Gość: jegomosc
IP: *.almda1.sfba.home.com
13.06.01, 03:42
Na jedwabnej, jak się wydawało holokaust-biznesmenom, drodze do ubicia
holokaust-geszeftu, pojawiły się wyboje. Dotychczasowe wyniki śledztwa
udowodniły czarno na białym, że "warsztat naukowy" profesora Jana Tomasza
Grossa jest do kitu. "Według naszych bardzo zgrubnych obliczeń są to setki i to
bardzo nieliczne setki, dwie setki" - oszacował liczbę ofiar mordu w Jedwabnem,
na podstawie ekshumacji żydowskich szczątków, minister sprawiedliwości Lech
Kaczyński. Czyli Gross kłamał, pisząc, że spalono 1600 Żydów. Co więcej,
znalezienie na miejscu tragedii łusek i resztek pocisków z niemieckiego Mausera
wskazuje na udział Niemców w zbrodni w Jedwabnem. Czyli Gross zwyczajnie łgał,
obarczając winą Polaków.
"Dokument" łże-profesora pt. "Sąsiedzi" to zatem żadna "historia", tylko
polakożerczy gniot. Nie przeszkadza to jednak - skandaliczne, ale prawdziwe -
by wpływowe antypolskie lobby żydowskie (Żydzi nowojorscy, rabin Warszawy) oraz
prezydent Kwaśniewski kwestionowali słowo "niemiecki" w inskrypcji ("rozpalony
przez niemiecki nazizm grzech nienawiści") na pomniku upamiętniającym ofiary
okrucieństwa w Jedwabnem. Sprzeciwiają się sformułowaniu "niemiecki nazizm", bo
zgodnie z "religią holokaustu", wymyśloną dla złupienia wielkiej forsy, był
to "nazizm polski". Nie po to wszak jedwabieńskie kłamstwo zostało uknute, a
paszkwilant Gross prawdopodobnie słono opłacony, żeby teraz bez oporu "prawdę"
zastąpiła prawda.
"Moi przyjaciele w Warszawie mówili mi już dawno: 'Będzie wielki atak na
Jedwabne, idzie o pieniądze (...), na niewinnie przelanej krwi Żydów robi się
najlepsze pieniądze. (...) Uruchomiono potężne mechanizmy i Jedwabne nie jest
ostatnie'" - uczulał wiernych w Jedwabnem, w marcu, ks. bp Stanisław Stefanek.
Przyjaciele księdza biskupa nie mylili się. Eskalacja żądań żydowskich zbiegła
się akurat w czasie z atakiem na Jedwabne. Zgodnie z dobrze już znanym
scenariuszem: "Polacy to mega-mordercy i niech wie o tym każde dziecko na
świecie. Jako tacy (czyli np. według A. Spiegelmana - jako "polskie świnie")
muszą przeprosić. A skoro tylko przeproszą, to znaczy, że są winni. Winnym zaś
należy się kara. Niech więc zapłacą i choć w ten 'symboliczny' sposób
zadośćuczynią".
Norman Finkelstein, naukowiec żydowskiego pochodzenia (autor głośnej
książki "The Holocaust Industry. The Abuse of Jewish Victims"), szacuje, że
Żydzi nowojorscy zamierzają wyłudzić od Polski i Polaków 65 mld dolarów w
gotówce lub w naturze - w nieruchomościach. Jeśli dopną swego, oznacza to dla
państwa polskiego gospodarczą ruinę. A dla hochsztaplerów dyrygujących tą
hucpą - kokosy.
