d.nutka1
05.03.05, 07:11
„cel uświęca środki”-napisał Machiavelli, historyk i moralista żyjąca na
przełomie XV i XVIw
po 4 wiekach polski moralista filozof z czasów PRL-u (XXw) napisał jakby w
moralnym rewanżu: ”niech środki uświęcają cel” (cytuję z Tyu)
I tak rozmyślając od paru dni jak ma dobry polityk poruszać się w realnym
świecie mając tak biegunowo różne dwie przesłanki moralne zawarte w
króciutkich maksymach, ale jednak dla wszystkich zrozumiałe, gdyż każdy z nas
posługuje się nimi w codziennym życiu w naszym kręgu kulturowym.
Swoje rozważania zaczęłam od maksymy Kotarbińskiego, który był (i jest nadal
dla niektórych) moralnym autorytetem z czasów PRL-u.
Jak rozumiem jego słowa „środki uświęcają cel”?
znam z przekazów TYLKO jeden taki przykład nie podlegający podważeniu
moralnemu. Tym przykładem jest przekazana myśl-zdarzenie śmierci Jezusa-
niewinnego nauczyciela etyki i moralności właśnie-na krzyżu.
I tym swoim poświęceniem bycia wiernym do samego końca głoszonym przez siebie
ideałom UŚWIĘCIŁ NARZĘDZIE ZBRODNI jakim był w tamtych czasach krzyż właśnie.
Narzędzie zbrodni wykonane ręką ludzką, co nie jest bez znaczenia w moich
rozważaniach. Nikt na Niego nie rzucił kamieniem (bo winy w Nim nie
znaleziono), ale jednak skazano Jezusa na śmierć i wyrok wykonano narzędziem
które Jezus uświęcił swoją śmiercią.
I to Jego UŚWIĘCENIE celu, czyli Jego nauki moralne, traktować się powinno
(ja tak te nauki traktuję) jako ZASADĘ –REGUŁĘ o NAJWYŻSZYM AUTORYTECIE NA
ZIEMI.
Ale przecież NIKT Z NAS nie jest bogiem ani nawet synem bożym, więc poruszamy
się wszyscy do drugiego bieguna moralności, a raczej antymoralności wyrażonej
przez Machiavellego w zdaniu „cel uświęca środki”.
I kończąc tu moje rozważania o moralności w polityce.
im bardziej polityk jest bliżej zasady Kotarbińskiego, tym polityka jest
bardziej chrześcijańska.