polakom niż na ściganie zbrodni
popełnionych na Polakach. Żenująca jest ta niechęć do ujawniania prawdy o
przeszłości instytucji do tego przecież właśnie powołanej. Rzecz zaszła tak
daleko, że w sprawozdaniu, które obecnie omawiamy, wymieniając zadania
Instytutu zapomniano stwierdzić, że jednym z głównych jego zadań jest
ujawnianie dokumentów bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Powiedziano o ich
gromadzeniu i zarządzaniu nimi, ale już o ujawnianiu zapomniano. To pierwszy
akapit dokumentu, który państwo otrzymaliście.
Rok po powstaniu Instytutu Gaucka do archiwów dopuszczono kilka tysięcy osób,
podobnie było w Czechach. W Polsce po 1,5 roku od powołania Instytutu akta
otrzymało około 160 wybranych osób, przy czym niektóre z nich twierdzą, że są
to zaledwie jakieś szczątkowe i drugorzędne dokumenty.
Teraz pan prezes, profesor Kieres zapowiada, że do końca tego roku do akt
będzie miało wgląd 10 tys. obywateli, w ciągu zbliżających się 9 miesięcy.
Wiele bym zrobił, by tak się naprawdę stało, ale trudno, śledząc pańskie
działania, naprawdę trudno w to uwierzyć. Zresztą chodzi nie tylko o dostęp do
własnych akt, co przecież jest naturalnym prawem każdego obywatela. Chodzi
przede wszystkim o dostęp Narodu, opinii publicznej do wiedzy o naszej
przeszłości, a więc o publikację dokumentów ukazujących prawdę o tamtych
czasach. Ileż takich publikacji można wymienić?
Dlaczego po dzień dzisiejszy nie ukazało się nakładem Instytutu zestawienie
ukazujące skład personalny aparatu represji z okresu komunistycznego? Gdybyśmy
to otrzymali, może byśmy więcej zrozumieli z ówczesnych i późniejszych
wydarzeń. Dlaczego nie wydano instrukcji o prześladowaniu i rozbijaniu Narodu,
umowy i porozumienia współtworzących światową sieć terroru? Te dokumenty
przecież są w pańskiej dyspozycji. Może wystarczyłoby wydać instrukcje
operacyjne Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa od 1944 r. po rok
1984, by pokazać wszystkim, z jaką perfidią i dokładnością Polacy byli
kontrolowani przez lata komunistycznej okupacji, albo chociażby raport komisji
sejmowej z 1991 r. o zamordowanych w stanie wojennym. A przecież te i tysiące
innych dokumentów, powtarzam, są w tych archiwach. Jest także wiele opracowań,
których wcale nie trzeba od nowa pisać, a wystarczy po prostu wydrukować.
Wiem, że Biuro Edukacji Publicznej wykonuje wiele bardzo pożytecznej pracy.
Znam wspaniałe wystawy o żołnierzach wyklętych, represjach wobec duchowieństwa,
Grudniu 1970 czy Czerwcu 1976 r. Podziwiam olbrzymią pracę zespołów młodych,
zapalonych historyków, rzeczywiście pragnących odgrzebać prawdę o naszej
przeszłości i teraźniejszości. To dzięki nim dowiadujemy się, jak naprawdę
wyglądały pierwsze lata okupacji sowieckiej, jak szeroka i spontaniczna była
antykomunistyczna partyzantka, głównie przecież ogarniająca polską wieś, jak
wyglądały morderstwa sądowe okupanta. A jednak gdy słyszę, że w biurze tym
realizuje się trzy tematy: skazani na śmierć w latach 1944-1955; uwięzienie
kardynała Wyszyńskiego i zagłada Żydów, to muszę zapytać, gdzie jest miejsce na
całościowe, syntetyczne i przekrojowe spojrzenie na ostatnie 50 lat i czy aby
nie zamykacie się państwo w działaniach przyczynkarskich, gubiąc całościowy,
tak niezbędny społeczeństwu ogląd rzeczy?
Nie jest też dla mnie jasne, ile akt i jakie naprawdę zostały przejęte do IPN.
Na posiedzeniu komisji sprawiedliwości prezes Kieres deklarował, że w styczniu
przejęto już 90 proc. akt, stwierdzając dwa