Nie skorzystają na tym oczywiście tzw. ofiary holokaustu, ale one się przecież
najmniej liczą. W czasie wojny wpływowa żydowska finansjera nie zrobiła nic, by
zapobiec eksterminacji swoich rodaków. "Wybitni przywódcy żydowscy" doskonale
się orientowali (z relacji Jana Karskiego, w następstwie działań emigracyjnego
rządu gen. Sikorskiego), co Hitler wyprawia w okupowanej Europie, ale nie
ruszyli palcem w bucie. Bo to się nie opłacało. Dziś za to opłaca się szkalować
Polaków i obłudnie zasłaniać się przy tym dobrem ofiar. Według Finkelsteina,
rząd niemiecki w następstwie porozumienia w 1952 r. z Żydowską Konferencją
Roszczeniową wypłacił ok. 1 mld dolarów odszkodowania, ale ofiarom "skapnęły"
nie procenty, a promile. Podobnie było z kasą wyciągniętą z banków
szwajcarskich.
Światowy Kongres Żydów naciskał, naciskał a gdy już wydusił, to o ofiarach
zapomniał. I w przypadku Polski nie chodzi o nic innego, jak o nabicie kabzy
szajki żydowskich kanciarzy, bynajmniej nie reprezentatywnych dla rzeczywistych
ofiar holokaustu. To wszystko są, rzecz prosta, sprawy oczywiste dla polskich
władz, które zachowują się tak, jakby polskie były tylko z nazwy. Rząd i
prezydent doskonale sobie zdają sprawę, jakie mogą być konsekwencje tolerowania
plugawego antypolonizmu polakożerczych środowisk żydowskich. Eli Wiesel,
laureat pokojowej Nagrody Nobla, wyplatał bzdury, że "Armia Krajowa z dumą
dogadzała sobie na boku polowaniem na Żydów", którzy to bardziej się bali
akowców niż hitlerowców. "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki" -
splunął swego czasu w naszą stronę premier Izraela Icchak Szamir.
Tygodnik "Time" pisał, że "wielu Polaków służyło w Waffen SS". Tak jest i
będzie, bo polskie władze nie reagują. A milczenie oznacza zgodę. Gdyby nie to
ciche przyzwolenie, nie byłoby tematu Jedwabnego, a lipa Grossa
i "dokumentalistki" Arnold nie ujrzałyby światła dziennego.
Gross powinien być uznany za persona non grata w III RP. Znieważonemu Narodowi
Polskiemu należy się publiczne "odszczekanie" obelg plus przeprosiny.
Wydawnictwem "POST", które wydało spotwarzający Polaków komiks Maus, powinien
zająć się prokurator. A Jego Magisterskość Aleksander Kwaśniewski powinien
odwołać swoje bezpodstawne oskarżenia Polaków o mord w Jedwabnem i pokornie
przeprosić Naród.
Ale tak nie będzie. Strona polska prowadzi ponoć rozmowy ze stroną żydowską na
temat zmiany treści napisu na pomniku w Jedwabnem, bo Żydzi domagają się
umieszczenia "informacji o polskiej winie". Fundamentalną dla rozwoju śledztwa
ekshumację przerywa się z powodu wyjazdu rabina do Izraela. A najlepsze i tak
jeszcze przed nami. 10 lipca Kwaśniewski będzie przepraszał za dokonanie
mordu "w imieniu Narodu". Czyli również w imieniu tych, którzy uratowali Żydów,
ryzykując bądź płacąc cenę życia własnego i rodziny. "Nie wiem, czy w
jakimkolwiek innym narodzie znalazłoby się tylu romantyków, tylu ludzi
szlachetnych, którzy by z takim poświęceniem, z takim lekceważeniem własnego
życia ratowali obcych" - napisała Żydówka Klara Mirska o Polakach. Nasi
szlachetni rodacy w najczarniejszych snach nie mogli przewidzieć takiego
prezydenta. Gorszego nawet od takiego Jerzego Kosińskiego, autora obrzydliwie
antypolskiego "Malowanego ptaka", który przynajmniej pod koniec życia uznał
potrzebę odrzucenia stereotypu Polaka - antysemity. Głowy państwa nie stać
nawet na takie minimum. Historia surowo ocenia renegatów. Wyborcy ciągle mają z
tym kłopoty.
Julia M. Jaskólska
Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 9-10 czerwca 2001r. - nr 134