cs137
25.09.04, 23:12
To już totalna nieboszczka, poruszana tylko przy pomocy sztuczek, jak kiedyś
te żabie udka na cynowym talerzu, co gośc je dotykał srebrnym widelcem. Jaskoś
"Galvani" on się nazywał, nie? No więc, ONZ to już galwanizowana nieboszczka i
nic więcej. Pochować z honorami trzeba, pomnik jaksiemasz wystawić, i
pomyślec o nowej.
Teraz gross kasy Szanownej Nieboszczki zżerają niebotyczne pensje wysokich
dygnitarzy, tudzież niemniej niebotyczne emerytury byłych wysokich dygnitarzy.
A tego tałatajstwa są całe tłumy. Jak ktoś jest żebrakiem, to pewnie, że nie
ma żadnego autorytetu.
Parenaście lat temu skontaktowała się ze mna jedna koleżanka ze studiow,
której maż jest wysokim funkcjonariuszem ONZ, stacjonowanym w jednym z krajów
afrykańskich. Napisała, że będzie w USA z całą rodziną (oni + dwóch synów) i
chciała by sie spotkać. Kiedy się spotkaliśmy, to okazało się, że oni lecą z
Afryki do Polski bo mężowi koleżanki przysługiwał urlop. Podali mi trasę
przelotu: z tego miejsca w Afryce przez Johannesburg, Buenos Aires, Rio,
Orlando (na Florydzie), Nowy Jork, Madryt, do Warszawy wreszcie. Wszędzie
zatrzymywali się po kilka dni na zwiedzanie (Orlando np. to z powodu
DisneyLand, chłopcy akurat byli w odpowiednim wieku). Jak przedstawili mi tę
imponującą marszrutę, to mnie aż zatkało, szybko w pamięci policzyłem i mówię:
"Boże, przecież bilety musiały was fortunę kosztować!", a oni na to
prostodusznie: "Ależ nie, raz na dwa lata każdy pracownik może pojechać z
rodziną na urlop do swojego kraju po dowolnej trasie!". No tak, i czy można
się potem dziwić, że Szanowna Nieboszczka, jak w Jugosławii trwa rzeź, to
jedynie od czasu do czasu nawoływać: "Panowie, przestańcie...", i na tym się
kończą jej możliwości.