wild
22.06.02, 19:42
"W tej chwili chciałbym wzmocnienia rządu federalnego"
(Oświadczenie rzekomego anarchisty, Noama Chomsky'ego, w "The Progressive",
marzec 1996 r.)
--------------------------------------------------------------------------------
Larry Gambone
CZYM JEST ANARCHIZM?
Co do tego, czym naprawdę jest anarchizm, istnieje nieprawdopodobne
pomieszanie. Część tego pomieszania zawdzięczamy pokazywanym w mediach obrazom
chaosu, terroryzmu i szalonych podkładaczy bomb. Pseudoanarchizm rozpowszechnił
się również poprzez resztki Nowej Lewicy - jest to rzecz, z którą wszędzie
miałem do czynienia. Później mieliśmy widoczną zdradę anarchizmu przez
Chomsky'ego i dziwaczny spektakl anarchistów maszerujących w obronie Państwa
Opiekuńczego. Słowo "anarchista" woła o swoje wyjaśnienie.
Anarchizm jest ideałem społeczności bez przymusu, społeczności, gdzie
członkostwo we wszystkich organizacjach jest dobrowolne. Taka idealna
społeczność może nigdy nie zaistnieć, ale anarchista uważa ją za coś, ku czemu
warto dążyć. O ile prawie na pewno nie potrzebujemy ideologii, to wciąż
potrzebujemy ideałów, które popychałyby nas naprzód. Ograbieni z ideałów, łatwo
możemy popaść w wulgarny materializm, konsumeryzm lub fałszywe idee w rodzaju
komunizmu czy nacjonalizmu. Niewątpliwie ideały nie są dla każdego i podobnie
jest z anarchizmem, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, iż wymaga on
maksymalnej odpowiedzialności i zaufania do samego siebie.
Nie całkiem anarchista, ale...
Co z ludźmi, którzy tylko częściowo idą drogą anarchizmu - akceptują większość
przesłania, ale jednak nie całość? Kim oni są? Sugeruję tu, żeby ludzi chcących
ogólnie mniej przymusu w społeczności, ale nie akceptujących "ostatecznego
celu", nazywać wolnościowcami, a nie anarchistami. Ci, którzy akceptują jedynie
część anarchistycznego przesłania, powiedzmy mutualizm, federalizm czy
decentralizm, powinni być nazywani mutualistami, federalistami i
decentralistami, a nie anarchistami. Ogólnie rzecz biorąc, tacy ludzie są
bowiem wrzucani do jednego worka z anarchistami i stanowi to przyczynę
wielkiego pomieszania.
To, o czym mówię, jest problemem różnicy pomiędzy "ostatecznym celem", a
faktycznym procesem ruchu. Problem ten prześladuje autorytarne i rewolucyjne
radykalizmy, ale nie musi być problemem dla anarchizmu. Anarchizm jest celem, a
libertarianizm, decentralizm itd. jest procesem.
Nie uważanie kogoś za anarchistę nie powinno być poczytywane za żadną hańbę ani
sekciarstwo. Nie ma nic złego w byciu "tylko" wolnościowcem czy decentralistą.
Chciałbym tylko uporać się z problemem definicji i zminimalizować pomieszanie,
bo jeśli "anarchizm" ma oznaczać cokolwiek, to straciliśmy ważną rzecz -
anarchistyczny ideał.
Rezultatem tej próby zdefiniowania anarchizmu jest uświadomienie sobie, że
większość, jeśli nie wszystkie rzekome ruchy anarchistyczne nie są w
rzeczywistości anarchistyczne, tylko w najlepszym przypadku wolnościowe. Jak
inaczej opisać ruch taki jak syndykalizm, prowadzony przez anarchistów, ale
tworzony w przeważającej mierze przez robotników, którzy akceptowali jedynie
część anarchistycznego programu? Czy nie nabiera wtedy sensu fakt, że
członkowie tego ruchu, gdy upadł on w ciężkich czasach, poprzechodzili do
komunistów, faszystów lub socjaldemokratów?
(Innym problemem są ludzie tacy jak Chomsky, którzy uważają się za anarchistów,
ale gdy przychodzi co do czego, nie są nawet dobrymi decentralistami).
Przez ostatnie trzydzieści lat popełniałem błąd, który ktoś mógłby nazwać
niezgrabnie "ruchizmem". Szukałem praktycznych sposobów zbudowania ruchu
anarchistycznego, nie uświadamiając sobie, że moje poszukiwania są skazane na
niepowodzenie - coś w rodzaju podróży do El Dorado. Ruch anarchistyczny jest
czymś, czego powstanie jest nieprawdopodobne, a to, co zawsze opisujemy pod
szyldem "praktycznego anarchizmu" lepiej byłoby nazwać "praktycznym
libertarianizmem".
