Przed laty uwodziłem śliczne, egzaltowane panienki puszczając im Jej piosenki na adapterze Mister Hit. Oporne przed sprowadzeniem do jaskini rozpusty dostawały w prezencie całą płytę WW zamiast kwiatów. Skuteczność bliska 100%. Choćby z tej przyczyny ciepło wspominam Damę tę.
Spotykaliśmy się też co najmniej raz w roku na Jazz Jamboree - Ona na scenie Sali Kongresowej, ja w 5. rzędzie na balkonie. Te koncerty, a zwłaszcza późniejsze nocne jam sessions w klubach studenckich były zresztą (obok wernisaży artystów głośnych i cichych) świetną okazją do wstępnej wymiany sygnałów godowych ze wspomnianymi młodymi, wykształconymi (tzn. po maturze), z wielkiego miasta (dłużej czy krócej) - samicami
Żegnaj, Pani Wando.