Osobiscie nie mam nic przeciwko formalnym zwiazkom tego typu. Niech osoby
odmiennej orientacji maja wspolne mieszkania, zyja razem, dziedzicza majatek,
wspolnie sie opodatkowywuja,itd. Slowem jak rodzina. Nic mi do tego.
Ale nie nazywajmy tego malzenstwem. Dla mnie malzenstwo to tradycyjnie kobieta,
mezszczyzna no i ewentualnie dzieci...
Nie naruszajmy pewnych tradycji i zasad, bo inaczej wiele moze runac i nie
bedzie juz szaczunku dla niczego.
Dajmy na to, ze zgodzimy sie na malzenstwa homoseksualne, a za chwile
pojawia sie nowe sluszne, postepowe w imie wolnosci zadania:
Np.
Facet chce zenic sie 3 kobietami, slowem harem.
Inny bedzie chcial zawrzec zwiazek z przyjaciolka, przyjacielem, w koncu pojawi
sie i miejsce dla chomika...
W sumie slusznie, przeciez sie wszyscy kochaja a tylko pewne przymuly tego nie
rozumieja, np. ja