pikrat
15.04.13, 18:02
Tak sobie pomyślałem, że gdyby taki się pojawił, znaczy, wyjawiłby prawdę po święceniach to by w tym piekielnym kotle zawrzało z pożytkiem dla ludzkości, czyli ze zmianą podejścia do problemu. Zainspirowany zostałem decyzją o apostazji Agnieszki Ziółkowskiej, pierwszej Polki poczętej metodą "in vitro", która nie znalazła u siebie "charakterystycznej bruzdy" ks.Franciszka Longchampsa de Berier.
"Hierarchowie kościelni mają prawo przekonywać wiernych, by nie korzystali z tej metody leczenia niepłodności. Jednakże zabierając tak zdecydowanie głos w debacie publicznej, apelując już nie do sumienia wiernych, tylko do polityków o zakazanie in vitro w Polsce, powinni stosować te same zasady, które obowiązują wszystkich uczestników dyskursu publicznego: trzymać się faktów oraz nie piętnować i nie obrażać innych ludzi, tu - dzieci poczętych tą metodą i ich rodziców.
Nie, in vitro nie jest wyrafinowaną aborcją (oraz nie, w Polsce nie prowadzi się aborcji selektywnej), nie, dzieci z in vitro nie są upośledzone ani nie mają wad rozwojowych z powodu sposobu poczęcia, i nie, nie mają specjalnych bruzd dotykowych na czołach... I nie, dzieci z in vitro nie są poczęte w sposób niegodny, nie, in vitro nie jest "procedurą znaną w hodowli roślin i zwierząt", a dzieci w ten sposób poczęte nie są "wyprodukowywane" i nie są dziećmi Frankensteina. Po takich nadużyciach i stosowaniu degradującego, piętnującego języka późniejsze tłumaczenie rzecznika KEP, że Kościół kocha wszystkie dzieci, w żaden sposób nie załatwia sprawy."
Okazuje się, że stanowisko polskiego kościoła jest bardziej rygorystyczne niż watykańskich etalonów. Zamiast zajmować się bzdurami mogliby, wielebni ojcowie, robić porządek we własnych szeregach. W sprawie 'in vitro" polegną na polu hipokryzji.