...a w RFN w ogóle go nie było? Tak się twierdzi. Ale to ma tyle wspólnego z prawdą, jak to, że rosyjscy sportowcy się szprycują, a amerykańscy czy norwescy są czyści jak łza.
Z pracy naukowca Uniwersytetu Hamburskiego wynika, że ponad połowa sportowców byłej RFN brała w latach 1960 do końca 80-ch środki dopingujące, przy czym są to tylko ci, którzy sami się przyznali. O pozostałych można tylko snuć domniemania.
Nie były to jakieś samowolne działania - rodzaj "wspomagania" był ordynowany przez lekarzy, trenerów i opiekunów, a wszyscy byli na tyle bezczelni, że kupowali to na recepty refundowane przez tamtejszy ówczesny NFZ.
Cóż, po tylu latach można się już przyznać, ale dla wielu i tak tylko NRD-owcy pozostaną czarnymi owcami
www1.wdr.de/fernsehen/sport-inside/doping-west-100.html