Anarchizm nie narodził się jako masowy ruch. Pierre-Joseph Proudhon, pierwsza
osoba nazywająca się anarchistą, nie był liderem żadnego anarchistycznego
ruchu, lecz opartego na szerszych podstawach ruchu robotniczego, zwanego
mutualizmem. Bakunin też nie był w żadnym ściśle anarchistycznym ruchu, lecz
był bojownikiem wewnątrz Pierwszej Międzynarodówki, a jego grupa była znana
jako kolektywiści. Dopiero po roku 1876 znajdujemy większą grupę sklasyfikowaną
jako "anarchistów" i jest to pejoratywny termin używany przez Marksa i jego
przyjaciół do atakowania ruchu wolnościowego.
W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, w "klasycznym" francuskim ruchu
anarchistycznym było wbrew temu, co można by sądzić, niewielu anarchistów. Dwa
największe anarchistyczne pisma, "La Revolte" i "Pere Peinard" miały łącznie
około 1500 prenumeratorów. Dwie dekady później, w czasie, gdy
anarchosyndykalistyczna CGT miała sto tysięcy członków, te dwa największe
anarchistyczne pisma miały tę samą małą liczbę prenumeratorów. Od roku 1890 do
1940 w tej liczącej sobie 40 mln ludzi populacji nigdy nie było prawdopodobnie
więcej niż 3000 aktywnych anarchistów (Jean Maitron, Le Mouvement Anarchiste en
France). Jednak kilka milionów ludzi w takich masowych ruchach jak syndykaty,
towarzystwa wzajemnej pomocy i organizacje regionalistyczne popierało
przynajmniej niektóre anarchistyczne cele.
Przyszłość anarchizmu, jeśli w ogóle jakaś będzie, będzie w najlepszym
przypadku zawierała kilka tysięcy ludzi, jednostek i małych grup, działających
w większych wolnościowo-decentralistycznych organizacjach. (Niektórzy zdecydują
się działać sami, rozpowszechniając anarchistyczne przesłanie w książkach i
gazetach). Jest konieczne, by tacy ludzie, tak mało liczni i dysponujący
potencjalnie niewielkim wpływem, wiedzieli, o czym mówią i piszą. Anarchizm
został zniekształcony i obrzucony błotem już wystarczająco dużo razy. Proszę,
spróbujmy tym razem zrozumieć go właściwie. Nie można tego bardziej uwypuklić:
choć mało liczni, anarchiści nie tworzą "awangardy" ani elity
wszystkowiedzących, którzy mają prowadzić te ruchy. Jesteśmy ludźmi, którzy
wybierają anarchizm jako swój cel i działają na jego rzecz.
Fetyszyzm klasy
Innym źródłem pomieszania jest redukcjonizm klasowy. Starsze formy anarchizmu
miały populistyczną koncepcję klas (Lud przeciwko Elicie), ale współcześni
anarchiści zapożyczyli analizę klasową marksizmu. Tak więc mamy nacisk
na "klasę pracującą" i rzekomą potrzebę "anarchizmu walki klasowej". Stwarza to
sytuację, gdzie łatwo może pojawić się racjonalizacja poparcia dla państwa. Na
przykład system państwa opiekuńczego uważany jest za "zwycięstwo" walki
klasowej w latach trzydziestych XX wieku. Cięcia w tym systemie są rzekomo
winą "kapitalistów", którzy chcą "zapanować nad klasą pracującą". Co za tym
idzie, "anarchiści" popierają welfare state - oczywiste zboczenie anarchizmu.
Scenariusz ten jest produktem archaicznego i manichejskiego światopoglądu,
który ignoruje fakt, że system państwa opiekuńczego był kooptacją ruchu
robotniczego przez korporacyjną elitę, i że większość współczesnych robotników
popiera cięcia w nim, bo mają dość płacenia wysokich podatków. Redukcjonizm
klasowy nie bierze pod uwagę realiów dzisiejszej gospodarki, przynajmniej w
krajach rozwiniętych, gdzie robotnicy nie są już dłużej dotkniętymi nędzą
nieszczęśnikami z przeszłości, ale konsumentami, podatnikami i inwestorami.
Anarchistyczna deklaracja zasad
Aby oddzielić autorytarne owce od antypaństwowych kozłów, potrzeba jasnej i
jednoznacznej deklaracji anarchistycznych zasad. Oto ona:
* Anarchizm nie jest terroryzmem ani przemocą, a anarchiści nie popierają, nie
wspomagają i nie darzą sympatią terrorystów ani tak zwanych ruchów
narodowowyzwoleńczych.
* Anarchizm nie oznacza nieodpowiedzialności, pasożytnictwa, przestępczości,
nihilizmu ani amoralizmu, ale wymaga najwyżs