oleg3
13.02.18, 16:10
Bodaj wczoraj ściąłem się, kolejny raz!, z Andrzejem G. na tle polskich elit. Oczywiście zostałem nazwany pisiorkiem, tajnym agentem jarkacza czy kimś w tym rodzaju. Przecież - co Andrzej traktuje jako oczywistą oczywistość - elity mamy najlepsze, a państwo funkcjonuje licho za sprawą chamów głosujących na PiS. Ot cała diagnoza, proszę Państwa.
Rzecz w tym, że to stan elit jest przyczyną większości kłopotów, które mamy jako państwo i społeczeństwo. Ani zachowanie przez obecne elity swojej pozycji ani rewolucyjna wymiana elit (rzecz jasna nierealna) nie dają żadnej nadziei na to, że elity będą atutem, nie obciążeniem.
Zapraszam do lektury interesującego tekstu Rafała Matyji, sprzed roku, Tytuł wątku to podtytuł linkowanego wystąpienia
publica.pl/teksty/matyja-czas-na-egzamin-z-dojrzalosci-59407.html
Nadzieja na pokoleniową zmianę jest o tyle płonna, że kolejne roczniki wykuwają swe polityczne i polemiczne umiejętności w ogniu infantylnej wojny na bańki mydlane. Uczą się, że wszystko wolno powiedzieć, a zarazem, że nie istnieją inne – poza retorycznymi – kwalifikacje i inne poza koteryjnymi kryteria awansu. Ponadto – w stopniu, którego nie doświadczyły starsze pokolenia Trzeciej Rzeczpospolitej, blokowane są jednostki samodzielne, posiadające niepasujące do przekonań „starszych elit” poglądy. Mogą sobie egzystować w internecie, na Twitterze, ale bez dostępu do realnych, obfitych zasobów dzielonych w polityce, mediach czy w sferze ekspercko‑akademickiej. Te są zastrzeżone dla Legionu Asystentów, świetnie sprawdzonych w potakiwaniu i konformizmie.
Taka polityka może przynieść katastrofalne skutki. Rządzące i opiniotwórcze elity zachowują się dziś tak, jakby przed nimi otwierało się kolejne ćwierćwiecze, w którym ludzie od nich młodsi nadal będą kontentować się rolą asystentów. Lekceważą zadanie najważniejsze, jakim jest zapewnienie sukcesji. Stworzenie warunków, w których ważne role w państwie, czy szerzej – w całym sektorze publicznym – przejmie pokolenie dzisiejszych trzydziesto‑ i czterdziestolatków.
By ta zmiana przyniosła pozytywną korektę, muszą oni przed czterdziestką zdobyć doświadczenie i sprawdzić się – lub nie – w działalności publicznej. Powinniśmy poznać ich umiejętności i charaktery, pozwolić uczyć się na błędach i weryfikować to, czy potrafią wyciągać z nich wnioski. Cała współczesna elita rządząca miała taką szansę. Leszek Miller i Waldemar Pawlak, Donald Tusk i Jarosław Kaczyński nie musieli czekać do pięćdziesiątki. I nie musieli „terminować”, nosząc teczkę za ważnym politykiem.
Jeden z najważniejszych egzaminów z dojrzałości, jaki zdają wszystkie – bez wyjątku – elity, to zdolność zapewnienia sobie sukcesji na nie gorszym niż własny poziomie. W wielu miejscach, nie tylko w polityce, widać wyraźnie, że pokolenie dzisiejszych sześćdziesięciolatków ten ostatni ważny egzamin obleje. Że będziemy musieli przejść przez jakąś pokoleniową wojnę, która zablokuje przy okazji perspektywę katastrofy, jaką byłoby dostanie się Polski pod rządy Legionu Asystentów.