polski_francuz
26.07.17, 14:26
Jestem na kilka dni w Chinach u kolegi w instytucie w Ningbo niedaleko Szanghaju. I po paru dniach rozmow, dyskusji zawodowych i wykladow zawieziono mnie dzisiaj na wycieczke. Wycieczke samochodem klimatyzowanym, bo po wyjsciu z samochodu upal powala i temperatura wskazuje 43°C.
No ale jakos przezylem, z samochodu wyszedlem i powedrowalem za mlodymi, ktorzy mnie zawiezli do jakiego muzeum. Okazalo sie, ze muzeum to bylo kilka domow w jakiejs miejscowosci. Zaczelem sluchac co przewodniczka opowiada, a mlodzi tlumacza, wsrod tlumu innych zwiedzajacych. Ale niezbyt zrozumialem czyje to muzeum (bo ich akcent jest niezbyt do naszego podobny) zanim nie spojrzalem na mur ze zdjeciami i angielskimi tlumaczeniami. To byly domu gdzie urodzil sie, zyl, zenil sie 4 razu Czang Kai-Szek.
I jak zrozumialem kim On jest to mi opadla szczeka. Bo Chiny sa dzis komunistyczne i zalozyciel tych komunistycznych Chin, prezes Mao, sie z Czang-Kai-szekiem czubil. I pogonil Czanga na Taiwan. Taiwan istnieje do dzis jako osobne panstwo i ma sie dobrze.
Ale ja nie o tym chce powiedziec. Raczej o tym, ze administracja komunistyczna honoruje niedawnego wroga ich prezesa. Mlodzi (30-kilku letni doktorzy) mi mowili, ze i Mao i Czang maja swoje muzea i ze ich miejsce w historii Chin jest zapewnione. A przeciez sie czubili militarnie w latach 40-tych ubieglego wieku - 70 kilka lat temu.
I jakos zapomnieli, uznali wielkosc jednego i drugiego i sa zadowoleni. Ja zadowolony nie bylem. Bo pomyslalem sobie o tym z jaka niechecia Polacy dzisiejsi traktuja politykow z czasow PRL-u. Jakby to nie byli ich Ojcowie, Dziadkowie czy ich znajomi.
I mi sie zrobilo przykro.
PF