komunistycznej partii SED po 1989 r. masowo przekształcały się w struktury CDU:
"
Niemiecka policja przestała już ukrywać fakt, że sprawcami masowych gwałtów w sylwestrową noc byli przybysze z Bliskiego Wschodu. Lewicowa burmistrz Kolonii mówi, że ofiary napaści seksualnych same są sobie winne. Szef niemieckiego MSW twierdzi, że krytycy programu imigracyjnego są tak samo źli jak gwałciciele. Feministki oskarżają o gwałty "mężczyzn urodzonych w Niemczech". ( Na podobnej zasadzie niemieccy kronikarze o przegraną pod Grunwaldem obwiniali... Węgrów.) Enerdowska dywersantka Angela Dorothea Merkel już w 2011 r. mówiła zaś, że Niemcy będą musieli zaakceptować wzrost przestępczości związany z masową bliskowschodnią imigracją."
"
O co w tym wszystkim chodzi? O to, że Niemcy nie są krajem demokratycznym. To kraj rządzony przez oligarchię. Proponuję zajrzeć do książek Juergena Rotha - a szczególnie do "Cichego puczu" oraz "Europy mafii", by przekonać się, że Niemcy są rządzone przez biznesową arystokrację i powiązane z nią klany urzędnicze oraz mafie. Ta oligarchia ma dość silne korzenie nazistowskie, postkomunistyczne (w dawnym NRD komórki komunistycznej partii SED po 1989 r. masowo przekształcały się w struktury CDU) i związki mafijne (Roth wskazuje m.in. chcącego objąć nadzorem Polskę komisarza Oettingera jako człowieka niemieckiej filii sycylijskiej mafii.) Niemiecka oligarchia dąży do tego, by płace realne w Niemczech spadały - stąd pomysł z przyciągnięciem do Reichu imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, którym można kiepsko płacić. Opłacani przez oligarchów lewacy i feministki realizują zaś inżynierię społeczną - tłamszą białego mężczyznę i tresują społeczeństwo tak, by się nie buntowało i nie miało niewłaściwych myśli. Społeczeństwo ma jednak tego dosyć i stąd wzrost poparcia dla Alternative fur Deutschland czy Pegidy."